Arnold Kwietniowski

Oderwani od Macierzy (Polacy na Śląsku Cieszyńskim)

[1921]

Zostaliśmy sami. Oderwano nas przemocą od środowiska, do którego od lat dziesiątków lgnęliśmy, od środowiska, z którym zrośnięci byliśmy tysięcznymi więzami. Oderwano nas od kraju i ludzi, z którymi dziesiątki lat pracowaliśmy i którzy życie całe, najlepsze swoje siły zużytkowali na pracy wśród śląskiej klasy robotniczej.

Interes kapitalistów francusko-czeskich oderwał okręg przemysłowy Śląska Cieszyńskiego od Polski, do której tutejsza klasa robotnicza chciała należeć. I kapitaliści ci sprawili, że znajdujemy się – wbrew naszej woli – pod rządami czesko-słowackimi.

Na olbrzymich manifestacjach lud śląski, po rozgromieniu Austrii, wyrażał niejednokrotnie swą wolę należenia do Polski. Tymczasowe rządy na Śląsku Cieszyńskim, reprezentowane z jednej strony przez polską Radę Narodową, z drugiej przez czeski Narodni Vybor, zawarły w dniu 5 listopada 1918 r. umowę, przydzielając polskie gminy pod administrację polską, gminy zaś czeskie – pod administrację czeską. Ale Czesi umowę tę haniebnie złamali, napadając znienacka na bezbronnych Polaków. Było to w dniu 23 stycznia 1919 r., gdy śląski pułk ruszył pod Lwów. 8 lutego zaś podpisał Roman Dmowski w Paryżu układ ze swymi braćmi czeskimi, pozostawiając cały okręg przemysłowy daleko poza linią 5 listopada Czechom. Układ ten podpisał Dmowski wówczas, gdy wojska polskie zwyciężyły, gdy odrzuciły Czechów od linii Wisły i mogły w zwycięskim pochodzie odebrać im Śląsk.

Rozpoczęła się o Śląsk walka dyplomatyczna za granicą, rozgorzała walka polityczna wewnątrz kraju. Ustanowiony przez Radę Ambasadorów plebiscyt nie doszedł do skutku, bo zachęceni przez czechofilskich Francuzów Czesi wprowadzili do walki politycznej – pałki i rewolwery. Wreszcie, po półtorarocznej zaciętej walce – gdy bolszewicy zbliżali się pod Warszawę – Rada Ambasadorów „rozstrzygnęła” sprawę Śląska Cieszyńskiego, pozostawiając 150 000 Polaków wraz z całym okręgiem przemysłowym przy republice czechosłowackiej.

I odtąd zaczyna się nasza tragedia. Odtąd przechodzimy krwawą drogę męczeńskiej Golgoty. Odtąd czujemy przekleństwo polityki endeckiej, czujemy je na własnych barkach.

Dzień 28 lipca 1920 roku będzie dla polskiego ludu na Śląsku Cieszyńskim krwawym wspomnieniem strasznej krzywdy, spowodowanej przez Grabskich, Paderewskich i Dmowskich. Bezbronny lud musiał przypatrywać się, jak Czesi – w dniu 10 sierpnia – zabierali naszą ukochaną śląską ziemię piastowską…

Więc zostaliśmy odcięci od Polski i pozostawieni sami sobie. Kraj przedzielono na dwie części. Trzeba było jednak zabrać się do roboty. Niełatwa to była jednak rzecz: najlepsi nasi mężowie zaufania opuścili część przypadłą Czechosłowacji. Odeszli: tow. tow. Reger, Kunicki, Kłuszyńscy, Machaj, Pytlik, Papuga, Kubowicz – słowem wszyscy wybitni działacze partyjni, wszyscy ci, którzy w krwawej i znojnej pracy stworzyli potężny ruch robotniczy polski na Śląsku Cieszyńskim. Odeszli – i pozostała po nich pustka. Ale nie tylko oni odeszli. Poszli dobrowolnie ci, którzy nie chcieli zostać pod rządami zaborcy, innych zaś wypędzili Czesi za pomocą prześladowań politycznych. Siły nasze były mocno rozproszone.

Trzeba było jednak zbierać niedobitki, trzeba było na nowo zszeregować naszych ludzi.

Zaczęły się prześladowania i represje. Czesi rzucili postrach na naszych ludzi. Organizowanie partii było rzeczą nad wyraz trudną. Czechosłowacka socjalna demokracja, upojona szałem zwycięstwa – była nieprzystępna. Jedynie niemieccy towarzysze, będący w podobnej jak my sytuacji, szli nam na rękę. Słabsze jednostki, zwłaszcza w Karwinie, opuściły ręce. Komuniści „polscy”, ukrywający się w Wiedniu, Berlinie i Pradze, przybyli tu, w tym ogólnym zamieszaniu – na żer. Przyciągali ludzi groźbami, pieniędzmi i kłamliwymi obietnicami.

Po rozstrzygnięciu sprawy cieszyńskiej znajdowały się na terenie czeskim dwie polskie polityczne organizacje socjalistyczne. Jedna – PPS, druga zaś – PPSD. Pierwsza była częścią składową PPS w Polsce, druga zaś została założona w czasie przygotowań plebiscytowych przez Chobota i jego ubogich na duchu zwolenników [chodzi o Emanuela Chobota i radykalnie lewicową Polską Partię Socjaldemokratyczną Śląska Cieszyńskiego (PPSD) – przyp. redakcji Lewicowo.pl]. Zrozumieliśmy, że mimo różnic, jakie panują pomiędzy tymi dwoma obozami, że mimo braku wszelkich kwalifikacji moralnych u ostrawskich wodzów PPSD – należy jednak poczynić kroki do zjednoczenia obu obozów. Rokowania zrazu rozbiły się o złą wolę wodzów PPSD i o ich zachłanne i nieprzejednane stanowisko do wszystkiego, co polskie, a zwłaszcza do wszystkiego, co z Polski pochodzi. Mimo to usiłowania nasze szły w kierunku zjednoczenia. Zjednoczenie istotne dokonane zostało 20 lutego r. b. Na Zjeździe esdecy ostrawscy, wbrew poprzedniej umowie, potrafili przeforsować swoją większość do zarządu partyjnego dzięki temu jedynie, że nie chcieliśmy na Zjeździe psuć harmonii i do młodej zjednoczonej partii wnosić fermentów.

Natychmiast po połączeniu widzieliśmy, do czego zmierzają chobotowcy. Byli oni w zmowie z czeskimi komunistami i mieli z ich polecenia okupować partię naszą. Toteż natychmiast rozgorzała walka o mandaty. Chobot za wszelką cenę chciał zostać przewodniczącym. Ale to samo już oznaczałoby rozłam, bo osoba jego jest wielce niepopularną wśród ogółu polskich robotników, nie tylko wskutek jego haniebnego stanowiska w czasie plebiscytowym, ale także i z powodu innych jego sprawek. Na przewodniczącego nowej, zjednoczonej Polskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej w Czechosłowacji wybrano tow. Karola Pustówkę, na sekretarza tow. Augustyna Łukosza, na kasjera tow. Piotra Kornutę, starego, zasłużonego działacza partyjnego. Wichrzenia komunistów jednak nie ustawały. Przygotowywali się do zamachu na partię, ale w tym przeszkadzali im świadomi swych celów i haseł towarzysze. Wreszcie, gdy w dniu 23 maja (w tydzień po zjeździe czeskich komunistów) komuniści jednym głosem większości przeprowadzili na zarządzie partyjnym uchwałę o przyłączeniu się partii do III Międzynarodówki [komunistycznej], przyszło do rozłamu. Uważaliśmy, że komuniści przez tę uchwałę sami postawili się poza nawias partii i wyznaczono na ich miejsce siedmiu innych towarzyszy do zarządu partyjnego. Ale komuniści nie dali za wygraną. Dnia 25 maja napadli pod kierownictwem Lizaka i Goetzego (ten ostatni pochodzi z Galicji) na redakcję „Robotnika Śląskiego”, obezwładnili autora tych słów, obstawili wejścia i, załadowawszy inwentarz i kasę „Robotnika Śląskiego” na czekające dwa automobile ciężarowe, odjechali do Ostrawy. Wśród robotników zawrzało. Napływały do sekretariatu partyjnego liczne protesty przeciwko zamachowi komunistów na mienie robotnicze i wyrażano kierownictwu partii słowa uznania i zachęty do dalszej pracy. Dzięki wysiłkom kilku towarzyszy „Robotnik Śląski” nie przerwał ani jednego dnia swego wydawnictwa, Teraz dopiero po raz wtóry okazało się, że robotnicy śląscy wierni są ideałom polskiego socjalizmu.

Wskutek nacisku opinii robotniczej komuniści przywieźli z powrotem w miesiąc późnej zrabowane meble na tych samych autach ciężarowych, na których je odwieźli do Ostrawy.

Dziś partia nasza, czująca się ideowo związaną z walczącym proletariatem w Polsce, stoi na mocnych fundamentach, czego dowodem są: 43 komitety lokalne Polskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej na Śląsku i Morawach. Przeprowadziliśmy już niejedną akcję obronną na korzyść proletariatu polskiego w Czechosłowacji i prowadzimy w dalszym ciągu wytrwałą walkę o szkolnictwo nasze, gnębione przez Czechów, o prawa obywatelskie, obcinane przez nich, i możność życia w tych ciężkich nad wyraz warunkach.

Najwięcej oczywiście ucierpiały pod rządami czeskimi nasze szkoły polskie. W ubiegłym roku Czesi bezprawnie zamknęli 23 szkoły polskie, do których uczęszczało około 5000 dzieci. Dotychczas szkół tych nie otwarto.

Wielką krzywdę wyrządza nam rząd czeski przez ciągle wydalanie robotników polskich bądź z pracy, bądź też z republiki.

Samorząd gminny oddano w ręce mianowanych komisarzy, często nałogowych pijaków i ludzi nie mających zaufania wśród i ludności.

I wiele jeszcze innych krzywd można wyliczyć, krzywd, które godzą po prostu w możność naszej egzystencji, ale ograniczam się do powyższych tylko, nie mówiąc o represjach politycznych i osobistych prześladowaniach.

Z pism polskich socjalistycznych wychodzą „Robotnik Śląski” jako dziennik oraz „Tygodnik”. Poza tym komuniści wydają raz na tydzień „Głos Robotniczy” (komuniści wydawali najpierw dziennik, potem pismo 2 razy w tygodniu, a od trzech miesięcy raz na tydzień).

Świetnie rozwija się polskie stowarzyszenie oświatowo-gimnastyczne „Siła”. Posiada ono przeszło czterdzieści kół miejscowych i wydaje swój organ popularno-naukowy pt. „Oświata”, wychodzący pod redakcją niniejszego autora raz na miesiąc. W dwudziestu kilku kołach odbywają się regularne ćwiczenia gimnastyczne dla młodzieży robotniczej, a od 1 września r. b. ustanowiony został specjalny instruktor gimnastyczny „Siły” – tow. Józef Hess. Doskonale rozwijają się też kluby sportowe „Siły”, których jest 6 na Śląsku.

Tak samo rozwijają się wspaniale nasze spółdzielnie robotnicze. Istniejący tu Związek Polskich Robotniczych Stowarzyszeń wydaje własny organ, miesięcznik „Przegląd Spółdzielczy”.

Dawne klasowe organizacje zawodowe polskie zostały przyłączone jako sekcje polskie do czechosłowackich związków. Dla polskich robotników wychodzą dwa pisma: „Związkowiec” (nakład 18 000) oraz „Gazeta Górnicza” (nakład 13 000). Poza tym wychodzi bezpartyjne pismo narodowe „Gazeta Kresowa”. Reprezentuje ona dawnych zwolenników Związku śląskich katolików oraz PSL. Te dwa kierunki reprezentowane są przez kilkunastu inteligentów, głównie nauczycieli. Organizacji żadnych nie posiadają.

Tak na ogół przedstawia się sytuacja w oderwanej od swej Macierzy Polskiej ziemi śląskiej. Narzuconą ludowi śląskiemu walkę z najazdem o najświętsze prawa swoje – lud śląski prowadzić będzie nadal póty, póki nie zniknie z ziemi tej krzywda, póki nie zapanuje Sprawiedliwość.

Arnold Kwietniowski
Frysztat, w październiku 1921 r.
_________________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu Robotniczym PPS na rok 1922”, Nakładem Księgarni Robotniczej, Warszawa 1922. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *