Jan Libkind

Koniec legendy

[1934]

Nie upłynęło jeszcze półtora roku od chwili, kiedy Hitler uchwycił Niemcy w żelazne kleszcze i zaczął je formować na swoją modłę.

Świat burżuazyjny aż zachłysnął się od zachwytu. Przedtem święcił triumfy we Włoszech Mussolini, ale jego zwycięstwo poprzedziło łamanie kości wrogów, pojenie olejem rycynowym, palenie domów robotniczych. Później Dollfuss odniósł zwycięstwo, ale nim dopiął zamierzonego celu, huczały na ulicach Wiednia armaty, a kwiat młodzieży robotniczej, bohaterscy chłopcy z Schutzbundu – obficie krwią zrosili ruiny i zgliszcza domów gminnych. „Mężowie opatrznościowi” Włoch i Austrii doszli do władzy wbrew klasie robotniczej, po gruzach jej organizacji.

Inaczej Hitler.

Ten mistrz demagogii potrafił dotrzeć do duszy robotniczej. Łudząc zrozpaczony długotrwałym kryzysem proletariat, umiał weń wmówić, że wrogiem i przyczyną wszystkich bólów nie jest ustrój kapitalistyczny, ale Żydzi i przez nich reprezentowany kapitał handlowy.

Tonący chwyta się brzytwy; robotnik niemiecki, doprowadzony do niesłychanej nędzy, zwątpiwszy w swe stare partie, które nie mogły mu dać natychmiastowej pomocy, z rozpaczy zamienił czerwony sztandar na swastykę.

Bo nieprawdą jest, aby za Hitlerem stało przede wszystkim drobnomieszczaństwo. Poparła go część klasy robotniczej – zwłaszcza bezrobotni, a i wśród zatrudnionych robotników zdobył sobie wielu zwolenników. Przypomnimy tylko strajk tramwajowy w Berlinie na krótko przed mianowaniem Hitlera kanclerzem. Prowadzili go komuniści i narodowi „socjaliści”, bo te partie miały przemożny wpływ na tramwajarzy.

Znalazł się wreszcie ktoś, którego nauka wstrzymała zwycięski dotychczas pochód socjalizmu. Przez przeszło pół wieku marksizm zdobywał coraz to większe rzesze zwolenników. Nie było sposobów na zawrócenie robotników z drogi walki klasowej. W ciągu półwiecza poniósł proletariat niejedną wprawdzie porażkę. We Włoszech w 1922 r. lub w Rosji w 1905-1907 złamano go siłą zbrojną, gdzie indziej odstępowały na krótszy lub dłuższy czas najmniej uświadomione grupy lub elementy na poły mieszczańskie, ale jako całość klasa robotnicza czuła i myślała po klasowemu – po marksowsku. W niektórych krajach burżuazja zaprzestała już w ogóle myśleć o nawróceniu robotników na swoją ideologię. Tu nagle zjawia się Hitler ze swoją niewybredną teorią, w ciągu dziesięciu lat odbywa pochód triumfalny i nareszcie zdawałoby się grzebie marksizm. Jeszcze nie przebrzmiały echa fanfar zwycięskich oddziałów szturmowych i sztafet ochronnych, nie zamilkł krzyk katowanych socjalistów i komunistów w obozach koncentracyjnych, a już znaleźli się w innych państwach pełni animuszu naśladowcy Hitlera, pociągnięci wiarą w załamanie ideologiczne marksizmu. We Francji powstaje „Krzyż Ogniowy”, w Anglii lord Mosley organizuje faszyzm, w Szwajcarii naśladuje go pułkownik Egli itp.

W Polsce natychmiast zaroiło się od różnych koszul wiśniowych, niebieskich i innych. Hitler zaimponował sanacji, a przede wszystkim endecji. Artykuły żydożercze zaczynają zapełniać wszystkie pisma endeckie, mnożą się napady na sklepy, a nawet spokojnych przechodniów żydowskich. Prasa sanacyjna i narodowa w łokciowych artykułach rozwodzi się nad ostatecznym bankructwem socjalizmu. Od endecji oderwały się nawet grupy skrajnie faszystowskie w rodzaju różnych „narodowych socjalistów”, organizacji narodowo-radykalnej itd. Oficjalna endecja z sympatią i pobłażaniem patrzyła na wyczyny swych wychowanków, uzależniając ostateczne wypowiedzenie się od sukcesów agitacyjnych polskiego hitleryzmu.

Aż tu nagle trzasnęło. Hitler, widząc się zagrożonym wrzeniem ogarniającym jego szturmówki, wymordował jednej nocy swych własnych przyjaciół politycznych.

Nie żal nam Roehmów, Ernstów, Heinesów i im podobnych łotrów i łotrzyków. Nosił wilk, ponieśli i wilka – inna rzecz, że w otoczeniu „wodza” pozostali z pewnością nie mniejsi przestępcy od zabitych. Uważamy, że niczego lepszego nie należało się po Hitlerze spodziewać, nie będziemy więc poddawać ocenie strony moralnej krwawej soboty berlińskiej. Nie ulega jednak wątpliwości, że bardzo poważne powody skłoniły Hitlera i Goeringa do zastosowania wobec niedawno najbliższych przyjaciół politycznych tak barbarzyńskich środków.

Jakie to były przyczyny?

Narodowy socjalizm porwał masy robotnicze na lep frazesów społecznych. Na kryzys kapitalizmu nie ma jednak innego lekarstwa, jak uśmiercenie kapitalizmu, a więc program socjalistyczny. Nie po to Hitler zsyłał socjalistów i komunistów do obozów koncentracyjnych lub zgoła mordował ich, aby później zamiast nich przeprowadzać ich własny program. Masy robotnicze i bezrobotne żądały jednak spełnienia danych obietnic, wyprowadzenia z otchłani nędzy i zaczęły się buntować. Wymordowanie przywódców, rozpędzenie oddziałów szturmowych w oparciu o armię kierowaną przez pruskich obszarników – oto odpowiedź.

Deklamacje o reformach społecznych, o zapewnieniu każdemu dobrobytu po zgnębieniu żydostwa i okiełznaniu kapitału handlowego, okazały się blefem. Oczywiście były one szwindlem od samego początku i tylko umysły, którym wieloletni głód rzucił bielmo na oczy, mogły je brać i wzięły za dobrą monetę.

Teraz jednak z pewnością przejrzy najciemniejszy nawet robotnik, zbałamucony demagogią hitlerowską. Skończyła się legenda społeczna narodowego socjalizmu. Uwidoczniła się cała jej nicość. Proletariat niemiecki oszukany haniebnie powróci z pewnością do swojej starej partii, której tyle zawdzięcza, wróci z całą pewnością na łono przedwcześnie pogrzebanego marksizmu. Innej drogi dla niego nie ma.

Dlatego ostatnie wypadki niemieckie stanowią punkt zwrotny w dziejach rozwoju faszyzmu. Fala powrotna już się zbliża. Faszyzm wobec mas wygrał swoją ostatnią kartę.

Wypadki niemieckie osłabią wpływ hitleryzmu na państwa ościenne. Również robotnik polski uprzytomni sobie, co się kryje pod radykalizmem społecznym nie tylko ONR, ale i Związku Związków Zawodowych. Role tych organizacji skończyły się. Zdemaskował je Hitler w pamiętną krwawą noc z 30 czerwca na 1 lipca.

Jan Libkind
___________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się, sygnowany pseudonimem W. Kielecki, w tygodniku „Życie Robotnicze” nr 38/1934, 22 lipca 1934. „Życie Robotnicze” wydawane było w Radomiu najpierw przez lokalne struktury PPS, a później przez struktury lewicowych związków zawodowych. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *