Zbigniew Mitzner

Fabryka komunistów czynna. Głupota czy świadoma zła wola?

[1936]

Słowa premiera Składkowskiego o swobodzie politycznej dla wszystkich stronnictw z wyjątkiem partii komunistycznej dziwny znajdują oddźwięk w prasie rządowej i u niższych organów wykonawczych. Znane jest wszystkim nasze stanowisko w sprawie zwalczania komunizmu. Ruch socjalistyczny komunizmu się nie boi. Wręcz przeciwnie, uważa legalizację partii komunistycznej w Polsce za to posunięcie, które życiu politycznemu, a przede wszystkim wewnętrznym stosunkom w obozie robotniczym, nadać może formy normalne.

Nie będziemy się z prasą sanacyjną licytować w określaniu „niebezpieczeństwa komunistycznego”. Jest dla nas rzeczą niewątpliwą, iż to niebezpieczeństwo istnieje tylko wówczas, gdy komunizm jest ruchem konspiracyjnym, zmuszonym działać pod różnymi przybranymi firmami i płaszczykami. Pragnęlibyśmy widzieć ruch komunistyczny w Polsce jako ruch legalny, działający w tych samych warunkach co my – a nie obawiamy się o to, kogo za swego reprezentanta wybierze, i w tej zmienionej sytuacji, proletariat polski.

Szybkie ideologiczne przemiany zachodzące wśród komunistów całego świata ułatwiać tylko mogą równouprawnienie ruchu komunistycznego. Oto widzimy, jak komuniści przechodzą ze swego skrajnego międzynarodowego stanowiska na pozycje patriotyzmu, jak we Francji walczą o szeroki program zbrojeń i nieskracania czasu służby wojskowej, a w Polsce głoszą hasła obrony Górnego Śląska z bronią w ręku, a nie jak dotychczas „samookreślenia z prawem do oddzielenia się od Polski”.

Rząd myśli inaczej. Uważa on, iż ruch komunistyczny można zwalczyć represjami i „rozładowaniem bezrobocia”. Pogląd na komunizm nie jest to jedyna różnica między nami a rządem gen. Składkowskiego. Zauważyć jednak musimy, iż ta walka z komunizmem przybiera formy zgoła nieoczekiwane. Bo oto od kilku tygodni zaczyna się dziać tak: cokolwiek jest dla rządzących lub dla kapitalistów niewygodne, to zaraz zostaje ochrzczone mianem komunizmu.

Zastrajkują robotnicy, upominający się o polepszenie swej doli, o kilkugroszową podwyżkę głodowych zarobków, a rozlegnie się zaraz zgodny chór burżuazyjnych piesków: komuniści! Dojdzie w Gdyni, w Toruniu czy w innym ośrodku Rzeczypospolitej do demonstracji zrozpaczonych bezrobotnych, a ochrzci się ich zaraz mianem komunistów. Ukaże się pismo radykalne, które może jeszcze na dodatek zechce zamieścić jakiś informacyjny artykuł o Rosji Sowieckiej – komunistyczne! Chcą gdzieś spławić socjalistę lub człowieka o postępowych przekonaniach – nazwą go po prostu komunistą i sprawa załatwiona. Jasno, szybko, bezboleśnie, bo któż się odważy podnieść głos w obronie człowieka czy pisma, na których władza czy prasa nakleiła etykietkę komunizmu.

W ten sposób komunizm traci swe pierwotne znaczenie – pewnego światopoglądu, pewnej idei, a przede wszystkim pewnego ruchu, określonego bardzo wyraźnymi formami organizacyjnemu. Słowo komunizm staje się określeniem wszystkiego, co jest dla rządzących niewygodne, staje się całkowicie wystarczającym i nieulegającym dyskusji lub odwołaniu uzasadnieniem najniesprawiedliwszych, najniesłuszniejszych, najbardziej krzywdzących decyzji takiego czy innego urzędniczyny. Poza tym słowem zostaje przemycona całkowicie nieodpowiedzialność pewnych zarządzeń władzy państwowej, kryje się w nim tajemnica jakichś kartotek, wywiadów i donosów, z którymi nikt walczyć nawet nie może, bo są oczywiście ściśle poufne.

Rezultatem tej akcji jest propagowanie komunizmu przez… prasę sanacyjno-endecką i organy państwowe. Na sumienie ruchu komunistycznego, na jego rachunek i jego dobro zapisuje się bowiem rzeczy, z którymi nie ma on nic wspólnego. Obarczając zaś ludzi i poczynania nic z komunizmem nie mających wspólnego jego mianem, w rezultacie przysparza się temu ruchowi mimowolnych zwolenników. Przy pomocy akcji tej, przy pomocy „agitacji grozy komunizmu” pragnie się dyskretnie przemycić duszenie wszystkiego, co niewygodne, co domaga się wolności, co wnosi myśl twórczą i zależną. Przez roztoczenie tej grozy pragnie się wszelki ruch lewicowy odseparować od życia, ażeby każdy obawiał się, że czego się tknie, to będzie bolszewizm.

Być może że dla funkcjonariuszy wydziałów bezpieczeństwa wygodniej jest nie odróżniać socjalizmu od komunizmu, a tego znów od zwykłego radykalizmu politycznego, być może że niezdolni są oni do głębszego orientowania się w ruchach społecznych. Ta nieumiejętność jednak nie może decydować o biegu życia w Polsce. Raczej urzędnikom trzeba sprawić pewne choćby elementarne przeszkolenie polityczne.

***

Jeśli w wielu fabrykach trwa kryzysowy zastój, to jedna w Polsce idzie całą parą. To fabryka komunistów. Czy jednak jej wytwórczość, tak ostatnio ożywiona, leży naprawdę w czyimkolwiek interesie – w to trzeba wątpić. Głupota i złośliwość jednostek stanowią siłę napędową fabryki komunistów.

Zbigniew Mitzner
_____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Tydzień Robotnika” nr 24/1936, 28 czerwca 1936 roku. Był to wysokonakładowy tygodnik wydawany przez Polską Partię Socjalistyczną, funkcję redaktora naczelnego pełnił Zygmunt Zaremba. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Ilustracja wykorzystana w tekście pochodzi z pisma „Tydzień Robotnika”.

Na podobny temat warto przeczytać:
• Jan Stańczyk: Sprzymierzeńcy bolszewizmu [1924]
• „Głos Zagłębia”: O honor i bezpieczeństwo Polski [1924]

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *