Henryk Jędrzejewski

Byliśmy pierwszym kołem OM TUR

Szerokim, głębokim i bystrym strumieniem płynęła praca w Powązkowskim Kole Młodzieży TUR. Działo się tak dlatego, że z własnej inicjatywy już jako kilkunastoletni chłopcy „skrzyknęliśmy się” w kole młodzieży i umówiliśmy się, że odtąd będziemy wypełniać lukę w socjalistycznym ruchu na odcinku młodzieży robotniczej, że będziemy budować socjalistyczną organizację młodzieży robotniczej.

Przy ul. Okopowej, a później przy ul. Dzielnej, wśród gromadki młodzieży nastąpiła „zmowa”, która przetrwała niejedną burzę i niejedną próbę życia. „Zmowa”, która nie była niczym więcej niż przyjaźnią w czerwonej służbie. Bez niczyjego nakazu, bez zaleceń, pism okólnych – skoro tylko powstało Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego – zameldowaliśmy się jako zorganizowana grupa, tworząc zręby Wydziału Młodzieży TUR, później nazywanego Organizacją Młodzieży TUR. Byliśmy pierwsi i tak pozostało już aż po ostatni dzień istnienia przedwojennej OM TUR. Byliśmy najliczniejszym skupieniem, najbardziej ofiarni, ideowo jednolici i zwarci, zawsze pełni poświęceń i entuzjazmu. Byliśmy zawsze awangardą warszawskiej Organizacji Młodzieży TUR.

W kole na Powązkach władze centralne wypróbowywały metody i formy pracy wśród młodzieży. Natchnienia i zalecenia władz centralnych znajdowały u nas swój początek i stąd rozchodziły się po kraju. Byliśmy więc warsztatem doświadczalnym dla kierownictwa, byliśmy, bez przesady mówiąc, baonem manewrowym w armii niebieskobluzych. W naszej gromadzie, pełnej rozwichrzonych czupryn, kurzyło się od pomysłów; byliśmy kołem, w którym przez cały czas istnienia trwało nieustanne współzawodnictwo w inicjatywie. Byliśmy wreszcie w Organizacji Młodzieży TUR kołem reprezentacyjnym. Jeżeli chciano pokazać turowców w ich codziennej pracy, to przede wszystkim odwiedzano nas na ul. Okopowej czy ul. Dzielnej.

W Kole Powązkowskim narodziła się najpiękniejsza forma ruchu robotniczego – ruch gromad czerwonoharcerskich. Już w pierwszych miesiącach działalności koła prowadziliśmy pracę wśród dziatwy, w ramach sekcji dziecięcej. Sekcja rosła. Niedzielne zabawy i gry pod kierownictwem Leny Piaseckiej coraz bardziej przybierały formy organizacyjne. Aż z zabaw tych wyciągnęliśmy pewnego dnia wniosek, „że front walki o czerwone jutro nie będzie pełny, gdy braknie tych, co przyjść mają po nas, gdy braknie w szeregach walczących najmłodszych”. Wtedy to na jesieni 1926 r. rozpoczęliśmy z dziatwą „wielką zabawę” – zorganizowaliśmy z niej pierwszą gromadę czerwonoharcerską. Brali w tym udział: Helena Chodźko, Roman Dąbrowski, Henryk Jędrzejewski, Karol Czarnecki, Feliks Kapusta. Pierwszymi członkami gromady byli: Witold Rogala, Wesoły, Maj, Roman Olszyna, Krawiecki, Matulka, Kawka, Gaudasiński, Cackowski, Gajewski, Krawczyk, Gnat i wielu innych.

W ruchu zawodowym koło zapisało piękną kartę. To powązkowscy turowcy (Fabian Piłacki) zdobywali garbarzy dla partii i klasowego ruchu zawodowego, to młodzi turowcy likwidowali przemożne wpływy NPR i jaworowszczyków wśród garbarzy warszawskich, to z inicjatywy turowców naszego koła, przy ich wykonaniu i za ich środki finansowe powstał klasowy Związek Garbarzy.

Jeszcze piękniejszą kartę zapisaliśmy na odcinku kultury i oświaty robotniczej. Oto zjednoczyliśmy wysiłki kilku oddziałów związków zawodowych w pracy kulturalno-oświatowej. Najzdolniejszym organizatorom tej roboty na terenie ruchu zawodowego nie śniło się nawet o takich wynikach, jakie osiągnęliśmy w tym zakresie na „Powązkach”. Odczyty, przedstawienia teatralne, pokazy filmowe, wycieczki do muzeów i na wystawy były najbardziej masowymi imprezami kulturalno-oświatowymi klasy robotniczej na terenie Warszawy. Powązkowski Kartel Oświatowy – tak nazywała się komisja porozumiewawcza – tworzyły: Koło Młodzieży, Dzielnica PPS i oddziały związków zawodowych: tytoniowców, garbarzy, włókniarzy. Z ramienia koła pracowali w Kartelu: Skrętowski, J. Karaśkiewicz, Chodźko, Aniela Matecka, Jędrzejewski.

Na odcinku sportowego ruchu robotniczego koło również poszczycić się może nie lada wynikami: RKS „Skra” i jej boisko – to pionierski wyczyn powązkowian. „Skra” nie tylko ciągnęła soki ożywcze z koła w pierwszych latach swego istnienia, ale powązkowianie zdecydowali o ideowym obliczu jedynego wówczas robotniczego klubu sportowego (Siedlecki, Jędrzejewski, Alfred Kwietniewski, Czarnecki, Kapusta, Pyza, Żyła, Wróblewski, Józef Siemiątkowski, Zorzycki. To powązkowianie w „Skrze” inicjowali gorące dyskusje na tematy wówczas dość rewolucyjne: czy sport robotniczy ma być sportem gwiazd, czy sportem masowym? Czy sport ma być środkiem do wielkich celów, czy tylko celem samym w sobie? To powązkowianie również zadecydowali o tworzeniu innych klubów robotniczych w Warszawie (a obowiązywała wówczas uchwała PPS zakazująca tworzenia nowych klubów robotniczych), przez co przyspieszyli powstanie ZRSS [Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych]. Dopiero objęcie prezesury w „Skrze” przez Jerzego Michałowicza nadało robotniczemu ruchowi sportowemu właściwych rumieńców.

Zespoły artystyczne koła uchodziły w Warszawie za najlepsze, nic więc dziwnego, że produkowały się nieomal na wszystkich zgromadzeniach robotniczych. Zespół dramatyczny wystawił publicznie następujące utwory: Scena więzienna z „Dziadów” A. Mickiewicza, „Sędziowie” S. Wyspiańskiego, „Nikt mnie nie zna” A. Fredry, „Gra o Herodzie” J. Bandrowskiego, „Złoty cielec” S. Dobrzańskiego, „Róża” (sprawa druga) S. Żeromskiego i inne.

Zespół inscenizacyjny przepracował: „Czemu tęsknisz za chatą”, „A jak poszedł król na wojnę”, „Pojedziemy na łów”, „Proletariat”, „Komunę Paryską”, „Piechotę”, „Paradę”. Zespół rytmiczny i tańców ludowych popisywał się nawet na Zlocie Młodzieży w Wiedniu w 1929 r. Zespołami artystycznymi kierowali znani artyści scen warszawskich: A. Suchcicki, małżonkowie Małkowscy, Szczepan Baczyński i Eugeniusz Poreda. Chórem śpiewaczym kierowali Tadeusz Zygler i Jan Wesołowski. Zespołem muzycznym i orkiestrą dętą kierował tow. Jan Karaśkiewicz. Dzielnie sekundowali nasi turówcy: Gustaw Grabowski, Karol Zdrojewski, L. Piasecka, siostry Klara i Halina Zientek, Leon Wyszomirski, Janina Sommer i niezapomniany Józef Siemiątkowski.

Świadomość socjalistyczną członkowie koła zdobywali w sekcji samokształceniowej, na specjalnych kursach, w zamkniętych cyklach odczytowych lub na pojedynczych wykładach. W zależności od ówczesnych możliwości zawsze jedna z tych form szerzenia ideologii klasowej była w ruchu. „Powązki” były również kuźnią turowej piosenki. Charakterystycznym objawem dla tego zakresu zainteresowań i twórczości naszych członków był fakt, iż właśnie w naszym kole dorobiliśmy piątą strofę znanego hymnu młodzieży robotniczej. Nic więc dziwnego, że na jednej z uroczystości w kole przedstawiciel KC Organizacji Młodzieżowej TUR życzył nam symbolicznie, abyśmy zawsze śpiewali piątą strofę hymnu.

W działalności koła nie zapominaliśmy o propagandzie. Już w 1924 roku ukazał się pierwszy numer „Iskry”, gazetki ściennej, którą niebawem zaczęliśmy powielać na „szapirografie”, powielaczu, aż wreszcie w 1927 roku wydaliśmy prawdziwą gazetę, tłoczoną w prawdziwej drukarni, pt. „Powązkowski Turowiec”. Towarzysze: Helena Chodźko, Ignacy Robb, A. Kwietniewski, K. Czarnecki, Józef Szymkowiak, Jędrzejewski tworzyli w różnych okresach zespoły redakcyjne naszej prasy. W roku 1931 tow. Szymkowiak i Jędrzejewski razem z akademikami socjalistami przystąpili do wydawania głośnych dziś „Płomieni”.

W ulicznych manifestacjach z okazji świąt proletariackich występowaliśmy zawsze jako grupa wyróżniająca się w olbrzymiej masie. W warszawskich demonstracjach klasy robotniczej powązkowianie nie odgrywali ostatniej roli. Nie zabrakło nas nigdy. Członkowie nasi pamiętają rok 1922 na placu Trzech Krzyży, strajk czerwonych tramwajarzy, rok 1928 i Dolinę Szwajcarską w 1930 roku. Dąbrowski, Zieliński, Engel, Kazimierz Skrętowski, Makowski, Kołodziejczyk, Pantera, Marchewka i wielu innych towarzyszy, zawsze gotowych na każde wezwanie.

Dzięki istnieniu koła olbrzymie rzesze młodych robotników zbliżyliśmy do kultury, nauczyliśmy je korzystać z jej dóbr. Dziesiątki młodych robotników wydarliśmy ulicy przedmieścia, sprzęgnęliśmy ich na zawsze z ideałami wyzwoleńczego ruchu robotniczego. Aż dusza się raduje i serce płomienieje, że praca, której niejeden z nas może za wiele dawał, nie poszła na marne, że wydała tak piękne rezultaty.

Byliśmy kadrą, z której wychodzili członkowie Komitetu Centralnego (Jędrzejewski, Piłacki) i Komitetu Warszawskiego Organizacji Młodzieży TUR (Jędrzejewski, Piłacki, Gaudasiński, A. Kwietniewski, A. Kędzior, Antoni Dąbrowski), z której wychodzili kierownicy kół (Hłacki, Kuczyński Nartowski, Malicki, Siedlecki, Makowski, Marchewka, Kwiatek), z której wyszli delegaci fabryczni, mężowie zaufania partii i związków zawodowych, członkowie zarządów związków zawodowych, członkowie władz partyjnych i wielu, wielu ofiarnych, uświadomionych i wyrobionych robotników, bojowników czerwonej sprawy robotniczej.

Henryk Jędrzejewski

____________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w pracy zbiorowej „PPS – wspomnienia z lat 1918-1939”, tom 1, Książka i Wiedza, Warszawa 1987.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *