Leon Kruczkowski

Antysemityzm kulturalny

[1936]

„Antysemityzm kulturalny”? A cóż to znów takiego? – spytacie się zdumieni. „Antysemityzm kulturalny” – przecież to brzmi paradoksalnie, ot tak mniej więcej jakby ktoś powiedział „ludożerstwo dobrotliwe” albo „rozumna głupota”. Cóż może mieć wspólnego z kulturą – antysemityzm, ten prostacki oręż wszelkiego wstecznictwa, nacjonalistycznego szalbierstwa, wojującej reakcji społecznej? Antysemityzm – kulturalny? Czarnosecińcy i „pogromszczyki”, rozbijacze żydowskich straganów – awangardą cywilizacji?

Oczywiście – nie!

Dając niniejszym uwagom tytuł „Antysemityzm kulturalny”, daleki jestem od przypisywania omawianemu zjawisku cech kulturalności. „Antysemityzm kulturalny” znaczy w tym wypadku: antysemityzm w kulturze, prądy antysemickie w życiu kulturalnym – nauce, w sztuce i literaturze; słowem to wszystko, co Niemiec określiłby jako „Kultur-antisemitismus”.

Antysemityzm bowiem, choć zawsze był i jest „ideologią” motłochu (także, a dzisiaj nawet przede wszystkim motłochu „wykształconego”), nie ogranicza się jedynie do najważniejszych dla siebie, materialnych dziedzin życia (głównie dziedziny ekonomicznej!); wkracza on również ze swoją tępą i prymitywną maczugą na bardziej strome tereny tzw. duchowej twórczości. Myślicie może, po to, aby tworzyć? Aby wzbogacać dorobek myśli ludzkiej i szlachetnego piękna? Cóż za pretensja! Kulturotwórcze ambicje są organicznie obce antysemityzmowi (jak w ogóle wszelkiemu nacjonalizmowi), pomimo gęstych frazesów o kulturze „narodowej”, o sztuce „narodowej”, o literaturze „narodowej”. Nie, nie o poczynania konstruktywne – o co innego chodzi „ideologom” i wyznawcom plemiennych nienawiści.

O cóż?

Odpowiedź na to pytanie nie przyjdzie zbyt trudno.

W swym głównym ekonomiczno-społecznym łożysku antysemityzm rozwija się pod działaniem dwóch sił napędowych. Jedną jest konflikt interesów gospodarczych, konkurencyjna walka dwóch odłamów burżuazyjnego społeczeństwa – udział w wyciskaniu zysków (w danym wypadku przeważnie zysków z pośrednictwa handlowego). Faktem jest, że fale antysemityzmu wzbierają i podnoszą się zawsze w okresach kryzysów ekonomicznych, kiedy w kurczącym się gwałtownie życiu gospodarczym współzawodnictwo interesów w obrębie tej samej klasy społecznej przybiera formy szczególnie zażarte.

Lecz z okresami kryzysów ekonomicznych wiąże się nieuchronnie inne jeszcze zjawisko: wzrost napięć socjalnych, przeciwieństw międzyklasowych, nastrojów groźnych dla istniejącego „ładu”. Przychwycić te nastroje radykalizujących się mas i skierować je w koryto nieszkodliwej dla ustroju hecy rasowo-narodowościowej: oto wyraźny drugi motyw antysemityzmu i siła napędowa dla rozkołysania jego fali.

Jasno tedy rysuje się klasowy sens antysemityzmu na tle kryzysów gospodarczo-ustrojowych. Przy tym ogniu burżuazja panująca pragnie dla siebie upiec na raz dwie pieczenie: 1) pozbyć się konkurencji burżuazji żydowskiej lub konkurencję tę ograniczyć i osłabić, wygryźć w kurczącym się życiu gospodarczym więcej żerowisk dla siebie, oraz 2) sprowadzić na manowce i rozładować narastający społeczny radykalizm mas, chłopskich, robotniczych i drobnomieszczańskich. Antysemityzm pogromowy carskiej Rosji po 1905 roku wypracował w tym względzie klasyczne i do dziś dnia „metody”, co zresztą – jak wiadomo – bynajmniej nie uratowało ani caratu, ani burżuazji rosyjskiej od zasłużonego losu…

Ścisłe odbicie powyższego dwoistego sensu prądów antysemickich wykazać można w antysemityzmie „kulturalnym”. Prawa bowiem rządzące u podstaw ustroju, władają również w jego kulturalnej nadbudowie. Jak wszelka produkcja w kapitalizmie, tak samo twórczość tzw. duchowa posiada w nim, społecznie biorąc, charakter towarowy, ma swoją ekonomikę, swoje koniunktury i kryzysy, swój „rynek”, „popyt” i „podaż”; jest, krótko mówiąc, płaszczyzną pewnych interesów. Ten fakt nie da się zablagować żadną wzniosłą deklamacją; kto zna od wewnątrz oficjalne „życie kulturalne”, wie dobrze, jakie tam kłębią się dalekie od wzniosłości, cyniczne nieraz walki, gry i zabiegi o charakterze zdecydowanie ekonomicznym… W kapitalizmie twórcy kulturalni (pisarze, artyści) to ludzie czerpiący ze swej twórczości – według praw rynku! – środki utrzymania, dochody, zarobki. I z tego właśnie punktu widzenia antysemityzm „kulturalny” jest w pewnym stopniu wyrazem konkurencyjnej walki ekonomicznej wśród niektórych grup mieszczańskich producentów literatury i sztuki.

W warunkach polskich jest to zjawisko stosunkowo nowe. Aż do lat bezpośrednio powojennych w Polsce stwierdzić można całkowity niemal brak prądów antysemickich. Wręcz przeciwnie, jeżeli chodzi np. o literaturę, wskazać w niej można wielu pisarzy, których stosunek do Żydów miał wszelkie cechy jawnej życzliwości, nieraz wręcz żarliwej – od notorycznego „judofila” Mickiewicza do Konopnickiej, Orzeszkowej, Zapolskiej, Żeromskiego i licznych pomniejszych.

Sprawiedliwość nakazuje stwierdzić, iż rzecznikami antysemityzmu „kulturalnego” są u nas (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) przeważnie twórcy mierni, słabi, trzeciorzędni. Ci najgłośniej biadają nad rzekomym „zażydzeniem” polskiego życia kulturalnego, pragnąc w ten sposób własne beztalencie lub niedołęstwo duchowe przedstawić jako uciśnioną cnotę, jako ofiarę wrogiej konkurencji żydowskiej. Znaczna natomiast większość mniej lub więcej wybitnych czy najwybitniejszych twórców, pisarzy i artystów mieszczańskich pochodzenia „aryjskiego” nie żywi, a przynajmniej nie objawia uczuć antysemickich. Być może działają tu poniekąd „judofilskie” tradycje literatury polskiej okresu niewoli, o czym mówiliśmy powyżej. Bodaj decydującą jednak rolę odgrywa – mówiąc otwarcie – wzgląd ekonomiczny. Trudno zaprzeczyć, że inteligencja żydowska stanowi bardzo poważną, niewspółmiernie liczniejszą, niżby to wynikało ze stosunków ludnościowych, bazę konsumentów dla twórczości kulturalnej, literatury i sztuki. Wynika to nie tyle z jej przewagi ekonomicznej, bo ta jest często zupełnie problematyczna, ile raczej z właściwego tej grupie ludności, chociaż czasem snobistycznego jedynie, pędu do kultury, żywości i kierunku zainteresowań i potrzeb wewnętrznych. Stąd paradoksalna sytuacja: Żydzi w dość znacznym stopniu ratują ekonomiczne podstawy kurczącej się dziś coraz bardziej mieszczańskiej twórczości kulturalnej polskiej; jako nabywcy książek, bywalcy teatrów, odczytów, koncertów etc., stanowią w pewnej mierze element, bez którego i tak już ledwie wegetująca produkcja duchowa polskich klas posiadających w ostateczny popadłaby kryzys.

Mówiąc o antysemityzmie w ogóle, stwierdziliśmy, że zjawia się on zawsze w okresach wielkich konfliktów klasowych jako prąd dywersyjny, usiłujący rozładowywać i w fałszywym kierunku kanalizować rosnący w masach radykalizm socjalny. Otóż napięcia socjalne epoki znajdują zawsze swój wyraz w życiu kulturalnym, w piśmiennictwie, w literaturze i sztuce. Z jednej strony znikają w nim postępowo-liberalne tendencje, które dawniej ożywiały klasę panującą; z drugiej wyłaniają się prądy społecznie rewolucyjne w kulturze, odpowiadające dążeniom klas wyzyskiwanych. Te dwa czynniki łącznie splatają się w szerszy, o wiele perfidniejszy od ekonomicznego, ważny motyw antysemityzmu „kulturalnego”. Perfidia polega m.in. na głupawym przypisywaniu tych prądów społeczno-radykalnych np. w literaturze – „destrukcyjnym” wpływom „masońsko-żydowskim”. I tu dopiero zaczyna się orgia bzdury i szalbierstwa. Tępaki, różne „spece” od kultury „narodowej”, rębajły frazesu, Savonarole o umysłowości z czasów „saskich” – mobilizują swoje gęsie pióra, by pod płaszczykiem antysemityzmu bić krytym sztychem w twórczość radykalizujących się pisarzy chłopskich, robotniczych i drobnomieszczańskich.

Konkurencyjna walka mieszczańska, nie tyle twórców, co wyrobników kultury, podsycana przez najemnych łobuzów gazeciarsko-publicystycznych, oraz dywersja klasowa przeciw prądom postępowym czy rewolucyjnym w kulturze – oto dwie główne sprężyny w mechanizmie antysemityzmu i w ogóle nacjonalizmu „kulturalnego”.

Leon Kruczkowski
_____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Człowiek Wolny – Zew Sumienia – tygodnik społeczno-polityczny poświęcony walce o prawo i godność człowieka i obywatela” nr 11/1936 r. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Rysunek wykorzystany w tekście pochodzi z PPS-owskiego czasopisma „Tydzień Robotnika”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *