Jadwiga Borowiczowa

Nie bijmy dzieci

[1927]

Skarżą mi się nieraz dzieci, że je w domu biją. „Kiedy ojciec zły, bije nas zawsze” – mówi 13-letnia dziewczynka – „czy jest, czy nie ma za co”. „Trzeba wtedy ścierpieć, bo gdy się wyrywać, to jeszcze gorzej”. A jej koleżanka Andzia ma już cały system. Należy głowę w przód pochylić, aby uderzenia spadały na kark lub plecy – bo gdy się Andzię w głowę uderzy, to ją potem przez parę dni głowa boli i „lekcje się plączą”. „A Jasia to zupełnie zgłupiała z bicia, bo ją matka wali, czym ma pod ręką”. Chłopaki chwalą się, że nie boli, gdy ich biją. Zbili go w domu, to i co? Korona mu z głowy nie zleciała, a boleć i tak nie bolało. Choć sińce ma i krew mu się nosem puściła, ale honor uratowany, bo „nic nie bolało”.

Bije się dzieci za wszystko. Za złe stopnie w szkole, za niszczenie odzieży, za głośną zabawę, za łakomstwo i za niejedzenie, za kłamstwo i za przemilczanie, za większe i drobne przestępstwa, odbija się na dzieciach własne zdenerwowanie, kłopoty, troski. Bije się dzieci we wszystkich sferach i dziwną pod tym względem solidarność okazują sfery burżuazyjne i proletariackie. Tylko – być może – dzieci burżuazyjne karze się lżej, a dzieci robotnicze bije się bez litości. Nierzadkie są wypadki uszkodzeń cielesnych i zaburzeń nerwowych.

Do sfer burżuazyjnych przenika już powoli myśl zastąpienia bicia innymi karami. Oczywiście, że sferom tym łatwiej dostosować się do najnowszych metod pedagogiki, bo w wychowaniu dzieci pomaga im cały szereg bon, nauczycielek i wychowawczyń, a i matka ma więcej czasu i spokoju, by dziećmi swoimi zająć się cierpliwie.

Gorzej jest w sferach robotniczych, gdzie dzieci jest dużo, czasu i spokoju mało, gdzie zatroskany ojciec i zapracowana matka całą swoją złość na złe warunki życia odbijają nieraz na własnym dziecku.

Nie myśli się wtedy nawet o winie czy karze, odbija się tylko własne zdenerwowanie na dziecku, bo ono właśnie nawinęło się pod rękę.

Nowoczesna pedagogika zmierza do tego, by zarzucić zupełnie karę bicia, jako nie tylko nie prowadzącą do celu, ale wręcz szkodliwą. Bijący kopie przepaść między sobą a bitym, zabija godność ludzką w dziecku i zaufanie do swej osoby. Wpaja w dziecko przekonanie, że tylko brutalną siłą cośkolwiek osiągnąć można. Dziecko bite zatraca w sobie wszelką miękkość i delikatność, bije inne dzieci i nierzadko staje się katem dla młodszego rodzeństwa.

Nauczycielka w Ognisku [Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci] zauważyła, że dzieci, których się w domu nie bije, są łagodniejsze i łatwiejsze do prowadzenia niż te, które się bije. Inny jest też stosunek do rodziców dzieci bitych i nie bitych. Bite na pogróżkę, że się poskarży rodzicom, odpowiadają zazwyczaj z pewnym lekceważeniem: „co mi tam ojciec?! ja mocniejszy od ojca!” lub „a cóż to? czy matka da mi radę?”. Cały autorytet rodziców streszcza się dla tych dzieci w fizycznej przewadze rodziców nad nimi. Dzieci nie bite starają się natychmiast sprawę załagodzić; widać, że ambicja ich cierpi na myśl, że rodzice mogliby się dowiedzieć o ich złym sprawowaniu. O rodzicach wyrażają się z szacunkiem.

Mówi się dzieciom, że nie należy wyzyskiwać swej przemocy nad słabszym, a bijąc dzieci, wyzyskujemy właśnie naszą przemoc nad nimi, wyzyskujemy ich zależność od nas i bezbronność.

Wielu pedagogów, wielu ludzi, którzy dzieci badają i nimi się zajmują, wypowiedziało się w kwestii karania dzieci i – jakkolwiek zdania co do samej konieczności karania, jak również co do rodzaju kar, są podzielone, to jednak wszyscy jednomyślnie twierdzą, że bicie jest złe, szkodliwe i że należy wytężyć wszystkie siły, by dzieci od plagi chłosty uwolnić. Zniesiono ją już dawno przecież dla dorosłych, a zachowano w stosunku do dzieci. I dorosłych chłostano w wyjątkowych wypadkach, dzieci zaś bije się za wszystko.

Dlatego też wierutnym kłamstwem jest bajka o słonecznym dzieciństwie. To tylko my podsuwamy dzieciom obrazki szczęśliwego, beztroskiego dzieciństwa, ale w rzeczywistości nie ma chyba dziecka, szczególnie dziecka proletariackiego, które by szczerze zawołało: „pragnę jak najdłużej pozostać dzieckiem”. Ono pragnie, by skończyło się jego dzieciństwo, tak jak się pragnie końca niewoli.

Posłuchajmy, co dzieci same w kwestii bicia i kar mówią. Przytaczam niżej kilka listów dzieci jako odpowiedzi na ankietę, którą kierownictwo Ognisk Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci rozpisało w sprawie bicia.

Zadano dzieciom 3 pytania, na które musiały odpowiedzieć zaraz, w Ognisku, ażebyśmy mogli mieć pewność, że odpowiedzi są szczere i wolne od wszelkich wpływów zewnętrznych.

Pytania brzmiały:

1) Czy cię biją w domu?

2) Czy karę tę uważasz za dobrą?

3) Jak należy karać dzieci?

Listy przytaczam dosłownie, nie zmieniając ani stylu, ani interpunkcji.

O. O., lat 11

Bicie uważam za złe. Znam jedną dziewczynkę, którą przybrana matka bardzo bije i gdy ona mi opowiada, to robi mi się tak jakby mnie kto bił. I dlatego bicie uważam za niedobrą rzecz. I gdy będę matką nigdy dziecka nie uderzę.

Można dzieci karać, gdy pozbawia się je przyjemności.

H. P., lat 12

W młodszych latach bił mnie Tatuś, ponieważ widział, że z takiej kary staję się gorszą, więc próbował mówić do mnie dobrymi słowami i od tej pory znacznie się poprawiłam. Ale ja znam takie dziewczynki, co mi się żalą, że rodzice biją ich aż do krwi. Karę taką uważam za bardzo złą.

Gdy dziecko niegrzeczne, należy je pozbawiać przyjemności, np. wycieczki, spaceru to dziecko się poprawi.

H. S., lat 11

Uważam bicie za złe. Powinien każdy ojciec czy matka powiedzieć grzecznie, to z pewnością dzieci zrozumiałyby a gdy się krzyczy dziecko się przelęka i nieraz rozchoruje się z tego. Niektóre dzieci jak się je bije to jeszcze gorzej psocą, a to pewnie dlatego że robią rodzicom na złość.

T. Z., lat 13

Mnie mamusia bije, tatuś nigdy. Ja uważam karę bicia za złą dlatego słucham tatusia że mnie nie bije.

D. B., lat 12

Mnie nie biją, wystarczy jak Tatuś na mnie spojrzy albo gdy ja spojrzę na Mamusi bladą, zmartwioną twarz. I bez bicia tulę się wtedy w kąt i zaczynam płakać. Ale znam dziewczynkę którą Tatuś ciągle bije i ona przez to jest poniżona i wszystko jej już jedno. A ona mówiła że gdyby jej Tatuś dobrymi słowami powiedział ona byłaby grzeczna ale że nigdy dobrego słowa nie słyszy sama staje się gorsza. A gdy mamusia chce ją obronić, biedna matka dostaje i wynika straszna bójka.

Bije się tylko zwierzęta a gdy się człowieka bije to staje się jak zwierzę. Uważam bicie za najgorszą karę w świecie.

I proszę bardzo żeby po tym liście wszyscy ci rodzice którzy dzieci biją przestali bić. Spróbujcie dobrymi słowami, przyrzekam że dzieci wasze będą grzeczniejsze.

Ogółem odpowiedziało dzieci 52 (36 dziewcząt i 16 chłopców). Z tych bitych w domu jest 33 dzieci, nie bitych 19 dzieci, a więc 65 proc., czyli około 2/3 wszystkich dzieci są bite, co stanowi bardzo duży odsetek.

Spośród dzieci bitych jest chłopców 12, dziewczynek zaś 21. Na pytanie, czy dzieci uważają karę bicia za dobrą, 20 dzieci wypowiedziało się za biciem, zaś 32 przeciw biciu, a więc jakkolwiek 2/3 dzieci karane są biciem, jednakże tylko 37 proc., a więc nieco więcej niż 1/3 część dzieci wypowiada się za biciem. Z tych 20 dzieci wypowiadających się za biciem jest 12 chłopców i 8 dziewczynek, czyli że 75 proc. ogółu chłopców wypowiada się za biciem, zaś dziewczynek tylko 22 proc.

Najciekawszym jest stwierdzenie, czy za biciem czy też przeciw biciu wypowiadają się dzieci, które same są bite.

Otóż okazuje się, że z nie bitych 19 dzieci tylko 3, tj. 16 proc., wypowiada się za biciem, zaś z bitych 33 dzieci.

Dzieci bite pójdą w życie z zasadą, że tylko siła brutalna coś w życiu znaczy i marzeniem ich będzie: mieć tyle siły, by… bić innych.

Pamiętajmy o tym, karcąc dzieci!

Jadwiga Borowiczowa
_______________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Głos Kobiet”, wydawanym przez PPS, nr 10/1927, październik 1927 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *