Stanisław Brzozowski

Doktrynerzy bezwładu

[1906]

Paradoksalnym mogłoby się wydać, gdyby ktoś twierdził, że w interesie jakiejkolwiek grupy politycznej leżeć może pozbawienie samej siebie wszelkiej samoistności w oszacowywaniu sytuacji i rozwiązywaniu wynikających z niej zagadnień i że wreszcie pożądaną jest ta polityka ślepoty i tępoty z punktu widzenia solidarności międzynarodowej klasy robotniczej. Solidarność może istnieć jedynie pomiędzy autonomicznymi grupami – jest to solidarność dziwnego nabożeństwa żądać od jednej ze stron, aby się stała rzeczą bierną i posłuszną – sicut cadaver. Solidarność może nakazywać tylko, aby każda z solidarnych grup, walcząc, nie zaniedbywała tych sposobności niesienia pomocy innym, jakie nadarzyć się mogą. Polityka międzynarodowa proletariatu uczy nas uważać zwycięstwo każdego poszczególnego proletariatu narodowego czy państwowego za cząstkę ogólnego wszechświatowego proletariackiego zwycięstwa. Nie znaczy ona jednak bynajmniej – aby droga do zwycięstwa była wszędzie jednakowa. Socjalizm nie spada z nieba, lecz wyrasta z ziemi. Zasługą Marksa i wszystkich późniejszych myślicieli socjalizmu, posuwających naprzód jego sprawę (takiego Antoniego Labrioli np. we Włoszech lub Kazimierza Krauza u nas) było wyjaśnienie i uświadomienie tego, że socjalizm jest nie doktryną abstrakcyjną urzeczywistnianą w historycznej próżni, lecz celowym przeistaczaniem warunków stworzonych przez historię w kierunku całkowitego usamodzielnienia klasy robotniczej. Wiernym Marksowi jest więc nie ten, kto zachowuje w formie nieskazitelnej czystości dogmat marksowski, lecz ten, kto stosuje realistycznie rewolucyjną metodę Marksa – a więc za podstawę polityki obiera analizę istotnego stanu rzeczy. Ponieważ ten stan rzeczy musi być bardzo różnym w społeczeństwach o różnych kolejach rozwoju historycznego, więc jedyną wskazaną drogą może być dokładne poznanie tych specjalnych warunków, w jakich każdy poszczególny proletariat walczyć musi. Jeżeli zbadanie tych warunków doprowadzi do polityki ściśle koordynującej wysiłki danego proletariatu z wysiłkami dokonywanymi przez jakiś inny, można będzie mieć gwarancję, że koordynacja ta będzie istotnie z punktu widzenia polityki proletariatu celową. Twierdzić, że taka na gruncie dokonanego samopoznania ustalająca się solidarność nie jest jedyną, znaczy to twierdzić, że proletariat jest w stanie stwarzać sam dla siebie te warunki, w jakich prowadzi walkę, że np. od dobrej woli proletariatu polskiego zależy cofnąć rozwój ekonomiczny Królestwa [Polskiego] do tego poziomu, na jakim znajduje się Rosja. Żądać utożsamienia polityki proletariatu polskiego z tą, jaką prowadzi klasa robotnicza w Rosji, jest to żądać zmiany stosunków statystycznych pomiędzy ludnością miejską a wiejską w Królestwie, jest to żądać zmiany całej historii polskiej: jest to, słowem, żądać od proletariatu polskiego, aby jak najmniej o sobie i warunkach swego życia wiedział, najchaotyczniej i najsłabiej chciał, jest to – organizację ślepoty i bezwładu uznawać za cel swojej taktyki partyjnej. Historia też nie odmówi Socjal-Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy zaszczytu, że paradoksalnemu zadaniu organizowania niemocy proletariatu naszego służyła z wielką wytrwałością. SDKPiL poczyta to sobie być może istotnie za chlubę. Warunki ekonomiczne są wszystkim – człowiek powinien wobec nich być tylko ciemną i podatną marą. Paraliż polityczny jako cel i przedmiot dążeń – w tym się wyraża czystej wody marksizm Róży Luksemburg i towarzyszów.

Stanisław Brzozowski
________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w dzienniku „Naprzód – organ centralny Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej” nr 302/1906, Kraków, 3 listopada 1906. Poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *