Remigiusz Okraska

Społeczeństwo naprawdę obywatelskie. Związek Młodzieży Wiejskiej RP w latach 1928-1939

W marcu 2008 roku minęło 80 lat od utworzenia jednej z najbardziej aktywnych oraz niezwykle oryginalnych pod względem ideowym organizacji społecznych w Polsce międzywojennej. Mowa o Związku Młodzieży Wiejskiej RP, popularnie zwanym „Wiciami”.

Był to w dziejach naszego kraju prawdziwy fenomen. W szczytowym okresie liczył ok. 100 tys. członków. Skupiał najbardziej zaangażowaną w życie publiczne młodzież spoza dużych i średnich miast. Jako jedyna w Polsce tak duża inicjatywa dopracował się własnej, oryginalnej ideologii, nie zapożyczonej z Zachodu lub Wschodu. Jej przedsięwzięcia praktyczne – kulturalne, społeczne, spółdzielcze – można liczyć w tysiącach. A wszystko to zostało dokonane nader skromnymi środkami, na bardzo trudnym terenie zacofanej i biednej wsi polskiej.

Dziś niewielu pamięta o tej organizacji, jej dziejach i dorobku. „Wici” po wojnie albo atakowano, albo przedstawiano w krzywym zwierciadle, albo próbowano wtłoczyć w aktualnie obowiązujące schematy. Po roku 1989 było niewiele lepiej – tym razem głównie za sprawą lekceważenia wszystkiego, co „prowincjonalne”, a w dodatku odbiegające od dominujących tendencji: liberalnej, endeckiej, a częściowo także piłsudczykowskiej. Związek Młodzieży Wiejskiej RP niemal nie funkcjonuje w świadomości zbiorowej, a pamięć o jego tradycjach ogranicza się w zasadzie do wąskiej grupy historyków i działaczy ruchu ludowego. Tymczasem, w odczuciu piszącego te słowa, „Wici” są niezwykle cennym elementem polskiej tradycji społeczno-politycznej właśnie dlatego, że ich sposób działania i ideologia daleko wykraczają poza dorobek ruchu ludowego czy interesy wsi i chłopów. Stanowią wręcz modelowy przykład tego, jak mogłaby wyglądać autentyczna demokracja i nowoczesny patriotyzm. Z tego względu chciałbym w 80. rocznicę powołania tej organizacji przypomnieć jej dorobek, zwłaszcza te jego elementy, które wydają mi się ponadczasowe.

Niniejszy artykuł celowo kładzie nacisk na zbiorowy wymiar działalności i dorobku programowego „Wici”, akcentując to, co było wspólne dla całego środowiska, ograniczając natomiast do niezbędnego minimum prezentację indywidualnych poglądów liderów ruchu, które wymagałyby osobnego omówienia.

I. Korzenie

Na początku XX w. środowiska zajmujące się problemami chłopów uległy daleko posuniętej radykalizacji. Żądano upodmiotowienia mieszkańców wsi i zwiększenia ich wpływu na politykę państwa – bynajmniej nie był to postulat klasowy, lecz ogólnospołeczno-demokratyczny, gdyż ta warstwa społeczno-zawodowa stanowiła wówczas, wedle różnych szacunków, 75-80% ogółu mieszkańców Polski. Towarzyszyły temu konkretne postulaty ekonomiczne, m.in. reformy rolnej, rozwoju szkolnictwa wiejskiego itp.

Popularność zyskało hasło „sami sobie”, wyrażające zamiar przeprowadzenia zmian przy pomocy oddolnych chłopskich inicjatyw społecznych i gospodarczych. Dążono do ożywienia społecznego wsi, poszukiwano nowych wzorców i idei, postulowano także uwolnienie chłopstwa od wpływów – jak wtedy mówiono – „patronów” (ziemiaństwo, kler etc.). Domagano się Polski sprawiedliwej społecznie, zwanej w tych kręgach już wtedy „Polską Ludową”. Takie idee wyrażał m.in. Polski Związek Ludowy (1905-1907, główny ideolog Edward Abramowski), Towarzystwo Kółek Rolniczych im. Staszica (utworzone w 1906 r. w opozycji do kółek opanowanych przez ziemiaństwo) i środowisko tygodnika „Zaranie” (1907-1915). Największą popularność hasła takie zyskały wśród wiejskiej młodzieży: absolwentów szkół rolniczych, młodej inteligencji ludowej (nauczyciele itp.), społeczników, działaczy raczkującej spółdzielczości itp.

W 1912 r. w kręgu „lewicowej” secesji z Narodowej Demokracji, czyli Narodowego Związku Chłopskiego, utworzono z kolei Związek Młodzieży Wiejskiej. To samo środowisko wydawało skierowany do „młodej wsi” tygodnik „Drużyna”. Wśród czytelników powstawały propagowane przez redakcję inicjatywy społeczne (straże, teatry, śpiewacze, krajoznawcze, abstynenckie itp.). Głoszono program solidaryzmu narodowego, ale kładziono nacisk na samoorganizację chłopów i ich walkę o polepszenie bytu wsi.

Wojna światowa przerwała proces rozwoju tego środowiska, lecz już pod koniec walk samorzutnie zaczęły powstawać młodzieżowe inicjatywy – na bazie dawnych środowisk „drużyniackich”, w kręgu amatorskiego ruchu teatralnego lub jako skutek uboczny tworzenia na wsi Polskiej Organizacji Wojskowej. Zainteresował się nimi u progu niepodległości Centralny Związek Kółek Rolniczych, działający w ramach Centralnego Towarzystwa Rolniczego, kontrolowanego przez ziemiaństwo. W maju 1918 r. powołano Sekcję Kół Młodzieży Wiejskiej przy CZKR. W momencie odzyskania niepodległości istniało pod wspólnym szyldem około 150 kół lokalnych z kilkoma tysiącami członków.

II. Początki

W czerwcu 1919 r. odbył się zjazd delegatów, którzy powołali Centralny Związek Młodzieży Wiejskiej. W kwestiach programowych dominowała „apolityczność” – CZMW kładł nacisk na problematykę kulturalno-oświatową, obierając za główny cel rozwój inicjatyw samokształceniowych młodzieży wiejskiej. Większość kół prowadziła amatorskie zespoły teatralne, dużo było grup śpiewaczych, bibliotek, szkoleń i konkursów w zakresie gospodarki rolnej, kursów higieny, dbałości o estetykę wsi (wygląd gospodarstw, sadzenie drzew przydrożnych) itp. Ta „apolityczność” wyszła, w perspektywie długofalowej, na dobre młodzieży zrzeszonej w CZMW. Nauczyli się wspólnej pracy, powstały silne przyczółki w środowiskach wiejskich, których starsze pokolenie rozdarte było rywalizacją stronnictw „miejskich” (szczególnie endecji) z chłopskimi oraz walką między PSL „Wyzwolenie”, PSL „Piast”, Stronnictwem Chłopskim i pomniejszymi ugrupowaniami.

Od 1922 r. organem CZMW był tygodnik „Siew”. Pismo wychodziło w niedużym nakładzie (2-3 tys.), jednak czytano je zbiorczo w kołach lokalnych CZMW, dostępne było także w ogólnodostępnych bibliotekach zakładanych przez Związek. Mimo silnej nagonki na CMZW ze strony endecji i środowisk kościelnych, które walczyły z nim o „rząd dusz” młodzieży wiejskiej, na początku 1928 r. CZMW liczył 2225 kół z 60 tys. członków. Zdecydowanie przodowała Lubelszczyzna (ok. 1/3 kół i członków), później Mazowsze, Kielecczyzna i Łódzkie. Nie powiodła się ekspansja na Pomorze i do Wielkopolski – nie było tam tradycji samodzielnej działalności młodzieży wiejskiej, silne wpływy miały natomiast organizacje związane z Kościołem i endecją.

W południowej Polsce schedą po zaborach były silne wpływy Małopolskiego Związku Młodzieży przy Małopolskim Towarzystwie Rolniczym. MZM prowadził działalność podobną do CZMW, również mając nad sobą „czapę” w postaci kółek rolniczych. Oba młodzieżowe związki nie żywiły wobec siebie wrogości, a wręcz współpracowały. Jednym z elementów dobrych stosunków była działalność Wiejskiego Uniwersytetu Ludowego w podkrakowskich Szycach, założonego z inicjatywy CZMW dzięki wsparciu władz Związku Nauczycielstwa Polskiego. Placówka ta, mająca kształcić na kilkutygodniowych kursach młodzież wiejską w duchu humanistycznym, prowadzona była przez Ignacego Solarza (członka MZM). Szybko stała się ważnym ośrodkiem formacyjnym i ideowym młodzieży z obu organizacji.

III. Idzie nowe

W niepodległej Polsce nie poprawiała się, a okresowo wręcz pogarszała kondycja gospodarcza wsi. Reformę rolną przeprowadzono w formie szczątkowej, wbrew nadziejom i żądaniom ruchu ludowego. Powolny rozwój przemysłu skutkował niewielkim odpływem ludności do miast. To rodziło „głód ziemi” – młode pokolenie nie miało gdzie iść „na własne”, a gospodarstwa ich rodziców były mało dochodowe. Efektem tych zjawisk stała się stopniowa radykalizacja nastrojów młodzieży wiejskiej.

Osobna kwestia to przewrót majowy. Młodzi ludowcy darzyli Piłsudskiego szacunkiem i początkowo pozytywnie oceniali objęcie przezeń władzy, oczekując, iż dokona radykalnych reform społecznych i dla dobra społeczeństwa ukróci wszechwładzę kapitału i powiązanych z nim klik politycznych. Wkrótce jednak okazało się, że sanacja świetnie dogaduje się z ziemiaństwem i burżuazją, w dodatku jest niejako „władzą dla samej władzy”. Gdy pojawiły się pierwsze syndromy dyktatury, centralizmu i ograniczania swobód obywatelskich, młodzież chłopska zaczęła się buntować.

Radykalnie zmalała wiara, że państwo samo z siebie zadba w odpowiednim stopniu o los wsi. „Apolityczność” zastępowały głosy domagające się politycznej reprezentacji chłopów. Nie faworyzowano wówczas żadnego ze stronnictw ludowych, jednak akcentowano sam problem. W 1925 r. większość w Zarządzie Głównym uzyskali sympatycy ruchu ludowego. Jesienią 1927 r. pisano w „Siewie”: „/…/ wyznajemy ideę ludową, określamy siebie jako młodą demokrację wiejską. /…/ jesteśmy cząstką ruchu ludowego, jego młodym i żywym prądem. Na tym stanowisku stoimy i będziemy wiernie służyć idei Polski Ludowej”.

W sferze metod działania, nacisk przesuwał się z form „neutralnych” na takie, które podważały logikę kapitalizmu, np. coraz więcej uwagi poświęcano spółdzielczości. Uchwała VIII Walnego Zjazdu w 1926 r. głosiła: „/…/ spółdzielczość /…/ jest tą podstawą, na której winno budować się życie odrodzonej wsi polskiej”. Tylko w tym roku działacze CZMW byli współtwórcami 111 inicjatyw gospodarczych o charakterze spółdzielczym.

Od 1924 r. nasilały się także wpływy nowego światopoglądu – agraryzmu. Polacy zapożyczyli go z Czechosłowacji, gdzie był ideologią silnego tam ruchu ludowego. Agraryzm bazował na uznaniu, że podstawą bytu społecznego jest ziemia, a jej opiekunem i żywicielem wszystkich – chłop. Praca na roli i życie na wsi są kluczowe dla istnienia narodu (w sensie zapewnienia wyżywienia, a także jako ostoja fundamentów kultury narodowej), zatem należy im się szczególna ochrona ze strony państwa. Chłopi, z racji liczebności, roli i cech moralnych, powinni mieć znaczący udział w rządzeniu państwem.

Polacy nie przejęli tej idei w postaci dokładnej kopii. Z jednej strony, nadali jej większy radykalizm – uważali, że w stosunkowo zamożnej Czechosłowacji zbyt słabo akcentuje się kwestie własnościowe (reforma rolna) i klasowe (pozycja chłopów w społeczeństwie i podziale dochodu narodowego). „Siew” wiosną 1927 r. pisał: „My musimy być bojownikami, my musimy walczyć, my musimy łamać, a często i burzyć. Nam nie wolno w spokoju zjadać zapracowanego chleba, my musimy zdobyć prawo do życia, prawo do równości. /…/ musimy krzepić ducha, /…/ stwarzać ten złom, który młodzież czechosłowacka /…/ ociosuje”. Z drugiej zaś strony uważano, że „sąsiedzka” wersja agraryzmu za słabo akcentuje symboliczny wymiar i wartości pracy chłopskiej i bytowania na wsi. Jan Dec pisał: „/…/ stosunki czeskie nie są dla nas ideałem, nikt nie myśli /…/ by nasze wielkie ideały zamknąć w utuczonych krowach i świniach lub utopić w szklanicy dobrego piwa”.

IV. W stronę niezależności

Radykalizacji nastrojów towarzyszył nacisk na wyrwanie się spod kurateli CZKR (które zresztą niedawno dzięki wsparciu młodzieży ludowej odłączyło się od CTR). Dążenia te hamowało głównie uzależnienie finansowe – to kółka rolnicze subsydiowały działalność młodzieży ludowej: edycję jej czasopism, biuro centrali, etaty terenowych instruktorów itp. W 1925 r. większość we władzach zyskali jednak zwolennicy samodzielności, wśród nich prezes Zygmunt Załęski oraz kierownik (osoba podejmująca decyzje w pracy bieżącej) Józef Niećko. Nasilono presję na szefostwo CZKR, aby umożliwiło „pokojowe” odłączenie się młodzieży.

Gdy w 1927 r. doszło do nasilonych zakusów sanacji na ograniczenie uprawnień Sejmu, „Siew” piórem Deca deklarował: „Sejm, jako z woli wszystkich obywateli jest najsilniejszą gwarancją demokracji, /…/ wiejskiej w szczególności. /…/ nad rządy oparte na przedstawicielstwie narodowym nic lepszego nikt nie wymyślił dotąd i nie wskazał ludzkości. /…/ demokracja wiejska na krok nie może odstąpić od parlamentaryzmu”. Bolesław Babski dodawał: „/…/ będziemy stali na gruncie demokracji parlamentarnej, czyli ludowładztwa. /…/ ustrój ten posiada liczne braki. Jednakże ze wszystkich /…/ zapewnia on najwięcej praw warstwom pracującym i daje możność osiągnięcia ich w drodze pokojowej”. Po kolejnym artykule prezesa Załęskiego utrzymanym w tym duchu, CZKR, który w międzyczasie został opanowany przez zwolenników sanacji, wprowadził w „Siewie” cenzora. 5 grudnia 1927 r. nagle zwolniono z pracy kierownika Niećkę, sekretarza CZMW A. Zielińskiego, redaktora „Siewu” – Babskiego, oraz przejęto redagowanie pisma.

Liczono na zastraszenie młodych działaczy. Tymczasem oni odrzucili dyktat CZKR. Społecznie zaczęli pracować w nowej siedzibie, do kół terenowych rozesłali komunikat o sytuacji. Niemal cały Zarząd stanął na stanowisku niezależności. Spotkania mediacyjne nie przyniosły rezultatów. Przyspieszono tworzenie samodzielnej struktury w postaci federacji organizacji wojewódzkich. 25 marca 1928 r. wydano pierwszy numer pisma „Wici” (pomysłodawcą tytułu, nawiązującego do terminologii dawnych Słowian, był Niećko). W artykule wstępnym Solarz pisał: „Sami sobie dawać radę chcemy, sami ćwiczyć się we włodarzeniu, silić z trudnościami, hartować mięśnie woli, doświadczać dróg, by zdrowo doskonalić w sobie człowieka i obywatela”. Nastroje szeregowych działaczy wspominał Władysław Fołta z Gaci Przeworskiej na Podkarpaciu: „Postanowiliśmy: opowiadamy się za pismem »Wici«. /…/ Nie damy sobie wydrzeć praw obywatelskich, na które robi zamach Piłsudski. Nie pozwolimy, aby nami rządził książę Lubomirski, który naszych kolegów pracujących na jego folwarku obdziera przy wypłacie. /…/ Nie pozwolimy, aby młodzież, jak ciemna masa, goniona była przez kierownika szkoły do BBWR. /…/ walczyć będziemy o demokrację, o wolność, o prawa obywatelskie, o samodzielny, nie podlegający sanacji Związek Młodzieży Wiejskiej”.

Decyzja o usamodzielnieniu oznaczała utratę funduszów, zaplecza technicznego, wieloletniej marki itp. Jednak na zjazd ogólnopolski przybyło 29 czerwca 1928 r. ponad tysiąc osób z całej Polski, w tym niemal 500 delegatów kół. W głosowaniu poparto samodzielność oraz zmianę nazwy na Związek Młodzieży Wiejskiej RP. Wkrótce, od tytułu tygodnika, potocznie zaczęto określać go „Wiciami”, a jego członków „wiciarzami”. We władzach ZMW RP zasiedli m.in. Załęski jako Przewodniczący Prezydium Zarządu Głównego, zastępcą został Adam Bień, a kierownikiem Niećko.

W tym samym okresie zwolennicy sanacji przejęli wpływy w Małopolskim Związku Młodzieży. Na przełomie 1928 i 1929 r. większość jego członków również wybrała samodzielność, tworząc Krakowski Związek Młodzieży Wiejskiej, który rok później wszedł w skład ZMW RP.

Początkowo większość struktur lokalnych opowiedziała się za ZMW RP. Przykładowo, w powiecie garwolińskim na 60 kół CZMW, aż 59 poparło nową, niezależną strukturę. Jednak w wyniku szeroko zakrojonego, wspieranego przez władze sanacyjne i hojnie finansowanego kontrataku, CZMW częściowo odzyskiwał wpływy. Czesław Wycech wspominał: „Po rozłamie w ruchu młodzieży wiejskiej i powstaniu dwu organizacji, Wici i Siew, często wyjeżdżałem w czasie zimy i wiosny 1928 roku na zjazdy powiatowe ZMW, gdzie zapadały decyzje o przynależności do jednej lub drugiej organizacji. Większość powiatów wypowiadała się za Wiciami, ale przy udziale administracji rządowej i kółek rolniczych opanowanych przez sanację tworzono nowe koła i związki powiatowe Siewu”. Ostateczny bilans,  z wiosny 1929 r., pokazuje, że z „Wiciami” związało się 32% kół i 34% członków dawnego CZMW. Ale, jak niemal zgodnie twierdzą historycy, była to najbardziej ideowa, aktywna i świadoma część działaczy.

Sanacyjne władze opóźniały rejestrowanie oddziałów wojewódzkich ZMW RP, lecz organizacja wkrótce doczekała się sformalizowania struktur w kieleckim, lubelskim, łódzkim, mazowieckim, nowogródzkim i małopolskim. Rok po usamodzielnieniu miała 746 kół i 22 tys. członków. Na początku 1933 r. było to już 1900 kół i 45 tys. członków. Trzy lata później – odpowiednio 2650 i 90 tys. Przed wybuchem wojny liczba „wiciarzy” przekroczyła 100 tys. W międzyczasie, wskutek nacisków władz, odłączył się związek nowogródzki, lecz utworzono wojewódzką strukturę we Lwowie, w 1936 r. doszło do sfinalizowania kilkuletnich starań o zjednoczenie z Wielkopolskim ZMW, dwa lata później powstał Pomorski ZMW, rozwijały się także struktury na Białostocczyźnie (z uwagi na formalno-prawne szykany władz sanacyjnych funkcjonowały one jako oddziały Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych).

Skalę wpływów „wiciarzy” w środowiskach lokalnych obrazuje liczebność kół. W powiecie garwolińskim przeciętne koło, grupujące najczęściej młodzież z jednej wsi, liczyło około 40 osób. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że rekrutowali się oni z przedziału wiekowego mniej więcej 16-25 lat, to wliczając w to nieformalnych sympatyków, a nierzadko także rodzeństwo i rodziców, organizacja taka stanowiła w kilkusetosobowych wioskach prawdziwą potęgę, zaś jej oddziaływanie na poziomie społeczności lokalnej było bardzo duże.

V. Jeden cel – wiele dróg

„Wiciarze” byli znakomicie „zakorzenieni” społecznie. Działali w lokalnych środowiskach, gdzie wszystkich znali. Nawet gdy przeprowadzali się do miast, często odwiedzali „teren”, wciąż będąc żywo związanymi z wsią i chłopami. Warto dodać, że właściwie wszyscy liderzy „Wici” pochodzili z chłopskich rodzin, na ogół przeciętnie sytuowanych. Odrzucali model „mędrka”, który „oświeca” innych i przemawia z pozycji wyższości moralnej czy intelektualnej. Ideały propagowali prostym językiem, nierzadko nieco poetyckim i emocjonalnym. Nie pracowali „dla ludu”, lecz „z ludem”, traktując chłopów podmiotowo czy wręcz po przyjacielsku. Ich ideologia i sposoby działania nie zostały zaczerpnięte z książkowego modelu, lecz kształtowały się we wspólnej pracy i doświadczaniu wyzwań.

Główną formą ich działalności były rozmaite formy zajęć edukacyjno-samokształceniowych. Trudno dokładnie oszacować skalę zjawiska z uwagi na brak dokładnych statystyk, ale ilość inicjatyw szła w setki i tysiące. Samych bibliotek przy lokalnych kołach ZMW RP było w 1938 r. aż 1840, co dawało mniej więcej wskaźnik dwóch bibliotek na każde trzy koła. W 1931 r. w Garwolinie zorganizowano kurs dla bibliotekarzy, w którym wzięło udział 48 „wiciarzy” z okolicy. Wiele kół prowadziło akcje wspólnego czytania książek i gazet, np. w roku 1938 ponad 80% kół „wiciowych” na Kielecczyźnie zajmowało się taką działalnością, a niemal 90% prenumerowało zbiorczo prasę społeczno-polityczną. Do tego setki prelekcji – czy to przygotowanych przez wybranych członków koła, czy przez instruktorów ze struktur powiatowych lub wojewódzkich. Tylko jesienią 1934 r. Zarząd Powiatowy ZMW RP w Garwolinie zorganizował cykl „latających” kursów, w którym w sumie wzięło ok. 1000 osób. Sporo było również innych form kształcenia, m.in. wycieczek tematycznych oraz tzw. wieczornic, czyli dyskusji na różnorakie tematy itp.

Nierzadkie były kilkudniowe kursy, organizowane własnym sumptem – przyjezdni nocowali u zaprzyjaźnionych gospodarzy, każdy przywoził produkty rolne na wspólne posiłki itp. Michał Idziak, „wiciarz” z Kielecczyzny, wspominał: „Uczestniczyłem w /…/ trzydniowym kursie w miejscowości Klempie Górne. Noclegi i wyżywienie przygotowali tamtejsi koledzy we własnym zakresie. /…/ Nikt za to nie brał pieniędzy, ani nie liczył sobie straconego czasu. Wystarczał serdeczny uścisk dłoni, szczery uśmiech na twarzy i skromne koleżeńskie podziękowanie”. Tylko w 1936 r. struktury powiatowe ZMW RP zorganizowały 113 kursów społeczno-oświatowych, 26 gospodarczych i 34 dla dziewcząt – w sumie brało w nich udział prawie 10 tys. osób. A to bynajmniej nie wszystko.

W tym samym czasie organizowano licznie kursy fachowe, rolnicze – dotyczące spółdzielczości rolnej, ogrodnictwa, upraw i hodowli, higieny w gospodarstwie, kroju i szycia. „Wiciarze” brali udział w propagowaniu konkursów na osiągnięcia gospodarcze, tj. wysokość i jakość plonów czy efekty hodowli zwierząt. Chętnie wprowadzali także uprawy nowych, bardziej zyskownych roślin, np. truskawek, propagowali też ogrody warzywne. Spośród wszystkich organizacji biorących udział w tzw. przysposobieniu rolniczym, „wiciarze” okazywali się najbardziej wytrwali – ilość osób, które kończyły kursy była w ZMW RP o kilkanaście procent wyższa niż w pozostałych organizacjach, choć tamte dysponowały znacznie wyższymi dotacjami rządowymi na prowadzenie zajęć. Jan Kaczor tak wspominał działalność rolniczą „wiciarzy” w Piórkowie z okolic Opatowa na Kielecczyźnie: „W przysposobieniu rolniczym można się było wiele nauczyć. /…/ Koło nasze dzięki zapałowi, z jakim zabrało się do pracy, doszło wkrótce do bardzo ładnych osiągnięć. Zwiedzający wystawę buraków, kapusty, marchwi, ziemniaków nie mogli się nadziwić, że takie olbrzymie mogły urosnąć na naszych polach. Dotychczas nikt ze starszych /…/ nie miał tak wysokich plonów”.

Szczególne miejsce zajmuje w dziedzinie kształcenia dorobek „wiciowych” uniwersytetów ludowych. Wspomniany UL w Szycach k. Krakowa przyjął w 1930 r. nazwę Wiejskiego Uniwersytetu Orkanowego na cześć chłopskiego pisarza Władysława Orkana. Propagował oryginalny model wychowawczy, oparty na egalitaryzmie, swobodnych dyskusjach, metodach zachęcających do samorozwoju i poszukiwania odpowiedzi wbrew utartym schematom, pochwalano interdyscyplinarne zainteresowania oraz sięganie po emocjonalne i intuicyjne sposoby poznawania rzeczywistości. Ważne miejsce zajmowały zajęcia terenowe i wspólnotowe formy spędzania czasu, nierzadko o charakterze bliskim rytuałowi, kładziono nacisk na rozbudzanie chłopskiej dumy, poznawanie kultury ludowej. „Szyce” były ważnym ośrodkiem kształtowania się ideologii „wiciowej”, a także promieniowania radykalnych idei na całą Polskę, gdzie roznosili je kursanci.

Władze ZNP pod naciskiem sanacji zamknęły placówkę w 1931 r. – w uzasadnieniu napisano, że wykształciła ona u wychowanków „radykalne poglądy społeczne”. Młodzi ludowcy postanowili zbudować nowy UL, powołując w tym celu, przy wsparciu starszych działaczy ruchu ludowego i oświatowego, spółdzielnię. Odrodzenie placówki nastąpiło wkrótce pod kierownictwem Zofii i Ignacego Solarzów w Gaci Przeworskiej na Podkarpaciu, najpierw w izbach udostępnianych przez okolicznych chłopów, a później w budynku wzniesionym ze składek i dzięki społecznej pracy dziesiątek „wiciarzy” (oprócz gości z daleka, stale w pracach uczestniczyli członkowie ok. 40 kół ZMW RP z wiosek w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Gaci). Na kilkutygodniowych kursach gościło w nim w sumie kilkaset osób, które po powrocie do domów utrzymywały ze sobą kontakt, regularnie organizowano zjazdy wychowanków, a oni sami określali się mianem wielkiej rodziny. Przykład ten stał się inspiracją dla podobnej placówki – w 1937 r. „wiciarze” z Wielkopolski utworzyli Uniwersytet Ludowy im. Jana Kasprowicza w Nietążkowie k. Kościana. Wybuch wojny przeszkodził natomiast w utworzeniu siłami środowiska „wiciowego” planowanego – zakupiono już parcelę i zebrano część środków na budowę – Uniwersytetu Ludowego im. Jadwigi Dziubińskiej w okolicach Pułtuska.

Osobna działka to sfera kulturalna. Najpopularniejszą formą takiej aktywności „wiciarzy” był ruch teatrów amatorskich. Istniały w łonie ZMW RP setki tego typu inicjatyw. Przybierały bardzo różnorodny charakter, począwszy od prostych, lekkich sztuk osadzonych w realiach wsi, przez utwory z tradycji patriotyczno-narodowej, utwory Zegadłowicza, Orzeszkowej, Kruczkowskiego czy Witkiewicza, a kończąc na nowatorskich przedsięwzięciach, jak pionierska inscenizacja sztuki awangardowego poety Brunona Jasieńskiego, „Słowo o Jakubie Szeli”. „Wiciarze” odegrali istotną rolę w rozwoju amatorskiego ruchu teatralnego – część liderów ZMW RP, m.in. Solarzowie i Adam Bień, mocno angażowali się w tę działalność. W 1928 r. 285 kół „Wici” wystawiło 854 przedstawienia dla ok. 28 tys. widzów, ale już 5 lat później frekwencja na przedstawieniach zorganizowanych przez koła na samej tylko Kielecczyźnie oscylowała wokół liczby 40 tysięcy widzów. W latach 1931-37 ponad połowa kół miała stałe zespoły teatralne, a kolejne 20-30% kół doraźnie wystawiało spektakle. Tylko na Kielecczyźnie „wiciarze” zorganizowali w 1932 r. 195 przedstawień aż 121 różnych sztuk, natomiast koła Krakowskiego ZMW w 1936 r. przygotowały 325 przedstawień. W Kieleckim ZMW RP w 1938 r. aż 78% kół wystawiło choć jedną sztukę. Nie chodziło jednak tylko o przeżycia kulturalne. „Działacze /…/ »Wici« widzieli w nim [teatrze ludowym] czynnik sprzyjający popularyzowaniu radykalnych treści społecznych i politycznych /…/” – pisze S. Pastuszka. Solarzowa na łamach „Prosto z mostu” pisała w 1935 r.: „Wsi trzeba teatru, sceny, z której by odezwały się słowa nowe, nieznane, przeczuwane, z której powiałoby życie dzisiejsze – zagadnienia i sprawy palące”.

Podobną, choć daleko odbiegającą od standardowego teatru formą działań, było tworzenie estetyczno-rytualnej oprawy świąt ludowych, nawiązujących do cyklów płodności gleby, rytmu przyrody, prastarych tradycji itp. Młodzież ludowa przygotowywała rozbudowane, bogate w treści widowiska z okazji „Święta Żniwnego” (dożynek), „Święta Wiosny” (obchodzono je w dawną Noc Kupały), ważnych rocznic historycznych itp., nadając im nowe formy i wymowę, nierzadko sięgając do „odgrzebanych” tradycji ludowych z danego terenu. Inną oryginalną formą, wyprzedzającą epokę, był tzw. teatr z głowy, propagowany przez Zofię Solarzową. Na kanwie jakichś wydarzeń aktorzy wspólnie i demokratycznie ustalali ogólny zarys fabuły, a następnie spontanicznie grali rolę wedle scenariusza wymyślanego samodzielnie ad hoc. Ta sama działaczka propagowała też tzw. teatr z pieśni, bazujący na wątku dramatycznym, zawartym w wielu utworach ludowych. Popularne w łonie „Wici” były również chóry – na każdy związek wojewódzki przypadało ich kilkadziesiąt. Śpiewano w nich nie tylko tradycyjne utwory, ale także rozmaite pieśni rewolucyjne i patriotyczne oraz dorobek własny „wiciarzy” (np. Z. Solarzowa napisała kilkaset pieśni). Inne formy działalności kulturalnej ZMW RP to m.in. recytacje poezji, spotkania z pisarzami poruszającymi tematykę wiejską itp. Tego typu imprezy nierzadko miały znaczący oddźwięk, mimo organizowania w niewielkich, prowincjonalnych miejscowościach. Przykładowo, Wieczór Kultury Ludowej, współorganizowany przez „wiciarzy” we wsi Markowa na Podkarpaciu w lutym 1931 r., zgromadził ponad tysiąc osób, zaś „wiciowe” Święto Wiosny w gminie Ułęż (powiat Garwolin) miało 2 tysiące uczestników.

Z ciekawych nurtów działalności ZMW RP na uwagę zasługuje też swoisty „feminizm”. Maria Maniakówna w roku 1933 pisała w „Młodej Myśli Ludowej”: „Musimy kobietę /…/ podnieść do człowieczeństwa, nauczyć ją reagować na przejawy życia i wydobyć tyle ambicji i poczucia własnych możliwości, by przestała być tylko czynnikiem dekoracyjnym w organizacji, a stała się rozumną współtowarzyszką pracy kolegi”. Kobietę uznawano za pełnoprawną członkinię społeczeństwa, tak samo potencjalnie zainteresowaną i chętną do pracy społecznej, jak mężczyźni, mającą prawo do działalności publicznej i samorozwoju. Uważano, że oczywiste różnice biologiczne i wynikające z nich odmienne role społeczne nie powinny być ani pomijane, ani nadmiernie eksponowane. Powinno się raczej dążyć do tego, by ułatwić kobietom spełnianie obowiązków matek czy żon, zamiast traktować to jako pretekst do izolowania ich od życia publicznego.

Już w 1929 r. Walny Zjazd deklarował: „/…/ w pracach Kół winna w większym stopniu znaleźć miejsce sprawa udziału kobiet /…/”. W 1933 r. ta sama „instancja” stwierdzała w uchwale: „Przebudowa obecnego ustroju, jak również i sprawa osiągnięcia pełnej demokracji, na której ma się oprzeć ustrój przyszłej Polski Ludowej – sprawiedliwej – wymaga, aby kobieta brała na równi z mężczyzną udział w życiu nie tylko domowym, ale i w życiu społecznym we wszelkich jego przejawach”. Dlatego przy kieleckim i lubelskim związku wojewódzkim powołano Komisje Społeczno-Wychowawcze Kobiet, a przy Zarządzie Głównym utworzono Komisję Koleżanek. W czasopismach organizacji poświęcano coraz więcej uwagi problematyce kobiecej – w „Wiciach” od 1936 r. ukazywał się raz w miesiącu dział „Wiciarka”, a wiosną 1939 członkinie lokalnego koła w Markowej na Podkarpaciu rozpoczęły edycję miesięcznika „Kobieta Wiejska”. Zorganizowano kilka spotkań kobiecych na szczeblu województw i konferencji poświęconych tej tematyce. Przyniosło to rezultaty – „wiciarki” coraz częściej i śmielej zabierały głos i formułowały własne postulaty. H. Ulewiczówna pytała w „Wiciach” w 1935 r.: „/…/ czyż z pracy kobiet nie idą pieniądze na wydatki społeczne, a czy my decydujemy o tych wydatkach?”. W połowie lat 30. w Krakowskim ZMW dziewczęta stanowiły ok. 27% ogółu członków, w Łódzkim ZMW – 33%, a w Kieleckim ZMW aż 40%. Jak na ówczesne realia organizacji wiejskich, zwłaszcza wykraczających poza standardowe formy działalności i neutralizm ideowo-polityczny, były to wskaźniki wysokie, tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę, że lokalne koła „Wici” były często atakowane przez kler za rzekomo „bezbożne”, koedukacyjne formy działalności, co skutkowało rezygnacją sporej ilości dziewcząt pod presją rodziców. Badacze są zgodni, że mało która organizacja wiejska wyzwoliła w tak wielkim stopniu zaangażowanie i energię dziewcząt, a było to w czasach, gdy w takich środowiskach udział kobiet w działalności publicznej nie był ani oczywisty, a nierzadko wręcz niezbyt mile widziany.

W celu kształtowania postaw młodszego pokolenia, zainicjowano w drugiej połowie lat 30. kolejną formę działalności. Była to „Nowizna Wiciowa”, czyli zajęcia dla starszych dzieci, które wprowadzano w świat ideałów „wiciarzy”. Celem było nie tylko formowanie charakterów, lecz także promowanie pozytywnych wzorców osobowych i sposobów spędzania czasu – często bowiem dzieci wiejskie pozbawione były opieki i padały ofiarą różnych wypadków i urazów, lekkomyślnie niszczyły mienie, popełniały drobne przestępstwa czy po prostu marnotrawiły czas. Od stycznia 1935 r. związkowy tygodnik regularnie wydawał wkładkę „Nowizna Wiciowa”. Rok później takie formy opieki – prowadzone społecznie – istniały przy 171 kołach, zrzeszając 3 tys. dzieci. Tuż przed wybuchem wojny narodził się natomiast pomysł „słoneczni wiciowych”, czyli nieformalnych przedszkoli, umożliwiających zwiększenie zakresu wolnego czasu kobiet wiejskich.

Z powodu wyższych kosztów, słabiej rozwijały się dwie inne formy działalności – sport i opieka medyczna. W ZMW w 1929 r. działały zespoły sportowe przy 303 kołach, skupiając ok. 3 tys. młodzieży. Jednak późniejsze pogorszenie sytuacji materialnej wsi zaowocowało trudnościami z zakupem sprzętu sportowego i tego rodzaju inicjatywy podupadły. Wciąż jednak sporo uwagi poświęcano propagowaniu aktywności fizycznej, zwłaszcza tych form, które mogły się obejść bez nakładów finansowych (ćwiczenia gimnastyczne, biegi). Dość popularne były zawody urządzane przez koła z sąsiadujących wiosek.

Podobnie było z propagowaniem higieny i opieki zdrowotnej. Również tu, oprócz zwrócenia uwagi na katastrofalną sytuację wsi w tej dziedzinie, „Wici” zachęcały do oddolnych inicjatyw na miarę możliwości młodzieży chłopskiej. Terenowe oddziały zorganizowały dość liczne kursy z zakresu higieny, dbałości o zdrowie i racjonalnego żywienia. Udało się też wysłać kilkadziesiąt wiejskich dziewcząt na szkolenia pielęgniarek i położnych.

„Wiciarze” nierzadko animowali również takie działania, które namacalnie i szybko poprawiały warunki bytowania społeczności, w których działali. Liczne są relacje z ich zaangażowania w budowę szkoły, Domu Ludowego, świetlicy wiejskiej, remizy strażackiej czy z zakładania kółek rolniczych albo z prowadzonych dla ogółu mieszkańców kursów robienia przetworów, założenia hodowli jedwabników i wielu podobnych przedsięwzięć – niewielkich, lecz znaczących w skali konkretnej wsi.

Robiąc to wszystko, nie tracono z oczu szerszej perspektywy. Załęski deklarował, że „Wici” są „ruchem społeczno-wychowawczym – a więc nie oświatowym, nie zawodowym, nie sportowym lub teatralnym, lecz ruchem wychowującym człowieka”. W innym miejscu dodawał: „Jesteśmy ruchem społeczno-wychowawczym, przez społeczny wysiłek, dla społecznych celów /…/ Nie chodzi nam o mądrych sobków, lecz o gromady uspołecznionych, świadomych współzależności ludzkiej, zharmonizowanych w zbiorowym życiu i pracy”. Bardziej konkretnie tłumaczył to po latach Józef Ciota, lider Kieleckiego ZMW: „Rodzi się na przykład pytanie, dlaczego tak duży nacisk kładliśmy na prace kulturalno-oświatowe, przysposobienie rolnicze i inne konkretne zadania młodzieży? [taka] /…/ działalność »Wici« dyktowana była świadomością, że tylko umysł światły zdolny jest dojrzeć źródła krzywd społecznych oraz zebrać młodzież w celu zorganizowanego działania przeciwko tym krzywdom. Trudno było /…/ o radykalizowanie młodzieży, która pozostawała pod wpływem plebani oraz dworu, młodzieży zahukanej, pochłoniętej troskami dnia codziennego. Trzeba /…/ było dobierać takie środki, które /…/ zachęcały młodzież do życia zbiorowego, a dopiero wtedy stawiać /…/ dalsze cele”.

Wszystkie te działania świadczą nie tylko o pomysłowości i zaangażowaniu „wiciarzy” w sprawy nierzadko „małe”, ale ważne dla konkretnych społeczności. Przede wszystkim ukazują źródło sukcesów Związku. Pozbawiony wielkich środków finansowych, szykanowany przez władze, bez większego poparcia wśród ówczesnych „VIP-ów” – a mimo to docierał ze swoim przesłaniem do szerokich rzesz ludności wiejskiej. Oczywiście na wsi działały także inne organizacje – związane z Kościołem, ziemiaństwem, endecją czy sanacją. Niektóre były nawet bardziej liczne, ale żadna z nich nie osiągnęła równie ciekawych efektów pracy, dysponując tak skromnymi środkami, jak ZMW RP. Inna była też „jakość” moralna tych środowisk. „Wiciarka” z Podkarpacia, z powiatu mieleckiego, pisała wówczas: „W kole młodzieży wiejskiej widzę większą wartość jak w innych organizacjach, ponieważ /…/ młodzież pracuje pod hasłem miłość, równość i braterstwo, a nie dla różnych ochłapów, jak szklanki herbaty, kiełbasy i tym podobne”.

VI. Słowo (dla) ludu

Promowaniu ideałów służyły także czasopisma Związku. Najważniejszym był oficjalny organ, tygodnik „Wici”. Miał charakter popularyzatorski i informacyjny, poruszając głównie tematykę społeczno-polityczną, oświatową, kulturalną i gospodarczą. Nakład wynosił kilka tysięcy egz., jednak prenumerata zbiorcza i wspólne czytanie sprawiały, że miał ok. 30-40 tys. czytelników (warto pamiętać, że w tamtym okresie na wsi wciąż sporą skalę miał analfabetyzm, co ograniczało zasięg czytelnictwa prasy). „Wici” były pismem żywym, operującym prostym, lecz barwnym językiem, zawierały zarówno teksty informacyjne i propagatorskie, jak i rozważania programowe – te ostatnie jednak również na poziomie zrozumiałym dla przeciętnego wiejskiego czytelnika.

Krakowski ZMW wydawał od 1930 r., z przerwami, miesięcznik „Znicz”, z podtytułem „Przez wieś i jej młodzież do Polski Ludowej”. Miał on charakter bardziej teoretyczny, wiele uwagi poświęcano kwestiom społeczno-gospodarczym. Docierał do czytelników głównie w Polsce południowo-wschodniej, w nakładzie ok. 1,5 tys. egz., czytany przez lokalnych liderów ruchu. Organem Wielkopolskiego ZMW był natomiast miesięcznik „Społem”, wydawany od 1930 r. w niewielkim nakładzie, poświęcony głównie sprawom wewnętrznym organizacji.

Prasę ZMW RP uzupełniały dwa tytuły współtworzone i czytane przez „wiciarzy”, lecz nie będące oficjalnymi pismami Związku. Nieregularnik, a od 1932 r. miesięcznik „Młoda Myśl Ludowa”, był pismem związanym z Polską Akademicką Młodzieżą Ludową, a następnie Związkiem Akademickiej Młodzieży Ludowej, czyli organizacjami zrzeszającymi pochodzących ze wsi studentów i absolwentów wyższych uczelni, na ogół formalnie lub nieformalnie związanych uprzednio – jako członkowie lub sympatycy – z „Wiciami”. Skierowane do ludowej inteligencji i liderów ruchu chłopskiego, miało charakter teoretyczny, będąc od początku lat 30. głównym organem kształtowania i promocji idei polskiego agraryzmu. Cechowało się radykalizmem, głos nierzadko zabierali w nim starsi działacze-teoretycy ruchu ludowego oraz autorzy z innych środowisk politycznych (głównie z PPS i okolic). Pismu temu można należy przyznać prekursorską rolę. Już w pierwszym numerze z roku 1924, piórem wydawcy Władysława Daaba, głosiło bowiem, że zamierza promować „nowoczesny agraryzm /…/ mający swe źródło w idei demokratyzmu, a także w najistotniejszych i nigdy niezniszczalnych pobudkach ludzkich, wynikających ze stosunku zależności, a jednocześnie nieograniczonego umiłowania i przywiązania do ojczystej matki-żywicielki”. Ów agraryzm „w drobnym producencie rolnym widzi najtrwalszą podporę państwa i narodu, a nawet ludzkości i jej pokojowego rozwoju”.

Drugim takim pismem było „Chłopskie Życie Gospodarcze”, założone w 1936 r. przez radykalnie lewicowe kręgi „wiciarzy” z Wielkopolski, a zwłaszcza z Łódzkiego ZMW. Był to dwutygodnik publicystyczno-teoretyczny, wydawany przez specjalnie powołaną spółdzielnię wydawniczą. Wyróżniał się społecznym radykalizmem, środowisko jego wydawców nawiązało kontakty nie tylko z PPS, lecz także z komunistami. Ten ostatni fakt był negatywnie oceniany przez wielu liderów młodych ludowców, podobnie jak nasilona w piśmie krytyka polityki Stronnictwa Ludowego. W marcu 1937 r. Zarząd Główny ZMW RP podjął uchwałę, w której stwierdzał, że „ChŻG” nie jest pismem „wiciowym”, lecz jedną z gazet ruchu ludowego. Czasopismo wkrótce przestało wychodzić.

Tuż przed wojną pojawiły się dwa nowe pisma – wspomniana „Kobieta Wiejska” oraz „Chłopski Świat”, miesięcznik poświęcony kulturze wsi i twórczości chłopskiej, którego edycję rozpoczął w lutym 1939 r. Józef Niećko. Ofertę propagandową „Wici” uzupełniały ulotki i jednodniówki, a także broszury programowe – w tej formie m.in. Niećko opublikował kilka rozważań ideowych i historiozoficznych, zaś Stanisław Miłkowski rozprawy społeczno-gospodarcze.
   
VII. O wolność i demokrację

Początkowo „wiciarze” otrzymywali państwowe dotacje na działalność szkoleniową (rolniczą) na wsi. Jednak kwoty zaczęły wkrótce maleć, a naciski na podporządkowanie Związku sanacji – wręcz przeciwnie. W 1930 r. ZMW RP zrezygnował z subwencji. Nie zrezygnował natomiast z walki o demokrację.

Jak wspomniano, rozłam w CZMW dokonał się z powodu konfliktu wokół stosunku do antydemokratycznych poczynań sanacji. Stało się tak, mimo iż „wiciarze” darzyli Piłsudskiego ogromną estymą. Jednak zamiast kultu choćby najlepszej jednostki wybrali wierność zasadom, które stanowiły sedno ich ideologii. W. Janczak pisał w „Wiciach”: „Niepodległość Polski i jej samodzielny państwowy byt – to wielka zdobycz polskiej demokracji. /…/ Nie uwierzymy nigdy /…/, żeby w interesie Polski leżało wyrzeczenie się walki o /…/ demokratyczne zasady w życiu społecznym i państwowym, a zamienienie ich na jakieś barbarzyńsko-faszystowskie nowinki. Polska, kraj chłopów i robotników, tylko w oparciu o demokrację ostać się może”. T. Rek przekonywał: „forma rządów parlamentarno-demokratyczna, stanowiąca ustrój dogodny i jedyny sprawiedliwy dla szerokich mas /…/, gdyż tylko przy daleko posuniętej jawności, powszechności i kontroli życia publicznego można myśleć i mówić o słusznych prawach i /…/ przestrzeganiu tych praw”.

Zarazem najliczniejszą, jak i najbardziej wykluczoną grupą obywateli byli chłopi. J. Grudziński na łamach „Wici” twierdził, że „Jednym z największych radykalizmów, jakie w życiu Polski mogą być kiedykolwiek dokonane, będzie poruszenie całego masywu chłopskiego do czynnego udziału w życiu narodu i państwa”. Nie chodziło jednak wyłącznie o sam mechanizm wyboru i sprawowania władzy, ani nawet o udział mas ludowych w podejmowaniu decyzji. „Wiciarze” byli przekonani, że odrodzona Polska tylko wtedy może być silna i nie paść kolejny raz łupem najeźdźców, gdy zyska oparcie w masach swoich obywateli, przekonanych, że traktuje się ich podmiotowo. M. Kabat w „Zniczu” przekonywał, że „Orła Polskiego nie wolno przed ludem manifestować tylko na czapce policjanta”.

Nie mieli jednak „wiciarze” bynajmniej na myśli powrotu do realiów sprzed zamachu majowego. W łonie ZMW RP nie idealizowano tamtych lat, nierzadko nazywając je „sejmokracją”. Na łamach „Młodej Myśli Ludowej” pisano: „Demokracja, przyszedłszy ponownie do władzy, będzie musiała poddać gruntownej rewizji /…/ dotychczasowe obyczaje, /…/ prawa, /…/ metody pracy i rządzenia państwem. Między innymi będzie musiała spoglądać częściej i głębiej w masy. /…/ będzie musiała podjąć olbrzymią pracę uzdrowienia atmosfery życia państwa przez /…/ zdemokratyzowanie administracji /…/”. S. Miłkowski twierdził, że ideologia „wiciarzy” „/…/ jest kierunkiem stojącym na gruncie wszechstronnej i pełnej demokratyzacji, której treścią jest udział społeczeństwa w życiu publicznym /…/ poprzez różne samorządowe instytucje”. Stąd wielka waga, jaką przywiązywano w tych kręgach do decentralizacji państwa. „Samorząd uznajemy za nadbudowę społeczną życia poszczególnych terenów, jako też czynnik wzmagający rozwój ich życia w oparciu o zbiorową, zorganizowaną siłę i inicjatywę miejscowej ludności” – głosiła deklaracja ideowa ZMW RP z 1931 r. Krytykowano idee „silnego państwa”, zwłaszcza gdy sprowadzały się one do zamordyzmu i eliminowania wpływu obywateli na życie publiczne. „Wiciarze” uważali, że takie postępowanie przynosi odwrotne skutki, tj. powstaje państwo słabe, nie mające oparcia w obywatelach, którzy czują się odtrąceni przez rządzącą, rzekomo nieomylną kastę.

Sprzeciw ZMW RP wywoływały wszelkie próby łamania swobód obywatelskich i ograniczania demokracji. Wobec procesów brzeskich pisano w „Wiciach”: „Brześć to już nie tylko słuszny czy niesłuszny akt polityczny – /…/ to jednocześnie i sprawa poniewieranej godności człowieczej. I nie tylko godności jednostek /…/, ale i godności narodowej. /…/ tragedia brzeska dokonywała się w budynku /…/ państwowym i urągała pojęciom praw w państwie obowiązującym”. Równie mocno krytykowano m.in. podniesienie wieku prawa wyborczego do 24 roku życia, zmianę ordynacji na niekorzystną dla opozycji („wiciarze” wraz ze Stronnictwem Ludowym bojkotowali z tego powodu wybory parlamentarne 1935 r.).

Demokracja była dla „wiciarzy” nie tylko postulatem z dziedziny „wielkiej polityki”, ani też poręcznym argumentem w sporach z sanacją. Autorka o pseudonimie Powiślanka, tak pisała w „Kronice kursu dla Koleżanek w Zalesiu” („Wici” nr 4/1934): „Nie opowiadajmy czczych słów o równości, o przyszłym sprawiedliwym podziale dóbr materialnych w ustroju gospodarczym na spółdzielczości opartym, jeśli dziś w naszych koleżeńskich i sąsiedzkich stosunkach nie umiemy być szczerymi demokratami”. Tadeusz Rek na tych samych łamach pisał dwa tygodnie później: „Czy sądzimy, że demokrację nam ktoś zrobi? Ktoś nas przemieni na demokratów? Sami od siebie pracę zacząć musimy /…/”.

VIII. Tak hartowała się stal

Władze sanacyjne robiły co mogły, żeby utrudnić działalność ZMW RP. Zakazano szkołom udostępniać „wiciarzom” sale na zebrania, podobnie było z innymi budynkami publicznymi. Policja nachodziła aktywnych działaczy i próbowała ich zastraszyć. „Z góry” upominano władze samorządowe, żeby nie przyznawały żadnych dotacji na inicjatywy, które współtworzyli młodzi ludowcy. Osoby zatrudnione w sferze budżetowej, a sympatyzujące z ZMW RP (np. nauczycieli), karnie przenoszono w inne miejsca kraju. Inspirowane przez sanacyjną policję grupy chuliganów rozbijały spotkania „wiciarzy”, niszczyły konkursowe uprawy, nierzadkie były napaści fizyczne.

Poszczególne koła terenowe likwidowano, a majątek konfiskowano (np. w 1933 r. tylko w pow. limanowskim rozwiązano 47 kół), zabraniano organizowania jakichkolwiek imprez. Uniemożliwiano też rejestrowanie kół nowych – tak stało się z 50 kołami na początku lat 30. w Lwowskim, a w 1937 r. w tym samym województwie na 78 zgłoszonych, władza zatwierdziła zaledwie 8. Tylko na Podkarpaciu w roku 1937 aż 104 koła, nie mogąc doczekać się zarejestrowania, uciekły się do wybiegu, jakim było tworzenie oddziałów Stronnictwa Ludowego i prowadzenia „wiciowej” działalności pod tym szyldem. Decyzjami administracyjnymi uniemożliwiono nawet ogólnopolskie tournée amatorskiego teatru pod kierownictwem Z. Solarzowej. W 1931 r. rozwiązano administracyjnie całą strukturę małopolską, która jednak wznowiła działalność w formie spółdzielni oświatowej i przetrwała jeszcze dwie próby likwidacji (podobnie było z Lubelskim ZMW).

Znamienna dla postawy „wiciarzy” była reakcja jednej z lokalnych struktur Związku na to ostatnie wydarzenie: „Walny Zjazd Członków Młodzieży Wiejskiej powiatu mieleckiego – wobec dwukrotnego rozwiązania ZMW [mowa o Krakowskim ZMW – przyp. R. O.] stwierdza, że stosunek władz administracyjnych w wolnej Polsce do ruchu młodzieży wiejskiej jest niesprawiedliwy i krzywdzący go. Zjazd stwierdza, że nawet w okresie rządów zaborczych na terenie b. Galicji wieś miała większą możliwość rozwoju i organizowania swych sił niż obecnie. /…/ Wobec nowej próby zgnębienia naszego ruchu oświadczamy, że żadne przeciwności nas nie złamią, a przeciwnie, zahartują nas do upartej walki o słuszną sprawę, do walki, w jakiej wieś nigdy dotąd udziału nie brała. /…/ Ślubujemy iść naprzód aż do zwycięstwa”.

Na Zamojszczyźnie w 1936 r. dokonano brutalnej policyjno-wojskowej pacyfikacji wielu wsi, gdzie aktywny był ruch ludowy – szczególnie ostro traktowano tam „wiciarzy” (zlikwidowano 39 kół Związku), doprowadzając do całkowitego zaniku działań wskutek zastraszenia ludności. Wielu członków ruchu trafiało do aresztów, zdarzały się prowokacje i pobicia. Działacz wojewódzki z Małopolski, Narcyz Wiatr, został uwięziony w Berezie Kartuskiej. Cenzura wielokrotnie ingerowała w gazety młodych ludowców, które świeciły białymi plamami po zakazanych tekstach, konfiskowano także całe nakłady czasopism (np. „Młodej Myśli Ludowej” skonfiskowano aż 11 numerów na 72 wydane „za sanacji”).

„Wiciarze” stanowili rdzeń akcji protestacyjnych na wsi w latach 1936-37 – wieców i demonstracji, a później wielkiego strajku chłopskiego. Urzędnik z Krakowa pisał w raporcie do przełożonych: „Między najagresywniejszymi terrorystami i przywódcami bojówek byli wychowankowie UL w Gaci”. Młodzi ludowcy tworzyli najbardziej bojowe siły w czasie strajku. Jak wspominał S. Malawski, „ostry i masowy przebieg strajku chłopskiego w Małopolsce Środkowej w 1937 roku zawdzięczać należy wiciarzom”. Często pełnili funkcję patroli ścigających łamistrajków wiozących płody rolne na sprzedaż w mieście, licznie brali udział w potyczkach z policją. W czasie jednej z lokalnych pacyfikacji strajku, w powiecie limanowskim, policja zamordowała trzech działaczy ZMW RP; w walkach na innym terenie zabito dwóch kolejnych młodych ludowców.

„Wiciarze” byli bardzo aktywni także po zakończeniu działań, organizując akcję pomocy dla ofiar prześladowań i ich rodzin. „Wzruszenie ogarniało… gdy na pola /…/ aresztowanych za udział w strajku chłopów, maszerowały gromady chłopców i dziewcząt z koła /…/ »Wici« pomagać osamotnionej żonie lub matce zebrać z pola plon, wymłócić, oczyścić, przywieźć opał na zimę, pomóc w gospodarstwie. Pracowali bez wynagrodzenia z gorliwością i zapałem, bo to była jakaś święta praca” – wspominał Malawski. Z kolei Solarz dokumentował łamanie prawa przez siły rządowe podczas strajku, a 8 września 1937 r. przedstawił zebrane materiały na audiencji u prezydenta Mościckiego.

IX. Z Bogiem czy mimo Boga?

Nie tylko sanacja atakowała „wiciarzy”. Innym przeciwnikiem były środowiska związane z Kościołem. Wynikało to z trzech powodów. Wśród części działaczy ZMW RP popularny był antyklerykalizm, dość często spotykany w całym ówczesnym ruchu ludowym. Krytyce poddawano faktyczne i wydumane postawy kleru – od nadmiernego bogacenia się, przez wspieranie warstw posiadających, współpracę z prawicą czy porzucenie „ideałów chrystusowych”, po przekonanie, że celowo hamuje on polepszenie życia wsi.

Byli w „Wiciach” także dość nieliczni, ale wpływowi działacze, którzy atakowali nie tyle kler, co sam katolicyzm, przeciwstawiając go „pierwotnemu duchowi chrześcijaństwa”, a nawet wierzeniom pogańskim. Wieloletni kierownik ZMW RP oraz redaktor „Wici”, Józef Niećko, uważał, że katolicyzm, a nawet samo chrześcijaństwo już u zarania uległy zwyrodnieniu, a ich dzieje to pasmo przemocy, matactw, dążenia do celu wszelkimi dostępnymi środkami. Działacz ten w swoim rozbudowanym wywodzie historiozoficznym oskarżał Kościół o wykorzenienie przemocą z ziem polskich wpływów pierwotnej religii pogańskiej, opartej wedle niego na demokracji, łagodności, braterstwie i idyllicznym współbytowaniu z przyrodą. Uważał, że należy wrócić do dawnych form, rytuałów i postaw – w tym celu propagował obrzędy „pogańskie” i zastępowanie chrześcijańskiego wymiaru wielu świąt przez nową, świecko-ludową formę celebracji. Zyskało to wśród „wiciarzy” pewną popularność, choć niewielu szło tak daleko jak Niećko – dla większości nowe formy świętowania służyły raczej apoteozie korzeni i żywotności kultury ludowej oraz podkreślaniu „odwiecznych” źródeł polskości. Nierzadkie były też głosy krytyczne – poczynając od wytknięcia tym wywodom mętnego mistycyzowania i idealizowania przeszłości, na obronie etyki chrześcijańskiej kończąc. Niemniej jednak, część środowisk kościelnych była szczerze przekonana, że „wiciarze” to „neopoganie”, pragnący wykorzenić chrześcijaństwo, inni zaś przedstawiciele Kościoła używali tych stosunkowo nieznacznych przejawów „pogaństwa” do ataków na organizację.

Trzecie wreszcie źródło konfliktu było bardziej przyziemne. Z jednej strony kler, związany nierzadko w środowisku wiejskim z ziemiaństwem, krytycznie reagował na społeczno-ekonomiczny program „wiciarzy”, widząc w nich kogoś na kształt bolszewików. Z drugiej zaś, na wsi po prostu toczyła się walka o rząd młodzieżowych dusz, nie tylko między plebanią a ludowcami, ale także między tymi ostatnimi a młodzieżowymi organizacjami katolickimi (głównie Stowarzyszeniem Młodzieży Polskiej, od 1930 r. Katolickim Stow. Młodzieży). Była to walka tym bardziej ostra, że przez wiele dekad przedstawiciele kleru przyzwyczaili się do sytuacji, w której to oni stanowili w środowisku wiejskim swoisty ośrodek decyzyjny w wielu sprawach, także tych daleko wykraczających poza sferę religijną. Z tego powodu zwalczali wszelką konkurencję – jak słusznie zauważają badacze, „wiciarze” nie byli tu wyjątkiem, lecz zbierali cięgi podobne jak choćby sanacyjne ugrupowania młodzieżowe.

To wszystko złożyło się na dość wrogi stosunek Kościoła wobec ZMW RP. Pionierem tej postawy był biskup kielecki Augustyn Łosiński, który już w 1929 r. w kazaniach głoszonych w województwie, potępił „Wici” jako organizację „bezbożniczą”. Rok później z podobną krytyką wystąpiła konferencja biskupów. To z kolei sprawiło, że w wielu parafiach księża w rozmaity sposób atakowali lokalne koła „wiciowe” – potępiając je z ambony, namawiając rodziców do zakazania młodzieży kontaktów z ZMW RP, a zdarzały się nawet przypadki odmowy katolickiego pochówku młodych ludowców. Na początku 1936 r. prymas Polski August Hlond ogłosił list pasterski, w którym pisał, że „wiciarze” „/…/ szerzą w duchu bezbożnictwa ordynarny i bolszewicki antyklerykalizm, zalecając zastąpienie katolickiej etyki na wsi etyką świecką i swobodnym obyczajem /…/”. Wkrótce podobne w wymowie listy pasterskie wystosowali biskupi częstochowski, tarnowski, przemyski i włocławski. Ks. Stanisław Bełch wydał pod pseudonimami dwie broszury, będące atakiem na „Wici”.

Ataki kleru zaszkodziły niejednemu z lokalnych kół „Wici”, znajdując posłuch wśród bogobojnych, szczególnie starszych mieszkańców wsi. Skala problemu była duża. Tylko w Krakowskim ZMW spośród 327 przepytanych kół, aż 210 oświadczyło, że w 1936 r. stosunek kleru był wobec nich wrogi, 86 oceniło go jako obojętny, a zaledwie 31 jako pozytywny. Ale zdarzały się sytuacje odwrotne – „wiciarze” mieli w niektórych miejscach tak dobrą opinię z uwagi na swoją pracę społeczną, że parafianie podczas formułowanych w trakcie kazań ataków na ZMW RP masowo demonstracyjnie opuszczali kościoły. Wywiad wojskowy II RP donosił, że na Podkarpaciu w wielu parafiach nie odczytano listu pasterskiego biskupa przemyskiego, Franciszka Bardy, gdyż księża obawiali się negatywnej reakcji wiernych na to bezpardonowe potępienie „Wici”. Zdarzały się też przypadki, gdy starsi mieszkańcy wsi brali „wiciarzy” w obronę przed lokalnym klerem. Było i tak, że ataki kleru przynosiły skutki odwrotne do zamierzonych. „Te wyzwiska był nam pomocą dlatego, że ksiądz zawiadomił wszystkich, że powstało koło [ZMW RP]. Toteż zaraz po południu przybyło 10 członków nowych” – tak efekty potępienia Związku z ambony relacjonował „wiciarz” ze Zbierska w Wielkopolsce w roku 1938.

Co ciekawe, prymas Hlond, po odwiedzinach delegacji „wiciarzy” z Wielkopolski, na Boże Narodzenie 1936 r. przesłał swoje błogosławieństwo do Wielkopolskiego ZMW (wówczas już wchodzącego w skład ZMW RP). Wpłynęło to na postawę lokalnego kleru, który w aż 50% był przychylny działaniom młodzieży ludowej – w innych regionach te proporcje były zacznie gorsze. Deklaracje ideowe tej regionalnej struktury „wiciarzy” potępiały „nadużywanie haseł katolickich i narodowych”, ale jednocześnie jesienią 1937 r. mówiły: „w trosce o trwałość kultury polskiej wobec naporu bolszewizmu z jednej, a neopogańskiego hitleryzmu z drugiej strony – zasadę katolickości uznaliśmy za kamień węgielny młodowiejskiego ruchu”.

Deklaracje „centrali” ZMW RP nigdy nie poszły tak daleko, pozostając znacznie bardziej sceptycznymi wobec Kościoła. Mówiły one jednak, że „»wiciowy« ruch młodzieży wiejskiej zasad chrześcijańskich nie podważa, lecz przeciwnie – wzmaga je w życiu jednostkowym i gromadnym /…/”. Tygodnik „Wici” omawiając uchwałę ZG ZMW RP z listopada 1936 r., pisał: „ruch wiciowy nie walczył i nie walczy z religią chrześcijańską – natomiast ruch uznaje zasady moralności chrześcijańskiej, co /…/ odróżnia nas od wyznawców materializmu dziejowego”. Krytykowano natomiast dążenia polityczne kleru i jego współpracę z prawicą oraz warstwami posiadającymi. M. Szczawińska pisała w „Wiciach” w grudniu 1935 r.: „/…/ widzimy olbrzymią jeszcze dal, jaka nas dzieli od urzeczywistnienia się Idei Jezusowej, choć tyle już lat minęło /…/, gdy tę ideę /…/ głosił i za nią swe życie oddał. O sprawiedliwość walczył, miłość wzajemną wśród ludzi biednych głosząc. Z nimi zawsze był. Pośród nich pracował i nauczał. Nie w złoconych świątyniach. Nie z bogaczami”.

Wiele z ataków kleru było nieuczciwych bądź opartych na pobieżnej znajomości poglądów „wiciarzy”. Chybione były zarzuty dotyczące chęci przymusowej likwidacji własności prywatnej czy szeroko zakrojonego planu restytucji „pogaństwa”. Mocno przesadzono z opinią o „nieobyczajności”. Właśnie ze względu na stanowisko Kościoła, w środowisku „Wici” nie przeforsowano nigdy – mimo dążeń kilku osób – poparcia dla postulatów dopuszczalności przerywania ciąży. „Wiciarze” w wielu miejscowościach propagowali urządzanie bezalkoholowych nie tylko wesel, chrzcin i pogrzebów, ale także zabaw ludowych. Weźmy lapidarne sprawozdanie koła ZMW RP w Łochowie: „Na ogólną liczbę 19-tu kolegów przestało już palić papierosy – 16, a 12-tu przestało pić wódkę”. „Wiciarz” z Lubelszczyzny pisał zaś: „/…/ w naszym kole istnieje sąd koleżeński. /…/ Kary są zasądzane  jak za upicie się gorzałką, na trzy miesiące wyrzucenie z koła lub zapłacenia na rzecz koła 1,50 gr., za pobicie, na jeden rok wyrzucenie z koła, są artykuły za ubliżenie, plotki /…/”.

Były też w łonie Kościoła głosy znacznie bardziej wyważone, zwłaszcza wśród jezuitów związanych z periodykami „Sodalis Marianus” i „Wiara i Życie”. Z kolei pismo „Ruch Katolicki” pisało w 1937 r., żeby nie postrzegać „wiciarzy” przez pryzmat poglądów liderów ruchu.

Zdarzały się również środowiska kościelne przychylne „Wiciom”, a przy tym dobrze znające ich faktyczne postawy. Czołowym reprezentantem takowych był ksiądz Jan Zieja – znany kapłan-społecznik, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, później żołnierz kampanii wrześniowej i Powstania Warszawskiego, współpracownik Żegoty, współzałożyciel KOR, współpracownik ROPCiO i „Solidarności”. Nie tylko pozytywnie oceniał on większość działań „wiciarzy”, ale także znał osobiście wielu liderów ruchu, uczestniczył w konferencjach programowych, bronił przed atakami ze strony innych ludzi Kościoła, publikował w „Młodej Myśli Ludowej”, przyjaźnił się z Solarzem. Dostrzegał negatywne z punktu widzenia Kościoła wpływy „patronów wolnomyślnych” na ZMW RP i starał się przeciwdziałać temu zjawisku, ale zamiast demonizować „wiciarzy”, zwracał uwagę na zbyt słabą pracę kapłanów w środowisku wiejskim oraz złe świadectwo, jakie Kościołowi i chrześcijaństwu wystawia zachowanie niemałej ilości księży, zrażając idealistycznie nastawioną młodzież.

Problem relacji między „Wiciami” a Kościołem podsumował S. Michalski: „Działacze ZMW nigdy nie walczyli z religią. Sami byli w większości wierzący i praktykujący, ale nie mogli się pogodzić z tendencjami supremacyjnymi kleru /…/. Wielu z nich było świadomych tego, że historia życia społeczno-kulturowego w Polsce była głęboko zakorzeniona w tradycji chrześcijańskiej. Z tego m.in. względu akcentowali oni konieczność wykorzystania tych tradycji przy opracowywaniu przesłanek teoretycznych wizji ustrojowej Polski Ludowej. /…/ wielokrotnie akcentowano, że każdy kto czuje się związany z przeszłością życia społeczno-kulturowego i ideowego zawsze stanie wobec konieczności akceptowania, a przynajmniej pogodzenia z chrześcijańskim, katolickim charakterem zasadniczego nurtu kultury polskiej /…/”.

X. Z prawa i z lewa

„Z /…/ organizacjami opartymi na zasadach faszystowskich /…/ – jak: patronacko-klerykalne, endeckie, sanacyjne, komunistyczne itp. – ruch wiciowych nie będzie współpracował” – głosiła uchwała Zarządu Głównego ZMW RP z 2-3 maja 1936 r. Znakomicie wyraża ona wierność demokratyzmowi oraz wskazuje na kluczowe podziały polityczne i identyfikuje przeciwników. Jeden z szeregowych „wiciarzy” natomiast tak pisał w pamiętniku: „Chłopi nie będą komunistami. /…/ Chłopi uświadomieni, nie obałamuceni przez endeków, nie będą również faszystami. Potępiamy każdą dyktaturę, czy czerwoną, czy czarną, bo takowe z chłopów robią człowieka-maszynę, który tylko ma słuchać, milczeć i wykonywać”.

Nic dziwnego, że w obliczu takiego stanowiska, 20 marca 1938 r. bojówka nacjonalistyczna napadła na zebranie koła ZMW RP w Stajkowie k. Czarnkowa. Uzbrojeni w kastety i pałki, poranili kilka osób. Podobne zdarzenia miały wkrótce miejsce w kilku innych miejscowościach Wielkopolski. 25 grudnia tego roku członkowie Stronnictwa Narodowego zamordowali w Prandocicach (powiat Miechów) „wiciarza” Stanisława Kalinowskiego. W tym samym roku członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży zamordowali „wiciarza” Józefa Białka z Domaszowic nieopodal Kielc. Gdy w lutym 1939 r. we Lwowie „wiciarze” i ludowcy-akademicy zorganizowali odczyt (nb. poświęcony świetności Polski Jagiellońskiej), kilku organizatorów i słuchaczy zostało pobitych przez bojówkę narodowców.

„Nasza idea odmienna od idei Dmowskich i faszyzmów wszelakich” – pisał S. Ignar w „Wiciach”. Nacjonalizm uznawano za ideę „ciasną”, opartą na nienawiści i wykluczaniu, zaś jej zwolennikom zarzucano niechęć wobec demokracji, dążenia totalistyczne. Uważano, że hasła solidaryzmu narodowego oraz obrony polskich interesów są w wykonaniu endeków kamuflażem dla realizowania postulatów warstw posiadających i chęci umocnienia ich wpływów. Zarząd Główny ZMW RP w uchwale z maja 1936 r. stwierdził, iż: „/…/ to, co się reklamuje w Polsce i w innych krajach jako ruch narodowy – jest tylko ruchem politycznym pewnych grup i warstw społecznych o celach wyraźnie klasowych – które, poza parawanem /…/ haseł i idei narodowej, dążą do zrealizowania /…/ programu wstecznego pod względem politycznym, a przede wszystkim społecznym i kulturalnym. Ruch ten – mający swe źródło w szlachetczyźnie i warstwach posiadających – reprezentuje kierunek najbardziej wrogi samodzielnemu ruchowi chłopskiemu i robotniczemu”. Z kolei „Młoda Myśl Ludowa” uważała, że „endecja jest organicznym i najzacieklejszym wrogiem mas chłopskich. /…/ Jednym z pierwszych czynów zwycięskiej endecji byłoby zgniecenie wszystkich ruchów i strzaskanie wszelkich organizacji”. To samo pismo w 1936 r. głosiło, że celem narodowców jest „Zacząć awanturę pod przykrywką walki z Żydami, uderzyć potem na »komunistów«, to znaczy cały obóz ludowy i socjalistyczny, rozbić go – i hulaj dusza! – faszyzm swój, narodowy, endecki zaprowadzić! Wtedy już wszystko poszłoby gładko i składnie, chłopa bierze się za pysk, robotnikowi kajdanki”. T. Rek dodawał, że „W nienawiści rasowej chcą utopić całą dążność mas chłopskich do rzeczywistych i koniecznych zmian ustrojowych”.

Początkowo w łonie ZMW RP pojawiały się wśród działaczy niższego szczebla wypowiedzi krytyczne pod adresem Żydów. Wywołane były głównie sprzecznymi interesami ekonomicznymi, szczególnie w sferze handlu. Później jednak coraz częściej podkreślano, że podziały narodowościowe są na rękę warstwom posiadającym, a rozwiązaniem konfliktu ekonomicznego nie jest walka narodowo-rasowa z Żydami, lecz zmiana systemu ekonomicznego. J. Dusza na łamach „Znicza” przekonywał, że zbiorowość żydowska „nie stanowi /…/ zwartej i jednolitej grupy gospodarczej, lecz tak jak i w innych grupach narodowościowych, obok proletariatu i ludzi uczciwie na chleb zarabiających, zobaczymy ludzi wyzysku żyjących z krwi i potu ludzi pracy. I jeśli pierwszych poczucie wspólnej doli każe nam zostawić w spokoju, to drugim musimy wydać ostrą i bezwzględną walkę. /…/ Z ludźmi tymi walczyć się musi nie dlatego, że są Żydami, ale dlatego, że są wyzyskiwaczami, tak samo jak walczyć się musi z wszystkimi innymi wyzyskiwaczami, chociażby byli patentowanymi Polakami”. Wiosną 1937 r. w „Wiciach” pisano: „My, wiciarze, wiemy o tym dobrze, że wrogami chłopa i organizacji chłopskich są też Żydzi, ale nie ci spośród Żydów, którzy żyją, podobnie jak my, w nędzy i ciemnocie, jeno Żydzi kapitaliści, przemysłowcy i obszarnicy. Ale takimi samymi wrogami chłopów i organizacji chłopskich są kapitaliści, przemysłowcy i obszarnicy innych wyznań religijnych czy też innego pochodzenia narodowościowego. Toteż nam, wiciarzom, ta zaciekła agitacja klerykalno-endecka nie przesłoni oczu hasłami bijżydostwa. My nikogo nie będziemy bić ani palić”.

Ubolewano jednak, że niższe warstwy zbiorowości żydowskiej są dalekie od popierania rozwiązań reformatorskich. Przedstawiciel „lewego skrzydła” agraryzmu wiciowego, W. Janczak, przekonywał, że silne wpływy tradycyjnych struktur religijnych (gmin wyznaniowych) na tę społeczność, sprawiają, iż „poza nielicznymi wybitnymi jednostkami, które zresztą zerwały z Żydostwem i zabłysły w życiu umysłowym Polski, masy żydowskie pozostały /…/ bierne wobec kulturalnych i społecznych problemów Polski”.

Krytykowano endeckie hasła bojkotu handlu żydowskiego i zachęty do popierania polskich sklepów. Uważano, że nie jest to rozwiązaniem problemu, lecz zamazywaniem jego faktycznego oblicza. Zamiast tego proponowano uspółdzielczenie handlu detalicznego i wyeliminowanie pośredników każdej narodowości, co poprawiłoby dolę producentów i konsumentów niezależnie od ich wyznania czy pochodzenia etnicznego. Podobne stanowisko przyjmowano w kwestii postulatu narodowców, by ograniczyć ilość miejsc dla studentów żydowskich na wyższych uczelniach. Zamiast numerus clausus „wiciarze” postulowali, by skład młodzieży akademickiej bardziej odzwierciedlał klasowo-warstwową strukturę ludności Polski. Tyle że zwiększonej liczby studentów z rodzin chłopskich czy robotniczych nie chcieli osiągnąć ograniczaniem wstępu na studia „burżujom” czy Żydom, lecz przy pomocy zwiększenia nakładów na szkolnictwo wyższe i stworzenia systemu zapomóg dla ubogiej zdolnej młodzieży.

Podobne stanowisko zajmowano wobec innych mniejszości narodowych. Szczególnie słowiańskie, w znacznej mierze „chłopskie”, z Kresów, traktowali „wiciarze” jako pobratymców. W odniesieniu do Białorusi głoszono koncepcję federacji obu krajów. Twierdzono, że wszelkie szykany i naciski przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. Uważali, że Ukraińców należy z Polską związać przyznaniem swobód kulturowych i religijnych oraz autonomii politycznej. W „Zniczu” pisano: „Przeciwstawienie nacjonalizmowi ukraińskiemu nacjonalizmu polskiego do niczego nie doprowadzi. Pogłębi tylko istniejącą przepaść. /…/ Polska Ludowa musi uwzględnić na tym terenie jednakowo potrzeby chłopa polskiego i ukraińskiego”. Ale ta zasada działała w obie strony. T. Rek pisał w „Wiciach”, że „jak /…/ zwalczamy szkodliwy nacjonalizm polski, tak też uważamy za zgubny nacjonalizm innych narodowości, pozostających w granicach państwa polskiego. Nacjonalista ukraiński, białoruski, litewski czy żydowski nie potrafi zrozumieć, że swoją nieobliczalną działalnością leje wodę na młyn polskich ugrupowań nacjonalistycznych i przynosi ogromną krzywdę i swojej narodowości, i /…/ całemu społeczeństwu”.

ZMW RP zajmował negatywne stanowisko również wobec komunistów. Tu kluczową rolę zajmowały zarzuty o postawy antydemokratyczne, dochodziła też krytyka uzależnienia od ZSRR i tamtejszego zamordyzmu. Swoje zrobiły zapewne także zajadłe ataki werbalne komunistów na „wiciarzy” i agraryzm. Wielokrotnie padali oni obiektem ataków ze strony dwóch niewielkich, agenturalno-komunizujących ugrupowań chłopskich – Niezależnej Partii Chłopskiej i Zjednoczenia Lewicy Chłopskiej „Samopomoc”. Pod adresem ZMW RP padały z tych środowisk określenia typowe dla propagandy komunistycznej: „faszyści”, „sługusy burżuazji”, „ludofaszyzm” etc. Również KPP używała podobnych określeń, uznając liderów „Wici” za „sprzymierzeńców sanacji i endecji”.

Po roku 1936, wraz ze zmianą dyrektyw Stalina, stonowano te zarzuty, a nawet rozpoczęto podchody pod „wiciarzy”, próbując ich przekonać do pomysłu tzw. frontu ludowego. W łonie ZMW RP negatywnie oceniano zarówno komunizm, jak i taktyczne wybiegi KPP. Uchwała Zarządu Głównego z 2-3 maja 1936 r. mówiła: „Hasło tzw. frontu ludowego dla obrony demokracji przed faszyzmem nie jest wyrazem zmiany postawy ideowej żywiołu komunistycznego w Polsce. /…/ jest wyrazem zmiany taktyki na drodze do przenikania i opanowywania ruchów demokratycznych celem zepchnięcia ich w łożysko ideologii wytyczonej ze stanowiska politycznej racji stanu Rosji Sowieckiej. /…/ Komunistyczna akcja, z jej obłudnymi i prowokacyjnymi metodami – będzie ze specjalnym naciskiem zwalczana na równi z akcją klerykalno-endecką i sanacyjno-faszystowską”. Uchwała ZG późniejsza o pół roku mówiła natomiast, że „mniej świadome szeregi młodzieży wiejskiej usiłują komuniści zepchnąć w sposób obłudny na drogi wiodące do celów nakreślonych przez komunistyczną międzynarodówkę. /…/ potępiamy nieuczciwą taktykę komunistów, którzy pod osłoną haseł demokratycznych usiłują w nieświadomych masach wywołać odruchy, za które krwią i więzieniami płacą niewinni, gdy /…/ inspiratorzy pozostają w ukryciu”. Mazowiecki ZMW przestrzegał członków przed współpracą z komunistami. Na początku roku 1937 z ZMW RP usunięto sporo osób znanych z sympatii komunistycznych oraz rozwiązano kilka kół terenowych, w których silne wpływy mieli komuniści. Podobnie było na poziomie lokalnym – przykładowo, z koła ZMW RP w Rykach w 1929 r. wykluczono dziewczynę o poglądach komunizujących „za działalność różniącą się ideowo z naszym programem”.

Na łamach krakowskiego „Znicza” ZSRR wraz z hitlerowskimi Niemcami i faszystowskimi Włochami potępiano jednako, jako systemy totalistyczne. W tym samym piśmie stwierdzano, że „komunizm jest sprzeczny z naturą ludzką” i że należy odrzucić idee komunistyczne „tam bowiem, gdzie program ich został wykonany, idea sprawiedliwości społecznej nie została zrealizowana, ucisk i wyzysk mas chłopskich dalej pozostał na porządku dziennym”. Z kolei na łamach „Społem” S. Mikołajczyk pisał: „W wychowaniu młodego wsi będziemy szli drogą demokracji. Nie chcemy bowiem uczyć młodych ludzi gwałtów i zbrodni, które rodzą zawsze prądy faszyzmu i komunizmu”. Badacz problemu, J. Borkowski, pisał: „Nawet najbardziej lewicowi działacze ruchu wiciowego ogłaszali w tym czasie [II poł. lat 30. – przyp. R. O.] artykuły odgradzające się od bolszewizmu lub potępiające stalinowskie metody rządzenia”. Znamienne są tu opinie z „Chłopskiego Życia Gospodarczego”, najbardziej lewicowego spośród wszystkich periodyków związanych ze środowiskiem „wiciarzy”. Pisano w nim, że chłopi nie chcą dyktatury ani sanacyjnej, ani endeckiej, ani komunistycznej. N. Kasperek stwierdzał, że „ruch ludowy w Polsce idzie drogą /…/ samodzielną, nie wzorując się ani na komunizmie, ani też na endeckim faszyzmie”. J. Orchowski dodawał: „socjaliści i ludowcy nie chcą mieć z komunistami nic wspólnego”. O sowieckich sowchozach pisano, że ten sposób gospodarowania „przynosi słaby pożytek i jest źródłem panowania jednostki (komisarza) nad masami, czyli wraca mimo woli do formy kapitalistycznej”.

Komunizm krytykowano jeszcze za wiele innych kwestii teoretycznych i praktycznych. Potępiano przemoc w organizacji życia zbiorowego, przymusowe tworzenie kolektywów rolnych, brak demokracji i swobód obywatelskich. Marksizm krytykowano za apoteozę rewolucji. Szeregowy „wiciarz” przekonywał: „Nie chcemy rewolucji, bo niszczy państwo, nie wyzabijamy również krzywdzicieli naszych dzisiejszych, boć są ludźmi, a my chrześcijanami, którzy mają miłować nieprzyjacioły swoje. My idziemy drogą ewolucji, wolno krok za krokiem, nie zawracając z drogi”. Poddawano krytyce także marksistowskie wyolbrzymianie znaczenia proletariatu w procesach wytwórczych i przeobrażeniach społecznych. Miłkowski w polemice z jednym z chłopskich komunistów pisał: „70% chłopów ma skoczyć w 10% robotników i poddać się posłusznie pod ich kierownictwo”. Przedmiotem krytyki był też komunistyczny biurokratyzm i centralizacja ośrodków decyzyjnych. Negatywnie oceniano przykładanie do wsi wzorców, które kazałyby ją dzielić wedle zamożności chłopów. Uważano, że choć między chłopem biednym a w miarę zamożnym istnieją różnice, to jednak cała wieś ma wspólne interesy, podobny sposób życia, a ogólna mizerna kondycja gospodarcza rolnictwa sprawia, że owo zróżnicowanie nie podważa jedności chłopów. „Niechaj /…/ zachłystują się sowieckim porządkiem rzeczy. To nie przeszkadza budzącej się młodej wsi do rozglądania się i wyszukiwania swojej własnej drogi” – pisał Niećko w 1936 r.

Najbliżej spoza środowiska ludowego było „wiciarzom” do PPS-u i jego młodzieżowych organizacji, jak OM TUR. Łączyły ich ideały sprawiedliwości społecznej i hasła radykalnych reform. W robotnikach widzieli naturalnych sojuszników. Z jednej strony, robotnicy wielkomiejscy w ich oczach mieli łatwiejszy dostęp do wielu dóbr, z drugiej zaś byli – inaczej niż chłopi – wyzuci całkowicie z własności środków produkcji. Ideał Polski Ludowej miał się ziścić właśnie we współpracy z lewicą stojącą na gruncie patriotyzmu i demokracji. Wiele zrobiono dla zadzierzgnięcia takiego sojuszu – były spotkania dyskusyjne, wzajemne przedruki artykułów prasy „wiciowej” i socjalistycznej, wspólne imprezy, jak np. zorganizowana przez Łódzki ZMW na stadionie Robotniczego Towarzystwa Sportowego.

Oczywiście pojawiały się też spory. „Wiciarze” odrzucali rewolucję jako metodę zmiany stosunków społecznych, z kolei radykalne skrzydło PPS widziało w nich „wiejskich drobnomieszczan”, a symbolikę słowiańsko-ludową opacznie interpretowano początkowo jako polską wersję hitlerowskiej ideologii „Blut und Boden”. Sporną sprawą była także rywalizacja obu środowisk. PPS próbował pozyskać bezrolnych chłopów, robotników rolnych-folwarcznych i mieszkańców prowincjonalnych miasteczek, co nie podobało się „wiciarzom”. Część działaczy ZMW RP uważała natomiast, że niepotrzebny im sojusz z robotnikami, gdyż chłopów jako przeważającą liczebnie warstwę społeczną „stać na samodzielne rządy”. Jednak w miarę rozwoju refleksji programowej obu środowisk oraz nasilania się presji sanacji, coraz więcej było głosów o potrzebie zaawansowanej współpracy. Po kongresie radomskim PPS w 1937 r., w kręgu „Wici” uznano, że zbieżność z socjalistami jest bardzo duża.

XI. Polityka z ludzką twarzą

Rozwój sytuacji przyspieszył udział ludowej młodzieży w „wielkiej polityce”. Przede wszystkim zaangażowali się w zjednoczenie ruchu ludowego. Mieli znaczny wpływ na przezwyciężenie podziałów między „Wyzwoleniem”, „Piastem” i Stronnictwem Chłopskim oraz na będące skutkiem tegoż powstanie zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Już po połączeniu tych ugrupowań kładli nacisk na wewnętrzną jedność, zwalczając rozłamy i secesje oraz zadawnione waśnie. Uważali, że wieś musi mówić jednym głosem i mieć silną organizację, gdyż w przeciwnym razie przegra swoje interesy. Na kursie Wielkopolskiego ZMW w 1934 r. prelegent S. Karpała mówił: „ZMW Wici jest instancją przygotowawczą, której zadaniem jest wychowanie młodzieży wiejskiej na dzielnych bojowników sprawy chłopskiej. /…/ wiciowiec musi być uświadomiony politycznie, żeby następnie mógł zająć odpowiednie stanowisko w ruchu Stronnictwa Ludowego”.

Walny Zjazd ZMW RP w 1931 r. uznał SL za jedyną polityczną reprezentację ruchu ludowego. Z wzajemnością – kongres SL z 1933 r. uchwalił, że „uznaje Związek Młodzieży Wiejskiej RP »Wici« za jedyną organizację społeczno-wychowawczą na wsi, rzetelnie pracującą w duchu demokracji wiejskiej” i wezwał działaczy partii do zaangażowania w pomoc inicjatywom podejmowanym przez „wiciarzy”.

Wkrótce zyskali znaczne wpływy na Stronnictwo. W połowie lat 30. „wiciarze” wyrośli na czołowych teoretyków partii ludowej. Wkrótce zaczęli się liczyć we władzach naczelnych. Zastępowali starszych, nierzadko zawodowych polityków niezwiązanych z wsią, stawiających na „pragmatyzm” i dobre wrażenie kosztem ideałów i efektywnej pracy. Po kryzysie i mini-rozłamie w SL, latem 1935 r. pięciu znanych działaczy ZMW RP zostało dokooptowanych do Naczelnego Komitetu Wykonawczego partii. To jeszcze bardziej zwiększyło ich wpływ na stronnictwo, doprowadzając do jego radykalizacji programowej i praktycznej. Było to możliwe także dzięki wsparciu, jakie zyskali od bardziej ideowych i dalekowzrocznych działaczy ludowych starszego pokolenia, z których najbardziej znanymi „wspólnikami” ZMW RP byli Irena Kosmowska, Stanisław Thugutt i Maciej Rataj. Ten ostatni wspominał: „Na całość ruchu ludowego Wici wywarły wielki wpływ i tego się wcale nie wstydzę”. Nie było to bynajmniej kurtuazyjne stwierdzenie ani kokietowanie młodszego pokolenia działaczy. Wkrótce deklaracje ideowe dotychczas dość skostniałego SL zaczęły zawierać diagnozy i postulaty żywcem przeniesione z radykalnych rozważań „wiciarzy”, zwłaszcza w kwestiach społeczno-gospodarczych. Starosta powiatu tarnobrzeskiego pisał w raporcie do władz centralnych: „/…/ po ostatnich wypadkach strajkowych można twierdzić, że nie SL wywiera wpływ na związek »Wici«, ale odwrotnie”.

Liderzy ZMW RP, będąc autentycznymi działaczami ruchu społecznego, negatywnie oceniali „politykierstwo” starszego pokolenia ludowców. S. Miłkowski pisał: „W przeszłości każdy z szanujących się działaczy ludowych czuł się powołanym do uprawiania »wielkiej polityki«, a nie było komu myśleć o pracy na dole”. Z kolei J. Grudziński w artykule pod wymownym tytułem „Na wsi – nie na ulicy Wiejskiej”, krytykował „wiecowy” i sloganowy sposób uprawiania polityki przez „starych”: „Dziś, gdy na kartce wyborczej można budować najwyżej /…/ domek z kart, słowo musi nabrać innej, głębszej treści. Musi uczyć /…/ dokonywania zbiorowym wysiłkiem faktów, z których każdy będzie krokiem naprzód w dźwiganiu się wsi ku górze, z których każdy będzie szczeblem rozwojowym w jakiejś dziedzinie życia wsi /…/”. S. Świetlik stwierdzał w „Wiciach” w marcu 1934 r.: „/…/ koła Stronnictwa Ludowego należałoby przede wszystkim oczyścić z »polityki«, polegającej na intrygowaniu, zaszczepianym przez »wodzów« wzajemnie się zwalczających. Natomiast zaszczepić nieco więcej troski o społeczne życie wsi. Na zebraniach kół nie ograniczać się do samych wymyślań na sanację, bo to sanacji nic nie zaszkodzi. Pożyteczniej będzie, gdy pomyślimy, dlaczego to my we wsi utrzymujemy kilka sklepów (żydowskich i katolickich), które nas obdzierają? Czy nie lepiej byłoby, gdybyśmy założyli we wsi spółdzielnię?”. Redaktor naczelny „Wici”, Niećko, skryty za pseudonimem pisał w czołowym tekście numeru z 11.03.1934 r.: „Czas /…/ najwyższy, aby przodownicy [ruchu ludowego] /…/ przestali mienić się za zbawców ludu i odwoływać się do mas ludowych, by zdobyły dla nich władzę, a oni /…/ będą ludem rządzić. Czas wielki, by przestali traktować okręgi wyborcze jako swoje serwituty na wiecowanie – natomiast, by przywarli do pracy organizacyjnej i przodowali w pracy, a nie w pustej frazeologii, intrygach i wzajemnym podstawianiu sobie nóg”.

Krytykę ze strony „wiciarzy” budziły także niektóre konkretne inicjatywy polityków starszego pokolenia. Młodzi, wyznający idee radykalne, negatywnie oceniali próby pozyskania SL do centroprawicowego Frontu Morges. Krytykowano również zbliżenie niektórych „starych” do endecji na gruncie walki z sanacją. Przez długi okres „wiciarze” byli nieufni wobec Witosa i jego doraźnej polityki, dopiero w II połowie lat 30. stosunki między nimi się ociepliły. Warto dodać, że stanowisko ZMW RP niewiele miało wspólnego z klasycznym konfliktem o władzę. „Wiciarze” chcieli zmiany sposobu działania partii, zabiegali też o swój udział w kierowaniu nią, ale jednocześnie rezygnowali z wielu okazji powiększenia swego „stanu posiadania” w kierowniczych strukturach stronnictwa, nierzadko wybierając działalność na polu społecznikowskim zamiast „wielkiej polityki”.

Należy też podkreślić, że „wiciarze” zwracali szczególną uwagę na partnerskie stosunki z SL, niejednokrotnie protestując przeciwko przedmiotowemu traktowaniu młodzieży ludowej. W 1933 r. w specjalnej odezwie pisali: „/…/ uważamy za niewłaściwe i szkodliwe dla Związków Młodzieży Wiejskiej czynienie z /…/ ich ogniw organizacyjnych terenu akcji politycznej i posługiwanie się nimi przez Stronnictwo Ludowe /…/ i jego działaczy jako instrumentem do osiągnięcia doraźnych celów politycznych”. Niećko deklarował: „Ruch »wiciowy« nie był, nie jest i nie będzie przybudówką do Stronnictwa Ludowego /…/”. A. Bień po latach wspominał: „Ruch »wiciowy« pragnął ukształtować nowy typ chłopa-obywatela, który będzie czuł swą odpowiedzialność za rozrost całego polskiego dobytku, a nie tylko tej jego części, którą można zmieścić w komorze, stajni, stodole. To się wielu – również ludowcom – nie podobało. W różny sposób próbowali nas rozbijać, wyciszać, ku sobie kaptować. /…/ broniłem się /…/ przed dostaniem w orbitę politycznych związków ludowcowych. Odstraszył mnie /…/ typ działacza-ludowca. Jest to człowiek, który zajmuje się chłopami, ale sam jest ponad tymi chłopami. My byliśmy chłopami”.

Do końca zachowali przekonanie, że nową wieś trzeba stworzyć „od dołu”, oni sami zaś mają być cząstką ruchu społecznego, nie zaś „partyjniakami”. Patrzono im zresztą na ręce. Maria Maniakówna, jedna z czołowych postaci kobiecych w „Wiciach”, pisała: „Baczmy, by koledzy nasi w zapamiętaniu, w ostrej walce partyjnej, do sprawiedliwej Polski poprzez krzywdę ludzką nie szli”.

XII. Chłop potęgą jest – i basta?

ZMW RP był środowiskiem, w łonie którego powstał oryginalny system ideowo-światopoglądowy, wyznaczający szczegółowe propozycje w wielu kwestiach bieżących. Można go określić jako „agraryzm wiciowy”, w odróżnieniu od pokrewnej, lecz znacząco odmiennej wersji, jaką był „agraryzm środkowoeuropejski” czy „słowiański”. Ten ostatni reprezentowany był głównie przez teoretyków i działaczy z Czechosłowacji, Jugosławii i Bułgarii, zwłaszcza przez Słowaka, dr. Milana Hodżę oraz Czecha, Antonina Švehlę (nb. obaj byli premierami Czechosłowacji). Hodża twierdził, że chłopi są specyficzną warstwą społeczną. Na specyfikę tę składają się trzy filary: tradycja religijna (wieś jest znacznie mniej zlaicyzowana i bardziej przywiązana do wartości religijnych niż miasto), rodzina (silne więzi rodzinne i poczucie wspólnoty, w przeciwieństwie do miejskiego indywidualizmu i atomizacji) oraz poczucie porządku społecznego. Ten splot czynników sprawił, że wśród chłopów – jak pisał Hodża – „rozwijały się dwie idee: idea wolności i idea porządku. Nie wykluczające się wzajemnie. Myślenie rolnika nie było destruktywne, lecz odwrotnie – niezmiernie konstruktywne i syntetyczne”.

„Wiciarze” znali idee agrarystyczne już przed rozłamem w CMZW. Zarówno wtedy, jak i później współpracowali z agrarystami czeskimi i innych krajów w ramach Słowiańskiego Związku Młodzieży Wiejskiej. Dokonali jednak wieloaspektowej refleksji wokół tej doktryny, nadając jej nowy kształt. Właściwie w każdej kwestii „agraryzm wiciowy” charakteryzował się znacznie większym radykalizmem i „głębokością” wniosków i postulatów od koncepcji „ojców-założycieli”. W Polsce poglądy bliskie wizji Hodży – akcentujące motyw tradycyjno-religijny, solidaryzm narodowy i stosunkowo ograniczone postulaty przeobrażeń – formułowały osoby luźniej związane z „wiciarzami”, m.in. Franciszek Bujak, Aleksander Zaleski i Jerzy Kuncewicz. Natomiast czołowi teoretycy i działacze ZMW RP potraktowali rozważania czechosłowackie zaledwie jako punkt wyjścia.

Zgadzali się z nimi w kwestii tego, że wieś cechuje pewien specyficzny konserwatyzm i niechęć wobec gwałtownych zmian. Wynikało to z „chłopskiego rozsądku” i swoistej łagodności, będącej efektem pracy na łonie natury. To właśnie owo bytowanie i praca wśród przyrody, w rytmie pór roku, decydowało o specyfice chłopskiej postawy, uodparniając mieszkańców wsi na „miejskie” myślenie w kategoriach dychotomii, skrajności. Z przyrodą – bardziej niż z tradycjami religijno-kulturowymi – wiązał się według nich pewien „mistycyzm” chłopów i ich niechęć wobec doktryn materialistycznych, nawet jeśli dystansowali się oni wobec dominującej religii czy instytucji kościelnych.

Drugim ważnym elementem, na który „wiciarze” kładli nacisk, było prowadzenie samodzielnego gospodarstwa rolnego. Taka forma własności prywatnej uczyła chłopów indywidualizmu, poczucia wolności, odpowiedzialności i roztropności oraz polegania na sobie, podmiotowości. Co więcej, nie wiązała się ona z wyzyskiem ani z żerowaniem na wysiłku innych, gdyż każdy gospodarował „na własnym”. Dodatkowo – to trzeci istotny czynnik – uczyła współpracy. Efektywna uprawa ziemi i hodowla zwierząt wymagały współpracy całej rodziny, a wiele zadań realizowanych w obrębie wsi skłaniało też do sojuszu z szerszym kręgiem – „spólnotą”, „gromadą”, czyli całą lokalną społecznością lub jej znaczną częścią. Chłop zatem z jednej strony był sobie panem, z drugiej zaś funkcjonował w szerszym kręgu zależności i współpracy. Był to niejako sojusz „wolnych z wolnymi i równych z równymi”, czy też, wedle innego terminu „uspołeczniony indywidualizm”.
W efekcie powstawało poczucie jednostkowej niezależności (antyteza komunistycznego kolektywizmu), a jednocześnie silnego zakorzenienia we wspólnocie (przeciwieństwo liberalnego indywidualizmu) oraz „rdzennej” demokracji i samostanowienia (przeciwieństwo elitaryzmu i konserwatyzmu). I. Solarz przekonywał: „Drobne gospodarstwo chłopskie chowa w sobie dziwną tajemnicę łagodzenia /…/ przeciwieństw /…/, jakie niepokoją i wywracają dotychczasowy ustrój społeczno-gospodarczy, przeciwieństw między pracą a posiadaniem i rozporządzaniem owocami tej pracy /…/ W tak małej spólnocie, gdzie wszyscy są i przy pracy, i przy rządzeniu, sprawiedliwie dokonuje się rozdział świadczeń i korzyści. Jest to wartościowy psychicznie podkład pod zrzeszeniową dobrowolną organizację w nowym ustroju”. Józef Grudziński, analizując problem w kategoriach ekonomiczno-klasowych, pisał w „MML” w marcu 1933 r., że „lud rolniczy nie jest ani kapitalistycznym wyzyskiwaczem, ani wyznawcą starych liberalistycznych zasad burżuazyjnych – ale przeciwnie nawet jest przeciwnikiem panoszącego się wielkiego kapitału. Prawny i moralny porządek ziemi nie znosi ustroju kapitalistycznego”.

Znaczenie miały też czynniki ogólnospołeczne. Chłopi stanowili wówczas znakomitą większość społeczeństwa, a sama wieś – terytorialny „rdzeń” państwa. A także jego biologiczny fundament z racji produkowania żywności. Splot czynników obiektywnych (liczebność, znaczenie społeczno-gospodarcze) z subiektywnymi (wartościowe wzorce i postawy osobowe oraz etos kultury ludowej), sprawiał zdaniem agrarystów, że chłopi powinni zyskać daleko większą rolę w państwie, gdyż byłoby to zarazem sprawiedliwe, jak i korzystne dla całego kraju i narodu. W. Furmanek głosił w „Wiciach”: „Twórcą ustroju sprawiedliwego może być tylko człowiek pracy twórczej, a przede wszystkim człowiek tworzący chleb wespół z ziemią i przyrodą całą”. Na łamach „Znicza” pisano: „Różnym kierunkom polityczno-społecznym, jak liberalizm, socjalizm, komunizm itp. przeciwstawiamy /…/ nowy, rodzący się obecnie z żywiołową siłą a narzucający się czasom dzisiejszym mocą swojej wewnętrznej konieczności; kierunkiem tym jest agraryzm. /…/ Ziemia, chłop-człowiek i jego stosunek do świata – oto rusztowanie, około którego mamy wznosić gmach nowego światopoglądu”.

„Wiciarze” z racji wieku, preferencji ideowych oraz pod wpływem wniosków z ówczesnych wydarzeń, nadali swoim tezom i postulatom radykalny charakter, pozwalający ich zaklasyfikować, aczkolwiek z zastrzeżeniami, do kręgu lewicy społecznej (inaczej niż np. agraryzm czeski, bliższy centrum, a nawet umiarkowanej prawicy). Oczywiście była to lewica daleka od ortodoksji, zwłaszcza od marksizmu, w pewnych aspektach można raczej mówić o „trzeciej drodze”. Jednak ze względu na postulaty równości, sprawiedliwości społecznej i radykalnej demokracji, a także patriotyzm w wydaniu raczej „obywatelskim” niż „etnicznym”, bliższy był lewicy niż prawicy.

Początkowo agraryzm bazował na dość ogólnikowych postulatach poprawy ekonomicznej doli wsi, zwiększenia politycznego i obywatelskiego znaczenia chłopów w życiu państwa, nasycenia kultury narodowej i miejskiej wartościami kultury ludowej. Bliscy duchowi Polskiego Związku Ludowego, „Zarania” i „Drużyny” oraz niechętni wobec gwałtownych przeobrażeń, „wiciarze” widzieli zmianę sytuacji dwutorowo: państwo powinno dokonać reform i polepszyć dolę chłopów, jednak sama wieś także musi dokonać olbrzymiej pracy samokształceniowej, nabrać wiary w siebie, pewności, a także zmienić złe nawyki. Załęski pisał w „Wiciach” w czerwcu 1930 r.: „/…/ sięgnijmy wyobraźnią w przyszłość i zapragnijmy, aby każda wieś polska, każda chałupa wiejska stała się osiedlem człowieka, który tworzy, który świadomie uczestniczy w pomnażaniu dobra społecznego, który dla zaspokojenia swych potrzeb duchowych i materialnych nie tylko wygodnie i ozdobnie urządził wnętrza swych chat i zagród, lecz jednocześnie zbiorowym wysiłkiem – bez przymusu i bez wyzysku – dźwigał nowe pałace kultury społecznej, kultury gromadnej”.

Od państwa domagano się zatem głównie reformy rolnej, rozwoju szkolnictwa dla młodzieży wiejskiej, działań na rzecz modernizacji upraw i hodowli, różnego rodzaju gwarancji instytucjonalno-ustawowych. Sami zaś zamierzali dołożyć starań, aby wieś zreformować „od dołu”, stopniowo eliminować jej wady dzięki pracy wychowawczo-oświatowej. Deklaracja ideowa ZMW RP z jesieni 1931 r. głosiła: „Zmierzając do Polski Ludowej, na naczelnym miejscu wszystkich prac swoich stawiamy sprawę kształtowania i podnoszenia wewnętrznych wartości człowieka oraz podniesienia poczucia godności i wiary we własne siły”.

Szybko jednak okazało się, iż są to postulaty daleko niewystarczające. Zamiast rozwoju demokracji, sanacja ograniczała prawa obywatelskie. Wysiłki państwa na rzecz strukturalnych zmian wsi były znikome (m.in. niewielka skala i tempo reformy rolnej), a system „patronatu” kwitł w najlepsze, z tą różnicą, że na znaczeniu nieco stracili dawni zwierzchnicy chłopstwa (kler, ziemiaństwo), zyskiwali zaś urzędnicy państwowi/sanacyjni. Kryzys gospodarczy na początku 30., szczególnie dotkliwy na wsi, rozwiał z kolei złudzenia, że szeroko zakrojone pozytywne przeobrażenia są możliwe w ramach liberalnego kapitalizmu. Uchwała Zarządu z 15 stycznia 1933 r. głosiła: „Mamy dążyć i pracować nad tym, aby we wspólnym i wielkim gospodarstwie, jakim winna być Polska, nie było uprzywilejowanych i wyzyskiwanych, przesyconych i głodnych, aby praca wszystkich warstw i zawodów, a więc i praca drobnych rolników – była należytą opieką otaczana i sprawiedliwie wynagradzana”.

Już pół roku później Walny Zjazd deklarował, że kapitalizm jest źródłem nędzy i wyzysku, opiera się na ugruntowaniu nierówności i niesprawiedliwości w podziale dóbr. Postulowano, aby ziemię uprawną jako podstawę bytu społecznego i gospodarczego oddać tym, którzy ją uprawiają. J. Dusza na łamach „Wici” nie silił się na subtelności: „Zbudowane chłopskimi rękami szlacheckie pałace i magnackie zamki przemienić się muszą w chłopskie uniwersytety i domy kultury”. Z kolei S. Słupek w „Zniczu” pisał: „warstwy tzw. wyższe (szlachta, kler, część mieszczaństwa) w ciągu wieków przyzwyczaiły się /…/, że chłop wiecznie ma na kogoś robić /…/, w chwili obecnej toczy się zażarta walka /…/ z każdym przejawem samodzielności ruchu chłopskiego”. Tymczasem W. Bieniasz oznajmiał w „Wiciach”, że „My, dzisiejsze pokolenie wsi – zaczynamy zdobywać się na odwagę /…/ samodzielnego myślenia i robienia w gromadzie dla gromady. Bez opiekunów i patronów – i nie dla opiekunów i patronów, ale dla własnej sprawy chłopskiej”. Szeregowy „wiciarz” z powiatu Konin pisał: „Nas stać, by wyprostować swoją postać, kroczyć naprzód bez pańskich podpórek, toteż idziemy i zdobywamy własnymi siłami własne uświadomienie, wychowanie, umiejętność społecznego działania i chłopski pogląd, jak zorganizować życie gromad, państwa i całej ludzkości w duchu braterstwa i demokracji”.

Nie oznaczało to bezkrytycznego traktowania wsi. „Wiciarze” uważali, że splot czynników natury obiektywnej (praca na roli, życie na prowincji) z dotychczasowymi procesami historycznymi (pańszczyzna, silna pozycja „patronów”, spychanie chłopstwa do roli obywateli drugiej kategorii, zacofanie gospodarcze i ubóstwo) sprawił, iż wieś daleka jest od ideału, a wśród chłopów częste są postawy bierności, marazmu, braku wiary we własne siły, obojętności na sprawy publiczne, przesadnej ostrożności w myśleniu i działaniu. W. Kojder pisał w „Zniczu”: „/…/ nie wszystko na wsi jest słońcem, a w mieście nocą. Wieś ma jeszcze wiele ciemnych plam i konserwatyzmu. Jednakże /…/ wieś szuka własnej, nie wzorowanej na kimś drogi. Na wsi rodzi się potrzeba urządzenia i zagospodarowania Polski po /…/ chłopsku”.

Uchwała Zarządu Głównego ZMW RP z 2-3 maja 1936 r. opowiadała się za naczelną rolą chłopstwa w państwie. Czytamy w niej: „/…/ warstwa chłopska, ze względu na jej liczebność i wartości /…/, jest trzonem i podstawą narodu polskiego, źródłem jego sił fizycznych i moralnych. /…/ Ruch wiciowy /…/ nawiązujący do rodzimych pierwiastków kultury ludowej – mimo że /…/ wychodzi z pobudek klasowych, w istocie swojej ma charakter najbardziej narodowy. Na tych bowiem rodzimych pierwiastkach kultury ludowej musi się oprzeć budowa nowej kultury narodowej i odnowa życia polskiego /…/”. Na łamach „Młodej Myśli Ludowej” przekonywano: „/…/ możemy stwierdzić bez przesady, że agraryzm ma w chwili obecnej najwięcej szans ku temu, aby stać się nie tylko wyłącznie ideologią całej warstwy chłopskiej, ale również ideologią Polski /…/”.

Nie chodziło bynajmniej agrarystom o naiwne wizje „rządów wsi”. Choć w łonie Związku pojawiły się skrajne postulaty „dyktatury chłopów”, to główny nurt działaczy nie uległ im. Z biegiem czasu coraz bardziej krytycznie odnoszono się także do popularnych wcześniej koncepcji spod znaku „rustykalnej utopii”, autorstwa głównie J. Niećki. Wybijający się na czołowego teoretyka ruchu S. Miłkowski krytykował „typowe podejście pewnej kategorii »myślicieli« /…/, którzy wierzą głęboko /…/, że chłop w Polsce ma wielkie posłannictwo dziejowe do spełnienia. Trzeba tylko obudzić w nim twórcze prasiły, odziedziczone po pradziadach, trzeba, aby w masie swojej uczuł ową słoneczność i radość życia /../ przodków orzących miłośnie i szczęśliwie matkę ziemię, a wszystko inne automatycznie zostanie rozwiązane”. Inni z kolei protestowali przeciwko tym, którzy chcieliby „postawić rogatki odgradzające wieś od miasta”.

Krytykowano jednak kulturę miejską i takiż styl życia, podkreślano wartościowe cechy wsi. Ten sam Miłkowski pisał w 1935 r.: „Agraryzm jest /…/ reakcją i protestem przeciwko zbytniej urbanizacji społeczeństwa, a więc odrywania go od ziemi. Jest kierunkiem, który w założeniu swoim przeciwstawia się koncentracji ludności w miastach i nie tylko ludności, ale również dóbr materialnych, kulturalnych itp. /…/ Miasto jako sztuczne siedlisko ludzkiego bytowania na przestrzeni dłuższego okresu czasu degeneruje człowieka fizycznie i moralnie, zabija w nim siły twórcze, mechanizuje go. /…/ Oderwanie człowieka od łona natury i przerzucenie go na bruk miejski jest równoznaczne z pozbawieniem go dopływu żywotnych soków, które człowiek czerpie w bezpośrednim współżyciu z przyrodą. Tak, jak roślina wyrwana z ziemi ginie szybko – to samo dzieje się i z człowiekiem, chociaż na dłuższych przestrzeniach czasu”.

Nie należy jednak utożsamiać tych deklaracji z naiwnymi tęsknotami za „rajem utraconym”. Badaczka zjawiska, A. Golec, pisze: „Agraryzm głosił potrzebę zachowania równowagi duchowej, którą zapewnia człowiekowi współpraca z przyrodą. Nie oznaczało to negacji postępu technicznego, ale było wyrazem troski o stan psychiczny jednostek i całego społeczeństwa”. Choć agraryści krytycznie oceniali część zjawisk związanych z rozwojem przemysłu, urbanizacji i wpływem techniki na życie ludzkie, nie zajmowali stanowiska antyindustrialnego. Przeciwnie, uważali, że w gospodarce rolnej należy wdrożyć wiele technicznych nowinek, które ułatwiłyby osiąganie dobrych efektów pracy, uczyniły ją lżejszą, pozwoliłyby chłopom sprawniej współpracować itp.

W przełożeniu na język konkretów przybierało to ciekawe postaci. „Wiciarze” postulowali m.in. dekoncentrację przemysłu i instytucji publicznych oraz nakładów budżetowych – częściowe przeniesienie ich do średnich i małych miast, aby prowincjusze też mieli do nich dostęp, zaś wielkie aglomeracje przestały odgrywać tak dominującą rolę kulturową i gospodarczą. Miało to służyć zmniejszaniu narastających dysproporcji między miastem a wsią – gospodarczych, kulturowych, dotyczących stylu życia itp. S. Młodożeniec pisał w „Młodej Myśli Ludowej” w 1935 r.: „Wszelkie dobra materialne i kulturalne, które ześrodkowały się w zaduchu wielkomiejskim, będą równomiernie rozprowadzone po całym kraju”.

Same miasta postulowano przekształcić w ten sposób, żeby większe znaczenie zyskały tereny zielone, indywidualne domy z ogródkami itp. Zamiast wielkomiejskich skupisk proponowano tworzenie mniejszych ośrodków, zaprojektowanych w formie tzw. miast-ogrodów, dogodnie skomunikowanych i oddzielonych terenami leśnymi i wiejskimi. W kwestii ogólnej wizji gospodarczej uznawano, że Polska powinna być przede wszystkim krajem agrarnym, z dominującą produkcją żywności i płodów rolnych. Ale jednocześnie z dużym uznaniem przyjęto w tych kręgach budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego, jako krok do rozwoju kraju oraz sposób na „wchłonięcie” przez przemysł nadwyżki ludności z terenów wiejskich. Postulowali rozwój przemysłu, jednak jego główną branżą miał być rolno-przetwórczy, przybierający postać niewielkich i średnich zakładów, rozmieszczonych w miarę równomiernie na całej prowincji.

Z kolei kulturę narodową „wiciarze” chcieli nasycić wątkami zaczerpniętymi z kultury ludowej. Szeregowy działacz ZMW RP z Podkarpacia pisał: „My, młodzież wiejska musimy mieć serce i duszę wiejską i tworzyć własną kulturę wsi na miejsce upadającej kultury szlacheckiej, ażeby cały naród mógł czerpać ożywcze soki z naszej kultury wiejskiej”. Dostrzegano również zanik kultury ludowej pod wpływem etosu miejskiego. „Wiciarz” z okolic Częstochowy pisał: „Wieś  na ogół, a w pierwszym rzędzie podmiejska, poczęła przez całe wieki wyhodowany dorobek zatracać. Piękne ludowe piosenki, które często gęsto w mieście i poza granica państwa mają uznanie – nikną. Chłopaki i dziewczęta /…/ wstydzą się zaśpiewać /…/ piosenek ludowych /…/, ale nie wstyd im jak na całą parę się wyśpiewuje »Zimnego drania« czy wiele innych brudów miejskich”.  Nie chodziło o powierzchowną chłopomanię i „cepelię”, lecz o dostrzeżenie zapomnianych lub niesłusznie lekceważonych twórczych aspektów ludowego dorobku muzycznego, teatralnego, inscenizacyjno-obrzędowego, zdobniczego itd. Pozwoliłoby to nie tylko tchnąć nowe siły w kulturę narodową, ale także powstrzymać tendencje kosmopolityczne, a także silniej związać z etosem narodowym rzesze chłopów, do których nie zawsze przemawiają dzieła tworzone w wielkich miastach i traktujące o realiach im obcych.

„Wiciarze” bardzo mocno akcentowali „swojskość” kultury ludowej i jej narodowy charakter. Uważali, że to chłopi jako warstwa społeczna najskuteczniej „przechowują” pierwiastki składające się na polskość, zaś inne warstwy, klasy i środowiska społeczne ulegają wpływom obcym i kulturze kosmopolitycznej. Zarzucali endecji, że jest zbyt mało „narodowa” (sic!) w sensie związków z autentyczną tożsamością i kulturą polską, a jedynie szermuje zestawem haseł bez pokrycia w rzeczywistości, zaś sam nacjonalizm to typowa doktryna naśladowcza, nie mająca wiele wspólnego z rodzimymi tradycjami.

„Przeciwstawianie się pewnym treściom kulturowym reprezentowanym przez inne warstwy społeczne nie było /…/ sprzeczne z szeroko propagowaną ideą wspólnego tworzenia kultury narodowej. Miało tylko przyczynić się do ustalenia właściwych proporcji udziału w niej kultury chłopskiej, którą oceniano za pomocą takich kryteriów, jak: rodzimość wynikająca ze słowiańskiej genealogii, wysoki poziom moralny i etyczny wywodzący się z samej istoty związków z ziemią i charakteru pracy” – tak podsumowują wizję „wiciarzy” M. Drozd-Piasecka i W. Paprocka.

Wiciowy agraryzm miał też wymiar szerszy. W zamierzeniu swoich twórców, stać się miał on intelektualną podbudową ruchu ludowego, dotychczas pozbawionego spójnej, całościowej ideologii. Miłkowski na łamach „MML” pisał w 1932 r.: „Jakżeż ruch ludowy może przeciwstawić się innym kierunkom, które przychodzą do walki uzbrojone w program głęboko i wszechstronnie opracowany w /…/ dziełach naukowych. Cóż my możemy przeciwstawić /…/ komunizmowi czy nacjonalizmowi? Tamte kierunki wychowują swoich ludzi na bogatej literaturze, a my /…/ powtarzamy, że chłop powinien rządzić państwem, bo stanowi większość, chłop potęgą jest i basta… siła leży w ludzie… i na tym koniec. /…/ Ruch ludowy bez naukowego opracowania swych podstaw nie osiągnie tego, do czego dąży /…/ Agraryzm czeka na swojego Marksa, chociażby w postaci zbiorowej”. Trzy lata później na tych samych łamach dodawał: „Punktem orientacyjnym, drogowskazem i cementem zespalającym masy chłopskie musi być szeroko pojęta chłopska ideologia społeczno-gospodarcza, polityczna i kulturalna oraz realny program działania. Bliższe określenie tej ideologii i programu wyprowadzi ruch chłopski z dotychczasowej mgławicowości i skieruje go na szerokie drogi rozwojowe”.

XIII. Demokracja gospodarcza

Jan Dusza w roku 1935 na łamach „Znicza”, w tekście pod znamiennym tytułem „Pokolenie bez pracy i chleba”, pisał: „Wypowiadając zdecydowaną walkę ustrojowi, który przestał spełniać swą zasadniczą i główną czynność, przestał żywić i odziewać ludzi – wołamy głośno, że nam nie wystarczą ulgi, plasterki i łatki – chwilowe zaspokojenie głodu. My chcemy zmiany całego urządzenia świata, tak, by twarde kleszcze wyzysku znowu jutro nie miażdżyły naszych grzbietów”. Badacz zjawiska, W. Piątkowski, zwięźle podsumował sedno „wiciowych” zapatrywań społeczno-gospodarczych: „/…/ teza agrarystów wiciowych [głosiła], iż demokracja polityczna w najgłębszym znaczeniu tego terminu zakłada istnienie demokracji ekonomicznej, ponieważ nierówności ekonomiczne ograniczają demokrację polityczną /…/”.

Oprócz oczywistego moralnego wymiaru biedy i wykluczenia, bardzo istotny był dla nich bowiem aspekt społeczno-polityczny tych zjawisk. Jeśli Polska ma być krajem demokratycznym, to faktyczna – nie zaś deklaratywna – realizacja takich zasad musi oprzeć się na niwelacji znacznych różnic w kwestii posiadania osobistych majątków, kontroli środków produkcji oraz wpływu każdego człowieka na swoją rolę i miejsce w procesach wytwórczych. Z takich przesłanek, wzmocnionych wpływem czynników obiektywnych (kryzys gospodarczy lat 30., ugruntowana bieda na wsi) oraz klimatem epoki (powszechne przekonanie o wyczerpaniu możliwości rozwojowych kapitalizmu), wypływał program gospodarczy agraryzmu, ewoluujący i radykalizujący się z upływem lat.

Jego sednem była oczywiście „kwestia chłopska”. Ogólne przekonanie o wartości uprawy roli prowadziło do akcentowania znaczenia i konieczności stworzenia jak najlepszych warunków dla indywidualnych (rodzinnych) gospodarstw rolnych. To właśnie one miały stanowić fundament gospodarki narodowej. Jako bazujące na pracy swoich właścicieli, efekty tej działalności zależne są od ich pracowitości, pomysłowości, inicjatywy itp. Na tę ostatnią kwestię negatywny wpływ mają jednak czynniki niezależne od chłopów. Pierwszy to struktura własności ziemi w Polsce, niekorzystna dla indywidualnych rolników. Gospodarstwa były wówczas niewielkie, ich grunty rozdrobnione, brakowało ziemi na potrzeby tworzenia nowych (młode pokolenie chłopów). W efekcie znakomita większość chłopów nie dysponowała warsztatem pracy wystarczającym do godnego poziomu życia, mimo dużej pracowitości oraz wydajności. Stąd też jednym z kluczowych postulatów „wiciarzy” uczyniono reformę rolną. Nie był to postulat nowy w ruchu ludowym, jednak ZMW RP nadał mu radykalny wymiar.

Deklaracja Walnego Zjazdu z października 1933 r. stwierdzała jeszcze dość ogólnikowo, iż „/…/ ziemia, jako podstawowy /…/ czynnik w życiu narodu i państwa i jako warsztat, w którym wytwarzane są konieczne dla całego społeczeństwa produkty rolne, winna w ilościach nadających się do racjonalnego gospodarowania należeć do tych obywateli, którzy sami na niej pracują”. Była to zapowiedź odmówienia racji bytu rolnym posiadłościom wielkoobszarowym, bazującym na pracy najemnej. Rezolucja kursokonferencji „wiciarzy”, zorganizowanej w Krakowie w grudniu 1934 r., mówiła już natomiast o wywłaszczeniu wielkiej własności ziemskiej (prywatnej, publicznej oraz będącej w posiadaniu Kościoła). Późniejsze o niespełna 10 miesięcy uchwały Walnego Zjazdu ZMW RP głosiły, iż „własność prywatną środków produkcji, będącej w swej nieograniczonej formie podstawą dzisiejszego ustroju kapitalistycznego, agraryzm uznaje tylko tam, gdzie względy społeczne tego wymagają; w żadnym wypadku nie może ona stwarzać warunków do wyzysku człowieka przez człowieka. /…/ ziemia w całości musi przejść w ręce tych, którzy na niej osobiście pracują. Podstawą przyszłego ustroju rolnego będzie samodzielny warsztat rolny, obrabiany rękoma na nim osiadłej rodziny, jako gwarantujący najwyższą wydajność i łączący w sobie zgodnie element pracy i kapitału. /…/ Na ziemi pochodzącej z wywłaszczenia większej własności należy osadzać bezrolnych i małorolnych”. Uchwały ZG ZMW RP z listopada 1936 r. wprost domagały się wywłaszczenia wszelkiej wielkiej własności rolnej bez odszkodowania; chłopi mają prawo uzyskać ziemię stąd pochodząca, gdyż przez dziesiątki lat ich półniewolnicza praca w folwarkach była podstawą tworzenia kultury agrarnej kraju.

Reformę rolną uzasadniano w tych kręgach nie tylko względami społecznymi, lecz także ekonomicznymi. „Wici” pisały, że „drobny rolnik z tej samej powierzchni ziemi potrafi nawet czterokrotnie więcej wygospodarować aniżeli obszarnik” (powoływali się przy tym na analizy autorstwa prof. Władysława Grabskiego). Nie określali dokładnie obszaru, od jakiego należałoby rozpocząć wywłaszczanie wielkich majątków ziemskich, m.in. z tego powodu, że każdy region Polski oraz struktura upraw i hodowli miały swoją specyfikę – dlatego też pojawiły się głosy, że skala reformy powinna być zróżnicowana (zaczynać się powinna powyżej 20, 30 lub 50 hektarów, zależnie od okoliczności). Nie uważali też, by rozparcelowanie wielkich posiadłości wystarczyło dla znaczącego polepszenia sytuacji na wsi – obszar ziemi do podziału oraz ilość bezrolnych i gospodarstw karłowatych nie pozwalały mieć takiej nadziei.

Drugim istotnym problemem była kwestia obrotu płodami rolnymi oraz opłacalności produkcji. Agraryści uważali, że jedną z przyczyn mizernej kondycji wsi jest pośrednictwo w handlu, pozbawiające chłopów znacznej części zysku. Producenci wiejscy otrzymują niewielką zapłatę, jednak wcale nie znaczy to, że konsumenci w miastach płacą tanio za ich produkty. Większość zysku przejmują pośrednicy. Wpływa to na zjawisko tzw. nożyc cenowych – gdy mieszkańcy wsi uzyskują niewielkie stawki za płody rolne, natomiast produkty przemysłowe, które muszą nabywać, są drogie. Utrzymuje to wieś w stanie zacofania ekonomicznego, bowiem poza samym przetrwaniem gospodarstw nie ma możliwości poczynienia większych inwestycji, dokonania modernizacji oraz podniesienia poziomu życia. Rozwiązaniem tego problemu powinna być zdaniem „wiciarzy” spółdzielczość.

„Prywatne pośrednictwo handlowe, będące dzisiaj w przeważnej [tj. przeważającej – przyp. R. O.] części podstawą wyzysku i źródłem niewspółmiernego do wysiłków bogacenia się jednostek, musi zniknąć, zaś jego funkcje we wszystkich stadiach i formach przejmie spółdzielczość” – głosiła uchwała Walnego Zjazdu z 1935 r. Początkowo widzieli dla niej rolę tylko w pośredniczeniu obrotem produktami rolnymi, aby wyeliminować prywatnych pośredników. Rozwój spółdzielczości sprawiłby, że chłop uzyskiwać miał zacznie wyższe zyski ze swej działalności. Później jednak uznano, że spółdzielczość powinna także dostarczać na wieś produkty przemysłowe. Uchwała Ogólnopolskiej Konferencji Przedstawicieli Komisji Gospodarczych SL i „Wici” z końca listopada 1938 r. głosiła: „/…/ skoncentrowanie w ludowych ośrodkach dyspozycji obrotu wytworami rolnika może w przyszłości wytworzyć taką siłę gospodarczą, która będzie się mogła przeciwstawić potędze zgubnych dla wsi zmów kapitalistycznych. Tak pojęta spółdzielczość będzie /…/ nie tylko wyrazem wszechstronnego postępu wsi /…/, lecz również /…/ instrumentem walki w dziedzinie gospodarczej i społeczno-kulturalnej w rękach świadomej i niezależnej ludności wiejskiej”.

Z tych dwóch typowo „wiejskich” przesłanek wypływała znacznie bardziej pogłębiona refleksja „wiciarzy” na tematy gospodarcze. Kryzys kapitalizmu lat 30. oraz wychodzenie agraryzmu poza opłotki czysto chłopskiej ideologii skłoniły to środowisko do przemyślenia kształtu systemu społeczno-ekonomicznego. Z tych samych powodów, dla których w rolnictwie poparto własność prywatną i indywidualny wysiłek oraz upowszechnienie własności prywatnej, w innych dziedzinach zaproponowano rozwiązania zgoła odmienne. Praca w gospodarstwie indywidualnym (rodzinnym), jak pamiętamy, była wartościowa nie tylko ze względu na uprawę ziemi i współdziałanie z przyrodą, lecz także z uwagi na brak wyzysku pracowników najemnych. Tymczasem inne – poza drobnym rzemiosłem, które agraryści traktowali z podobną atencją, jak trud rolnika – formy pracy w kapitalizmie oparte są właśnie na wyzysku i korzystaniu z pracy najemnej. Rozwiązaniem tej kwestii agraryści zamierzali uczynić spółdzielczość.

Walny Zjazd ZMW RP z 1-2 listopada 1931 r. deklarował: „/…/ wzrastające zubożenie i nędza /…/ ma źródło w systemie gospodarki kapitalistycznej, opartej na pracy dla zysku. Przeciwstawieniem tego systemu jest rozwijający się ruch spółdzielczy, oparty na wzajemnej pomocy ludzi pracy. Tworzy on nowe formy gospodarki społecznej, gdzie walkę i nienawiść zastąpi współdziałanie, a celem będzie człowiek i jego potrzeby”. Zjazd późniejszy o 4 lata poświęcał tej sprawie znacznie więcej miejsca. Wychodził z założenia, że w dobie rozwoju technologicznego, problemem staje się z jednej strony „dehumanizacja” ludzkiej pracy, z drugiej zaś wieś i jej tradycyjne sposoby produkcji przegrywają wyścig z nowoczesną gospodarką. Rozwiązaniem obu problemów jest właśnie spółdzielczość: „Techniczne, ekonomiczne i organizacyjne braki i niedomagania indywidualnej drobnej gospodarki rolnej wypełni spółdzielczość. Będzie ona wnikać coraz to głębiej we wszystkie do tego nadające się dziedziny życia społecznego i gospodarczego i kulturalnego, stwarzając nowy system gospodarowania i współżycia człowieka z człowiekiem w oparciu o harmonijne zespolenie pierwiastków indywidualnych z kolektywnymi (zbiorowymi)”.

„Wiciarze” postrzegali spółdzielczość na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, miała ona szybko i namacalnie poprawić kondycję gospodarczą rolnictwa i społeczności wiejskich. Szeregowy „wiciarz” z powiatu Łańcut pisał: „/…/ gdy się zastanawiam nad tym, co byłoby w szkole dobrem, to moim zdaniem jest, ażeby młodzież wiejska w wyższych klasach szkoły powszechnej zapoznawała się z zawodami spółdzielczości i jej znaczeniem. Bo wierzę, że tylko drogą spółdzielczości możemy dojść do polepszenia wsi, a zarazem całego państwa”. Chodziło nie tylko o spółdzielczą „inwazję” w sferę handlu produktami rolnymi oraz zaopatrzenia wsi w produkty przemysłowe. Spółdzielcze formy gospodarowania miały na prowincji objąć także całą bazę przetwórczą: mleczarnie, chłodnie, przerób mięsa, młyny, piekarnie, a także sektor finansowy (spółdzielcze kasy oszczędnościowo-pożyczkowe), techniczny (użytkowanie maszyn rolnych, elektryfikacja wsi itp.). W tej kwestii „wiciarze” bynajmniej nie bujali w obłokach, lecz przywoływali jako wzór znakomite doświadczenia spółdzielczości wiejskiej w Danii oraz spore osiągnięcia agrarystów jugosłowiańskich, które to kraje liderzy ZMW RP kilkakrotnie odwiedzali w celach poznawczych.

Ale spółdzielcze wizje „wiciarzy” nie ograniczyły się tylko do wsi. Związkowy tygodnik pisał: „/…/ ustrój całego państwa winien być oparty na formach spółdzielczych, gdyż spółdzielczość oparta jest na demokratyzmie, na woli członków, ogółu”. W. Fołta na tych samych łamach przekonywał: „My spółdzielcy /…/ nie gromadzimy broni, nie stawiamy barykad, nie nawołujemy do rewolucji. Ale dziś już, nie czekając na to, żeby ktoś nam przyniósł poprawę, budujemy nowy świat, świat uczciwszy i lepszy. Zakładamy spółdzielnie”. W „Zniczu” stwierdzano: „Spółdzielczość jest niesłychanie umiejętnym rozwiązaniem wielu zagadnień społeczno-ekonomicznych /…/ W spółdzielczości jest najmocniej zaakcentowana idea miłości bliźniego, walka z wyzyskiem /…/. Spółdzielczość uwzględnia wolność osobistą jednostki, wszystko uzależnia od jej dobrej woli”. Dlatego też spółdzielczość widzieli „wiciarze” jako rozwiązanie o szerszej skali niż wiejska – ogólnospołeczne. Zwłaszcza w miastach i przemyśle zniosłaby ona wyzysk, umożliwiła wpływ pracowników na całokształt warunków zatrudnienia, odnowiła nadwerężonego ducha współpracy.

W „Młodej Myśli Ludowej” S. Młodożeniec wzywał: „Wszystka więc ziemia – chłopom! Wszystkie inne warsztaty pracy – robotnikom, na zasadach spółdzielczego ładu”. W jego wizji Polska stać się miała Kooperatywną Republiką Ziem i Zawodów. L. Lutyk na tych samych łamach twierdził, że „na zasadach spółdzielczych winna być /…/ zorganizowana gospodarka rolna i przemysłowa. Handel prywatny winien też ustąpić miejsca spółdzielczości”. To wszystko miało się dokonać w znacznej mierze oddolnym wysiłkiem społecznym, poprzez świadomą, długofalową pracę coraz szerszych kręgów ludności na wsi i w miastach. Agraryści negatywnie oceniali pseudospółdzielczość sowiecką, opartą na stałej kontroli państwa i przymusowym udziale, stanowiącą de facto sektor gospodarki państwowej. Krytykowali zamordyzm, skutkujący nie tylko wypaczeniem idei spółdzielczości, ale także mizernymi efektami gospodarczymi, wywołanymi pracą „na siłę”, bez chęci, entuzjazmu i zaangażowania oraz wpływu na rzekomo wspólną własność. W. Janczak, przedstawiciel lewego skrzydła agraryzmu „wiciowego”, pisał: „/…/ socjalizm opiera się na przymusie, oddaje jednostkę w opiekę biurokratycznym przepisom, zabija wszelką jej inicjatywę twórczą i spod ucisku materialnego goniącego za zyskiem kapitalisty oddaje ją w opiekę równie uciskających metod biurokratycznych”.

W ich wizji, gospodarka miała przybrać charakter „obywatelski” – oparty na dobrowolnym akcesie i udziale, oddolnej kontroli, samodzielności, ograniczeniu do niezbędnego minimum ciał i funkcji biurokratyczno-nadzorczo-nieprodukcyjnych. S. Młodożeniec pisał w „Młodej Myśli Ludowej”: „Na miejsce żądzy panowania zbiorowość chłopska wysuwa zasadę obywatelskiego współdziałania. Nie państwo więc, a czynna pospólność obywatelska musi się stać organizacyjną formą, odpowiadającą przeważającej liczbie narodu polskiego”. Takie stanowisko zbliżało ich do wizji „socjalizmu bezpaństwowego” E. Abramowskiego, do którego, jak wspominali działacze „wiciowi”, środowisko to odwoływało się powszechnie w latach 30. Do Abramowskiego zbliżała ich także ocena rewolucji jako metody przeobrażeń społecznych. Uważali, że gwałtowna zmiana porządku instytucjonalnego nie jest właściwym sposobem osiągania pozytywnych celów. W ich przekonaniu, zmiany miały dokonywać się stopniowo i zostać wsparte przeobrażeniami mentalnymi i kulturowymi członków społeczeństwa, mozolnym kształtowaniem nowych postaw i wzorców, czyli tym, co Abramowski nazywał „rewolucją etyczną”. Zmiany w „duszy” – „nadbudowie”, muszą poprzedzać, a przynajmniej towarzyszyć przeobrażeniom instytucjonalnym, w „bazie”.

Ich doktryna, wyrastająca z „chłopskiego rozsądku”, stawiała na równowagę między śmiałymi wizjami a ostrożnością wobec pierwiastka utopijnego. Agraryści uznawali za nierealne postulaty całkowitej likwidacji struktur władzy opartych na przymusie. Ważne miejsce w ich ideologii zajmowała także radość z państwowości odzyskanej po 123 latach zaborów. Nie podzielali również hurraoptymistycznej oceny natury ludzkiej – właśnie destrukcyjny pierwiastek zachowań człowieczych sprawia, że muszą istnieć elementy przymusu i odgórnej kontroli. Dążyli natomiast do tego, by stworzyć silne i prężne społeczeństwo obywatelskie – świadome swych praw, zorganizowane oddolnie, zdolne kontrolować władzę i wymóc na niej realizację własnych żądań, a w razie potrzeby stawić jej opór.

W odniesieniu do konkretów gospodarczo-ustrojowych, domagali się stworzenia ram systemowych dla wprowadzenia w życie własnych postulatów. Oznaczało to nie tylko wspomniane przymusowe wywłaszczenie wielkiej własności ziemskiej i przeprowadzenie reformy rolnej. Oczekiwali też „wiciarze” stworzenia przez państwo systemu wsparcia spółdzielczości – nie poprzez zakładanie spółdzielni czy inne formy bezpośredniej ingerencji w ten sektor, lecz poprzez dogodny system podatkowo-kredytowy, kampanie informacyjne, rozwój sektora naukowo-badawczego na potrzeby spółdzielczości etc. Zarówno w kwestii własności ziemskiej, jak i przemysłowej uważali, że jej koncentracja jest szkodliwa ekonomicznie i społecznie, oparty na niej system – kapitalizm – znajduje się w stadium upadku, a istniejąca struktura posiadania uniemożliwia daleko posunięte przeobrażenia społeczne. Dlatego też uchwała Walnego Zjazdu ZMW RP z 1935 r. stawiała wprost taki oto postulat: „Fabryki, kopalnie, banki, większe obszary lasów oraz zbiorowe jednostki gospodarki rolnej przejdą na własność zorganizowanego społeczeństwa (państwo, samorząd, spółdzielczość)”. Wszelka wielka własność środków produkcji miała zostać wywłaszczona przez państwo.

Agraryzm „wiciowy” postulował gospodarkę trójsektorową. Kluczowe i strategiczne gałęzie przemysłu i zasoby naturalne – górnictwo węgla i minerałów, zbrojeniówka, koleje, lasy, wedle części „wiciarzy” także główne zakłady hutnicze i chemiczne – miały stanowić własność państwową. Aby ograniczyć etatyzm, marnotrawstwo i biurokrację, powinny mieć one obowiązek dbałości o dobre wyniki ekonomiczne, rozliczane sumiennie i z konsekwencjami w skali roku. Agraryści chcieli także wprowadzić mechanizmy oddolnej, pracowniczej kontroli nad działaniami kierownictw firm (nie sprecyzowano formy). Postulowali także wprowadzenie w państwowych przedsiębiorstwach częściowego, tj. mniejszościowego akcjonariatu pracowniczego – on z kolei wiązałby zatrudnionych z ich zakładami, a udział w wypracowanych zyskach skłaniałby do wydajnej, uczciwej pracy „na państwowym”. Z kolei średnie przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowe oraz handel hurtowy i detaliczny, a nawet część placówek oświatowych, kulturalnych i medycznych, miały stać się domeną stopniowo rozwijającej się spółdzielczości. Tam, gdzie pozostałaby własność prywatna, ważną rolę miały pełnić związki zawodowe. Trzeci sektor, w całości prywatny, obejmowałby rodzinne gospodarstwa rolne oraz wszelkie nieduże firmy indywidualne i rodzinne, czyli rzemiosło, wolne zawody etc.

W ślad za przeobrażeniami w sferze własnościowej powinna iść zmiana systemu politycznego. Agraryści postulowali likwidację senatu i zastąpienie go samorządem gospodarczym – Naczelną Izbą Gospodarczą, która miałaby uprawnienia władzy ustawodawczej. W jej skład wchodziliby reprezentanci pracowników, czyli działacze związków zawodowych, liderzy czołowego sektora wytwórczego, czyli spółdzielcy oraz przedstawiciele struktur nadzorujących procesy gospodarcze – samorządu terytorialnego. NIG miała sprawować ogólny nadzór nad gospodarką i w razie potrzeby dokonywać ingerencji, np. w kwestii wysokości cen wybranych produktów, ustalania wysokości niektórych płac (np. odpowiednik dzisiejszej pensji minimalnej) i ceł, opiniować wysokość podatków itp. Podejmowałaby te decyzje suwerennie, „odbierając” państwu większość prerogatyw w kwestii ingerowania w gospodarkę. Osobnym zadaniem NIG byłoby planowanie gospodarcze. Nie chodziło jednak o „centralne planowanie” w stylu ZSRR, lecz o ustalanie ogólnych kierunków rozwoju gospodarki i najważniejszych branż. Zadaniem NIG miała być m.in. próba zbilansowania możliwości wytwórczych w stosunku do potrzeb konsumentów (np. wsparcie rozwoju branż mało wydajnych, lecz wytwarzających produkty poszukiwane na rynku), rozpoznawanie potrzeb rynku (sondaże wśród konsumentów), szukanie dróg wyjścia z problemów społeczno-gospodarczych (np. w sytuacji bezrobocia NIG mogłaby zwiększyć zakres robót publicznych), tworzenie strategii gospodarowania zasobami ważnych surowców naturalnych. NIG miała posiadać odpowiedniki na niższych szczeblach (województwo, powiat, gmina – Rady Samorządu Gospodarczego), pełniące rolę regionalnych koordynatorów polityki gospodarczej.

W Izbie samorząd terytorialny miałby być reprezentowany z tego powodu, że to właśnie jego instytucje stanowić powinny struktury koordynujące procesy gospodarcze. Przeniesienie tych zadań na szczebel samorządu podyktowane było chęcią uniknięcia zbytniego zbiurokratyzowania państwa oraz jego omnipotencji, było też kolejnym dowodem potraktowania serio ideałów samorządności. Załęski pisał w „Młodej Myśli Ludowej” w 1932: „Walczący z wybujałym kapitalizmem świat najemnych pracowników szuka zaradczych środków w upaństwowieniu /…/ środków produkcji, pragnąc zorganizować życie gospodarcze na nowych zasadach: publiczna organizacja dla publicznego dobra. Dążenie to jednak, przez wyeliminowanie cennego czynnika wolnej inicjatywy, niesie niebezpieczeństwo skostnienia form i metod produkcji i wymiany oraz przyrost aparatu administracyjnego ponad istotne potrzeby”. Innym przykładem ostrożności w kwestii tworzenia nowych struktur, które mogłyby się wymknąć spod kontroli, było zalecenie, aby w spółdzielczości oprócz dużych zrzeszeń w danej branży istniały też niezależne mniejsze i średnie spółdzielnie.

Agraryzm „wiciowy” był swego rodzaju „trzecią drogą” między socjalizmem a kapitalizmem. P. Woroniecki, analizując tezy gospodarcze „wiciarzy”, dochodzi do wniosku, że „Dążąc do realizacji tych dwóch zasad: efektywności oraz sprawiedliwości społecznej młodoludowcy przeprowadzili syntezę najbardziej wartościowych myśli zawartych w doktrynie liberalnej i socjalistycznej. Od socjalizmu agraryzm zaczerpnął ideę ograniczenia własności prywatnej, jeśli wymagają tego względy sprawiedliwości społecznej /…/. Z myśli liberalnej natomiast zaczerpnięto tezę, iż jednostce należy zapewnić maksymalne możliwości rozwoju osobistej inicjatywy i przedsiębiorczości. Agraryzm zweryfikował te założenia wymogiem niestosowania wyzysku wobec drugiego człowieka”. Z kolei A. Golec stwierdza: „Agraryzm miał stanowić zaprzeczenie zarówno skrajnego liberalizmu, jak i socjalizmu, gdyż liberalizm ogranicza rolę państwa do minimum i nie uwzględnia interesów społecznych, socjalizm zaś wyolbrzymia rolę państwa”.

Na jeszcze innej płaszczyźnie doktryna „wiciarzy” jest światopoglądem bazującym na bardzo poważnie potraktowanych ideałach humanistycznych; potwierdzają to właściwie wszyscy badacze zjawiska, także ci krytycznie nastawieni wobec niego. To właśnie człowiek był „miarą wszechrzeczy” dla „wiciarzy” – człowiek pojęty zarazem jako indywiduum, jak również jako element szerszych struktur, czy to „pierwotnych” (rodzina, wspólnota lokalna), czy „wtórnych” (pracownik, obywatel). Proponowane rozwiązania polityczne, kulturalne i gospodarcze miały na uwadze dobro tak rozumianego człowieka, to właśnie jemu powinien służyć ten system.

Można go określić mianem „społeczeństwa opiekuńczego”, w którym jednostka na różne sposoby jest wspierana przez rozmaite struktury. Jednak – inaczej niż w „państwie opiekuńczym” – zachowuje ona daleko posuniętą autonomię i niezależność względem odgórnych instytucji, a przy tym ma obowiązek pracy „na siebie”. Znakomita większość wsparcia dla jednostek spoczywa w nim na podmiotach oddolnych i samorządnych, zorganizowanych jednak tak, by pomoc miała charakter powszechny i systemowy, nie zaś filantropijno-uznaniowy.

XIV. Rzeczpospolita spółdzielcza

Oczywiście większość gospodarczych propozycji „wiciarzy” pozostała w sferze planów, gdyż nie mieli w owym okresie wpływu na praktyczne decyzje. Jednak tam, gdzie mogli coś zdziałać, czynili to. Ich oczkiem w głowie była spółdzielczość i w tej dziedzinie zanotowali spore osiągnięcia.

J. Zawierucha już w 1930 r. pisał w „Wiciach”, że „trza, aby luminarze spółdzielczości grube dzieła Abramowskiego nie tylko wydawali na papierze, ale i wcielali w życie – poczynając od siebie”. Rok później uchwała Walnego Zjazdu głosiła: „/…/ wychodząc z założenia, iż jednym z najbardziej istotnych celów ruchu ludowego jest spółdzielczo-gospodarcze zorganizowanie wsi /…/ – postanawia, iż /…/ młodzież wiejska /…/ powinna się przygotowywać i brać czynny udział w rozbudowie spółdzielczości na wsi”. W tym celu zalecano „wiciarzom” zakładanie przy kołach sekcji przysposobienia spółdzielczego (w porozumieniu z organizacjami spółdzielczymi miały lokalnie kształcić młodzież w zakresie spółdzielczości oraz propagować tę formę gospodarowania), wstępowanie do spółdzielni, zakup do bibliotek przy kołach książek o tematyce spółdzielczej, prowadzenie prelekcji z tego zakresu oraz organizowanie szkoleniowych wycieczek do spółdzielni. „Wiciarz” z okolic Puław pisał: „Prócz pracy na roli, pracuję [społecznie – przyp. R. O.] jako praktykant w spółdzielni handlowej »Rolnik« /…/. Przedtem pracowałem w Mleczarni [Spółdzielczej] i Kasie Stefczyka, prowadząc księgowość, co i obecnie czynię. W spółdzielczości pracuję z chęcią, bo /…/ to jedyna organizacja dla wsi, ponadpartyjna, apolityczna. /…/ dokąd chłop, rolnik spółdzielczo się nie zjednoczy, dotąd dostawał będzie tęgie razy w skórę”.

Skala zjawiska nie została dotychczas dokładnie zbadana, lecz kilka znanych faktów świadczy o znacznym zaangażowaniu członków ZMW RP w działania spółdzielcze. Członkowie Krakowskiego ZMW w 1935 r. mogli się pochwalić kilkunastoma sklepami spółdzielczymi, podobną liczbą szkółek drzew owocowych, gospodarstw ogrodniczo-warzywnych, punktów zbierania ziół, a także hodowlanym stawem rybnym i spółdzielnią elektryfikacji wsi. W następnym roku stworzyli dwa spółdzielcze stawy, pięć spółdzielni pastwiskowych, dwie elektryfikacyjne i jedną ogrodniczo-sadowniczą. Przy lokalnych kołach w regionie powstało kilkadziesiąt spółdzielczych punktów skupu jajek, zaczęto organizować zbiorcze transporty z zaopatrzeniem wsi w produkty przemysłowe (węgiel, wapno, cement, nawozy, maszyny i narzędzia). W połowie 1937 r. „wiciarze” z woj. krakowskiego prowadzili 57 różnych spółdzielni, kolejnych 38 było w stadium organizowania, do tego kilkadziesiąt punktów skupu jaj i ziół na potrzeby spółdzielczości, przy 82 kołach istniał stały system hurtowych, zbiorczych zamówień produktów przemysłowych, a w 48 kołach właśnie wdrażano to rozwiązanie. W roku 1938 w tym wojewódzkim związku „Wici” 226 osób czynnie działało w spółdzielczości spożywców, 60 w mleczarskiej, a 21 w kasach Stefczyka – te ponad 300 osób stanowiło elitę, a „wiciarzy” na różne sposoby wspierających spółdzielczość było znacznie więcej.

Podobnie było w woj. lwowskim. Młodzi ludowcy w ramach „Społem” utworzyli 123 spółdzielnie spożywców, co pozwoliło powołać w Rzeszowie nowy okręg organizacyjny tej struktury, przygotowali też magazyn hurtowy „Społem” w tym mieście. W Kraczkowej, Husowie i Białobrzegach członkowie ZMW RP stworzyli spółdzielnie mleczarskie, w Gaci – spółdzielnię koszykarską. Na tym terenie „wiciarze” założyli pierwsze w Polsce: spółdzielcze biblioteki publiczne (w Gaci Przeworskiej i Soninie), spółdzielnię drzewną (w Żołyni), spółdzielnię materiałów budowlanych (w Kraczkowej), a przede wszystkim spółdzielnię zdrowia (przychodnię) w Markowej. Ta ostatnia placówka świadczyła pomoc nie tylko współtwórcom-spółdzielcom, których było ich 5 tysięcy – tyle osób wykupiło udziały pozwalające powołać placówkę. Darmową opieką lekarską objęła wszystkie kobiety ciężarne i niemowlęta do ukończenia pierwszego roku życia, za niewielkie opłaty leczono także nie-spółdzielców z ok. 10-tysięcznej zbiorowości z 7 wsi. Placówka ta i jej zasady, opracowane przez dr. Władysława Ciekota, stały się zresztą wzorcem do naśladowania dla podobnych, nie-wiciowych inicjatyw w innych miejscach kraju.

Działacze Kieleckiego ZMW zorganizowali kilkadziesiąt punktów skupu jaj (w roku 1939 dostarczyły one wojewódzkiemu oddziałowi „Społem” aż 70% ogółu jajek), owoców i runa leśnego dla spółdzielczości. W 1937 r. w tym województwie „wiciarze” stworzyli 26 spółdzielczych sklepów spożywczych, a w samym tylko powiecie Stopnica z ich inicjatywy powstały w latach 30. aż 23 takie placówki. Jadwiga Świetlik, „wiciarka” ze Zborowa w tym powiecie, pisała po latach: „W naszej wsi działało liczne koło Stronnictwa Ludowego, którego członkami byli nasi ojcowie. Wspólnym wysiłkiem została we wsi założona Spółdzielnia Spożywców pod nazwą »Zborowianka«. Gospodarzami tej  Spółdzielni byli tuż przed /…/ wojną nasi koledzy z koła młodzieżowego [czyli „Wici” – przyp. R. O.]. Księgowość społecznie i z wielką starannością prowadził mój brat cioteczny /…/. Spółdzielnia obejmowała swoją działalnością również sąsiednie wsie /…/, wykazując dużą aktywność w zaopatrzeniu i obsłudze mieszkańców tych miejscowości”. Z kolei Władysław Cichy wspominał, że w niewielkiej miejscowości Bardo nieopodal Opatowa to właśnie „wiciarze” stali się motorem napędowym aż trzech instytucji rolno-spółdzielczych: zdynamizowali prace podupadłego kółka rolniczego, reaktywowali Kasę Stefczyka oraz utworzyli spółdzielnię mleczarską (ta ostatnia znakomicie prosperowała, szybko zyskując wśród chłopów wielu członków, w okolicznych wioskach powstały jej filie).

Z innych regionów nie ma tak dokładnych informacji. Wiadomo, że na Lubelszczyźnie w latach 1935-38 powstały 302 wiejskie spółdzielnie spożywców, a udział „wiciarzy” w ich tworzeniu był znaczny. Agraryści z Warszawy stworzyli spółdzielnię kinematograficzną, organizującą objazdowe kino na wsi. Wśród łódzkich „wiciarzy” w 1937 r. kilkuset działało czynnie w spółdzielczości spożywców. Wycinkowe dane z „centrali” ZMW RP mówią, że tylko w 1936 r. młodzież „wiciowa” miała udział w tworzeniu 120 spółdzielni spożywców, 15 spółdzielni mleczarskich, 4 betoniarskich, 2 piekarskich, 6 pasiek spółdzielczych, 22 punktów skupu jaj. Nic dziwnego, że prezes spółdzielczości spożywców „Społem”, Marian Rapacki, goszcząc na walnym zjeździe ZMW RP mówił do zebranych: „Z radością stwierdzam, że wchodząc pomiędzy Was młodych, zauważyłem bardzo wielu znajomych z pracy w ruchu spółdzielczym. Jest to wyrazem głębokiego współdziałania »Wici« ze spółdzielczością. Jest to zdrowym objawem, albowiem demokratyczny ruch chłopski, zmierzający do objęcia swoich spraw w swoje ręce, na odcinku gospodarczym może tego dokonać poprzez spółdzielczość”.

To wszystko nie stało się ot tak sobie. Oprócz ogromnej pracy praktycznej, potrzebny był uprzedni wysiłek propagandowo-szkoleniowy. Przy zarządzie Związku powołano w 1936 r. Główną Komisję Gospodarczą, której jednym z głównych kierunków działania była analiza możliwości, promowanie oraz pomoc w zakładaniu spółdzielni w „nowych” branżach, m.in. wikliniarstwie, koronkarstwie, ceramice, ceglarstwie, pszczelarstwie. Prasa „wiciowa” zamieszczała liczne artykuły o spółdzielczości, w tym bardzo konkretne informacje, jak organizować i prowadzić spółdzielnie. Zorganizowano dziesiątki prelekcji i szkoleń poświęconych zarówno samej idei, jak i konkretnym umiejętnościom (np. księgowość spółdzielcza), prowadzonych przez instruktorów ZMW RP i działaczy „Społem”. „Wiciarze” zaangażowali się także w promocję książki Stanisława Thugutta „Spółdzielczość. Zarys ideologii”, swoistego „ABC” tego kierunku gospodarczego. „Wiciarze” współpracowali ze szkołami spółdzielczymi w Przysusze i Nałęczowie, a w warszawskiej Szkole Przysposobienia Spółdzielczego stanowili w roku szkolnym 1938/39 ponad połowę uczniów. Władze ZMW RP kilkakrotnie zalecały swoim członkom, aby wszelkie oszczędności deponowali w spółdzielczych „kasach Stefczyka” i zachęcali do tego starsze pokolenie mieszkańców wsi.

Działalność owa miała jednak wymiar znacznie szerszy niż tylko propagowanie nowego modelu gospodarki. J. Dąbrowski pisał w „Zniczu”: „Czy przez zakładanie małych kramików wiejskich, jak spółdzielcze sklepy, zaważymy coś w historii? /…/ Spółdzielczy ruch wiejski /…/ jest i będzie nie lada siłą świadomości społecznej, /…/ źródłem obudzenia i wykształcenia chłopskiej samowiedzy społecznej, a wraz z nią i politycznej. /…/ Spółdzielcze sklep wiejskie /…/ nie zaspokoją głodu ziemi i pracy. Nie obalą w pierwszej fazie rozwoju dyktatur ani kapitalizmu. Nie zrobią tego na początku ani później same placówki gospodarczo-spółdzielcze, ale dokona tego zbiorowy człowiek, którego wykształci spółdzielczość. Zjednoczony proletariat, wiejski i miejski inteligent, chłop i robotnik mogą pchnąć świat na nowe tory”.

XV. Zwyczajni niezwyczajni

Słowo „wiciarz” było niemalże synonimem kogoś o wysokich walorach moralnych, uczciwego, zaangażowanego w życie wsi, skłonnego do poświęceń itp. Wiejskich organizacji młodzieżowych było w owym czasie wiele, ale w ocenie zarówno sympatyków, jak i osób postronnych, a nawet wrogo nastawionych urzędników sanacji – właśnie w „Wiciach” znaleźli się ci najbardziej ideowi, pracowici, do głębi przejęci losem wsi.
Warto przywołać kilka opinii z epoki. Wojciech Skuza, związany z ZMW RP, tak pisał po wielkim strajku chłopskim: „W mieście gazety piszą dziś wiele o »zajściach«, strajkach /…/. Przeciętny czytelnik wyobraża sobie, że polityczni przywódcy rozwinęli agitację na wsi, zgromadzili kupę ciemnych chłopów, takich jak to malują na obrazkach. O jak błędnie myśli człowiek, który tak sobie wieś dzisiejszą wyobraża. /…/ na wsi zrodził się nowy typ człowieka. To już nie ten potulny kmiotek, malowany na kolorowo, to nie ten pastuszek śpiewający »ojdanowate« piosenki /…/. Człowiek ten świadomie już wkraczać zaczyna w każdą dziedzinę naszego życia. Ci sami ludzie, którzy wczoraj strajkowali, dziś borykają się z troską o założenie nowej spółdzielni, o wybudowanie nowej drogi, o zwożenie drzewa na Dom Ludowy /…/”.

M. Matosek, wspominając postać „wiciarza” Józefa Rękawka (z Jagodnego na Mazowszu), o przyczynach jego wstąpienia do organizacji pisał: „Zafascynowała Józefa ich praca z młodzieżą i dla młodzieży, nieustanne obcowanie z przyrodą, miłość do ojczyzny, autentyczny entuzjazm i bezinteresowność”. Inny „wiciarz”, z okolic Puław, stwierdzał: „Przesiąkłem po prostu zapałem pracy społecznej, nieraz chciałem odpocząć parę miesięcy i popatrzeć, jak ta praca się prowadzi, lecz nie mogłem”. Jeden z „wiciarzy” wspominał: „/…/ w tym czasie [połowa lat 30. – przyp. R. O.] pod wpływem silnej organizacji Wiciowej we wsiach ustały bójki, kradzieże, młodzież zajmowała się oświatą”. Michał i Franek, „wiciarze” z Oblekonia, w liście do związkowego tygodnika relacjonowali: „Kiedy tak sięgniemy myślą wstecz, do czasów kiedy nie było Koła [ZMW RP], to uprzytamniamy sobie dopiero wartość naszej pracy. Wioska nasza słynęła z pijaństwa, bijatyk i złodziejstwa. /…/ Dzisiaj jest zupełnie inaczej: mamy wybudowany wspólnie ze starszymi Dom Ludowy. Koło liczy obecnie 50 członków czynnych /…/”. „Wiciarze” z Nosowa w powiecie opatowskim relacjonowali zaś: „Z każdym dniem organizacja »wiciowa« lepiej wchodziła w życie. I jakżeż wiele zmian nastąpiło w tak krótkim czasie. Młodzież, która dawniej chodziła luzem i myślała tylko o pijatyce i bójkach, teraz schodzi się wieczorem na czytanie książek i gazet”. „Wiciarz” z okolic Pińczowa pisał: „/…/ dotąd każda zabawa nie obyła się bez rozlewu krwi. Teraz /…/ odkąd tylko koło powstało, nie było bójki. Bo teren tak był obsadzony członkami, by nie dopuścić do zatargów. A wzorowa grzeczność i usłużność dodatnie wrażenie robiła na publiczności”.

Członek ZMW RP z Lubelszczyzny tak opisywał swoją działalność: „W towarzystwie członków zarządu powiatowego, niejednokrotnie sam, trzeba było iść do Kół na zebrania czy kursy, najczęściej pieszo, przemierzać długą drogę. Boć przecie każdemu wiadomo, iż Zw. »wiciowy« nie jest zasilany przez fundusze państwowe, by sobie pozwolił na szerszą pracę i wyjazdy. A potrzeba jest iść i nieść słowa żywe gromadzie o kulturze wsi, o wychowaniu, o oświacie, o nowym życiu, o przebudowie społecznej i gospodarczej. /…/ Mówimy /…/ o uczciwości, braterstwie, sprawiedliwości. Chcemy wychować młodzież wiejską w nowym piękniejszym życiu. Chcemy podnieść kobietę wiejską, poniżoną, przepracowaną fizycznie, ubogą duchowo. /…/ Wieś jest pozostawiona sama sobie. Z tego dokładnie zdaje sobie sprawę młodzież wiejska »Wiciowa«. To też pomimo utrudnienia, jakie nam w przeszkodach stawiają, mimo tylu oszukiwań i zawiedzeń, my jednostki wyrosłe z wsi, nie ustajemy w pracy. I przez to można dziś zaobserwować postęp wśród młodzieży. Dziś, gdy idę z pogadanką do którego z Kół w powiecie, to słyszę coraz więcej głosów świadomych, sił pełnych, by wieś przebudować. I to dodaje sił i ducha”. M. Niechciałówna i G. Dziedzicowa, „wiciarki” z Kielecczyzny, pisały: „Przedtem nic nas nie łączyło ze wsią i z ludźmi – a teraz powstaje w nas zapał do pracy społecznej i w każdej koleżance czy koledze widzimy swoją siostrę czy brata. /…/ taka nastąpiła w nas zmiana upodobań i pragnień w organizacji Wici”. L. Skuza, „wiciarz” z Kielecczyzny, opisywał spotkanie opłatkowe w powiecie stopnickim: „Przybyło około 300 osób z gromad »wiciowych«. Dziwili się starzy ludziska, oj dziwili! To niesłychane, powiadali, aby z tylu wsi tylu »wiciowców« się zeszło – i tak po bratersku z sobą – oj, inaksze idą na wieś czasy, inaksze, kiedy młodzi umieją z sobą zgodnie żyć i wspólnie pracować”.

Jan Wiktor w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” opisywał w 1936 r. zebranie „Wici” w Kraczkowej, przerwane przez policję sanacyjną: „Widzę twarze żywe, rozgorzałe, widzę oczy pełne uniesienia i natchnienia i uzmysławiam sobie, że to nie ten dawny skulony chłop, pokorny wobec kija /…/. W nędzy żyją, ależ jaki w nich zapał, rozmach, żywość”. Akcentowanie godności chłopskiej było jednym z głównych aspektów działalności ZMW RP. Rozbudzali w mieszkańcach wsi poczucie wiary we własne siły, równości, chęć emancypacji kulturowej i społecznej, wykorzeniali „mentalną pańszczyznę”. Bronisław Majek, „wiciarz” z Mazowsza, tak wspominał efekty pobytu na kursie uniwersytetu ludowego w Szycach: „Poznałem wiele, wiele cennych wartości wsi, która mi się nieraz wydawała rzeczą »najgorszą pod słońcem« i z której marzyłem czasami o »wyrwaniu się« /…/. Poczułem się dumny ze swego chłopskiego pochodzenia, którego się wiele razy wstydziłem czując się poniżonym i upośledzonym. Nauczyłem się cenić wartość ludzi nie po ich zewnętrznym wyglądzie, ale po wewnętrznej i życiowej wartości. Poznałem swą osobistą godność człowieczą i poczułem się równym rozmaitym »inteligentom« czy »półpankom« z miasta, którzy wydawali mi się przedtem ogromnie »wysokimi figurami« /…/. Poznałem swój cel życia i swoje /…/ przeznaczenie i obowiązki. nauczyłem się cenić swoją godność i honorność chłopską”.

Wśród sympatyków i współpracowników „Wici” znalazły się m.in. takie osoby, jak pisarka Maria Dąbrowska, słynny aktor Stefan Jaracz, jeden z liderów spółdzielczości Marian Rapacki, znany socjolog Józef Chałasiński, wybitni naukowcy – prof. Franciszek Bujak (historyk dziejów gospodarczych i społecznych Polski) i prof. Stanisław Kot (historyk kultury i wychowania oraz badacz ideologii i doktryn politycznych XVI i XVII w.), działaczki społeczno-oświatowe Jadwiga Dziubińska i Irena Kosmowska, czołowy teoretyk i działacz amatorskiego ruchu teatralnego Jędrzej Cierniak, popularny wówczas pisarz i reportażysta Jan Wiktor, wybitny poeta Stanisław Młodożeniec.

Ich wsparcie dla „Wici” było rozmaitej wagi i częstotliwości. Dąbrowska wielokrotnie wyrażała się z uznaniem o postulatach ZMW RP i konkretnych działaniach tego środowiska, zaczerpnęła odeń pewne wizje dotyczące rozwoju wsi i samoorganizacji społecznej (jej głośna w międzywojniu rozprawa pt. „Rozdroże” zainspirowana została m.in. broszurą „Walka o nową Polskę”, autorstwa czołowego ideologa „wiciarzy”, Miłkowskiego). Rapacki współpracował z ZMW RP okazjonalnie na gruncie spółdzielczości spożywców i chwalił ich dokonania w tej kwestii. Kosmowska pomagała w pracach programowych dotyczących oświaty. Dziubińska robiła to samo w kwestii edukacji zawodowej, pomagając układać programy kursów rolniczych. Jaracz podzielał wiele postulatów ZMW RP, wziął też kilkakrotnie udział – bez honorarium – w organizowanych przez „Wici” wiejskich spotkaniach dyskusyjnych i inscenizacjach teatralnych. Wiktor współpracował z organizacją na wielu płaszczyznach, promował też jej ideały i postawy w swoich tekstach publicystycznych. Profesorowie Bujak i Kot wielokrotnie wspierali swoją wiedzą wysiłki doktrynalne „wiciarzy” w dziedzinie odpowiednio gospodarki i kultury ludowej, obaj też pomagali finansowo w utrzymaniu czasopism ZMW RP.

Najsilniej spośród nich związani z „Wiciami” byli Cierniak i Młodożeniec. Ten pierwszy przez wiele lat współpracował ze Związkiem na gruncie ludowego teatru amatorskiego. Redagowane przezeń pismo „Teatr Ludowy” było często dołączane do prenumerat „Wici” i „Znicza”, on sam współtworzył dodatki na ten temat do „Wici”, udzielał porad i wskazówek związkowym instruktorom teatralnym, pomagał opracowywać scenariusze dla „wiciowych” uroczystości itp. W 1928 r. wraz z Adamem Bieniem, który wkrótce został prezesem ZMW RP, opublikował książkę „Teatry ludowe w Polsce”.

Stanisław Młodożeniec związał się z tą organizacją jeszcze mocniej. Ten „chłopski futurysta”, jak nazwali go krytycy literaccy, był działaczem ZMW RP, prezesem Komisji Prasowej Zarządu Głównego. W latach 1936-38 redagował „Kulturę Gromad” – comiesięczny dodatek literacko-kulturalny do tygodnika „Wici”. Był też autorem licznych wierszy publikowanych w prasie związkowej, a także tekstów pieśni, m.in. na potrzeby organizowanych przez „wiciarzy” uroczystych obchodów Święta Żniwnego i innych podobnych celebracji. Jeden z jego utworów zyskał tak wielką popularność wśród młodych ludowców, że uznano go za hymn ZMW RP. Młodożeniec tematykę „wiciową” popularyzował w wielu utworach, m.in. w „Na budzeniu”, która prezentowała wzór zorganizowanej działalności młodzieży wiejskiej. Niejednokrotnie zabierał głos także w kwestiach programowych – dotyczących wartości kultury wiejskiej, spółdzielczości, demokracji itp.

Omawiając „ludzki” wymiar działalności „Wici”, warto wspomnieć o kilku istotnych kwestiach dotyczących podziałów środowiskowych i ideowych w łonie Związku. Można wyróżnić przynajmniej trzy istotne środowiska: grupę sandomierską, krakowską i poznańsko-łódzką. Z nich wywodziła się spora część liderów ruchu. Ludowcy-wychowankowie sandomierskiego gimnazjum, to m.in. Bolesław Babski, Adam Bień i Kazimierz Banach (wszyscy pełnili funkcję prezesów ZG ZMW RP, Babski był przez pewien czas redaktorem naczelnym „Wici”, a Banach – „Młodej Myśli Ludowej”). Ośrodek krakowskich studentów-ludowców to m.in. Józef Dąbrowski (prezes Krakowskiego ZMW, członek redakcji „Znicza”, bliski współpracownik Witosa), Jan Dusza (członek ZG ZMW RP, kierownik krakowskiego oddziału, członek redakcji „Znicza”) i Stanisław Miłkowski (prezes Związku Akademickiej Młodzieży Ludowej, prezes ZG ZMW RP, redaktor „Znicza”, redaktor działu gospodarczego w „Wiciach”, członek władz SL, główny ideolog ZMW RP, członek redakcji „Młodej Myśli Ludowej”). Poznańsko-łódzka grupa to m.in. Stefan Ignar (redaktor naczelny „Chłopskiego Życia Gospodarczego”, a później „Wici”, wiceprezes ZG ZMW RP, wykładowca na UL w Gaci Przeworskiej) i Wojciech Janczak (prezes Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej, prezes Łódzkiego ZMW). Choć nie wyczerpują oni całego spektrum wybitnych działaczy „Wici” (należeli do nich z tych najbardziej twórczych jeszcze m.in. Solarz, Niećko i Załęski), to w znaczny sposób wpłynęli na zróżnicowanie ideowe Związku.

ZMW RP nie był bowiem monolitem. Co więcej, nie próbował nawet do tego dążyć, jako że główną płaszczyznę stanowiła działalność wychowawczo-kształceniowa. Wystarczyła więc dość ogólna zgoda w kwestii założeń światopoglądowych, aby pod jednym szyldem mogły współdziałać osoby różniące się w kwestiach politycznych czy gospodarczych. W efekcie, w łonie „Wici” ścierało się kilka tendencji. Oprócz większościowej, „centrowej” opcji polityczno-gospodarczej, istniały też środowiska bliższe prawicy i lewicy.

„Prawicę” reprezentował głównie Wielkopolski ZMW (oraz część struktur pomorskich), który stał się członkiem struktury ogólnokrajowej dopiero w połowie lat 30., głównie wskutek niemożności porozumienia w kwestiach ideowych. Najsłabiej ze wszystkich wojewódzkich oddziałów krytykował on kler, najmocniej akcentował natomiast przywiązanie do katolicyzmu. Wielkopolscy „wiciarze” sceptycznie oceniali niektóre radykalne postulaty gospodarcze teoretyków Związku, jak np. upaństwowienie części przemysłu czy wywłaszczenie wielkich majątków ziemskich bez odszkodowania. Deklaracja WZMW, przyjęta kilka miesięcy przed oficjalnym akcesem do ZMW RP, głosiła, że „nie zniesienie własności prywatnej [środków produkcji], lecz jej upowszechnienie stanowić winno główną podstawę światopoglądu agrarnego”. W środowisku tym pojawiały się też pozytywne opinie dotyczące możliwości powołania z udziałem Stronnictwa Ludowego centroprawicowego bloku opozycyjnego wobec sanacji. Jako potencjalnego „miejskiego” partnera przywoływano oprócz, a nawet zamiast PPS-u – centrowo-chadecką Narodową Partię Robotniczą, zaś w 1936 r. nawiązano oficjalną współpracę z jego organizacją młodzieżową, Związkiem Młodzieży Pracującej „Jedność” (uznano ją za jedyną „bratnią” organizację młodzieżową, wbrew stanowisku centrali ZMW RP, która za takową uznawała OM TUR). Nie zmienia to faktu, że na poziomie powiatów nierzadkie były także przypadki ożywionej współpracy ZMW RP z PPS-em i OM TUR, obejmujące m.in. wymianę prelegentów na kursach i odczytach. Należy też podkreślić specyfikę lokalną – wskutek słabości socjalistów w Wielkopolsce, „wiciarze” byli w regionie postrzegani jako lewica i to dość radykalna, a nastroje społeczne i klimat kulturowy sprawiały, że część postulatów „łagodzono” na użytek opinii publicznej. Co ciekawe, właśnie w stosunkowo zamożnej Wielkopolsce „wiciarze” rekrutowali się głównie spośród niezamożnych i ubogich gospodarstw chłopskich, natomiast w województwach biedniejszych trzon Związku stanowiła młodzież z rodzin średnio sytuowanych.

Z kolei ośrodek łódzki, w którym zresztą ważną rolę odegrali wcześniejsi działacze z Wielkopolski (studiowali w Poznaniu; przegrali z nurtem „prawicowym” walkę o dominację w Wielkopolskim ZMW) był „przechylony” w lewo. Nie tylko akcentował potrzebę sojuszu z ruchem robotniczym, ale i jego działacze oprócz wspólnych działań z PPS-em współpracowali okazjonalnie także z komunistami. Koncepcje gospodarcze ZMW RP krytykowali „z lewa”, np. przekonując, że spółdzielczość jest zbyt słabą i opartą na idealistycznych mrzonkach alternatywą wobec kapitalizmu jako całego systemu, zatem potrzebna jest silna ingerencja państwa w gospodarkę i strukturę własności. Stefan Ignar pisał w „Chłopskim Życiu Gospodarczym” w 1936 r.: „/…/ człowiek najbiedniejszy nie może w ustroju kapitalistycznym być członkiem spółdzielni, która opiera się na /…/ udziałach /…/ ponieważ człowiek najbiedniejszy, bezrobotny czy bezrolny, nie ma pieniędzy ani żyta. /…/ /…/ gdy się doda nic do niczego, czyli zero do zera, to wychodzi nic czyli zero. A jeśli się doda miliony drobnych liczb, to wyjdzie wprawdzie milionowa cyfra, ale suma ta nie przewyższy nigdy sumy tysięcy milionów, czyli miliardów. /…/ W Anglii jest podobno 7 milionów członków spółdzielni /…/ ale czy w Anglii /…/ zanikł wyzysk, nędza i nierówność?”. Istnieją jednak przesłanki, że ostentacyjne głoszenie haseł prokomunistycznych przez niektórych łódzkich „wiciarzy” było inspirowane przez agentów sanacyjnych służb specjalnych. W ten sposób próbowano znaleźć pretekst do delegalizacji ZMW RP i Stronnictwa Ludowego. Dlatego też „Wici” i SL odcięły się od związanego z tym środowiskiem dwutygodnika „Chłopskie Życie Gospodarcze”.

Inny podział dotyczył metod i postaw. Pierwszy z nich, z pewnym przymrużeniem oka, można określić „gandhyjskim”. Reprezentowali go m.in. Józef Niećko i Ignacy Solarz, których część „wiciarzy” i obserwatorów porównywała do Mahatmy Gandhiego. Kładli nacisk na przemianę duchową człowieka, samokształcenie, na wzorce czerpane z kultury ludowej, rolę obrzędowości wiejskiej, zmiany społeczne widząc w długiej perspektywie czasowej. Mniejsze znaczenie nadawali procesom społeczno-ekonomicznym, walce politycznej czy przeobrażeniom technologicznym i organizacyjno-strukturalnym, większe zaś woli człowieka, samorozwojowi, „biernemu oporowi” itp. Drugi nurt, bardziej materialistyczny i „konkretny”, symbolizował Stanisław Miłkowski. Kładł nacisk na przeobrażenia gospodarcze, nowe formy działania i organizacji życia zbiorowego, działalność polityczną. Zmiany społeczne widział w mniej odległej perspektywie, wiążąc je nie tylko z postawami młodzieży wiejskiej i tworzeniem przez nią struktur organizacyjnych, lecz także z procesami zachodzącymi w łonie samego kapitalizmu. Szeregowy działacz „Wici”, Jan Stryczek z Woli Dalszej nieopodal Łańcuta, tak wspominał atmosferę panującą w Związku: „Młodsze pokolenie wiciarzy wypowiadało się za bezwzględną walką z ówczesnym ustrojem. Starsi wiciarze, bardziej może przesiąknięci ideami Solarzów, stawiali na kulturę ludową, na dawne tradycyjne obrzędy ludowe, sięgając nieraz po nie w czasy przedhistoryczne. Młodzi chcieli walczyć”.

***

Agraryzm „wiciowy” był jednym z najpiękniejszych i najbardziej skutecznych przykładów działania publicznego oraz rozwoju ideowego, które miały miejsce w historii Polski. Stanowił podstawę dynamicznego ruchu społecznego, bardzo licznego i mającego wiele dokonań. Był też oryginalną, nieszablonową i niedogmatyczną ideologią, która w twórczy sposób, bazując na uważnej i uczciwej obserwacji rzeczywistości, przezwyciężała słabości dominujących nurtów myśli politycznej, stale poddając rewizji także własne założenia, gdy odbiegały od rzeczywistości. Co szczególnie warte podkreślenia, był ideologią samorodną, powstałą w oparciu o polskie realia, otwartą na doświadczenia innych krajów, lecz niechętną ślepemu naśladownictwu; był też ideologią tworzoną przez autentycznych działaczy społecznych, nie zaś mędrków-teoretyków, wykuwającą się w doświadczeniu zbiorowego działania w środowisku, do którego się odwoływał. Był wreszcie, co równie warte podkreślenia, ideologią o wyraźnym obliczu klasowym, lecz mającą na uwadze stale akcentowane dobro wspólne i interesy całej, nie tylko wiejsko-rolniczej, Polski.

Ideologia i praktyka ZMW RP, choć wyrastające z realiów wiejskich i mocno związane z tradycją i ówczesną działalnością ruchu ludowego, warte są popularyzacji przede wszystkim jako przykład ważnej części składowej autentycznego społeczeństwa obywatelskiego. Mimo iż dziś sytuacja jest diametralnie odmienna niż w okresie działalności „wiciarzy”, warto o nich pamiętać – nie tylko jako o ciekawostce z przeszłości czy świadectwie szlachetnych postaw. Prof. Andrzej Lech trafnie bowiem zauważa, że „agraryzm wiciowy /…/ może być w dalszym ciągu atrakcyjny dla tych kręgów /…/, którym nie są obce idee sprawiedliwości społecznej, umiłowania ziemi i przyrody, równości i wolności jednostki /…/”.

 

Remigiusz Okraska
____________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się – pod innym tytułem, bez bibliografii i w nieco zmienionej wersji – w dwumiesięczniku społeczno-politycznym „Realia… i co dalej” nr 5(8)/2008.  

W dziale „Ruch ludowy” można m.in. przeczytać inne teksty i dokumenty poświęcone ZMW RP.

 

Bibliografia:

•    Andrzej Ajnenkiel, Józef Grudziński (1903-1944) /w:/ Alicja Więzikowa (red.), „Przywódcy ruchu ludowego. Szkice biograficzne”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1968.
•    Zbigniew Andres, Agraryzm i idee młodowiejskie w literaturze międzywojennej /w:/ Cz. Kłak (red.), „Chłopi, naród, kultura” (tom III – „Oblicze duchowe”), Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1997.
•    Adam Bień, Bóg dał, Bóg wziął. Dokumenty i teksty z lat 1920-1995, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 1997.
•    Jan Borkowski, Agraryzm, Witos, „Wiciarze” i PSL, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 23/24, 1983/84.
•    Jan Borkowski, Ludowcy w II Rzeczpospolitej (część II), Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987.
•    Jan Borkowski, Postawa polityczna chłopów polskich w latach 1930-35, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1970.
•    Jan Borkowski, Wizje społeczne i zmagania wiciarzy. W świetle młodzieżowej prasy ludowej 1928-1939 („Wici”, „Znicz”, „Społem”, „Młoda Myśl Ludowa”, „Chłopskie Życie Gospodarcze”), Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1966.
•    Jan Borkowski, Józef Kowal, Stanisław Lato, Witold Stankiewicz, Alicja Więzikowa, Zarys historii polskiego ruchu ludowego (tom II – 1918-1939), Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1970.
•    Helena Brodowska, O agraryzmie w ruchu ludowym, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 23/24, 1983/84.
•    Roman Buczek, Stanisław Mikołajczyk, tom I, Century Publishing Company Ltd., Toronto 1996.
•    Stanisław Burkot, Stanisław Młodożeniec. Rzecz o chłopskim futuryście, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    Józef Chałasiński, Młode pokolenie chłopów t. I-IV, Państwowy Instytut Kultury Wsi i Spółdzielnia Wydawnicza „Pomoc Oświatowa”, Warszawa 1938.
•    Wawrzyniec Cichy, Wspólnymi siłami. Wspomnienia chłopskiego działacza, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1959.
•    „Chłopski Świat” – miesięcznik, nr 1/1939, 5/1939
•    Jacek Chrobaczyński, Ostatni z szesnastu. Biografia polityczna Adama Bienia (1899-1998), Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2000.
•    Tadeusz Chrobak, Filozoficzne przesłanki agraryzmu. Studium wybranych zagadnień, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1998.
•    Tadeusz Chrobak, Katolicka myśl społeczna wobec agraryzmu. Krytyka i afirmacja /w:/ J. Jachymek, K. Z. Sowa, M. Śliwa (red.), „Chłopi, naród, kultura” (tom I – „Myśl polityczna ruchu ludowego”), Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1996.
•    Edward Chudziński, „Młoda Myśl Ludowa” – agrarystyczna wizja kultury i literatury chłopskiej /w:/ tegoż, „W kręgu kultury i literatury chłopskiej 1918-1939. Z dziejów chłopskiej prasy literackiej”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    Maria Dąbrowska (wybór i adaptacja), Pamiętniki młodzieży wiejskiej 1918-1939, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1969.
•    Stanisław Dąbrowski, Agraryzm – ideologia czy program?, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 23/24, 1983/84.
•    Józef Dominko, Wspomnienia o pracy wiciarzy w spółdzielczości spożywców, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 3, 1961.
•    Mirosława Drozd-Piasecka, Wanda Paprocka, W kręgu tradycji i sztuki ludowej, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    Jan Dusza, „Wiciarze” a Rataj i Witos w latach trzydziestych /w:/ S. Lato (wybór i opracowanie), „Maciej Rataj we wspomnieniach współczesnych”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984.
•    Czesław Dyrduł, Stefan Józef Pastuszka, Na wiciowych drogach powiatu stopnickiego 1928-1939, brak informacji o wydawcy, Kielce 1992.
•    Władysław Fołta, Ruch ludowy w Przeworskiem, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1975.
•    Władysław Fołta, Wspomnienia z walk młodzieży chłopskiej, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1956.
•    Edward Gołębiowski, Stanisława Jarecka-Kimlowska (wstęp i opracowanie), Związek Młodzieży Wiejskiej RP „Wici” w walce o postęp i sprawiedliwość społeczną. Wybór dokumentów 1928-1948, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1978.
•    Anna Golec, Agrarystyczne koncepcje gospodarcze, Wydawnictwo Uniwersytetu M. Curie-Skłodowskiej, Lublin 1994.
•    Zygmunt Hemmerling, Ruch ludowy we wschodnich powiatach Wielkopolski w latach 1931-1939, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 13, 1971.
•    Zygmunt Hemmerling, Wielkopolski Związek Młodzieży Wiejskiej (1931-1939) /w:/ tegoż, „Ruch ludowy w Wielkopolsce 1919-1939”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1971.
•    Ignacy Solarz i jego dzieło: wnioski dla współczesności (praca zbiorowa), Nakładem ZK TUL, Kraków 1992.
•    Stefan Ignar, Wybór pism publicystycznych, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1962.
•    Arkadiusz Indraszczyk, Adam Bień (1899-1998). Działalność społeczna i polityczna, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2005.
•    Stefan Inglot (red.), Historia chłopów polskich – tom III: Okres II Rzeczypospolitej i okupacji hitlerowskiej, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1980.
•    Eugeniusz Jabłoński, Jerzy Kania, Janusz Karmański, Zielona młodość. „Wici” – Konfrontacje – Portrety, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1979.
•    Jan Jachymek, Czym był agraryzm?, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 23/24, 1983/84.
•    Barbara Jakubowska, Ruch ludowy wobec przeszłości narodowej do 1939 r., Wydawnictwo TRIO, Warszawa 1995.
•    Stanisława Jarecka-Kimlowska, Kielecki Związek Młodzieży Wiejskiej „Wici” (1928-1938) w świetle corocznych sprawozdań Kół Młodzieży, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 8, 1966.
•    Stanisława Jarecka-Kimlowska, Kielecki Związek Młodzieży Wiejskiej „Wici” 1928-1939. Z problemów ruchu młodzieżowego w okresie międzywojennym, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1968.
•    Jan Kaczor, Wspomnienia ludowego starosty, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1961.
•    Arkadiusz Kołodziejczyk, Ruch młodowiejski a Kościół /w:/ tegoż, „Ruch ludowy a Kościół rzymskokatolicki w latach II Rzeczypospolitej”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza & Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2002.
•    Arkadiusz Kołodziejczyk, Tadeusz Piesio (red.), Związek Młodzieży Wiejskiej Rzeczpospolitej Polskiej „Wici” na Ziemi Garwolińskiej. Materiały konferencji naukowej zorganizowanej 15 czerwca 2003 r. w Kępie Celejowskiej, Ludowe Towarzystwo Naukowo-Kulturalne – Oddział w Garwolinie, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Garwolin – Warszawa 2004.
•    Albin Koprukowniak, Antoni Krawczyk (red.), W tradycji idei Ignacego Solarza (w stulecie urodzin), Uniwersytet M. Curie-Skłodowskiej, Towarzystwo Uniwersytetów Ludowych oddział w Lublinie, Lublin 1993.
•    Józef Kowal, „Wici” – powstanie i działalność społeczno-wychowawcza 1927-1939, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1964.
•    Andrzej Lech, Agraryzm wiciowy, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 1991.
•    Aleksander Łuczak, Samorząd terytorialny w programach i działalności stronnictw ludowych 1918-1939, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1973.
•    Edward Maciąg, Związek Młodzieży Wiejskiej na Lubelszczyźnie 1918-1931, brak wydawcy (wydano na zlecenie Zarządu Wojewódzkiego ZMW w Chełmie przy współudziale Zarządów Wojewódzkich w Białej Podlaskiej, Lublinie i Zamościu), Chełm 1983.
•    Stanisław Malawski, Z życia młodzieży wiejskiej Małopolski 1925-1931 /w:/ „Wspomnienia weteranów ruchu ludowego”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1968.
•    Wilhelmina Matuszewska, Chłopski czyn u schyłku II Rzeczypospolitej, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1973.
•    Zofia Mazurowa, Leonida Wyszomirska (wybór i opracowanie), Wspomnienia o Jędrzeju Cierniaku, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982.
•    Józef Mężyk, Organizacje akademików-ludowców w środowisku krakowskim, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 9, 1967.
•    Stanisław Michalski, Ideały wychowawcze wiciarzy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1989.
•    Zofia Mierzwińska-Szybka (wybór i opracowanie), Wspomnienia o Ignacym Solarzu „Chrzestnym”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983.
•    Stanisław Miłkowski, Pisma publicystyczne 1930-1939, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1988.
•    Maria Mioduchowska, Centralny Związek Młodzieży Wiejskiej 1912-1928, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984.
•    „Młoda Myśl Ludowa. Miesięcznik poświęcony sprawom ruchu ludowego” nr od 1 do 12 z 1933 r.; od 1 do 5 z 1937 r.
•    Władysław Myśliński „Młot”, A jednak tak było, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1978.
•    Józef Niećko, O wewnętrzne życie wsi. Wybór pism z lat 1912-1948, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    Józef Niećko, Rozważania na czasie, Nakładem Towarzystwa Uniwersytetu Ludowego, Warszawa 1938.
•    Józef Olszyński, Z działalności Związku Młodzieży Wiejskiej – Spółdzielni Oświatowej Znicz w powiecie Nowy Sącz w latach 1931-1939, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 13, 1971.
•    Stefan Józef Pastuszka, Amatorski ruch artystyczny na wsi polskiej 1918-1939, Kieleckie Towarzystwo Naukowe, Kielce 1994.
•    Wiesław Piątkowski, Idee agrarystyczne Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici” (1928-1939), „Kultura i Społeczeństwo” nr 2/1990, tom XXXIV.
•    Wiesław Piątkowski, Myśl agrarystyczna Stanisława Miłkowskiego, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983.
•    Tadeusz Piesio, Powiatowy Związek Młodzieży Wiejskiej Rzeczypospolitej Polskiej „Wici” 1928-1939 /w:/ tegoż, „Historia ruchu ludowego w powiecie garwolińskim 1864-1949”, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2001.
•    Czesław Poniecki, Jesienny obrachunek. Wspomnienia, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982.
•    Feliks Popławski, Stanisław Dyksiński (wybór i opracowanie), Ignacy Solarz i jego uniwersytet ludowy 1924-1939. Materiały z seminarium naukowego odbytego w Warszawie 5 i 6 X 1962 r., Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1965.
•    Tadeusz Rek, Ruch ludowy w Polsce. Część II – okres niepodległości 1918-1939, Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa Chłopska”, Łódź 1946.
•    Ignacy Solarz, Wiejski Uniwersytet Orkanowy. Cel i program, Wydawnictwo Instytutu Oświaty Dorosłych, Warszawa 1937.
•    Zofia Solarzowa, Mój pamiętnik, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    Stanisław Stępień, Pisma młodzież ludowej (1918-1939) /w:/ tegoż, „Prasa ludowa w Polsce. Zarys historyczny”, Wydawnictwo „Prasa ZSL”, Warszawa 1984.
•    Jan Stryczek, Chłopskim piórem, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984.
•    Franciszek Śliwa, Z dziejów ruchu ludowego w powiecie mieleckim, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 12, 1970.
•    Halina Trocka, Spółdzielczość w programach i polityce polskich stronnictw ludowych do roku 1939, Zakład Wydawnictw CRS, Warszawa 1969.
•    Lucjan Turos, Patrzeć szeroko i daleko… Dziedzictwo pedagogiczne Ignacego Solarza, Wydawnictwo Spółdzielcze, Warszawa 1983.
•    Dionizja Wawrzykowska-Wierciochowa, Kwestia kobieca w Związku Młodzieży Wiejskiej RP („Wici”) /w:/ tejże, Z dziejów kobiety wiejskiej. Szkice historyczne 1861-1945, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1961.
•    „Wici – organ Związku Młodzieży Wiejskiej Rzeczypospolitej Polskiej” nr 1-2/1934, 3/1934, 4/1934, 5/1934, 6/1934, 7/1934, 9/1934, 10/1934, 11/1934, 12/1934, 10/1938, 20/1938, 21/1938, 23/1938, 24-25/1938, 26/1938, 27/1938, 28/1938, 31/1938, 32/1938, 34/1938, 37/1938, 38/1938, 39/1938, 40/1938, 41/1938, 42/1938, 43/1938, 44/1938, 45/1938, 46/1938, 47/1938, 48/1938, 49/1938, 50/1938, 51/1938, 52/1938, 1/1939, 2/1939, 3/1939, 7/1939.
•    Tadeusz Wieczorek, Przysposobienie rolnicze w ruchu młodzieży wiejskiej, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 8, 1966.
•    Weronika Wilbik-Jagusztynowa (wybór i układ), Wiersze wiciarzy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984.
•    Paweł Woroniecki, Uspołeczniony indywidualizm – główna teza programu gospodarczego agraryzmu /w:/ J. Jachymek, K. Z. Sowa, M. Śliwa (red.), „Chłopi, naród, kultura” (tom I – „Myśl polityczna ruchu ludowego”), Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1996.
•    Czesław Wycech, Wspomnienia 1905-1939, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1969.
•    Zygmunt Załęski, Nowy wspólny dom. Wybór pism i przemówień, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.
•    ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią (spisane przez Jacka Moskwę), Editions du Dialogue, Paris 1991.
•    Jan Ziembiński, Z zagadnień genezy i podstawowych założeń ideowo-politycznych agraryzmu w Polsce, „Roczniki Dziejów Ruchu Ludowego” nr 2, 1960.
•    Z ludźmi ku ludziom. Wspomnienia o Marii Maniakównie, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2000.

Jeden komentarz nt. “Społeczeństwo naprawdę obywatelskie. Związek Młodzieży Wiejskiej RP w latach 1928-1939

  1. Wszystkie materjaly przedstawione w tym sa ciekawe,przetstawiajqa one prawdziwy zywo czlowieka na wsi w owych czasach.Wielka szkoda ze nie sa dzis dzis ludowcy nimi zainteresowani.Nie slyszy sie ,by dzis materjaly te byly przekazem dla mlodziezy.A szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *