Nikodem Kasperek

O prawo do ziemi

[1935]

Utarło się powszechnie przekonanie, że za pieniądze można wszystko dostać, czyli zaspokoić wszelkie pragnienia człowieka. Zaś największym pragnieniem rolnika jest zwykle posiadanie jak największego obszaru ziemi i gdyby tylko zdobył odpowiednią sumę pieniędzy, to może zaraz pragnąłby kupić sobie tyle ziemi, ile posiada pan na sąsiednim dworze. Wprawdzie obowiązujące dziś prawo nie stałoby mu na przeszkodzie, ale czy posiadanie przez jednego człowieka wielkiego obszaru ziemi jest rzeczą sprawiedliwą i zgodną z zasadami etyki chrześcijańskiej – oto pytanie, na które postaramy się poniżej znaleźć odpowiedź, aby zrozumieć, czy chłopu wolno pragnąć posiadać wielki majątek ziemski, ażeby przede wszystkim ocenić, czy panowie posiadają słusznie albo niesłusznie wielkie obszary gruntu.

Zdrowy rozsądek mówi nam, że tkwi w tym jakaś wielka niesprawiedliwość. To, że domy, narzędzia, fabryki, maszyny, ubrania są czyjąś własnością, to jest rzeczą zrozumiałą, bo do powstania ich potrzeba było pracy człowieka, ale czyż człowiek przyczynił się również do powstania ziemi? Już małe dziecko odpowie nam, że niebo i ziemię stworzył Pan Bóg. Dalej nasuwa nam się pytanie, dla kogo Pan Bóg tę ziemię stworzył? Odpowiedzi nie musimy daleko szukać, bo od księdza z ambony wiemy, że Pan Bóg najbardziej kocha tych biednych i maluczkich. Jeżeli tak, to też tylko dla nich mógł ten nasz stwórca ziemię przeznaczyć, pod warunkiem, że będą na ziemi pracowali. Innymi słowy, tylko ten może być właścicielem ziemi, kto na niej bezpośrednio pracuje. Ponieważ zaś człowiek nie może bezpośrednio pracować na większym obszarze, dlatego też nie może on być właścicielem wielkiego obszaru ziemi. Jeżeli dziś istnieje wielka własność ziemska, to powstała ona z rabunku, grabieży i przemocy silniejszego nad słabszym.

Historia uczy nas, że w taki właśnie sposób zdobyli panowie wielkie obszary ziemi. Celem uprawy tych obszarów podbili szerokie warstwy chłopstwa, uciskali je i znęcali się nad nimi w okropny wprost sposób, ażeby wycisnąć z chłopa wszystko, co się da. Podatków zaś ta nasza kochana szlachta wcale nie płaciła, a wszystkie dochody zużywała na pijatyki i wystawne życie.

Kiedy zaś Polska znalazła się w niebezpieczeństwie, to jaśniepanowie uchwalili wprawdzie podatek na wojsko, ale go nie popłacili i słaba Polska dostała się w ręce wrogów. Zdawałoby się, że po tak wielkim nieszczęściu panowie opamiętają się i poczną się z ludem inaczej obchodzić, ażeby później razem wystąpić przeciwko wrogom.

To jednak niestety nie nastąpiło i chłopi przez wiele lat znosili jeszcze cierpliwie bat pańszczyźniany. Wielka to hańba dla naszych panów, że zniesienia pańszczyzny dokonały… rządy zaborcze.

Pod koniec ubiegłego stulecia zaborcy rozpoczęli coraz to silniej wynaradawiać Polaków. Wtedy to wielu panów zapomniało po polsku mówić, a tylko chłop strzegł silnie mowy ojców.

Tak się przedstawia mniej więcej sprawa gospodarowania ziemią w naszej przeszłości historycznej. Szlachta dzierżyła przez wieki całą ziemię w swych rękach, gnębiła i uciskała lud, a w zamian za to dała państwu więcej szkody niż pożytku. W chwili odrodzenia Polski jeszcze połowa ziemi była własnością wielkich posiadaczy ziemskich. Czy stan taki ma jeszcze nadal trwać? Na pytanie to pragnę odpowiedzieć nie pod kątem widzenia dobra jednej lub drugiej klasy, w danym wypadku obszarników albo chłopów, lecz ze stanowiska interesu ogólnopaństwowego. Z historycznego doświadczenia wiemy doskonale, jaką wartość przedstawia dla państwa kilka tysięcy zdegenerowanych, wyjałowionych i niezdolnych do pracy twórczej jaśniepanów. Ludzie ci tęsknią tylko do minionych czasów i pragnęliby wrócić do władania ziemią przy pomocy bata, łaszą się więc każdej władzy, ażeby tylko zyskać aprobatę na swoje czyny. Rezultat zaś jest taki, że pańszczyzna panuje nadal, tylko przybrała formy bardziej nowoczesne, a treść pozostała ta sama. Taki stan nie może trwać nadal. Chłop musi poczuć swoją godność osobistą, musi poczuć, że jest w pełni praw obywatelem, a nie tylko dojną krową w czasie pokoju i mięsem armatnim w czasie wojny. Tymczasem chłop czuje dziś, że dzieje mu się ogromna krzywda. Jego światopogląd jest zbyt wąski, sam nie potrafi doszukać się źródła gnębienia, a tumaniony przez różne piśmidła, klnie na każdego „u góry” i złorzeczy wszystkiemu, przy czym często przekleństwa te padają pod właściwym adresem. Ażeby nie być gołosłownym, podam poniżej słowa, jakie usłyszałem z ust chłopa, który przeszedł całą wojnę, powstanie wielkopolskie i wojnę bolszewicką: „Jak powstawała Polska, to nóm obiecywali złote góry, mówili, że jak wywalczymy wolności, to kóżdyn dostanie tyle ziymi, doś bydzie chcioł. I to my poszli na powstanie, przepyndziyli szwabów i bolszewików, nie lo tego, aby sie kto tylko ło te ziymie łakómił, ale my chcieli mieć wolność i Polskę, któróm pany przeżarły i przepiły. I jak tedy ta Polska nastała, to pany łby pochowały i siedziały cicho za piecym. A teroz to sie te parchy znowu skądsi powynojdywały i chcóm nami rzóndzić i człowiek nimo nijakiygo prawa, ale to nos mocno pokorało i jak by tak roz kiedyś jeszcze co do czego przyszło, to my im nasrómy…”. Z tych prostych a szczerych słów widzimy, że chłop przedstawia bardzo dobry materiał na obywatela-patriotę. Nie kto inny, jak tylko chłop uświadomiony może być najlepszą gwarancją naszych granic. Ale widzimy również, że w duszy chłopa zrodziły się już dziś iskierki nie bardzo państwowotwórcze. Te destruktywne prądy można zamienić na energię twórczą pod warunkiem, że państwo weźmie chłopa pod swoją opiekę, że tego, który ma ziemię, uzna za obywatela o pełni praw, a tym, którzy ziemi posiadają mało, albo nie posiadają jej w ogóle – odda nadto we władanie ziemię wielkich posiadaczy dworskich.

Wywłaszczenie wielkiej własności ziemskiej bez odszkodowania jest tylko częściową naprawą wiekowej niesprawiedliwości i leży w interesie największego dobra państwowego.

Wprawdzie ustawą taką nie zadowoli państwo kilku tysięcy zdegenerowanych pasożytów, ale w zamian za to zyska ogromny kapitał – kilka milionów ludzi poczuje się obywatelami, kilka milionów obywateli zwiąże się z ideą państwową węzłem nierozerwalnym.

Miliony ludzi, którzy dziś uważają się za niepotrzebnych, poczują swoją godność i wartość w budownictwie wielkiego gmachu państwowego. Ilość biernych obywateli, czekających tylko pomocy państwa, zmniejszy się bardzo znacznie na rzecz obywateli pracujących twórczo.

Wywłaszczenie wielkiej własności ziemskiej bez wynagrodzenia leży w pierwszym rzędzie w interesie państwa, a potem dopiero w interesie chłopów.

Domagać się wywłaszczenia panów z wielkich obszarów ziemi bez wynagrodzenia, to znaczy domagać się sprawiedliwości.

Nikodem Kasperek
___________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Chłopskie Życie Gospodarcze” nr 5/1935. „Chłopskie Życie Gospodarcze” było dwutygodnikiem wydawanym przez osoby związane z radykalnym nurtem w Związku Młodzieży Wiejskiej RP. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *