Tadeusz Bobrowski

Działalność oświatowa w robotniczych związkach zawodowych

[1913]

Robotnik polski poszukiwany jest na całym świecie jako siła fizyczna, ale tylko tyle. Tam gdzie potrzeba większej rzutkości czy inicjatywy, kończy się rola robotnika polskiego, i to nie tylko zagranicą, ale i w kraju rodzinnym. Powód leży nie tyle w niższym stopniu wykształcenia, co w bierności, w zbytniej, niewolniczej nieśmiałości. Mamy w kraju setki cudzoziemców na stanowiskach majstrów, sztygarów, werkmistrzów itp. kierowniczych posadach, którzy nie wyróżniają się ani inteligencją, ani wykształceniem zawodowym, mają tylko więcej rzutkości i umieją – zarządzać.

Nasz robotnik był i jest zawsze rządzonym i nie miał sposobności samodzielnie myśleć ani o sobie, ani o drugich. Czy to jako proletariusz wiejski, czy jako fabryczny robotnik – zawsze jest ślepą siłą fizyczną. Złożyły się na to stosunki polityczne Polski i wybujałość patriarchalnych zapatrywań polskich warstw wyższych, które niechętnie widzą wszelkie objawy samodzielnego życia wśród podwładnych. Raczej szorstki Czech lub Niemiec niż samodzielny Polak – oto co nie w teorii, za to w praktyce polski spotyka robotnik i co gorzko odczuwa. Mamy w Polsce całe osady fabryczne, gdzie robotnicy Polacy pokornie znoszą najbardziej nieuzasadnione forytowanie cudzoziemców, które najlepsze siły polskie wypędza za granicę.

Ze stanowiska kultury narodowej jest pożądanym, by robotnikowi polskiemu dać jak najwięcej sposobności do rozwoju inicjatywy i rzutkości.

Możność rządzenia sobą i wyrabiania charakteru stwarzają organizacje zawodowe. W nich robotnik poznaje ogrom obowiązków obywatelskich i ogrom braków, którym musi zaradzić. Poczucie odpowiedzialności w organizacyjnej pracy zawodowej w krajach zachodnich wychowało robotników-obywateli. W stowarzyszeniach zawodowych stwarza się odrębny światopogląd robotniczy, kształci ich własna etyka. Skupieni w nich, a oddzieleni prawie zupełnie kulturalnie i towarzysko od innych warstw społecznych, robotnicy przygotowują się do specjalnych zadań, które im narzuca życie społeczne i polityczne. Ale stowarzyszenia zawodowe stały się także silną dźwignią rozwoju kultury. Zainteresowanie sprawami zawodowymi prowadzi do zajmowania się zagadnieniami społecznymi i naukowymi. Wszędzie, gdzie organizacje zawodowe stoją wysoko, podejmują one z zapałem działalność kulturalną. Stowarzyszenie dostarcza robotnikom gazet i książek, wciąga w nowe, bogatsze duchowo życie, pcha ku zaspakajaniu wyższych potrzeb kulturalnych.

Stowarzyszenie zawodowe, skupiające w swoim lokalu dziesiątki i setki członków mających podobny zasób pojęciowy, może łatwo zainteresować ich kwestiami kulturalnymi, kształcić i dostarczać szlachetnej rozrywki.

Na gruncie stowarzyszenia najskuteczniej i najrealniej można wprowadzić robotnika do duchowego życia ludzkości, pokazać mu dorobek narodu i obowiązek jego pomnażania. Sam rozwój działalności związków prowadzi w tym kierunku. Dopomagać mu, wspierać go powinna świadoma działalność oświatowa.

Powinna ona otwierać skarbnicę kultury przed budzącym się życiem duchowym proletariatu, nie usiłując wpływać na zmianę formy i celów zrzeszeń robotniczych. Robotnicy nieufnie patrzą na zrzeszenia kulturalne, tworzone specjalnie dla nich przez warstwy „wyższe”, dlatego że czytelnie dla robotników itp. instytucje organizujące masy noszą charakter filantropijny, częstokroć są pokrywką roboty politycznej usiłującej rozbić stowarzyszenia klasowe. Filantropijna praca oświatowa bywa chwilowo pożądaną dla celów tej lub owej partii politycznej, ale zazwyczaj, prowadzona pod patronatem ludzi z klas wyżej stojących, nie daje robotnikom sposobności myślenia o sobie, bezwiednie proteguje więc bierność i obłudę.

Potrzebom robotniczym odpowiada ten kierunek pracy oświatowej, który stwarza ogniska wiedzy szczerze demokratyczne, bez piętna specjalnego „zniżania się”, zaspakaja w nich potrzeby kulturalne bardziej wyrobionych jednostek i promieniuje do stowarzyszeń zawodowych, kierunek który idzie ku robotnikom bez żadnych ubocznych zamiarów organizacyjnych.

Ideałem pracy oświatowej wśród robotników jest, by sami robotnicy ją organizowali lub wydatnie uczestniczyli w jej organizowaniu. Ludzie nauki zbliżać się winni ze swoim dorobkiem do pracowników fizycznych. Zrzeszenia oświatowe powinny ułatwiać to zetknięcie, powinny uwzględniać potrzeby masy robotniczej i otwierać podwoje do wyższych stopni kultury tym, którzy zostali zbudzeni do życia duchowego. Ale wszystko, co ma być robionym dla robotników, winno być robione z ich udziałem – inaczej nie przyniesie rzeczywistej korzyści i będzie się rwało co chwila.

W ramach organizacji zawodowych może się skutecznie odbywać praca oświatowa. Przy ich pomocy najłatwiej podnieść rdzeń narodu – proletariat – nie odwodząc go od walki ekonomicznej, tylko uszlachetniając jej objawy.

Jak tę pracę prowadzić? Na podstawie obserwacji tego, co w różnych stowarzyszeniach powstaje samorzutnie, i doświadczeń galicyjskich, podam zarys tego, jak postępować należy, by skutek osiągnąć.

Wykłady

Wykłady popularne w stowarzyszeniach zawodowych mogą się odbywać z określonym programem, gdyż słuchacze przedstawiają żywioł mniej więcej jednolity. Najbardziej pociągają słuchaczy tematy związane z zawodem lub życiem społecznym. Niemal równorzędnie z nimi interesują nauki przyrodnicze i historia, natomiast geografia, filozofia, literatura mają mniej słuchaczy. Zainteresowanie pewną gałęzią wiedzy zależy zresztą często od przypadku („aktualność”), najczęściej od prelegenta. W wyborze tematów błędem byłoby kierować się tylko tzw. życzeniem słuchaczy. Żądania, które słyszy prelegent, są zazwyczaj echem ostatniego odczytu lub świeżo przeczytanej książki, głosy organizatorów nie są zazwyczaj prawdziwą „vox populi”. Wybór tematów powinien zależeć przede wszystkim od doświadczenia instytucji oświatowej. Kwestię wyboru tematów dla robotników można by sformułować w sposób następujący: wszystko, co jest najbliższym słuchaczowi, jest dla niego najzrozumialszym. W miarę rozwoju stają się jego życzenia bardziej konkretne, świadome, zwracają się ku zagadnieniom rozmaitszym, bardziej oderwanym. Wykłady powinny ujmować pewne całości, łączyć się i dopełniać. Cykle wykładowe są możliwe tylko dla słuchaczy bardziej wyrobionych, zdolnych do dłuższego skupienia uwagi. Forma wykładu liczyć się powinna z tym, że robotnicy-słuchacze przedstawiają materiał bardzo różnorodny.

Inną miarą trzeba mierzyć robotników wykwalifikowanych wielkich miast, inną robotników niewykwalifikowanych lub robotników z małych osad, inną znowu górników, hutników itp.

Robotnicy wykwalifikowani stanowią element najbardziej wyrobiony. Skorzy drwić ze wszystkiego z pewną nonszalancją, mają pośród siebie sporą liczbę ludzi inteligentnych, obytych w świecie. Ci „nadają ton”, inni starają się na nich wzorować. Robotników tych drażni nazbyt elementarny wykład, każda przesada daje im powód do złośliwych uwag. Doświadczenie zawodowe i społeczne daje im dobre mniemanie o sobie, miłość własna nie pozwala im na zadawanie pytań.

Forma odczytu prosta, jasna, bez afektacji, bez podkreślania popularności jest dla nich najodpowiedniejszą.

Robotnicy wykwalifikowani z osad fabrycznych i niewykwalifikowani z wielkich miast potrzebują wykładu bardziej elementarnego, powolniejszej wymowy prelegenta. Nie rażą ich powtórzenia, chętniej niż tamci decydują się stawiać pytania prelegentowi. Trzecia kategoria słuchaczy wymaga najwięcej wysiłku pedagogicznego ze strony prelegenta. Prelegent musi być dobrym i efektownym mówcą. Częste powtarzania ułatwiają zrozumienie, porównania czerpane z życia codziennego, a nawet dowcipy bywają tu bardzo pożądane, podniecają uwagę audytorium, nieprzyzwyczajonego do skupiania się.

Wszędzie prelegent powinien panować nie tylko nad tematem, lecz i nad słuchaczami. Źle, gdy okazy, doświadczenia lub obrazy świetlne stanowią zbyt wielką sensację w wykładzie, słuchacze powinni być do nich przygotowani, inaczej będą pochłonięci demonstracjami i nie potrafią uważnie słuchać prelegenta.

Dla audytorium stowarzyszeń robotniczych bardzo pożądane są pogadanki i dyskusje po wykładzie – umiejętność wywoływania dyskusji należy do ważnych zalet prelegentów. Robotnicy, nieprzyzwyczajeni do czytania i słuchania, nie ogarniają od razu treści wykładu. Zdarza się często, że dopiero dyskusja naprowadza robotnika na tok myśli wykładu, zazwyczaj słuchacze potrafią znacznie więcej opowiedzieć o dyskusji niż o samym wykładzie. Zwłaszcza kontrowersje są najłatwiejsze do zapamiętania. Kierując się tą obserwacją, organizatorzy wykładów nieraz z góry przygotowywali dyskusję, prosili paru słuchaczy o przygotowanie pytań lub sami wywoływali rozprawy o treści odczytu, podnosili wątpliwości, akcentowali ważniejsze szczegóły. Dyskusja zagrzewa zazwyczaj słuchaczy do zadawania pytań, uczy ich formułować myśli, ośmiela. Niektórzy podnoszą obawy, że zwyczaj dyskutowania wyrobić może pewne pieniackie upodobania, ale takt pedagogiczny prelegenta łatwo może im przeciwdziałać. Nie należy zaniedbywać sposobu rozbudzania żywszej myśli u szerokiego ogółu z obawy przed możliwym tu i ówdzie, nieprzyjemnym, ale niezbyt szkodliwym rezonerstwem jednostek, które i tak okazji do niego znajdą dosyć. Dyskusja pod kierunkiem prelegenta może sprostować wiele błędnych pojęć i skutecznie wyplenić objawy zarozumiałego „pół-wykształcenia”. Dyskusje powinny się obracać w sferze pojęć i doświadczeń słuchaczy. Niejeden prelegent chemik czy fizyk, niejeden nawet społecznik, gdy zainicjuje rozprawy nad kwestiami znanymi słuchaczom z życia – sam skorzystać może wiele od robotników i znaleźć w wejrzeniu na życiową stronę zagadnień naukowych nagrodę za swój trud popularyzacji. Bardzo jest pożądanym, aby prelegenci w pogadankach ze słuchaczami wskazywali im książki warte czytania.

Biblioteki

Każde niemal stowarzyszenie zawodowe posiada bodaj najmniejszą bibliotekę. Wiele z nich nie stoi na wysokości zadania, nie posiada odpowiedniego doboru książek ani kierownictwa. Doświadczenie moje opieram na działalności Biblioteki Stowarzyszenia Drukarzy i Związku Stowarzyszeń Robotniczych w Krakowie [1].

Dobór książek, podobnie jak tematów do wykładów, nie powinien nosić specjalnego piętna „ludowości”. Wydawnictwa bardzo popularne, szczególniej cienkie broszurki ludowe, są niechętnie czytywane przez robotników miejskich. Beletrystyka nowsza, odzwierciadlająca życie społeczne (Żeromski), znajduje licznych czytelników. Na ogół nie razi ich tendencja, byle nie robiona sztucznie, lubią powieści „programowe” (niektóre Gruszeckiego), obyczajowe. Dawniejsi pisarze (Kraszewski, Kaczkowski, Korzeniowski) znajdują najwięcej czytelników wśród starszego pokolenia lub na prowincji, gdzie życie w wolniejszym idzie tempie. Powieści historyczne (Sienkiewicz) bardzo rozciekawiają do czytania. Książki naukowe wybierają czytelnicy z trudnością, nie umieją się w nich orientować. Przemawia do nich jakiś sensacyjny tytuł; nazwisko autora, tytuł podręcznikowy nic im nie mówią.

Każda biblioteka robotnicza powinna posiadać katalog ułożony tak przejrzyście, żeby każdy inteligentniejszy czytelnik mógł się zorientować w książkach różnych działów. Stopnie trudności powinny być uwzględnione, aby samouk wiedział w jakim porządku czytać. Graficzne tablice – rodzaj drzew genealogicznych – mogą oddać wielkie usługi. Ogromnie ważną rolę odgrywa kierownik biblioteki, który powinien znać dobrze czytelników, by służyć im odpowiednią radą. „Dajcie coś dobrego” – częściej mówią czytelnicy niż „dajcie tę czy ową książkę”. Bibliotekarz ma pracę bardzo wdzięczną, od niego zależy rozbudzanie i podtrzymywanie ciekawości czytelnika. On może, rozciekawiwszy go utopijnymi obrazami przyszłości lub barwnymi opowiadaniami o przeszłości, prowadzić go przez zagadnienia społeczne, ważne momenty dziejowe, wprowadzać w skarby literatury, otwierać przed nim podwoje filozofii. Bibliotekarz-robotnik, o ile jest wykształcony i kształci się dalej, doskonale spełnia swoje zadania, bo zna poziom umysłowy kolegów. Ale instytucje oświatowe powinny go wspierać. Kursy dla bibliotekarzy robotniczych, katalogi wzorowe, zjazdy bibliotekarzy powinny być urządzane przez uniwersytety ludowe itp. zrzeszenia.

Przedstawienia amatorskie, koncerty, zabawy

Stowarzyszenia zawodowe dają robotnikowi możność uszlachetniania życia towarzyskiego. Wszystkie rozrywki, które mogą robotnika podnieść obyczajowo, powinny się odbywać w stowarzyszeniu, powadze jego nie przyniosą ujmy ani śpiewy wesołe, ani tańce. Instytucje oświatowe powinny dopomagać stowarzyszeniom w opracowaniu i kierownictwie rozrywkami kształcącymi [2].

W pierwszym rzędzie potrzebny jest wybór sztuk dla teatrów amatorskich i wykształcenie reżyserów. Teatr amatorski pod odpowiednim kierownictwem niezmiernie uszlachetnia amatorów, podnosi ich zrozumienie dla sztuki, wywołuje u szerszego ogółu, u krewnych i u znajomych amatorów wielkie zainteresowanie.

Trupy amatorskie wędrowne, dobrze wyszkolone, grające w różnych stowarzyszeniach, nie mają tego znaczenia, co kółka powstałe w łonie stowarzyszenia – nie budzą bowiem tak żywego zainteresowania u wielu ludzi.

W Galicji mamy za sobą poważne próby tworzenia scen robotniczych (obok bardzo marnych pojedynczych usiłowań). We Lwowie w latach 1905-1907 pod kierunkiem artysty Adwentowicza (później artysty teatru miejskiego p. Fritschego) robotnicy grali „Tkaczy” i inne poważne sztuki, drukarze lwowscy poważnie pracowali pod kierunkiem artysty p. Berskiego. W Czarnej Wsi, w Podgórzu, w Krakowie u drukarzy i w Związku Stowarzyszeń Robotniczych teatry rozwijały się i rozwijają. Na przeszkodzie stoi brak wytrawnych kierowników i – brak odpowiednich sztuk. Muszą być one niezbyt trudne, nie mogą wymagać wielkiej wystawy, muszą wśród nich być rzeczy efektowne i wesołe. Sztuki specjalnie ludowe i różne „bomby” tendencyjne nie odpowiadają wymaganiom artystycznym i ideowym. Ale i w literaturze polskiej i obcej sztuki odpowiednie się znajdą, byle się rozejrzeć, byle wyjść z koła utartego szablonu, „dla ludu”. Pożądane jest łączenie przedstawień z odczytami wyjaśniającymi treść sztuki.

Muzykalność w sferach robotniczych pozostawia dużo do życzenia. Mamy jednak orkiestry kolejarzy [3], drukarzy [4]. Bardziej rozwinięty jest śpiew chóralny. Chór drukarzy krakowskich istnieje z małymi przerwami od lat trzydziestu; swego czasu pod kierownictwem drukarza, który ukończył Konserwatorium, p. Bicza, był najlepszym w Krakowie. Chór drukarzy we Lwowie, chóry robotnicze w Krakowie i Stanisławowie stały na wyżynie swego zadania i podniosły muzykalność robotników. Charakterystyczne są powody upadku lub osłabienia się tych chórów. Gdy powstała w Krakowie „Lutnia”, łącząc ludzi już wyrobionych muzykalnie, pociągnęła ku sobie najlepsze siły z chóru drukarzy. Chór robotniczy upadł czasowo z chwilą, gdy wybitniejsi członkowie zaczęli uczęszczać do Konserwatorium i Towarzystwa Muzycznego, i Chór urządzał koncerty Wagnera, Haydna itd. Podobnie było we Lwowie. Chóry robotnicze stawały się polem kształcenia jednostek, zrywały łączność z masą. Chór robotniczy powinien się utrzymywać na poziomie elementarnym, dostępnym dla ogółu robotniczego, gdyż zbyt trudne rzeczy odstręczają wielu od należenia do chóru. Jednostki bardziej wyrobione niech przechodzą na wyższe szczeble muzyki, ale niepodobna do nich nagiąć ogółu. Zniechęca to lepszych zbyt powolnym tempem nauki, a mniej wyrobionych nuży częstymi próbami rzeczy, do których wykonania nie dorośli. To, co jest rozwojem dla jednych, może być śmiercią dla drugich. Wykładnikiem znaczenia chóru robotniczego jest audytorium na jego koncercie. Póki Chór Robotniczy w Krakowie śpiewał rzeczy łatwiejsze, ściągał licznych słuchaczy ze sfer robotniczych. Każdy szedł tym chętniej, że występowali znajomi. Największym powodzeniem cieszyły się koncerty i uroczyste obchody, w których w części muzycznej przeważały produkcje wokalne; na instrumentach grano rzeczy łatwe i znane, a całość uzupełniały deklamacje i przemówienia. Muzyka, moim zdaniem, powinna być podawana ludowi w formie bardzo przystępnej. Trzeba się liczyć z tym, że dopiero wielokrotne powtarzanie oswaja z melodią, dozwala ją uchwycić. Piosenki, które lud śpiewa fałszywie, oddane artystycznie ze sceny uszlachetniają jego poczucie muzykalne.

Zabawy towarzyskie sportowe przyczyniają się w stowarzyszeniach do kulturalnego podniesienia robotnika, odrywają młodzież robotniczą od ordynarnych i bezmyślnych rozrywek, tak dla społeczeństwa szkodliwych. Stowarzyszenia zawodowe wykazały już, że pod ich wpływem zmniejsza się alkoholizm wśród robotników, których wprowadzono do towarzyskiego kulturalnego życia.

Działalność zrzeszeń oświatowych powinna dopomagać samorzutnemu zdobywaniu kultury przez robotnika. Stowarzyszenia zawodowe przedstawiają najwdzięczniejsze i najłatwiejsze dla niej pole – byle naprawdę była pracą oświatową, byle zbliżała się do robotnika, by z nim pracować dla wyzwolenia sennych mas bez żadnych celów chwilowych, ubocznych.

Tadeusz Bobrowski
________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w książce „Praca oświatowa, jej zadania, metody, organizacja”, podręcznik opracowany staraniem Uniwersytetu Ludowego im. A. Mickiewicza, przez T. Bobrowskiego, Z. Daszyńską-Golińską, J. Dziubińską, Z. Gargasa, M. Heilperna, Z. Kruszewską, L. Krzywickiego, M. Orsetti, H. Orszę, S. Posnera, M. Stępowskiego, T. Szydłowskiego, W. Weychert-Szymanowską, Nakładem Michała Arcta w Warszawie, Kraków 1913. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.  

Na podobny temat warto przeczytać:

Przypisy:

[1]: Biblioteka drukarzy w Krakowie liczy 2994 dzieł w 3768 tomach (w tym 818 naukowych) W roku 1909 wypożyczała 247 osób 8470 książek. Biblioteka drukarzy we Lwowie liczy 2185 dzieł w 4220 tomach (w tym około 600 naukowych). W roku 1909 wypożyczała 420 osób 3300 dzieł. Biblioteka Związku Stowarzyszeń Robotniczych w Krakowie posiada 1560 dzieł (w tym 728 naukowych). Wypożyczających przeszło 300. Inne stowarzyszenia mają mniejsze biblioteki, jednakowoż nierzadko dosięgające tysiąca dzieł. Niektóre dopełniają biblioteki stałe ruchomymi kompletami bibliotek wędrownych Uniwersytetu Ludowego. Wyjątek stanowią stowarzyszenia chrześcijańsko-społeczne, które wcieliły swe biblioteki do biblioteki „Towarzystwa Oświaty Ludowej”, z której mają ich członkowie prawo wypożyczania.

[2]: Czyni to w Krakowie Uniwersytet Ludowy im. A. Mickiewicza.

[3]: W Nowym Sączu, Stanisławowie, Przemyślu, Podgórzu, Krakowie.

[4]: Mandolinistów w Krakowie i we Lwowie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *