Jarosław Górski

Rewolucja i naród (o Henryku Kamieńskim)

Henryk Michał Kamieński, którego dwusetną rocznicę urodzin obchodziliśmy w tym roku, to myśliciel znany i doceniony zarówno przez sobie współczesnych, jak i przez historyków idei i filozofii. Pochodzący z prominentnego ziemiańskiego rodu, syn bohatera kampanii napoleońskich i powstania listopadowego, poległego w bitwie pod Ostrołęką generała Henryka Ignacego. Sam także jako 18-letni młodzieniec był oficerem powstańczych wojsk, rannym w obronie Warszawy. Gruntownie wykształcony, był jednym z tych niepodległościowych działaczy i myślicieli, którzy w historycznych nieszczęściach Polski – upadku I Rzeczypospolitej, zaborach, klęsce powstania listopadowego i późniejszym zaostrzeniu kursu zaborców – zaczęli poszukiwać nie tyle i nie tylko okazji do narodowej żałoby, ale sensów głębszych. A także szans i okazji.

Lata 30. i 40. XIX wieku to czas niezwykłego fermentu wśród polskich elit intelektualnych. Stało się dla nich jasne, że dotychczasowa formuła szlacheckiej polskości wyczerpała się definitywnie. Jeśli naród polski ma przetrwać, musi zdefiniować się na nowo – nie może istnieć naród ekskluzywny, którego byt ekonomiczny i społeczny jest oparty na wykluczeniu i eksploatacji amorficznych mas.

Kamieński postrzegany jest jako jeden z najbardziej radykalnych teoretyków przyszłego narodowego powstania. Jego dzieła publicystyczne z lat 40. XIX wieku zostały uznane za zbyt radykalne przez współczesnych, także przez emigracyjnych przyjaciół autora z Towarzystwa Demokratycznego. Chodzi przede wszystkim o wydane pod wymownym pseudonimem Filareta Prawdoskiego w 1844 r. w Brukseli „O prawdach żywotnych narodu polskiego” i późniejszy o rok „Katechizm demokratyczny, czyli opowiadanie słowa ludowego”. Akcentowały one potrzebę natychmiastowego uwłaszczenia chłopów i ich włączenia do narodowych starań o niepodległość. Prawdoskiego postrzegano jako szalonego komunistę, zagrzewającego lud do anarchicznej rewolucji i ślepej zemsty na szlachcie. Tymczasem intencje Kamieńskiego wcale nie zmierzały w tym kierunku. Dla autora „O prawdach żywotnych…” sprawą najistotniejszą było przekształcenie anachronicznego polskiego narodu w taką postać, która mogłaby nie tylko odzyskać dla Polski niepodległość, ale także twórczo żyć i rozwijać się w nowoczesnym świecie.

Mickiewicz, Słowacki i sens polskiej niewoli

Spośród pojawiających się po powstaniu listopadowym wizji rodzącego się polskiego narodu największy zasięg i najgłębszy wpływ miała ta zaproponowana przez Mickiewicza w „Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego”. Autor przedstawił dzieje Polski i Polaków jako naznaczone szczególnym sensem i mające wyjątkową funkcję w dziejach Europy i świata. Narody europejskie po epoce średniowiecza, w której jakoby panowała chrześcijańska jedność, zaczęły odchodzić od jedynego Boga. Etyczna wspólnota Europejczyków musiała zginąć, gdy władcy poszczególnych narodów zaczęli narzucać poddanym nowe wartości. Oczywiście wartości fałszywe, bo pochodzące z tego, a nie tamtego świata. Francuzom Boga zastąpił więc honor, Hiszpanom potęga i władza, Anglikom mamona, Niemcom dobrobyt itp. Jedynym narodem, który od prawdziwego Boga nigdy nie odszedł i nie splamił się czcią wobec bałwanów, byli oczywiście Polacy.

Przechowali oni prawdziwe chrześcijaństwo i przeprowadzili je przez nieprzyjazne stulecia. Również politykę uprawiali w sposób podobny jak pierwsi chrześcijanie. Nie prowadzili więc wojen zaborczych, ale wyłącznie obronne, i to najczęściej powodowani miłością bliźniego, a więc chroniąc przed barbarzyńskimi najeźdźcami europejskich odstępców. I co najważniejsze, ekspansja narodu i państwa polskiego, podobnie jak ekspansja chrześcijaństwa, miała etyczny, a nie militarny charakter. Narody sąsiednie, zachwycone prawością i umiłowaniem wolności wśród Polaków, lgnęły do nich i były przyjmowane do braterstwa analogicznie do nawróceń dawnych barbarzyńców na etycznie atrakcyjne chrześcijaństwo. W ten sposób doszło m.in. do unii polsko-litewskiej, która z Polaków uczyniła europejską potęgę.

„Księgi narodu i pielgrzymstwa…” dawały także wyjaśnienie społecznego rozwarstwienia i zniewolenia większej części polskiego narodu. Szlachta polska poprzez swoje umiłowanie wolności dążyła nie tylko do etycznej ekspansji zewnętrznej, ale także wewnętrznej. Jej bardzo silne ekonomiczne i społeczne zróżnicowanie zostało u Mickiewicza wyjaśnione etyczną doskonałością narodu, zjednoczonego w braterstwie wokół wzniosłej idei wolności, a nie przyziemnej i bałwochwalczej idei bogactwa. Upośledzenie ludu przedstawione zostało w procesie: szlachta polska przez stulecia chętnie przyjmowała tych przedstawicieli społeczeństwa, którzy świadomie przyjęli jej wartości i dowiedli tego czynem, a więc tak umiłowali wolność, że byli gotowi za nią umrzeć. Wedle Mickiewicza nobilitacja, a więc chrzest będący znakiem przyjęcia do szlacheckiego (i szlachetnego) narodu, odbywała się niejako automatycznie wraz z etycznym postępem indywidualnym lub zbiorowym. Polskość jest więc odpowiednikiem chrześcijaństwa, tzn. wynika ze świadomego przyjęcia wiary i systemu wartości warunkującego życiową postawę, a nie z przesłanek etnicznych, stanowych, politycznych czy jakichkolwiek innych.

Zresztą według Mickiewicza upadek Polski wynikał właśnie z jej inkluzywności. Tyrani świata przerażeni tym, że polska szlachta postanowiła proces przyspieszyć i przyjąć do narodu cały bez wyjątku lud (Konstytucja 3 maja), spodziewali się, że wskutek etycznego postępu także ludy cierpiące pod ich uciskiem zatęsknią do polskiej wolności. Proces rodzenia się polskiego narodu, podkreślmy, proces o kierunku zdeterminowanym przez obecne w naturze każdego człowieka dążenie do wolności, dobra, a także etycznego i duchowego wzrostu, został więc brutalnie przerwany przez tyranów.

Naród polski jest więc wciąż nieuformowany, a jego wolnościowe dążności wynikają także z niezgody na istniejące wewnątrz niego samego niesprawiedliwości i nierówności. Dlatego w Mickiewiczowskiej wizji nie ma dla Polaków zasadniczej różnicy między powstaniem narodowym a społeczną rewolucją.

Takiemu wyobrażeniu Polski jako narodu często przeciwstawia się wizję Juliusza Słowackiego. Wizję jakoby o wiele bardziej w swoim mesjanizmie radykalną, ponieważ przewidującą odrodzenie Polski i jej narodu dopiero wtedy, gdy Polacy dowiodą etycznej dojrzałości. I to dowiodą nie gotowością do śmierci, ale rzeczywistą śmiercią. Podmiot liryczny „Grobu Agamemnona” uważa, że stan narodowej i osobistej niewoli jest tak poniżający, iż Polak w niewoli przestaje być Polakiem, a Polska przestaje być Polską. Jak w starożytnej Sparcie, gdzie każdego, kto za cenę biologicznego przeżycia skapitulował w walce, otaczała pogarda i nienawiść, tak teraz pogarda i nienawiść należą się Polakom żyjącym pod panowaniem tyranów. Nie należą się im ani żadne współczucie, ani zewnętrzna pomoc, ponieważ nie są już Polakami.

Przyjęło się odczytywać wizję Słowackiego jako przekraczającą wymiary realnego, materialnego i historycznego świata. Jednak można ją postrzegać również jako metaforyczne przedstawienie zjawisk, które zachodzą na tym świecie, w rzeczywistości materialnej. Polska to przecież nie tyle państwo, którego warunkami istnienia są terytorium, ludność, władza, bogactwa itp. Polska to naród rozumiany właśnie bardzo po Mickiewiczowsku, jako zespół idei – wartości i wyobrażeń etycznych. Utrata materialnego zakorzenienia jest właśnie sprawdzianem idei. Jeżeli polskie wartości przetrwają nie tylko bez państwa, ale także bez narodu, to dopiero wtedy staną się nieśmiertelne, bo zdolne do życia bez śmiertelnego, materialnego ciała, bez terytorialnych czy etnicznych ograniczeń. Funkcją proponowanej przez Słowackiego metafory Polski odradzającej się po śmierci Polaków może być więc bardzo przesadne podkreślenie aksjologicznego, etycznego, a nie etnicznego, terytorialnego, religijnego czy politycznego charakteru polskości. Polskości jako ducha, który po utracie niedoskonałego ciała znajdzie sobie następne – lepsze. Być może ciałem tym będą dotychczasowi nie-Polacy, a więc amorficzny i poniekąd bezetyczny polski lud?

Spoić podzielone klasy, stworzyć jeden naród

Henryk Kamieński również stawia pytanie o sens utraty niepodległości przez Polskę. Jego rozpoznanie dalekie jest jednak od chrześcijańskiego mesjanizmu. Używa co prawda, to znak czasów, teologicznej frazeologii – mówi o „ofierze”, o „męczeństwie” Polski – jednak nie kryje się za tym przekonanie, że dziejami zbiorowymi i jednostkowymi kierują siły osobowe, a w polityce istnieje suweren wyższy od ludu. W „Katechizmie demokratycznym”, a więc broszurze, która w zamierzeniu miała służyć krzewieniu „wiary demokratycznej” i powstańczych idei wśród ludu, często odwoływał się do ewangelicznych przykładów. Ale już w „O prawdach żywotnych…”, czyli w tekście programowym i skierowanym do wykształconego czytelnika, nie stosuje takich zabiegów.

Jednym z najwyższych celów Kamieńskiego jest stworzenie i upowszechnienie „wiary demokratycznej”, która przemieniłaby sposób myślenia i działania Polaków, stworzyła zupełnie nową narodową aksjologię. Podobnie jak Mickiewicz, postrzega on naród jako zbiorowość, której spoiwem jest nie tyle pochodzenie, lecz wspólne wartości. Jednak jest bardziej od autora „Dziadów” radykalny w przekonaniu, że wartości te można kształtować świadomie i wbrew historii. Kamieński polemizuje także z Mickiewiczowskim przekonaniem o dziejowej misji Polaków. Uważa, że owszem, mogą i powinni odegrać znaczącą rolę w wyzwalaniu spod tyranii innych narodów. Jednak nie wynika to wcale z predestynacji Polski, ale z charakteru rewolucji, która zawsze dąży do rozszerzenia. A więc to nie męczeństwo Polski będzie dla świata moralnym wstrząsem, ale zwycięstwo prawdziwej demokracji, przeniknięcie jej duchem i przemienienie wielkiego narodu.

Kamieński, inaczej niż Mickiewicz, daleki jest od apologii przedrozbiorowej Rzeczypospolitej i jej szlacheckiego narodu. Daleki jest także od postrzegania rozbiorów i późniejszej niewoli jako wydarzenia oburzającego. Tyloletnia niewola – pisze – nie ciąży nad naszymi głowami jako marne losu igrzysko; jej misją jest jak najściślej spoić klasy podzielone niegdyś nienawistną stanów różnicą; ona to sprawia, że rewolucja społeczna odbędzie się u nas bez owych ciężkich konwulsji, domowych zatargów i rozlewu krwi bratniej. Bo muszą zgodnie działać i najściślejszymi ogniwami się połączyć ludzie mający jeden interes wobec jednychże nieprzyjaciół głównych. Męczeństwo Polski okupia ją od owych krwawych a widzianych już w dziejach ludzkości scen, bez których inaczej nie byłaby się obyła. A zespolić z nimi wyobrażenie tego postępu, który przez rewolucję społeczną koniecznie objawić się musi, jednocześnie z pierwszym samodzielnym krokiem naszej ojczyzny, z pierwszym naszym powstaniem, jest to nie pojmować głębokiego znaczenia tego męczeństwa [1].

A więc niewola to nie przypadek, a wręcz przeciwnie, dar od Dziejów, który należy właściwie rozpoznać. To dla Polaków wielka szansa, aby z obcych i wrogich sobie stanów stworzyć jeden naród, wspólnotę połączoną walką z wspólnym wrogiem i ciemiężcą. Aby uniknąć bratobójczej, krwawej rewolucji społecznej, która mogłaby naród podzielić na zawsze; aby we wspólnej narodowej walce o wolność wytopić jak w tyglu nowy, oczyszczony naród.

To nie zewnętrzna, twierdzi Kamieński, ale właśnie wewnętrzna przemoc, niesprawiedliwość społecznych stosunków i obojętność klas wobec siebie nawzajem doprowadziły Polskę do upadku. Nadszedł on w momencie, w którym Polska rozumiana jako naród była wciąż żywotna, a nawet odzyskiwała nadwątlone siły poprzez budzącą się świadomość konieczności przemian społecznych. Narody, tak jak pojedynczy ludzie, mogą ginąć przedwcześnie […], jeśli się w nich objawi wewnętrzne zepsucie organów żywotnych. […] To może pochodzić tylko z wewnątrz. Zewnętrzna przemoc zupełnie inaczej na narodowość działa: przez nadanie jej spójności wykształca ją na wewnątrz. Ona to ludziom wspólny nadając interes, zlewa ich w jedność, a tak głównie wpływa na utworzenie nowych i wykształcenie istniejących narodowości [2].

Dla szlachty to oczywiście szansa na opamiętanie się i dostrzeżenie niesprawiedliwości i okrucieństwa dotychczasowej organizacji społecznej narodu. Do upadku Polski przyczynił się bowiem przede wszystkim – według Kamieńskiego w stopniu tak wysokim, że wszelkie inne przyczyny można uznać za mało istotne – stan ludu trzymanego w poddaństwie na przywilej, który człowieka robił własnością jakoby rzecz lub bydlę. […] Stan powszechny ucisku najliczniejszej klasy, na której główna siła narodu i cała nadzieja obrony ojczyzny zależały [3]. Kamieński niejednokrotnie odwołuje się do arytmetyki, wskazując nie tylko na głęboką niemoralność takiej sytuacji, ale także na jej gospodarczą, polityczną i militarną nieracjonalność. Ponieważ niewolnik nie ma ojczyzny, więc chłopi patriotyzmu nie żywili i w efekcie Polacy w zmaganiach z zaborcami występowali nie jako naród dwudziestomilionowy [4], lecz o wiele mniejszy, nie mający szans wobec obcej przemocy. Tylko niewielka część mieszkańców polskich ziem mogła uznać się za Polaków i nikt nie był temu winny bardziej niż sami Polacy.

Precz z historią

Kamieński w swoich badaniach przyczyn klęski Polski uderza nawet w narodową świętość – Konstytucję 3 maja. Wbrew jej legendzie i funkcji w mesjanistycznych (m.in. Mickiewiczowskich) koncepcjach zauważa jej zachowawczy, a nawet, w kontekście nieuchronności społecznej rewolucji, reakcyjny charakter [5]. Przypomina pogląd Mochnackiego, że powstanie kościuszkowskie było jakoby „konfederacją włościan”, potężniejszą od barskiej. Jednak sam ocenia udział w nim massy jako doraźny, pozbawiony świadomości własnych celów i nie z jej inicjatywy wypływający.

Podobnie miażdżąco ocenia powstanie listopadowe, które według niego było co prawda dowodem żywotność polskiego ducha, ale jednocześnie jego stagnacji i braku woli rozwoju. Inaczej niż większość emigracyjnych krytyków powstania widzi przyczynę klęski nie w zdradzie i nieudolności przywódców, lecz właśnie w co najmniej braku rewolucyjnych intencji, jeśli nie w jawnie kontrrewolucyjnym nastawieniu tych, którzy przejęli powstanie z rąk warszawskiego ludu. Zresztą przejęcie władzy nad powstaniem przez szlachecki rząd, w dodatku złożony z ludzi, którzy z racji swojej pozycji i urodzenia doświadczyli umizgów rządów zaborczych, zawsze musi zakończyć się ich wahaniem lub odstępstwem od idei rewolucji. Dlatego Polacy walczący o wolność powinni pamiętać o dotychczasowych powstańczych doświadczeniach i traktować je właśnie jako przestrogę, a nie czcić i wspominać z dumą.

Nowy naród w ogóle powinien odwrócić się od historii. Żadnego historycznego sentymentalizmu, który tylko konserwuje dawne wyobrażenia. Żadnego usprawiedliwiania narodu, który upadł. Dlategośmy zginęli, żeśmy źle mieli w głowie [6] – wielokrotnie powtarza Kamieński. Toteż postuluje nawet radykalną przemianę polskiej literatury, i to zarówno tej wysokiej, pisanej, jak i tej śpiewanej i powtarzanej sobie z ust do ust w polskich domach. Koniec z czcią oddawaną niesprawiedliwym czasom, ich bohaterom, a już zwłaszcza tym, którzy ponieśli klęskę. Pieśń powinna być zwrócona ku przyszłości. Chwalić Polskę taką, jaka być powinna, a nie taką, która była ku pohańbieniu swojego ludu.

Jednak to negowanie polskich dziejów nie jest w żadnym razie czarnowidztwem, a wręcz przeciwnie, wynika z niewzruszonego optymizmu Kamieńskiego. Jest on przekonany, że w Polsce nigdy dotąd nie doszło do wydarzenia zasługującego na cześć, a więc do rewolucji, czego dowodem jest zresztą znalezienie się narodu w obcej niewoli.

Prawdziwie ludowa (czy też socjalna) rewolucja, krwawa czy bezkrwawa, musi zakończyć się zwycięstwem. Armie tyranów, po pierwsze, zawsze są mniej liczne od mas, po drugie składają się z żołnierzy walczących wbrew własnym interesom, czyli mniej skłonnych do poświęcenia, więc mniej skutecznych od powstańców świadomych walki o swoje [7].

Wszyscy muszą się zmienić

Cała nadzieja naszej przyszłości – pisze Kamieński – jest w postępie naszych narodowych pojęć, za którym idzie niechybnie skuteczne powstanie [8]. Powstanie narodowe tak ściśle ma być spojone z rewolucją społeczną, że nie da się ich oddzielić.

Myślenie Kamieńskiego o niezbędności rewolucji jest tak radykalne, że aż paradoksalne. Co prawda inne narody europejskie nie zgotowały swoim ludom losu tak opłakanego jak Polacy; co prawda to właśnie polska szlachta ma wobec polskiego ludu najwięcej grzechów – ale w dziejowej perspektywie fakty te mogą przynieść nam więcej korzyści niż strat. Ludy zachodnie – dla Kamieńskiego szczególnie jaskrawy jest tu przykład Francuzów – nie zyskały wcale bezwzględnej wolności i równości, bo też wartości te nigdy nie były dla nich najistotniejsze. Rewolucja francuska przyniosła ludowi sporo ustępstw ze strony klas panujących, ale te ustępstwa spowodowały wyhamowanie rewolucyjnej energii, która dodatkowo wyczerpała się w wojennych przedsięwzięciach Napoleona, dalekich od rewolucyjnych celów. Teraz więc Francuzi są zdolni najwyżej do krótkich zrywów, które w żaden sposób nie są w stanie zagrozić istniejącemu stanowi rzeczy. Inaczej z Polakami zahartowanymi przez dotychczasową niewolę. Szlacheckie pragnienie wolności, które zlałoby się z ludowym poczuciem społecznej krzywdy i poniżenia, miałoby gigantyczną rewolucyjną siłę.

Ale warunkiem tego jest – jak wielokrotnie sugeruje Kamieński – rzeczywiste zlanie się tych tworzących naród świadomości, a nie, jak twierdziło wielu jego współczesnych, jedynie przekazanie ludowi szlacheckich wartości. Szlachta tak samo musi uwewnętrznić chłopskie poczucie krzywdy i poniżenia, które w połączeniu z jej własną dumą uwewnętrznioną przez przedstawicieli ludu stworzy piorunującą rewolucyjną mieszankę [9].

Kamieński wierzy w to, że duża część polskiej szlachty dojrzała już do zrozumienia anachroniczności, niesprawiedliwości i nieracjonalności swojej uprzywilejowanej pozycji, która musiała przynieść upadek Polski. Szlachta jest dla powstania i dla przemienionego narodu bardzo potrzebna, ponieważ może podjąć się zadania oświaty ludu. Oświata jest zresztą rozumiana przez Kamieńskiego jako propagowanie „wiary demokratycznej”, potrzeby wolności oraz niezgody na poniżenie, a więc działanie, które wymaga od szlachty zaprzeczenia interesom stanowym lub osobistym. To właśnie stan wyższy będzie musiał na skutek powstania i rewolucji stracić najwięcej, ponieważ najwięcej teraz posiada. Ale ma to głębokie znaczenie moralne i praktyczne dla rewolucji. Ludzie wyższego stanu przyczynić się mogą przykładem widoczniejszego poświęcenia i każdy z nich pojedynczo wzięty uczyni więcej wrażenia na ludzi [10] niż ktokolwiek z niższego lub średniego stanu.

Naród może istnieć bez elit

Szlachta musi jednak pamiętać o tym, że nieunikniona rewolucja udać może się także bez niej, choć z pewnością byłoby to ze szkodą zarówno dla samej rewolucji, jak i dla powstałego wskutek niej narodu. Gdyby szlachta jednak trwała przy dawnych wyobrażeniach, broniła własnej elitarności [11] i uprzywilejowanej pozycji, rewolucja mogłaby przybrać krwawy, bratobójczy obrót i nie sprzęgnąć się z narodowym powstaniem. Kamieński postuluje najpierw przymuszanie za pomocą krwawego terroru, a później szczególnie surową rozprawę z tymi przedstawicielami wyższego stanu, którzy będą sprzeciwiać się połączeniu narodowego powstania z ludową rewolucją społeczną. Skoro śmierć reakcjonistów będzie jedyną szansą dla nadania rewolucji także narodowowyzwoleńczego charakteru, należy tę szansę wykorzystać. Naród bez szlachty może istnieć. Bez ludu nie może.

Szczególną rolę zarówno w przygotowaniu i przeprowadzeniu powstania, jak i w tworzeniu nowego narodu przewiduje Kamieński dla „stanu średniego”. Autor „Katechizmu demokratycznego” poniekąd tworzy taką kategorię społeczną, zaliczając do niej te warstwy, które nie utrzymują się – jak stan wyższy – ani z poddaństwa innych, ani – jak lud, stan niższy – nie żyją w poddaństwie. Stan średni to nie tylko drobnomieszczaństwo, rzemieślnicy, drobni kupcy, ale także czy przede wszystkim niezliczeni wiejscy oficjaliści i ekonomowie. Stan średni może pełnić funkcję mediatora między nienawidzącymi się i nierozumiejącymi nawzajem klasą wyższą i zniewolonym ludem, ponieważ do obu jest mu blisko. Z ludem dzieli ubóstwo i życiową konieczność przyjęcia znienawidzonej uniżonej postawy wobec wyższych od siebie. Ze stanem wyższym łączy go możliwość kształcenia się oraz aspiracje do lepszego życia. Ponieważ ludzie stanu średniego na co dzień obcują z ludem, mogą więc aktywnie działać na rzecz jego oświaty, a więc zaszczepienia aspiracji społecznych i przekonania, że to właśnie powstanie narodowe i zwrócenie się przeciwko zaborcom awansuje lud do roli narodu, nada mu godność i lepszy los.

Rewolucyjne przemiany polskiego narodu muszą być oparte na powszechnym i bezwzględnym wyzwoleniu i uwłaszczeniu chłopów, oddaniu im tej ziemi, na której pracują. Ziemia do wszystkich ludzi zarówno należy i wszyscy jednakie mają do niej prawa. […] Prawo do ziemi jest właściwie prawem do życia [12] – twierdził Kamieński. Jednak w tym miejscu radykalizm myśliciela – i właściciela dużego folwarku na Chełmszczyźnie – ustępował miejsca obawie, że szlachta przerażona wizją utraty majątku odwróci się od powstania. Chłopi mieli więc dostać na własność wyłącznie ziemię przez siebie użytkowaną, a folwarki pozostałyby w szlacheckich rękach. Czy było to kunktatorstwo, czy też taktyczne przemilczenie dalszych przemian, do których (jak można sądzić z wyrażanego w pismach Kamieńskiego przekonania o niemoralności wielkiej własności ziemskie) musiałoby dojść już po zwycięstwie powstania? Trudno powiedzieć. Mimo to przekonanie, że lud – wolny i uwłaszczony, z własnością jako gwarancją wolności – będzie stanowił podstawę nowego narodu, jest u Kamieńskiego dominujące.

Wszystkie stany są jednak nowej Polsce niezbędne, bo każdy z nich wnosi do narodu własne doświadczenie i wartości. Ludowi potrzeba szlacheckiej godności i wysokich aspiracji tak samo, jak szlachcie ludowego zakorzenienia w życiu i pracy. Szlachecka pycha i chłopskie poniżenie mogą spotkać się w postaci polskiej narodowej dumy. Dopiero naród będący syntezą ludowego i szlacheckiego doświadczenia ma szansę nie tylko na zwycięstwo w powstaniu i samodzielne istnienie, ale także na wskazanie innym nacjom drogi do wyzwolenia i godnego bytu.

Cała władza w ręce ludu!

Kamieński, mówiąc o przyszłej rewolucji, jest absolutnie przeciwny popularnemu wśród pisarzy i myślicieli romantycznych poglądowi, że na czele powstania, które doprowadzi do odbudowania Polski, powinna stanąć charyzmatyczna jednostka (albo sprzysiężenie, rząd czy dynastia złożone z takich jednostek), która będzie uosabiać najlepsze cechy narodu, a także precyzować jego cele i dążenia. Wiara w osobistą charyzmę przywódców niejednokrotnie doprowadziła już powstańcze przedsięwzięcia Polaków do klęski, i to bynajmniej nie dlatego, że nie trafiono do tej pory na jednostkę odpowiednio obdarzoną cnotami i wolą. Oczekiwanie od jednostki, że zapomni o własnych celach, uprzedzeniach czy korzyściach jest zawsze naiwne. Podobnie jak oczekiwanie, że jednostka przekroczy pojęcia wpojone jej przez własną klasę. A ponieważ charyzmę przypisuje się z reguły właśnie przedstawicielom stanu wyższego, przy powierzeniu przywództwa jednostce wszelkie powstańcze działania cechują się partykularnymi, stanowymi celami klasy wyższej. To nie charyzma, nie jednostkowy geniusz czy władza dynastii, ale zasady mają być skalą na każdego człowieka publicznego; najwyższym prawem, do którego ma się stosować; w obrębie którego ma działać koniecznie. Ten zatem, który te zasady, to najwyższe prawo stanowi: duch publiczny, lud, jest rzeczywiście najwyższym władcą, a natenczas dopiero władzę swoją wywierać może, władzę którą ma de facto, kiedy te zasady rozwinie, za prawo najwyższe położy, ich wykonania strzeże. W takim razie rząd, ster, nie jest władzą; jest tylko narzędziem wykonawczym najwyższej woli objawiającej się przez duch publiczny w braku wyraźnej, że tak powiem: urzędowej, formy. Natenczas, czy ten rząd z jednej lub więcej osób się składa, jest rzeczą obojętną, od towarzyszących okoliczności zależącą [13].

Polski duch publiczny, wypowiadany głosem całego narodu, powinien więc mieć prawo i obowiązek natychmiast odwołać rządzących (czy, jak chyba lepiej byłoby w tym przypadku powiedzieć: zarządzających), jeśli zostanie stwierdzona ich prywata, klasowy partykularyzm lub nieudolność. „Sternikom sprawy” nie należą się żadne przywileje, cześć czy specjalne prawa. Mają być wybierani nie jednorazowo, ale permanentnie, stale kontrolowani i oceniani pod kątem użyteczności we wprowadzaniu w życie zasad, którymi kieruje się lud. Absolutnie więc, nawet w sytuacji militarnego zaangażowania, na czele narodu nie powinni stać dyktatorzy, lecz urzędnicy całkowicie zależni od ludowej zwierzchności.

Kamieński mówi tu o władzy w czasie powstania, jednak proponowane przez niego rozwiązania dotyczące władzy odnoszą się nie tylko do sytuacji nadzwyczajnych. Władza, podobnie jak ziemia, mocą prawa przyrodzonego należy się bezwzględnie i wyłącznie ludowi, który może jej sprawowanie powierzyć swoim przedstawicielom. Despotią jest nie tylko ta władza, która przejmuje rządy nad narodem na drodze uzurpacji (monarchia, oligarchia, arystokracja). Staje się nią także ta otrzymana z poręki ludu, gdy sprzeciwi się „duchowi publicznemu”. A że despotia w Polsce jest znienawidzona, biada tyranom, którzy by się tu objawili.

Idee żyją mimo zwątpienia

Henryk Kamieński w 1845 r. został przez władze carskie aresztowany i za swą działalność i publicystykę skazany na trzyletnie zesłanie w głąb Rosji. Gdy tam przebywał, w 1846 r. w kraju doszło do takiej właśnie katastrofy, jakiej za wszelką cenę chciał zapobiec. Fatalnie przygotowane narodowe powstanie spaliło na panewce, wybuchła zaś, z inspiracji zaborcy, zadawniona chłopska nienawiść wobec szlacheckich ciemiężców. Po rozpaczliwych próbach przyciągnięcia ludu do powstania zginął Edward Dembowski, kuzyn i towarzysz Kamieńskiego w narodowej działalności.

Nasyciwszy w rabacji galicyjskiej żądzę zemsty i mordu, lud zadowolił się nagrodą od zaborcy w postaci rozpoczęcia procesu uwłaszczenia. Postrzegał teraz cesarza i jego instytucje nie jako tyrana, ale dobroczyńcę, któremu należy się wdzięczność. Szlachta zaboru rosyjskiego bardziej niż o braterstwie z ludem myślała o tym, by uprzedzić nieuchronne zniesienie feudalnych stosunków gospodarczych i na gwałt próbowała zapobiec stratom, uwalniając chłopów od pańszczyzny i rugując z użytkowanych przez nich gospodarstw.

Kamieński powrócił do kraju, w którym idea narodowego powstania przeprowadzonego łącznie z socjalną rewolucją wydawała się już zupełnie nierealna. Na zesłaniu przekonał się dobitnie, że wbrew polskim nadziejom Rosja nie jest bynajmniej kolosem na glinianych nogach, a lud rosyjski wcale nie marzy o rewolucji i odmianie swego złego losu. Widział teraz świat i polską sprawę bez rewolucyjnego optymizmu i entuzjazmu. Wiarę w przemienienie narodu w zupełnie nową jakość zamienił na tradycjonalizm i gorzkie dla rewolucjonisty przekonanie, że ochrona narodowej substancji ważniejsza jest niż marzenia o kraju równych i wolnych ludzi.

A jednak przetrwały i w wielu ważnych dla naszego kraju momentach odzywały się narodowe idee Kamieńskiego: przekonanie, że Polacy winni być wspólnotą etyczną, a nie etniczną; że warunkiem zaistnienia takiej wspólnoty jest włączenie do niej każdego na jednakowych zasadach; że świadomość narodu jest syntezą doświadczeń i przekonań wszystkich jego warstw, a nie tylko doświadczeniem i światopoglądem elity narzuconym masom; że niewola, niesprawiedliwość i okrucieństwo, których Polacy doznali od Polaków, tworzą zarówno moralną powinność, jak i predestynują nas do dbałości o stworzenie narodowych więzi w duchu wolności, równości i braterstwa; że naród winien szukać w historii raczej wiedzy o przyczynach swojego kształtu i położenia niż potwierdzenia własnych wyobrażeń i łatwego pokrzepienia; że wszyscy uczestnicy narodowej wspólnoty powinni ponosić wyrzeczenia na jej rzecz, a największe ci, którzy mają najwięcej; że Polacy nie potrzebują nad sobą rządów, choć bardzo potrzebują sprawnego zarządu.

A że idee są nieśmiertelne, może jeszcze kiedyś warto będzie do nich sięgnąć?

Jarosław Górski
____________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w kwartalniku „Nowy Obywatel” nr 59, wiosna 2013. Rysunek w tekście pochodzi z PPS-owskiego pisma „Głos Kobiet”.

Przypisy:

1. H. Kamieński, O prawdach żywotnych narodu polskiego przez Hipolita Prawdoskiego, Bruksela 1844, s. VI-VII.
2. Ibid., ss. 33-34.
3. Ibid., s. 56.
4. Na tyle szacuje Kamieński liczbę Polaków. Stanowczo zbyt optymistycznie. Polska we wszystkich trzech zaborach utraciła na rzecz zaborców ok. 11 mln mieszkańców.
5. Pogląd Kamieńskiego na rewolucyjny bądź reakcyjny charakter Konstytucji 3 maja nie jest konsekwentny. W „Prawdach żywotnych…” i „Katechizmie demokratycznym” kilkakrotnie podaje ten akt jako przykład zrozumienia przez szlachtę konieczności rezygnacji z części (na razie) przywilejów.
6. Ibid., s. 46.
7. Czymże jest w porównaniu mas drobna garstka siepaczy despotyzmu! – ibid., s. 49.
8. Ibid., s. XV.
9. Poczucie tego, że rewolucja i narodowe powstanie wymagają nie tyle oświecenia ludu przez szlachtę, ale idącego z obu stron wysiłku zmierzającego do wzajemnego oświecenia się, dzielił Kamieński ze swoim kuzynem, także wybitnym rewolucyjnym i niepodległościowym myślicielem i działaczem, a w roku 1846 faktycznym przywódcą powstania krakowskiego, Edwardem Dembowskim (1822-1846). Dembowski, z urodzenia arystokrata, chadzał w chłopskiej sukmanie, co – dużo wcześniej zanim taki gest zdewaluowała młodopolska ludomania – było symbolem konieczności oddania przez szlachcica chłopom części własnego splendoru i godności, a przyjęcia ich wartości, a także – co nie mniej ważne – zrównania stylu i poziomu życia.
10. H. Kamieński, Stan średni i powstanie, Warszawa 1982, s. 89.
11. Ibid., s. 113.
12. H. Kamieński, Filozofia ekonomii materialnej ludzkiego społeczeństwa z dodaniem mniejszych pism filozoficznych, Warszawa 1959, s. 253.
13. H. Kamieński, O prawdach żywotnych…, s. 29.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *