I Zlot Młodzieży Robotniczej

[1927]

Co mówią o zlocie

Minęły już niespełna cztery miesiące od chwili, gdyśmy się zjechali do Warszawy z różnych stron kraju, z miast, miasteczek i wsi na nasz Ogólnokrajowy Zlot Młodzieży Robotniczej. A jednak chwile na Zlocie spędzone jakże żywo nam się rysują w pamięci, jakże często je wspominamy radośnie i wesoło.

Gdy się człowiek wybierze z Warszawy gdzieś do towarzyszy naszych na prowincji, do najgorszej jakiejś dziury, spotyka turowców, którzy przy klapach marynarek do dnia dzisiejszego noszą znaczek zlotowy, tak miłą jest dla nich pamiątką. I gdy spotkasz się z takim zlotowiczem, to przez długi czas gwarzyć z nim będziesz o tym, jak to tam było na Zlocie.

Przypalona zupa. Deszcz i mokra słoma

W perspektywie paru miesięcy ta przypalona nieco zupa, za którą kucharza mocno rugano na Zlocie, wydaje się przysmakiem, czymś nieskończenie dobrym. W niepamięć poszły wszelkie niewygody. Zapomnieliśmy o tym przeklętym deszczu, co przez dwa dni padał i padał. Wydaje nam się, że nasz obóz tonął w promieniach słońca, tak jasne w pamięci naszej zostawił wspomnienie. A ta słoma, ta obrzydliwa słoma – powód tylu krzyków i pretensji, przemoczona deszczem, tak „skąpo” w namiotach rozłożona, że kamienie spod niej wyglądały – czy nie wydaje się nam wszystkim teraz wprost królewskim spaniem? Nawet ten straszny, dokuczliwy komendant obozu, który krzyczał zachrypłym głosem o byle co i wołał na ludzi, by szli spać, gdy im się chciało dokazywać, teraz zdaje się być zupełnie znośnym człowiekiem.

Lepsza strona medalu

Jeśli więc w pamięci naszej te gorsze strony medalu zlotowego tak dobrze się rysują, to cóż powiedzieć o tej lepszej „stronie” – o tych imponujących przemarszach przez miasto, gdy długim pochodem, wśród śpiewu i muzyki orkiestr miarowym krokiem szli nasze dziewczęta i nasi chłopcy radośni, dumni, że są „młodą proletariacką gwardią”, walczącą o jaśniejszą przyszłość. Cóż powiedzieć o tej akademii w salach redutowych, o naszych ćwiczeniach, zawodach, o pięknych, wzruszających uroczystościach otwarcia i zamknięcia Zlotu.

Rezultaty

Przeżyliśmy wielkie, niezapomniane chwile. Bo wszak był to nasz pierwszy Zlot, pierwsza próba sił, bilans naszej pracy. Nie znaliśmy się wcale, niewiele wiedzieliśmy o sobie. Ci z Górnego Śląska i ci z Kresów Wschodnich, ci z zagłębia naftowego, i ci z kopalń dąbrowieckich, ci z wysokich Tatr i z żyznej Wielkopolski. Zjechali się, poznali, zaprzyjaźnili na śmierć i życie, braterskie ślubowanie wytrwania przy Czerwonym Sztandarze wzajem sobie składając, zapoznali się z różnymi wynikami i metodami poszczególnych organizacji, zdobywając wiele nowych pomysłów i doświadczeń, a przede wszystkim zjechawszy się tak do kupy stwierdzili, że są już siłą, której byle podmuch wiatru nie złamie, że silni są nie tylko liczbą, sprężystą organizacją, ale i tą gorącą wiarą w ideę socjalistyczną, tym entuzjazmem dla sprawy robotniczej, co serca młode ich przenika. Przybyły specjalnie na Zlot Sekretarz Międzynarodówki tow. Ollenhaner wyrażał się o przebiegu naszego Zlotu w słowach pełnych uznania.

Chadeckie żale

Cieszyliśmy się ze łzami radości w oczach, patrzyli na nas starsi towarzysze, iż Zjazd nasz tak pięknie, tak imponująco wypadł. Natomiast wściekłość opanowała wszelakiego rodzaju prawicowców: endeków, chadeków, sokolików itp., ze złością i zawiścią patrzyli na nas komuniści. Po Zlocie prasa reakcyjna podniosła tumult, rozdzierano szaty wołając: „patrzcie, organizacja młodzieży socjalistycznej jest tak silna, liczy się na tysiące i jest tak dobrze zorganizowana, a nasze organizacje chadeckie, sokolskie, wszechpolackie, mimo wielkich środków finansowych od kapitalistów i obszarników – taki nędzny, taki suchotniczy żywot wiodą”; „Źle jest z »narodowym obozem«, źle jest z naszą »Chjeńską Polską«: czerwoni opanowali dusze młodzieży. Więc hejże dalej księża, dewotki, organiści, obszarnicy, kapitaliści, społem huzia na socjalistów, na Organizację Młodzieży T.U.R.”.

Wściekłość komunistów

Inaczej nieco komuniści. Oni zastosowali zwykłą metodę kłamstwa, starając się, wbrew rzeczywistości, osłabić znaczenie naszego Zlotu. Obsypano nas stekiem wyzwisk niezbyt kulturalnych, ale te bajki nie odniosły skutku i wzbudziły w masach młodzieży oburzenie dla ich inicjatorów.

A fakt pozostał faktem. Zlot wykazał rozwój naszej organizacji, coraz to liczniejszej i doskonalącej się wewnętrznie. Wykazał, że młodzież robotnicza za swą przedstawicielkę uważa Organizację Młodzieży T.U.R., masowo z ufnością garnąc się pod jej Czerwone Sztandary.

Szczegóły Zlotu

Pisma robotnicze podały już szczegółowe sprawozdania z przebiegu Zlotu. Ograniczymy się więc do krótkiego opisu niezapomnianych dni zlotowych.

Zorganizowany na wzór zagranicy I Ogólnopolski Zlot Młodzieży Robotniczej wypadł, zarówno pod względem liczebności, jak i swej treści, organizacji i poziomu, wspaniale, przechodząc oczekiwania największych optymistów.

Na Zlot

Zjechało się na Zlot przeszło 1500 młodych turowców i sportowców. Nie zraziły ich niewygody życia obozowego, przezwyciężyli trudności finansowe. Stanęli solidarnie na zew. Nie brakło żadnej dzielnicy Polski, nie brakło żadnego większego miasta, ba, wsie i miasteczka różnych części kraju licznie były reprezentowane.

Z pieśnią na ustach, ze sztandarami, w barwnych różnokolorowych strojach, z radością ciągnęły grupy naszej młodzieży z dworców do pięknie udekorowanego czerwonymi chorągwiami, masztami, zielenią obozu na ulicy Okopowej, na boisku „Skry”, gdzie stały 72 wielkie namioty przeznaczone na mieszkania.

W obozie

Przejścia między namiotami nosiły nazwy, a więc była tam ulica Jauresa, ulica Feliksa Perla, ulica Okrzei, Montwiłła-Mireckiego itd. W innej części boiska dymiły kuchnie polowe, przygotowując dla przybyłych strawę.

Otwarcie Zlotu

Wzruszającym był moment, gdy 5 czerwca rano na zew trąbki wszystkie przybyły organizacje ustawiły się w wielki czworobok, oczekując uroczystego otwarcia Zlotu. Stanęły ze sztandarami liczne organizacje z zaboru czeskiego, z Górnego Śląska i ze Śląska Cieszyńskiego, delegacje „Siły”, towarzysze z ,,Socialistischer Jugendbund Polenes”, goście z Czechosłowacji, Niemiec i Gdańska. Powszechną uwagę zwracają na siebie turowcy ze Stanisławowa w pięknych białych mundurach, którzy jechali przez dziesięć dni spod Zawichostu łodziami do Warszawy na Zlot, dalej młodzież turowa z Kutna, Tarnowa i innych, piękne, jednolicie, umundurowana oraz turowcy z Zakopanego w malowniczych strojach góralskich.

W czworoboku stanęli przedstawiciele władz partyjnych i zaproszeni goście. Komendant obozu, tow. Dubois, złożył raport Komendantowi Zlotu, tow. Garlickiemu, oświadczając, że młodzież przybyła na Zlot wierna jest Czerwonemu Sztandarowi i stoi do dyspozycji klasy robotniczej, gotowa do walki o wyzwolenie. Z kolei tow. Garlicki złożył raport posłowi Pużakowi, który,   życząc Zlotowi powodzenia, dokonał otwarcia Zlotu przez podniesienie na wielkim maszcie Czerwonego Sztandaru. Z dwóch tysięcy młodych piersi zagrzmiały dźwięki „Czerwonego”, a potem „Hymn Młodzieży Robotniczej”.

Na grobie tow. Perla

Następnie uczestnicy zwiedzali miasto grupami bądź też brali udział w zawodach lekkoatletycznych. Znaczna ilość uczestników Zlotu udała się na grób tow. Perla, gdzie złożono piękny wieniec.

Zawody pływackie

Po obiedzie ruszył z boiska „Skry” na przystań „Skry” na Wiśle, gdzie odbywały się zawody pływackie. Wielki, różnobarwny, sprężyście i karnie idący pochód, orkiestry, śpiew i postawa młodzieży wywarły na widzach niezatarte wrażenie.

Akademia

Po zawodach pływackich Zlot udał się do sal redutowych, gdzie odbyła się piękna akademia. Zagaił ją tow. Pużak, przemawiali towarzysze Daszyński, Barlicki, Jaworowski, sekretarz Międzynarodówki Młodzieży Ollenhauer (tłumaczył jego przemówienie tow. Cohn) i tow. Garlicki.

Największy entuzjazm ogarnął zebranych, gdy tow. Daszyński podkreślił z mocą, że nie prowadzimy naszej pracy wśród młodzieży po to, aby użyto ją do wzajemnego mordowania się narodów. Nie! Właśnie moc naszego ducha i ramienia ma uniemożliwić w ogóle wojny bratobójcze i waśnie między narodami.

Przemówienie swoje zakończył tow. Daszyński gorącem życzeniem pod adresem młodzieży: „Rośnijcie, wychodźcie na słońce, bądźcie wojownikami przyszłości – i zwyciężcie w walce o socjalizm”.

Z zapartym oddechem słuchano przemówienia tow. Barlickiego, który mówił:

„Polska, uwolniona przez waszych ojców od najazdu, jest jeszcze wewnątrz niewolnicą, bo panoszy się w niej krzywda i nieprawość. Waszym zadaniem jest wyplenić krzywdę. Jesteście cząstką międzynarodowego frontu robotniczego  walczącego z odwiecznymi ciemięzcami w imię twórczej pracy i wyzwolenia. Może przypadnie wam w udziale cudowna misja nie tylko nakarmienia głodnych, ale również zaspokojenie obolałego, szarpanego nieprawościami serca ludzkości. Może uda się wam zbudować świątynię, w której zapanuje człowiek wolny”…

Następnie odbyły się piękne produkcje artystyczne: tańce i śpiewy towarzyszów górali z Zakopanego oraz śpiew chóru „Siły” z Katowic.

W czasie akademii orkiestry Związku Zawodowego Kolejarzy i Elektrowni grały pieśni robotnicze.

Pochód wieczorem

Po ukończeniu akademii pochód przy świetle pochodni, co dodawało mu malowniczego uroku, powrócił do obozu, gdzie też wieczorem przybyła sztafeta kolarska, która się odbywała na ogromnej przestrzeni Kraków – Warszawa. Zwyciężyła drużyna „Skry”.

II dzień Zlotu

W drugim dniu Zlotu rano i po południu odbywały się liczne i na wysokim poziomie stojące zawody sportowe, ćwiczenia gimnastyczne i popisy artystyczne. Na te ostatnie złożyły się piękne tańce góralskie, popisy „Siły”, Jugendbundu w śpiewie i tańcach, popisy grupy z Krosna, ładne żywe obrazy itp.

O godz. 11 rano odbyło się w Teatrze Polskim przedstawienie „Wieży Babel” Słonimskiego, poprzedzone przemówieniem senatora Kopcińskiego.

Po dwóch dniach spędzonych tak pracowicie, wśród miłej, serdecznej atmosfery i całkowitej radosnej harmonii, nastąpił moment pożegnania.

Zamknięcie Zlotu

Znowu stawił się czworobok. Przemawiali przedstawiciele Jugendbundu, tow. poseł Czapiński, tow. Dubois. Po czym rozdano nagrody i tow. poseł Pużak, po otrzymaniu raportu, który odbył się tak, jak przy otwarciu, zamknął Zlot.

Znowu rozległy się potężne dźwięki hymnów robotniczych i padła komenda „rozejść się”, i uczestnicy Zlotu rozjechali się do domów, z najmilszym wspomnieniem o chwilach w Warszawie spędzonych, z nowym zapałem i energią do dalszej pracy nad szerzeniem ideologii socjalistycznej wśród młodzieży. Reasumując wyniki Zlotu, powiedzieć możemy śmiało, że I Zlot wypadł wspaniale. Świetna postawa, znakomita karność organizacyjna, zapał, jaki rozpalić może tylko wielka i święta Idea – wszystko dowodzi, iż szybko wzrastają i będą wzrastały szeregi socjalistycznej młodzi, iż praca od podstaw zaczęta wydała już swe pierwsze wyniki i dalsze wydawać będzie.

Do dalszej pracy

A teraz umocnieni świadomością naszej siły, zapatrzeni w wielkość naszej socjalistycznej idei, stajemy do wytężonej, entuzjazmem owianej, pracy nad rozwojem wewnętrznym naszej organizacji i rozwojem socjalizmu wśród młodego pokolenia robotniczego. Przede wszystkim przystępujemy do pracy nad umasowieniem naszej organizacji, by na przyszłym Zlocie nie były nas tysiące, ale dziesiątki tysięcy.

Staszek

__________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Głos Młodzieży Robotniczej” – organ Komitetu Centralnego Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, nr 5(16), październik 1927. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst opracowała Aleksandra Zarzeczańska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *