Herman Lieberman

Droga do socjalizmu to droga nieustannej walki i nieraz droga cierpienia

[1933]

Po klęsce socjalizmu w Niemczech zleciały się kruki nad głową walczącego proletariatu i kraczą, że socjalizm się skończył i pogrążył w beznadziejnym bankructwie. Ze wszystkich stron rozlega się to krakanie. Zarówno obóz „sanacyjny”, jak i narodowa demokracja triumfalnie wołają, że ideały Wielkiej Rewolucji Francuskiej, które były nicią przewodnią XIX stulecia, leżą w gruzach. Ideały rewolucyjnej Francji streszczały się w trzech hasłach: Wolność! Równość! Braterstwo! Skoro więc ludziom naszej epoki obrzydły te hasła, to chyba pragną zamiast wolności – niewoli, zamiast równości – przywilejów i krzywdy, zamiast braterstwa – wojny!

Niektórzy kierownicy duchowi narodowej demokracji silnie podkreślają przy każdej sposobności bankructwo humanitaryzmu, a młodzież, temu kierownictwu ulegająca, z lekceważeniem mówi o „ludzkości” jako o fikcji dla młodego pokolenia niezrozumiałej. Humanitaryzmowi i idei ludzkości ideologowie narodowej demokracji przeciwstawiają ideę narodową jako ideę przyszłości, jako żywiołową siłę, wypierającą z dusz ludzkich zwietrzałą i oczywiście „materialistyczną” ideologię dziewiętnastego stulecia. Zapominają przy tym, że właśnie idea narodowa była dzieckiem rewolucji francuskiej. Dawne armie ginęły za króla na polu walki, dopiero żołnierze armii rewolucyjnej poczęli uważać się za synów ojczyzny – Francji i z „Marsylianką” na ustach szli w bój. A Legiony Dąbrowskiego? Francja przekazała wtedy dziewiętnastemu stuleciu ideę narodową jako ideę rewolucyjną, za którą Polacy znosili srogie prześladowania i męczeństwo, tak wstrząsające, że byli przedmiotem podziwu i współczucia minionego wieku. Nowym tylko w dwudziestym stuleciu jest łączenie idei narodowej z bezwzględną nienawiścią rasową, któremu to połączeniu triumf zapewnili pruscy imperialiści, narzuciwszy swoją wolę całemu narodowi niemieckiemu. Pruscy nacjonaliści oraz ich wielbiciele, czy też życzliwi krytycy, usiłują zarazem wmówić społeczeństwu, że przez bezwzględne tępienie Żydów stworzy się nowy ład, oparty na „chrześcijańskich” zasadach życia. Wierność zasadom moralności chrześcijańskiej wciąż mają na ustach ci apostołowie antysemityzmu, z pogardliwym uśmiechem odwracający się od humanitaryzmu. Jak pogodzić zasady chrześcijańskie z programem egoizmu rasowego i nienawiści rasowej – trudno zrozumieć.

Przed kilkoma dniami biskup linzki Gfoellner wydał list pasterski przeciw hitleryzmowi w Austrii, piętnując działalność antysemicką faszystów niemieckich jako „niechrześcijański szał nienawiści rasowej”. Inny fakt – „Tydzień Religijny”, wychodzący w Paryżu, ogłosił przed około dwoma tygodniami następujący komunikat oficjalny kardynała i arcybiskupa Verdier: „Polecamy duchowieństwu i wiernym naszej diecezji, w imię miłosierdzia chrześcijańskiego i solidarności, która powinna łączyć dzieci jednego ojca, odprawianie modłów, by ustały nieszczęścia, od których obecnie cierpią Żydzi. Te modły dla braci nieszczęśliwych będą protestem prawdziwie chrześcijańskim przeciwko aktom nieludzkim, tak sprzecznym z prawdziwą cywilizacją i przeciwko walkom religijnym, unicestwiającym szczęście naszej biednej ludzkości”.

Mało tego. Na olbrzymi wiecu publicznym, odbytym w Paryżu, na którym przemawiał również przywódca socjalistów francuskich, towarzysz Blum, a na którym protestowano nie tylko przeciw hecy antyżydowskiej, lecz przeciw prześladowaniu milionów „aryjczyków” za ich przekonania polityczne, zabrał głos delegat kardynała Verdier, prałat Desgranges, i wypowiedział słowa: „Jakiekolwiek będą ofiary ucisku, zawsze będę po ich stronie. I powiadam Hitlerowi: »Jeśli się kocha swój kraj, nie bezcześci się go zbrodnią«”. W tym samym duchu przemawiał na wiecu protestacyjnym w Lyonie prałat Ronchoure, jako delegat kardynała Maurin.

Jakżeż więc? Kto jest bardziej powołanym do przemawiania w imię moralności chrześcijańskiej: nacjonaliści czy książęta Kościoła katolickiego? I co myśleć o wciąż powtarzanym zapewnieniu, że stoimy wobec bankructwa humanitaryzmu, skoro biskupi i kardynałowie w imię nauk Ewangelii z wielką siłą jego zasady podkreślają? Ujawnia się tu przepastna sprzeczność, która nie da się pomieścić w jednym programie.

Albo nienawiść rasowa i walka ras, albo chrześcijańskie zasady życia!

Skojarzenie hitlerowskiej nienawiści bliźniego z chrześcijańską miłością bliźniego stanowi potworną niedorzeczność, która na dłuższą metę nie może służyć za pokarm duchowy i moralny szerokiej masy w narodzie. Prędzej czy później musi nastąpić otrzeźwienie i wyzwolenie z tego koszmarnego nacjonalistycznego złudzenia.

Dlatego spokojnymi bądźmy o los i przyszłość socjalizmu! Mimo klęsk i błędów taktycznych tej i owej partii socjalistycznej w poszczególnych krajach, socjalizm nie przestaje być potęgą duchową i liczebną.

Koniunktura kryzysowa może na czas pewien jak chmura ciężka przesłonić widok na ten ruch dziejowy klasy robotniczej, ale jej instynkt życiowy i świadomość zwyciężą: Socjalizm zawsze będzie wizją świetlanej przyszłości dla tych, co pracują, lub pracować chcą, a są wydziedziczeni, wyzyskiwani i gnębieni. Socjalizm o sobie może powiedzieć słowami Żeromskiego: „Jestem towarzyszem wszystkiego, co cierpi, co walczy, co dąży do wolności” – a dodajmy jeszcze: „co dąży do prawdy, do wyzwolenia z wyzysku i do sprawiedliwości”. A dlaczego nam kradną naszą nazwę, nasze symbole i nasze święto majowe? Bo wiedzą, że tęsknota do socjalizmu tkwi głęboko w sercu ludzi biednych. Przezwali się więc faszyści niemieccy narodowymi „socjalistami”, a potężny ruch socjalistyczny przemianowali na „marksizm” – nazwa, której nasza idea nigdy nie nosiła mimo wielkiego uwielbienia dla Karola Marksa, bo ruch nasz nigdy swojego źródła nie upatrywał w bałwochwalstwie jednostki. Zrozumieć też można skargę faszystowskiego ministra korporacji we Włoszech, pana Bottai, który w jednej ze swoich wielkich mów oświadczył: „Co przeszkadza rozwojowi faszystowskiego syndykalizmu (organizacji zawodowej robotników), to zawsze jeszcze zagadnienie i twory duchowe socjalizmu. Spaliliśmy ich symbole, ich chorągwie, ich kasy, ale nie udało się nam wyrwać im socjalizmu z serc”.

I nie wyrwą go nam z serc, mimo ciężkiej niedoli, jaką przeżywamy my i nasi braci w innych krajach. Płyniemy przez wzburzone morze i okręt przechylił się na prawą stronę – ku faszyzmowi, dzięki zawikłaniom, które w swych następstwach sprowadziła wojna światowa. Ale i zdarzenia płyną, niosą je coraz to nowe potężne fale życia i wstrząsów powojennych. Przyjdzie dzień zwycięstwa socjalizmu, które będzie tym trwalsze, im okrutniejszymi były prześladowania i męczeństwo bohaterów naszej idei. Klęski i zwycięstwa tych, co walczą o sprawiedliwość i przebudowę społecznego ustroju, są rytmem historii. W perspektywie dziejów czasowe odchylenia szybko przemijają, ale zasadniczego kierunku, w którym narody postępują ku coraz doskonalszym formom życia, żadna siła nie powstrzyma i nie zmieni. I nacjonalizm ze swoimi wybujałościami nienawiści rasowej będzie zjawiskiem krótkotrwałym. Ustrój kapitalistyczny zabrnął tak daleko w chaosie i zupełnej ruinie, że dla wydźwignięcia się z przepaści żadnemu państwu i narodowi nie starczy własnych sił. Ocalenie i odrodzenie dokonane może być jedynie i wyłącznie w skali międzynarodowej.

Współpraca zaś społeczeństw dla wspólnego ocalenia nie może opierać się na wzajemnej nienawiści, tylko na miłości ludzkiej i braterstwie. Nacjonaliści wszelkich narodów, którzy nas wyklinają jako materialistów, w uczucie miłości ludzkiej i braterstwo nie wierzą. Wedle nich zdanie angielskiego filozofa: „homo homini lupus” (człowiek człowiekowi jest wilkiem), opiewać raczej powinno: „natio nationi lupus” (naród narodowi jest wilkiem). Narody zęby sobie wzajemnie pokazywać powinny! Precz ze złudzeniami humanitaryzmu! Brutalna siła fizyczna jest rozstrzygającym czynnikiem dziejów! Lecz my, socjaliści, nie zamykając oczu na twarde warunki, w których żyć musi Polska, tudzież na konieczności praktyczne stąd płynące, nie przestajemy wierzyć w zwycięską moc ducha ludzkiego, humanitaryzmu i solidarności ludzkiej, w przewagę idei i pierwiastka moralnego nad brutalnym uciskiem, którego źródłem jest przemoc fizyczna.

Nie zastrasza nas tedy czasowe opadnięcie fali socjalistycznej w Rzeszy Niemieckiej. Idziemy do nowych ciężkich walk!

Smutne doświadczenia proletariatu niemieckiego nauczyły nas wiele. Twardymi musimy być w walce, zbrojni w hart duszy i wolę stanowczą, która przed nikim i niczym się nie ugnie, której nic nie złamie. My, socjaliści, zaprzęgliśmy się w służbę idei, w imię której wielkie, wiekopomne i wzniosłe dzieło ma być dokonane. Zamrzeć wreszcie musi głos rozpaczy, który co dzień się wyrywa z piersi milionów ludzi głodnych, wykolejonych, haniebnie na bruk wyrzucanych, przez dziki, chaotyczny i oszalały porządek społeczny stratowanych. Nowy świat musi być zbudowany, nowy od fundamentów po sam szczyt! Nie stanie się to w jednym dniu i siłą jednego uderzenia. Dzień za dniem musimy uderzać, wołać na alarm, gromadzić i skupiać ludzi pracy i spełniać twardy obowiązek bojowy. Groźne siły się nam przeciwstawiają, prowadzone przez nowoczesnych dyktatorów, którzy sami się okrzykują mężami opatrznościowymi przyszłości, a w rzeczywistości niczym innym nie są, jak obrońcami przeszłości z jej systemem gwałtu, przywilejów, krzywd i wyzysku. Nie dziw więc, że w różnych stronach Europy rozlega się jeden głos, idący z szeregów walczącego proletariatu: dla socjalizmu nadszedł okres walk bohaterskich.

Socjaliści austriaccy w uroczystej uchwale swojego kongresu młodzieży to przypominają, a my to zresztą doskonale wiemy, że w dzisiejszych czasach być socjalistą – to nie mała rzecz i że socjalista bez wahania i bez zastrzeżeń oddać musi całego siebie klasie robotniczej w walce o przebudowę świata nie tylko w interesie klasowym, lecz dla zwycięstwa prawdy i społecznej sprawiedliwości.

Herman Lieberman
___________________
Powyższy tekst Hermana Liebermana pierwotnie ukazał się w PPS-owskim dzienniku „Robotnik”, nr 146/1933, 30 kwietnia 1933 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl przygotował Przemysław Kmieciak.

Jeden komentarz nt. “Droga do socjalizmu to droga nieustannej walki i nieraz droga cierpienia

  1. Tyle, że leninowcy w Rosji nazywali sami siebie “marksistami”- i szybko gotowi byli popierać siły wrogie klasycznemu socjalizmowi, byle tylko uderzyć w interesy anglo-amerykańskiej burżuazji. Narodowy bolszewizm jako nurt w KPD i organizowanie Freikorpsów przez kanclerza Noske i prezydenta Eberta, obaj polityków SPD – jakoś umyka Hermanowi Liebermanowi :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *