Zygmunt Mysłakowski, Feliks Gross

Badamy proletariat

[1938]

I

Książka, którą przedkładamy tutaj czytelnikowi, jest wyrazem spotkania się dwu inicjatyw badawczych i współpracy dwu instytucji. W seminarium pedagogicznym UJ prof. Mysłakowski rozpoczął badania nad samokształceniem w grupie młodzieży uniwersyteckiej z zamiarem rozszerzenia stopniowo terenu badań na inne grupy kulturowe i dzięki temu nawiązany został kontakt z seminarium socjologicznym Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego w Krakowie; w tym samym bowiem czasie seminarium TUR-a rozpoczęło pod kierunkiem dra Feliksa Grossa badania nad całokształtem warunków życia robotniczego, na razie w ramach bardzo skromnych; czterdziestu kilku robotników rozpoczęło studia w małej, niskiej salce Domu Górników w Krakowie.

Był to pierwszy rok wykładowy Szkoły Nauk Społecznych Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR) im. Adama Mickiewicza. Robotnicy różnych zawodów, w różnym wieku, schodzili się trzy razy w tygodniu przez kilka miesięcy, słuchali 2, 3 godzin wykładów, dyskutowali, kształcili się z zapałem, mimo nieraz bardzo trudnych warunków. Byli np. tacy, którzy półtorej godziny wędrowali z Bronowic na kurs, wracając nocą w zawiei. Patrzyliśmy na rozwój Szkoły z ciekawością i z obawą.

Był to bowiem eksperyment, pierwszy na naszym terenie, eksperyment nieudany byłby dla naszych poczynań niekorzystnym przesądzeniem sprawy na długie lata.

Ośrodkiem gorących dyskusji było tzw. seminarium socjologiczne. Nazwa zresztą niezupełnie odpowiadała istocie, były to bowiem raczej ćwiczenia socjologiczne, pomyślane jako jeden z elementów wychowania i kształcenia proletariatu.

Wybór takiej właśnie, a nie innej metody wychowawczej był podyktowany długoletnim doświadczeniem.

Zauważyliśmy w ciągu wielu lat pracy oświatowej, połączonej z obserwacją proletariatu i jego życia, że ten kapitał, który robotnik wnosi w społeczeństwo w formie samodzielności w myśleniu i w decyzji w niektórych sytuacjach, nie jest należycie uwzględniany w pracy wychowawczej i oświatowej. Samodzielność ta nie jest wytworem romantycznej fantazji.

Robotnik od wczesnej młodości znajduje się w samym ogniu walki życiowej. Wtenczas kiedy my, zawodowi, że tak powiem, inteligenci, kształcimy się, chłoniemy wiedzę czy zbijamy bąki, młody robotnik musi już samodzielnie walczyć o swą egzystencję. Brak większego doświadczenia życiowego, a przede wszystkim wykształcenia, zmusza go do podejmowania decyzji w sprawach życiowych wyłącznie niemal w oparciu o własne przemyślenia sytuacji, zaś walka o byt nagina jego umysł do jej trudów, nasuwa myśli, nadzieje i zwątpienia związane przede wszystkim z jego stanem socjalnym i walką ekonomiczną.

Nie ma tu burs, stypendiów, zapomóg – jest tylko strajk, akcja cennika, organizacja. Wydaje nam się, że z punktu widzenia wychowawczego cała ta sytuacja jest korzystna, mimo niewątpliwie ciężkich przeżyć jednostek. Chodzi tylko o wyzyskanie w kształceniu robotników tej właśnie samodzielności życiowej, a częściowo i myślowej, o wydobycie jej, że tak powiem, na wierzch, z mroków podświadomości, wykształcenia jej i uczynienia elementem zasadniczym oświaty robotniczej, przynajmniej na wyższych jej stopniach.

Odczyt – główny instrument oświaty robotniczej – tej funkcji nie spełniał i nie spełnia, podobnie w normalnych warunkach i książka.

Słowo wypowiedziane ex cathedra, druk, mają w oczach ludzi prostych moc niezwykłą, bo moc prawdy. Robotnik świadomy, dojrzały, kulturalny powinien umieć jednak samodzielnie do zagadnienia podejść, umieć patrzeć krytycznie na pewne zjawiska, odróżnić prawdę od demagogii.

Odczyt, książka – wspomnieliśmy – dają pewną ilość wiadomości, naświetleń wykładowców czy autorów, nie dają jednak sposobności do kształcenia samodzielnego sądu słuchaczy, nawet dyskusja nad książką tej funkcji nie spełnia w całej rozciągłości, bo materiał dyskusji został tu zebrany poza uczestnikami i narzucony. Uznając w pełni niezaprzeczalne korzyści wykładu w pracy oświatowej, szukaliśmy metody skuteczniejszego kształcenia samodzielności. Eksperymentem tym, w bardzo skromniutkich rozmiarach, było właśnie seminarium socjologiczne Szkoły Nauk Społecznych TUR. Robotnik i jego życie były ośrodkiem naszych studiów, praca samodzielna i dyskusja zajęły miejsce wykładu i książki, które znowu niepodzielnie królowały na innych lekcjach Szkoły. W ten sposób obie metody uzupełniały się i harmonizowały. Otóż robotnik, uczestnik seminarium, dostawał do opracowania pewien temat, wyłącznie z zakresu samodzielnej obserwacji, np. jak układają się stosunki między robotnikami miejskimi a wiejskimi na terenie określonej fabryki. Tym prostszy – zbadać kilka rodzin robotniczych pod kątem widzenia łączności ze wsią, a więc czy dana rodzina robotnicza posiada krewnych na wsi, czy utrzymywała z nimi łączność itd. Uczestnik seminarium badał sprawę na miejscu, zbierał informacje, przy czym trudności technicznych nie było, chodziło bowiem o szczegóły z życia, z którym był on mocno związany i do których miał dostęp.

Uczestnik przygotowywał referat na podstawie danych zebranych, często też kierujący seminarium przy pomocy odpowiednich pytań wydobywał szczegóły czy też ważniejsze momenty nieporuszone przez samego referenta. Dyskusję otwierano potem nad samym referatem. Referat był oryginalny, zebrany dzięki samodzielnemu twórczemu wysiłkowi, dyskutanci czerpali też owe wiadomości nie z książek, lecz z własnych obserwacji, a najczęściej z własnego życia i osobistych doświadczeń. „Samorodna” praca naukowa, samodzielna myśl panowały tu niepodzielnie. Dyskusje były gorące, nieraz wprost pasjonujące, a raz bodaj doprowadziły do wzajemnego zagniewania. W dyskusji rej wodzili starsi robotnicy, przynajmniej w pierwszych latach seminarium. Dopiero na samym końcu zabierał głos kierujący seminarium, streszczał wyniki referatu i dyskusji; wiązał je z całością nauk społecznych, przedstawiając pokrótce wyniki badań naukowych, poglądy badaczy itp., polecając literaturę. W ten sposób samodzielny wysiłek myślowy kierowano w odpowiednie łożysko i wiązano z całością nauki i dostępnej literatury.

Staraliśmy się zatem unikać przesady w stosowaniu naszej koncepcji, a przede wszystkim błędów w wychowaniu samych uczestników. W przeciwnym razie mogli oni łatwo popaść w jakąś goryczą zawodu zaprawianą megalomanię czy też grafomaństwo o samorodnej wprawdzie, lecz nie mniej dyletanckiej, a często zgoła nieistotnej problematyce.

Problem stawialiśmy, uwzględniając już pewne założenia naukowe, teoretyczne, np. zagadnienie rodziny robotniczej, stosunku elementu wiejskiego po fabrykach do robotnika miejskiego itd. Stąd też gromadzić się zaczął w formie opracowań przez naszych uczniów wyników dyskusji wcale interesujący materiał socjologiczny. Obok swego skromnego założenia wychowawczego stało się seminarium niewielką pracownią naukową socjografii, a robotnicy, ci sami, co rano twardy metal na tokarnię kładli czy gdzieś na rusztowaniu na zaprawie cegłę osadzali, zmieniali się na twórczych pracowników naukowych. Materiały dostarczane przez nich miały swe wady, ale i wiele wartości. Przede wszystkim robotnik jako obserwator socjologiczny swego środowiska ma dużą łatwość w samej pracy terenowej, ma łatwy dostęp, nie ma zaś przeszkód w pracy, naturalnie poza wyjątkowymi wypadkami – sam jest częścią warstwy którą bada, odczuwa jej tęsknoty, rozumie pragnienia. Kilkanaście lat pracy oświatowej wśród proletariatu dawało nam też przygotowanie i podstawę należytej oceny uzyskiwanego materiału obserwacyjnego. Część opracowań uczniów naszego seminarium zamieściliśmy też w niniejszym wydawnictwie.

Aczkolwiek skromne, nie mniej ciekawe dla nas materiały socjograficzne dotyczące życia, zwyczajów itd. proletariatu zachęciły nas do prowadzenia szerszych prac, już poza szczupłym gronem uczniów.

Pozostał nam do dyspozycji sam teren i bezpośrednie studia terenowe, prowadzone wedle możliwości, i szersza akcja w formie ankiety. Zainteresowania nasze skupiły się na zagadnieniu wysiłków robotniczych do awansu kulturalnego, nad kulturą robotniczą życia codziennego, stosunku do organizacji, do rodziny, na samokształceniu. Chcieliśmy otrzymać obraz życia robotniczego codziennego, chcieliśmy wreszcie głębiej poznać nie romantycznego, ale żywego człowieka pracy. Sporządziliśmy najpierw kwestionariusz i oddaliśmy do wypracowania kilku robotnikom jako „ankietę próbną”. Z ankiety tej poznaliśmy braki naszego kwestionariusza, a raczej naszych wskazówek. Po omówieniu już uzupełnionego tekstu ankiety z rozumnymi, doświadczonymi robotnikami, by uniknąć błędów w samym podejściu do sprawy (to ostatnie zresztą okazało się bezcelowym, bo mimo wszystko są to już sprawy wkraczające dość daleko w zakres wykształcenia fachowego) przygotowaliśmy pełny tekst ankiety, poniżej zamieszczonej.

Dzięki ofiarności Naukowego Towarzystwa Pedagogicznego, które przyszło nam z pomocą finansową, wsparci o sprężysty aparat organizacyjny TUR – Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego – korzystając przy tym z gościnności silnej prasy robotniczej, byliśmy w stanie rozpocząć szerszą, ogólnopolską akcję ankietową.

Tekst ankiety rozesłaliśmy bodajże w 7500 egzemplarzach do wszystkich oddziałów TUR – otrzymaliśmy też sporą ilość odpowiedzi.

Dysponowaliśmy wszystkiego kwotą 500 zł. W niej mieściły się już koszta druku ankiety, afiszów propagandowych, poczty, nagród, administracji.

Mimo skromnych nagród robotnicy nie zawiedli. Z różnych stron Polski, a nawet z emigracji napływać zaczęły pamiętniki. Ankieta zorganizowaną została w zasadzie przez Oddział Krakowski TUR-a, a przeprowadzaną w skali ogólnej dzięki poparciu Zarządu Głównego TUR. W ten sposób wkroczył TUR na drogę prac badawczych, a ankieta zatytułowana „Ankieta o Kulturze Proletariatu i Samokształceniu” Tow. Uniw. Robotniczego, Oddziału im. Adama Mickiewicza w Krakowie, zapoczątkowała tę gałąź działalności kulturalnej.

Obok celu poznawczo-naukowego spełniała też ankieta rolę eksperymentu kulturalno-wychowawczego. Zachęcano w ten sposób wielu zdolniejszych robotników do większego i głębszego wysiłku myślowego, i to twórczego, i w ten sposób zmuszono ich do samodzielnej obserwacji i samodzielnego przemyślenia wielu spraw.

Pozytywny wynik ankiety zachęcił nas do rozszerzenia jej zasięgu. Chcieliśmy objąć także i inne narodowości czy społeczności zamieszkujące nasz kraj. Brak funduszów i odpowiednich możliwości organizacyjnych stanął jednak na przeszkodzie. Udało nam się wszakże przeprowadzić ankietę wśród robotników żydowskich dzięki uprzejmości p. mgra F. Weisera. Uzyskaliśmy niewielką stosunkowo ilość [1].

Odpowiedzi na ankietę krakowskiego TUR-a o kulturze proletariatu i samokształceniu stanowią zatem trzon niniejszej pracy.

Zdajemy sobie sprawę z wad i z braków materiałów ankietowych, ujmujemy je krótko, w zarysie.

1) Na Ankietę odpowiadają robotnicy zdolniejsi, o pewnej łatwości pisania, a więc tacy, którzy potrafią samodzielnie napisać referat. Nie jest to rzecz łatwa. Nie zapominajmy, że nikt z robotników nie kształcił się w gimnazjum i na uniwersytecie w pisaniu zadań czy też referatów. Z natury rzeczy zabraknie więc „przekrojów” z życia całej masy mniej uzdolnionych.

2) Opracowania nadesłali zapewne robotnicy, dla których kultura jest istotną potrzebą życiową, dla których wreszcie zagadnienia społeczne stanowią problem niepokojący, ale możliwy do rozwiązania w ramach społecznych.

Zabraknie znowu tych, których życie kulturalne ogranicza się do czytania „od święta” jakiegoś brukowca, powieści „z wyższych sfer towarzystwa”, a zainteresowania kończą się na rozgrywkach ligowych.

3) Robotnik, odpowiadając na ankietę, gotów jest wydobyć i podkreślić momenty wyjątkowe, ciekawe – uważając, że w ten sposób zadowoli Kierownictwo. Zwykł był przypuszczać, że codzienne jego życie, dzień za dniem podobny do siebie, mnogością podobnych dni niczym liście przydrożnego drzewa, jednego z wielu – nie zaciekawi czytelnika, nie pociągnie sympatii do osoby autora.

4) Ankieta z natury swej obejmuje niewielu tylko, jak już wspomniano, bardziej uzdolnionych robotników. Ma więc raczej charakter reprezentacyjny, a zatem i wszystkie wady metody reprezentacyjnej.

5) Wreszcie kwestia prawdziwości zapodań. Z natury rzeczy nie mamy możności kontrolowania, czy wypracowania lub pamiętniki są prawdziwe, czy też zrodziły się tylko z fantazji autorów. Na ogół, znając warunki życia robotniczego, nietrudno nam odróżnić w licznych wypadkach fałsz od prawdy, liczyć się musimy z wypadkami przesadnego subiektywizmu, a nawet wręcz fantazjowaniem.

Przewidując możliwości błędów, staraliśmy się już w samym tekście ankiety, drogą odpowiednich wskazówek, zachęcić autorów do ich unikania. Zachęcaliśmy do swobody w wypowiadaniu się, w przeciwieństwie do odpowiedzi niewolniczych i podążania za naszymi pytaniami. Podkreślono także wartość społeczną odpowiedzi szczerych. Zdaje się, że apel nasz nie pozostał bez echa. Uczestnicy ankiety, pamiętając na ogół o celu ankiety, wypowiedzieli się z dużą swobodą, nie trzymając się kurczowo pytań ankietowych. Jest to objaw, naszym zdaniem, korzystny, dowodzi o samodzielności w podejściu do zagadnienia.

Wielu uczestników ankiety podkreślało wreszcie wartość prawdy i prawdziwości zapodań, przekonując, że nigdzie jej nie naruszyli. Wielu w szczerości swej nie ukrywało faktów rzucających na nich ujemne światło. Przyznawali się do nich z pełną świadomością popełnionego zła, które pozostawiło w ich sumieniu ślady mocnych wysiłków.

Wprowadziliśmy poza tym zupełnie nowy – wydaje nam się – sposób korektury ankiety.

Posługiwaliśmy się naszą pracownią, seminarium socjologicznym Szkoły Nauk Społecznych TUR. Wyjątki z ciekawych wypracowań odczytywano na posiedzeniach seminarium ubiegłego roku, a robotnicy-uczestnicy seminarium w dyskusji wypowiadali swe opinie co do zagadnień i kwestii w nich poruszanych. Robotnik inteligentny, obeznany z natury rzeczy ze swym własnym środowiskiem i życiem robotniczym, ma duże możliwości w odróżnianiu prawdy od fałszu, wyjątkowych wypadków od reguły w pamiętnikach robotniczych.

W ten sposób mogliśmy też uzupełniać pewne luki, rozwijać problemy tylko dotknięte przez autora danego wypracowania, który nie doceniając należycie znaczenia, nie starał się bliżej go wyświetlić.

Dyskusja była zazwyczaj żywa, bo i seminarium złożone aż z 80 uczestników zbyt było liczne, co miało w dyskusjach nieco długich swe dobre i złe strony.

Wychowawczo rzecz sama przedstawia się niemniej korzystnie.

Uczniowie nasi poruszali konkretne, nieraz trudne problemy życia robotniczego w oparciu o żywe, prawdziwe wypracowania, w których niejedno zagadnienie było i zagadnieniem naszych uczestników.

Problemy te, starannie oddzielane przez nas od zagadnień aktualnej taktyki i bieżących zagadnień politycznych, stawały się w ten sposób materiałem należytym kształcenia samodzielnych poglądów i świadomości społecznej.

Skoro mówimy już o zaletach wychowawczych ankiet czy pamiętników oraz o zaletach ich użytkowania w pracy kulturalno-oświatowej, nie sposób pominąć i wad.

Główna wada to grafomaństwo. Niejeden, spostrzegłszy, że pamiętnik jego jest przedmiotem zainteresowań, że oddany został do druku, przybiera pozę pisarza i zaczyna namiętnie zapisywać czysty, cierpliwy papier. Powstają nieprawdopodobnie długie życiorysy (z załączoną fotografią autora), traktaty ekonomiczne itp.

Są to dzieła tych, którzy nie zrozumieli faktu, że ankieta czy pamiętnik, którego tworzywem jest życie autora, zaciekawi naukowca i inteligentnego laika dzięki temu tylko, że jest obrazem pewnej rzeczywistości społecznej lub historycznej, że jest materiałem istotnym, o ile jest prawdziwym, i że wreszcie samo pisanie jest wielce dla autora kształcące.

Żeby jednak być literatem, pisarzem, trzeba czegoś więcej, trzeba wielkiego talentu i inteligencji, trzeba też wreszcie dużej wiedzy, by innych uczyć.

Przy obecnie rozpowszechnionej, niezmiernie celowej i pożytecznej akcji pamiętnikarskiej w naszym kraju należałoby może i tę „odwrotną stronę medalu” dokładniej obejrzeć i zbadać oraz ująć we właściwe koryto chwalebne w gruncie rzeczy i szlachetne porywy i zapały.

Ale społecznie nie ma w tym wszystkim niczego szkodliwego, gdy nawet, jak opowiadają, po sukcesie autora „Kochanka wielkiej niedźwiedzicy” cele więzień zapełniły się plikami papieru, a kryminaliści zamienili wytrychy na pióra.

***

Przy przygotowaniu do druku zachowaliśmy tekst możliwie w całości, nie zmieniając w ogóle żadnych charakterystycznych słów i wyrażeń. Staraliśmy się, by zmian było na ogół najmniej. Zmiany są też minimalne. Natomiast ortografię i interpunkcję błędną staraliśmy się usunąć. Zachowanie swoistej ortografii i interpunkcji utrudniłoby ogromnie czytanie, a zachowanie „samorodnej” interpunkcji, powiedzmy lepiej, zachowanie braku interpunkcji, uczyniłoby rzecz wręcz niestrawną.

Sprawy te nie interesują zresztą szerokich rzecz czytelników czy też socjologów, a jedynie specjalistów-lingwistów, którzy przecież zawsze mieć będą sposobność zapoznania się z oryginałem.

Wydaje się nam zresztą że na ogół, poza wyjątkami ortografia tzw. błędna jest w dużej mierze sprawą przypadku, nie zaś jakiegoś „wyczucia językowego” [2].

Podobnie rzecz się ma i z wadliwą interpunkcją. Najczęściej uczestnik ankiety nie wie po prostu, gdzie kłaść kropki czy przecinki, i stawia je po długim namyśle, a nieraz nawet i po naradzie. Tu i ówdzie jednak, tam mianowicie, gdzie swoista interpunkcja autora wykazywała pewne stałe tendencje, zachowano jej charakter.

II. Ankieta z 1935 r.

TOWARZYSTWO UNIWERSYTETU ROBOTNICZEGO

w Krakowie – oddział im. A. Mickiewicza

SEMINARIUM PEDAGOGICZNE UNIW. JAGIELLOŃSKIEGO, SEMINARIUM SOCJOLOGICZNE SZKOŁY NAUK SPOŁ.
TUR

Kierownictwo ankiety:

Prof. Dr Zygmunt Mysłakowski, Dr Feliks Gross

SEKRETARIAT: SEKRETARIAT TUR KRAKÓW UL. SŁAWKOWSKA 12

ANKIETA

O KULTURZE PROLETARIATU I SAMOKSZTAŁCENIU

I. Cel ankiety

Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego (TUR) w Krakowie, poprzednio Uniwersytet Ludowy, od lat kilkudziesięciu prowadzi pracę oświatową wśród klasy pracującej Zachodniej Małopolski.

Pracę naszą oświatową pragniemy w dalszym ciągu pogłębić. Doświadczenie uczy, że wśród robotników i pracowników umysłowych istnieje szereg jednostek kształcących się wśród trudnych warunków w godzinach wolnych od pracy, które często doprowadzają do wyników. Tzw. samokształcenie pozbawione fachowej pomocy nierzadko prowadzi jednak na manowce wiedzy.

Chcemy poznać dokładnie życie umysłowe i środowisko robotników i pracowników umysłowych na podstawie waszych własnych opisów, i dopiero kilkaset takich opisów robotników różnych zawodów – z różnych stron – zezwoli nam przy uwzględnieniu dotychczasowego doświadczenia i znajomości rzeczy na dokładne poznanie i pogłębienie społecznego problemu oświaty i samokształcenia proletariatu.

Powyższe poznanie, oparte na naukowym zbadaniu przez kierowników ankiety, ułatwi nam usprawnienie naszej pracy oświatowej, by szła w kierunku rzeczywistych potrzeb klasy pracującej – a przede wszystkim by umożliwić i ująć metodycznie wysiłki jednostek pracujących, oparte na tzw. samokształceniu.

Dobry wynik ankiety leży zatem w interesie ludzi pracy – chcemy wiedzieć, w jak ciężkich warunkach się kształcicie, co was interesuje, dlaczego się kształcicie itd., by pracę naszą oświatową poprowadzić po linii tych potrzeb. Dotychczas operujemy spostrzeżeniami powierzchownymi, opartymi na pojedynczych, odosobnionych spostrzeżeniach oraz na naszych własnych przeżyciach. Musimy poznać jednak bliżej i głębiej życie i pracę samokształceniową i uczestnictwo w działalności oświatowej ogółu towarzyszy.

***

W opracowaniu wyników niniejszej ankiety współdziała seminarium pedagogii Uniwersytetu Jagiellońskiego w celach wyłącznie naukowych.

Ankieta dostarczy bowiem materiału naukowego dla poznania życia robotnika, jego środowiska, psychologii i stosunków.

II. Jak pisać ankietę

1) Zastanów się najpierw, nim zaczniesz pisać!

Załączyliśmy niżej szereg pytań. Pytania te są tylko wskazówkami, o czym masz pisać. Nie musisz na wszystkie pytania odpowiedzieć – staraj się poruszyć również i inne kwestie połączone ze sprawą samokształcenia i kultury, które nie są objęte pytaniami.

2) Pamiętaj zawsze o myśli przewodniej ankiety.

Każdy z nas, ludzi pracy, którzy uczestniczą w ruchu oświatowym, stara się kształcić, powiększyć swój zasób wiedzy, ulepszać swój charakter. Wielu wstępuje do organizacji, pracując twórczo. Czytujemy wreszcie książki, gazety, czasopisma, staramy się osiągać coraz to wyższy poziom wykształcenia, inteligencji i charakteru. Kształcimy się po wielu godzinach ciężkiej pracy robotnika fabrycznego, hutnika, górnika czy pracownika umysłowego.

Dlaczego interesują nas książki i zagadnienia naukowe, dlaczego chcemy więcej wiedzieć, dlaczego wstępujemy do organizacji, dlaczego poświęcamy wolny czas książkom, pogadankom, wykładom. Kiedy i jak postanowiliśmy wstąpić do organizacji, czytać książki, kształcić się itd. W jakich warunkach to robimy. Po co.

Opisz to opierając się na własnych spostrzeżeniach i na własnym życiu. (Napisz więc swój życiorys). W pytaniach umieszczonych na końcu znajdziesz punkty, które powinieneś opracować, mając zawsze na oku zagadnienie samokształcenia, poprzednio zarysowane, i kultury.

3) Pisz prawdę – gdyż tylko opis prawdziwy ma wartość.

Staraj się napisać wypracowanie zupełnie bezstronnie – pamiętaj, że życie twoje jest ciężkie, ale i ciekawe dla nas, robotniczej organizacji, że chcemy na twoim opisie oprzeć badania. Badania naukowe mogą się opierać tylko na prawdzie.

Zmyślając i kłamiąc w ankiecie, szkodzisz sobie i sprawie. Łatwo bowiem odróżnić prawdę od fałszu – ankieta kłamliwa jest bezwartościowa dla ciebie i dla nas.

4.

Ankieta ma być napisana w formie zwykłego opowiadania. Pomyśl, że przyjacielowi swemu opowiadasz o swym życiu, o swych zainteresowaniach, o książkach, które czytasz itd. Spisz takie właśnie opowiadanie, najlepiej atramentem, a nie ołówkiem.

Na górze napisz imię i nazwisko, adres i zawód oraz wiek. Objętość dowolna – przeciętnie, jak doświadczenie uczy, wynosić będzie od 8 do 20 stron pisma.

W wypadku ogłoszenia ankiety drukiem nazwisko twoje zachowamy w tajemnicy – jeżeli sobie życzysz, nikt się o nim nie dowie, napisz zatem, czy wolno pod twoim nazwiskiem ogłosić.

Adres twój i nazwisko potrzebne nam są celem przesłania ewentualnej nagrody.

III. Warunki ankiety

Ankietę może pisać każdy robotnik czy robotnica.

Napisaną ankietę w zalepionej kopercie prześlij pod adresem kierownictwa ankiety. Jeżeli nie masz pieniędzy na znaczki pocztowe, złóż w najbliższym sekretariacie TUR-a (Tow. Uniw. Robotniczego). Uczestników krakowskich upraszamy o składanie ankiety pod adresem: Sekretariat TUR, Sławkowska 12.

Ankietę złożyć należy najdalej do dnia 15 maja 1935 r. Złóż wcześniej, o ile możesz!

Nagrody

Najlepsze opracowania zostaną nagrodzone. Nagrody są następujące: za najlepszą pracę 100 zł, jedna nagroda 50 zł oraz 100 nagród w formie wartościowych dzieł naukowych i beletrystycznych. Trzy oddziały TUR-a, które nadeślą największą ilość wypracowań, otrzymają odrębne nagrody. Ogłoszenie wyniku dnia 15 lipca 1935 r. Opracowanie ankiety wydane zostanie drukiem. 100 uczestników ankiety otrzyma bezpłatnie egzemplarz książki – w wypadku wydrukowania tegoż oraz zużytkowania opracowania uczestnika w całości lub części. Kierownictwo zastrzega sobie prawo druku, z tym że za drukowane prace w części czy całości – poza nagrodami – wynagrodzeń nie wypłaca.

IV. Zapamiętać należy:

1) Termin złożenia pracy 15 maja 1935 r. (najdalej).

2) Adres kierownictwa ankiety – TUR, Kraków Sławkowska 12.

Pracę możesz oddać w najbliższym sekretariacie TUR lub też w sekretariacie TUR-a w Krakowie, Sławkowska 12.

Sekretariaty TUR zechcą prace natychmiast pod powyższym adresem przesłać. Prace można przesyłać pocztą wprost pod tym adresem.

3) Pisz zatem prawdę, opierając swe spostrzeżenia na własnej obserwacji.

4) Pamiętaj o myśli przewodniej – samokształcenie i wychowanie robotnika NA TLE WŁASNEGO ŻYCIORYSU, nie schodź z wytycznych, bo napiszesz zadanie nie na temat wskazany, pominięty wówczas zostaniesz w nagrodach.

V. Wskazówki

1) Podaj wiek, imię i nazwisko oraz adres, wykształcenie, zawód, pochodzenie – ze wsi czy z miasta.

2) Zawód rodziców.

3) Na jakiej ulicy i z kim się chowałeś w latach dzieciństwa i młodości, z kim się przyjaźniłeś, jakie zabawy Ci się podobały.

4) Czy towarzystwo, w którym przebywałeś, wpływało na Twoje zainteresowania. Do czego Cię zachęcali przyjaciele – a więc do sportu, zabaw, wódki itp. lub też do organizacji itp. – czy pod ich wpływem zacząłeś się czymś zajmować, czy chciałeś kogoś naśladować lub też w czymś prześcignąć.

5) Opisz dokładnie mieszkanie, a więc na którym piętrze, w oficynach itp., ile osób mieszkało w tym mieszkaniu, względnie ile spało. Jakie warunki Twego życia? Zarobki – utrzymanie, jedzenie itp. Opisz codzienną Twoją ciężką walkę o byt, trud dnia każdego, warsztat pracy, warunki pracy, czas itd.

6) Ile Twój ojciec zarabiał i czy matka też pracowała.

7) Jakie wykształcenie mieli rodzice.

8) Ile było rodzeństwa.

9) W jaki sposób ojciec i matka starali się Ciebie wychować.

10) Czy pożycie rodziców było zgodne, czy też były kłótnie, i dlaczego.

11) Czy rodzice zachęcali Cię do wyboru zawodu – czy wyboru dokonałeś sam.

12) Chcesz czy chciałeś zostać przy rodzicach – ojcu i matce. Czy też chciałeś się usamodzielnić.

13) Czy dalsza rodzina miała wpływ jaki na Ciebie.

14) Czy pod wpływem rodziny pracowałeś nad sobą, nad swym charakterem – chciałeś kogoś z rodziny naśladować – a może odwrotnie, współżycie czy też nieodpowiednie prowadzenie się któregoś członków z rodziny wpływały na chęć odmiennego postępowania.

15) Kiedy wstąpiłeś do organizacji, kto Cię zachęcał do tego – a może sam wstąpiłeś po namyśle, pod jakim wpływem przystąpiłeś. Opisz pracę Twej organizacji, jej działalność.

16) Czy organizacja wpłynęła na Twój tryb życia. Czy poświęcasz jej wolne chwile. Co robiłeś przedtem w tym czasie.

17) Podaj rozkład zajęć w czasie dnia – od której do której godziny pracujesz, kiedy wypoczywasz, w jaki sposób, co robisz po fajrancie.

18) Co ci się nie podoba lub nie podobało w organizacji, jakie cechy ludzi, co chciałeś zwalczać – czy wady, których nie lubiłeś, starałeś się u siebie tępić.

19) Jakie zagadnienia interesują Cię przede wszystkim.

20) Kiedy, w jakiej porze czytasz książki, kształcisz się itd.

21) Jakie książki najchętniej czytujesz? Jakich autorów?

22) Skąd bierzesz książki (skąd pożyczasz czy kupujesz), czy czytujesz dzienniki i co w nich Cię interesuje.

23) Czy chodzisz do teatru i do kina? Czy zastanawiasz się nad treścią i sensem przedstawienia, wspominasz i dyskutujesz potem z przyjaciółmi o przedstawieniu?

24) Do jakiej szkoły uczęszczałeś? Które przedmioty Cię interesowały?

25) Jaki był na praktyce Twój stosunek do majstrów i czeladników.

26) Nagana lub zachęta, powodzenie lub niepowodzenie w zawodzie pobudzały Cię może do zastanowienia się nad swym losem, charakterem itd.

27) Czy głód Ci często dokuczał, jakie myśli, postanowienia i działalność budził i budzi, jak wpływa na Twoją chęć kształcenia?

28) Jeżeli jesteś lub byłeś bezrobotnym, opisz jak wpływa bezrobocie na Twoją chęć do pracy, samokształcenia i samowychowania.

29) Uprawiasz jakieś sporty? Zdajesz sobie sprawę, jak na Ciebie wpływają?

30) Czy znajomość z dziewczętami wpłynęła na staranność w pewnym kierunku? Czy zdajesz sobie sprawę, w jaki sposób wpływa ona na Twe zachowanie, charakter itp.

31) Jeżeli jesteś żonaty i masz dzieci, napisz, jak starasz się dzieci wychować, które cechy czy wady uważasz za szkodliwe, od których nawyknień pragniesz je odzwyczaić.

32) Czy pamiętasz czasy wojenne – czy możesz sobie zdać sprawę, jak na Ciebie wpłynęły.

33) Czy miałeś jakieś plany życiowe itp. Jak chciałeś je urzeczywistnić?

34) Czy była u Ciebie chęć i zamiar świadomy samowychowania i samokształcenia – zdawałeś sobie sprawę z wad i Twego charakteru, i braku wykształcenia, w jaki sposób starałeś się pracować nad sobą?

35) Ewentualne uwagi nieobjęte pytaniami.

III. Krytyka ankiety

Żadna z prac nadesłanych i zamieszczonych w tym tomie – jak czytelnik zresztą łatwo sam dostrzeże – nie jest „odpowiedzią na ankietę” w ścisłym znaczeniu tego słowa. Żadna nie składa się z tej ilości „punktów” czy zagadnień, w której zawarliśmy ostateczny tekst naszej ankiety; a jeśli nawet uwzględnia większą lub mniejszą część naszych pytań, to nie trzyma się ściśle narzuconego porządku. Czy stało się przez to lepiej lub gorzej dla wyników pracy?

Nie można bezwzględnie ocenić. Pod pewnymi względami jest to lepiej, pod innymi gorzej.

Założeniem wszelkiej roboty ankietowej jest nadzieja na porównywalność wyników. Stąd tendencja do ujmowania treści w punkty i do ścisłego formułowania pytań. W idealnym wypadku miałoby to oczywistą wartość – i wiele rzeczy można by poświęcić dla uzyskania tej porównywalności. Niestety jednak w praktyce okazało się, że porównywalności tej z różnych powodów osiągnąć nie można, poza wypadkami bardzo prostych pytań, których interpretacja nikomu rozumiejącemu tekst nie może sprawić trudności. Lecz właśnie w najbardziej interesujących wypadkach, gdy się pragnie wyjść poza rzeczy banalne i elementarne, „rozumienie tekstu” zaczyna zawodzić i okazuje się, że od rozumienia słów do rozumienia pojęć i myśli, zawartych w zespołach słów, jest bardzo daleka droga. Poza stroną czysto intelektualną wchodzi także w grę nowy czynnik, mianowicie subiektywna interpretacja tekstu, wynikająca z odmiennych doświadczeń życiowych, odmiennej struktury psychicznej, odmiennego wreszcie układu doraźnego uczuć, tendencji i potrzeb. Jeśli pewien tekst ma wyzwalać pewną aktywność, wyładowywać pewne napięcie, to jakość tej reakcji bywa często w daleko znaczniejszym stopniu określona przez indywidualną „sytuację psychiczną jednostki” niż przez obiektywne znaczenie, zawarte w pytaniu. W tych warunkach ktoś może nawet pozornie „przejść obok pytania”, a jednak to, co on wypowie, od czego się uchyli, co przemilczy, może właśnie być niezmiernie pouczające.

Wyniki jednak będą najczęściej – nieporównywalne.

Dlatego też, nie stroniąc bynajmniej od stawiania pytań i formułowania „punktów”, nie kładliśmy nacisku na niezbędność ich „załatwiania” punkt po punkcie. Traktowaliśmy tekst tylko jako drogowskaz, ale nie martwiliśmy się, gdy ktoś nie szedł za nim, lecz obierał sobie własną drogę. Raczej go nawet do tego zachęcaliśmy. Rezygnując z porównywalności, czyniliśmy to w przeświadczeniu, że zyskiwaliśmy na swobodzie i bezpośredniości wypowiedzenia, czyli – co na jedno wychodzi – zwiększaliśmy szanse ujawnienia się naturalnych tendencji psychospołecznych, prawdziwszego obrazu podłoża.

Linie zainteresowania badanych i badających nie nakrywają się zazwyczaj, niestety. Oczekujemy pewnych rezultatów, a otrzymujemy często wprawdzie nie te, których oczekiwaliśmy, lecz inne. O to jednak chodzi, czy te „inne” są bez wartości, dlatego że są inne? Właśnie nie. Rzeczą interpretującego jest wykrycie tej innej wartości; wyniki jednak będą nieporównywalne.

W celu wydobycia tej właściwej swoistej wartości różnych, początkowo nie dość jasnych dla nas momentów wypowiedzi, posłużyliśmy się wspomnianą już powyżej metodą korektury: dyskusja nad poszczególnymi pamiętnikami czy ich fragmentami, prowadzona w środowisku, z którego pochodzili autorzy, pozwalała uwydatnić znaczenie niejednego symptomu, obok którego, jako inteligenci i jako czytelnicy manuskryptu, gotowi byliśmy przejść.

IV. Zróżnicowanie społeczne proletariatu

Społeczeństwo nasze nie jest jednolite. Szereg elementów natury gospodarczej i społecznej wpływa na wytworzenie się warstw i klas.

Między klasami i warstwami czy innymi grupami znajdujemy gruby, wielki mur wzajemnej nieświadomości. Mimo że ludzie ci, w skład różnych grup społecznych wchodzący, żyją lata obok siebie, a nawet rozmawiają ze sobą często, istota społeczna pozostaje nadal nieznaną.

Wyobrażenie o danej grupie czerpiemy raczej ze stosunku do idei niż z doświadczenia. W zależności od tego kształtować się też będzie w oczach „szarego” przeciętnego inteligenta obraz robotnika i proletariatu. Wrogo usposobiony przekonany będzie, że proletariat to ciemna, nieoświecona „czerń”, pozbawiona wszelkiej kultury i kulturalnych potrzeb, ci zaś, co w robotniku składają swe nadzieje, co ze zwycięstwem jego wiążą swe tęsknoty, a nie związani są z żywym, tętniącym ruchem robotniczym, co najwyżej z gazetą i z kawiarnianym stolikiem, podchodzą znowu do robotnika jak do ołtarza. Dla nich robotnik to człowiek mocny, w niebieskiej koszuli z podwiniętymi rękawami, młot trzyma w muskularnych dłoniach a za nim, niczym na propagandowym afiszu, czerwone słońce – „jutrzenka swobody wschodzi”.

Jedno i drugie z gruntu błędne. Nie potrzebujemy tłumaczyć, wystarczy przerzucić kilka pamiętników, by poznać gorące zamiłowanie do czytelnictwa, zainteresowanie kulturą, tak znamienne dla wielu robotników. Ich poziom wykształcenia, ciężko zdobytego po żmudnym dniu roboczym, przerasta nieraz kilkakrotnie poziom i brydżowe zainteresowania przeciętnego a ufnego w swe zdolności dyplomowanego groszoroba. Ale robotnik nawet kulturalny jest tylko zwykłym i normalnym człowiekiem dalekim od wymarzonych ideałów. Codzienna walka, własne, rodzinne sprawy, ludzkie namiętności kształtują jego osobowość w tym samym stopniu co innych. Nie ma wreszcie jakiegoś „typowego”, „przeciętnego” robotnika, któryby za wzór mógł służyć. Przeciwnie, czytając ankiety i pamiętniki zapoznamy się z dużą rozmaitością typów, z wielością środowisk. Pamiętniki robotników dają nam dużą możność poznania warstwy i środowiska, poniekąd łamią – wydaje nam się – mur nieporozumień wyniesiony wokół klasy.

Jak jednak należy ująć zagadnienie typów ludzkich proletariatu, czym wytłumaczyć zróżniczkowanie?

Przede wszystkim sama rozmaitość warunków ekonomicznych stwarza już różnolitość typów robotniczych.

Inaczej żyje, w innym nastroju psychicznym znajduje się pracownik stabilizowany, o stałej miesięcznej pensji, którego można usunąć dopiero drogą sądu dyscyplinarnego – inaczej znowu robotnik ceramiczny, zatrudniony przez cztery, pięć miesięcy w roku, o trzech-złotowym dziennym zarobku, przy dużej rodzinie, któremu stale zagraża zwykłe, czternastodniowe wypowiedzenie.

Moment gospodarczy wpływa już na stworzenie środowiska. Od zarobku zależy, czy robotnik mieszkać będzie w zdrowym, jasnym i obszernym mieszkaniu, czy będzie miał możność spędzenia urlopu na wsi, czy będzie miał izbę w zimie ciepłą i oświetloną, czy wreszcie będzie kupował książki, korzystał z kina, teatru itd.

Wszystkie te okoliczności, na pierwszy rzut oka „drobnostki”, składają się na wytworzenie środowiska.

Warunki zawodowe i geograficzno-środowiskowe wywierają też piętno.

Duża fabryka zatrudniająca pięć, sześć tysięcy ludzi jest specyficznym skupiskiem, wymagającym już odrębnych form organizacji zawodowej. W warsztacie takim siła solidarności robotniczej ma znaczenie tak wielkie, że często gwarantuje, w pewnych przynajmniej granicach, robotnikom swobodę przekonań i organizowania się. Samo otoczenie, fabryka, maszyny, piece pozostawiają swe ślady na zachowaniu się i psychice robotnika.

A teraz porównajmy ten typ robotnika „wielkofabrycznego” z czeladnikiem lub chłopcem u szewca. Gdzieś tam w suterenach, w małej mrocznej izbie pracuje trzech, czterech ludzi. Ustawowego czasu pracy nikt nie przestrzega, śladów higieny nie znajdziemy, organizacja w łonie samego warsztatu nie ma znaczenia (co innego organizacja ogólna, jednocząca wszystkich czeladników).

Warunki pracy, warsztat pracy i jego rozmiary składają się również na strukturę socjalną, a nawet przyrodniczą, środowiska robotniczego.

Dodajmy teraz i inne ważne współczynniki – a więc wielkość skupisk ludzkich, położenie geograficzne zakładu i osady, ciężar tradycji i wychowania.

Wielkie milionowe miasto w porównaniu z osadą robotniczą czy małą, odległą od linii kolejowej mieściną stanowi zupełnie odmienny typ środowiska, wiadomym jest również, jak silne piętno wywiera na charakterze mieszkańców środowisko portowego miasta. Sprawy te poruszamy tylko ogólnikowo, nie wdając się w szczegóły, pomijając też cały zespół innych współczynników kultury robotniczej [3].

Ale nawet pobieżny tylko przegląd współczynników środowiska robotniczego wystarczy dla uzasadnienia wielości typów robotniczych, bo przecież środowisko ma w tym względzie pierwszorzędne znaczenie.

Autorzy pamiętników zamieszczonych w niniejszym tomie rekrutują się z różnych środowisk, z rozmaitych gałęzi przemysłu, reprezentują także rozmaite kategorie płac i kwalifikacji.

Obok pamiętników drobnego rzemieślnika, szewca z małej lubelskiej mieściny, zamieszczono również i wypracowanie metalowców z wielkich ośrodków przemysłowych, górników o stosunkowo dobrym uposażeniu, a tworzących przy tym, dzięki charakterowi ich pracy, specjalną kategorię w łonie proletariatu.

Nie pominięto też i pamiętników naftowców, robotników światłych, o wysokiej kulturze i niezwykłym wprost pędzie do oświaty, a przy tym stosunkowo zamożnych i świetnie zorganizowanych. Pamiętniki murarzy, tych reprezentantów „wolnego zawodu” robotniczego, ludzi o dużej niezależności, o swoistej krzepkiej gwarze, dumnych ze swego zawodu i rzemieślniczego zwyczaju, wesołych, a w ruchu robotniczym żywiołowych, stanowią znowu przykład życia odmiennego typu robotnika.

Nie braknie też wypracowań „tułaczy pracy”, wyrobników czy robotników sezonowych, w wiecznej biedzie i nędzy żyjących, stale na bezrobocie narażonych, zmieniających często zawody.

Nie sposób w krótkim wstępie naszkicować choć w zarysach typy środowisk i kategorii. Ten pobieżny rzut oka na zagadnienie niech wyjaśni czytelnikowi fakt pewnej różnorodności przeżyć i losów opisywanych przez różnych autorów, fakt rozmaitych warunków ekonomicznych i środowiskowych sprawiający, że jeden robotnik zażywa względnego dostatku, korzysta z wytworów kultury, a inny znowu – przytłaczająca większość – spędza swój żywot w czarnej nędzy.

V

Jeszcze jedna kwestia, która może powstać w związku z ogłoszonymi pamiętnikami. Kwestia ich „prawdomówności” czy „szczerości”.

Kwestia ta może być dwojako rozumiana, zależnie od tego, czy mamy na myśli obiektywną prawdziwość treści, czy subiektywną prawdę wypowiedzenia. Gdy powiadam, że odczuwam smak gorzki jak piołun, czym innym jest fakt, że ten smak odczuwam, a czym innym np. twierdzenie, że ktoś mi do potrawy dorzucił piołunu. Podmiotowa podstawa tego sądu może być faktem, ale twierdzenie może być błędne, ponieważ smak gorzki mógł być wywołany czym innym, np. zaburzeniami w trawieniu.

Różne zdania wypowiadane przez autorów autobiografii mogą być rozumiane i oceniane bądź ze względu na stosunek do jednostki, która je wyraża, bądź ze względu na stosunek do przedmiotowej rzeczywistości, na którą wypowiedzenie wskazuje. Gdybyśmy byli historykami (nawet historykami teraźniejszości), interesowałaby nas głównie ta druga kwestia: prawdomówność autorów ze względu na przedmiotową rzeczywistość omawianych przez nich zdarzeń. Lecz dla nas środek ciężkości zagadnienia leżał gdzie indziej, mianowicie w strukturze psychospołecznej typu. Interesował nas bardziej człowiek i sposób, w jaki on mówi o różnych sprawach, niż sama treść tego, co zostało wypowiedziane. Interesował nas nie człowiek w ogóle, lecz człowiek ukształtowany rozmaicie w ramach różnych środowisk pracy, człowiek jako typ psychospołeczny.

Jeżeli więc pewien autor mówi, a raczej deklamuje na pewien nurtujący go temat, z patosem, który nas, wykształconych na dobrej formie literackiej, razi, to jednak chcemy go właśnie takim pokazać; jeśli inny daje wyraz swej „antyklerykalnej religii”, to pozostawiamy go takim, jakim jest, bez retuszu. Jeśli inny zdradza nienawiść do ojca, mimo że sam przytacza fakty, które tej nienawiści nie usprawiedliwiają, raczej przeciwnie, to jednak ta właśnie tendencja go charakteryzuje. Chcieliśmy dać mocny, poprawny obraz, a nie mdły wzorek.

VI

„Klasa robotnicza”, „proletariat”, nie jest grupą jednolitą kulturowo. Są to wyrażenia wskazujące raczej na pewną kategorię struktury gospodarczej niż na konkretną treść społeczną. Rzut oka na załączone prace przekonywa, jak dalece są one różne – od zupełnego prymitywu człowieka, żyjącego na marginesie społeczeństwa, do inteligenta, żywiącego ambicje intelektualne, dbającego o formę literacką, usiłującego zająć określoną, własną postawę wobec różnorodnych zagadnień kultury [4].

Różnorodna ta masa (a ściślej mówiąc szereg warstw kulturalnych i towarzyskich) może w pewnych warunkach działać jako jednolita grupa, np. w akcji strajkowej; wówczas przestaje ona być tylko abstrakcyjną kategorią, a staje się rzeczywistością społeczną, która jednak po ukończeniu jakiejś akcji scalającej może znowu okazywać tendencje odśrodkowe i różnicujące. „Klasa” nie jest, lecz w pewnych warunkach „staje się”; jej trwanie ma charakter dynamiczny, stałym zaś czynnikiem są raczej warunki ekonomiczne, które w razie konfliktu mogą prowadzić do „uświadomienia” siebie jako klasy.

Ta różnorodna masa, żyjąca w bardzo różnych warunkach, przenikana przez najróżnorodniejsze prądy ideologiczne, ogarnięta tendencjami do awansu społecznego, stale w chwiejnej równowadze, stale nie czująca się „nasyconą” i dlatego objawiająca dużą prężność społeczną, zasługuje na jak największą uwagę [5]. Tej uwagi udziela jej się zbyt mało. Wyłącznie administracyjno-polityczny stosunek to stanowczo zbyt mało. Społeczeństwo musi znać robotnika, otoczyć zrozumieniem jego dążenia do kultury: państwo powinno zajmować się nim nie tylko w okresach rozruchów, musi ono otoczyć opieką jego uzasadnione ambicje, jego dążenia do współudziału w dobrach kultury; rozszerzy ono w ten sposób swe oparcie społeczne, wyjdzie poza zaklętą sferę inteligencji i biurokracji. A masa ta nie musi być dopiero mozolnie rozbudzana; przez swoją dynamikę, przez swój pęd do kultury zaznacza sama mocno, czym jest i ku czemu dąży.

VII

Chcieliśmy uniknąć niepotrzebnych nieporozumień. Wydaje nam się, że cel i istota tego wydawnictwa zostały już dostatecznie wyjaśnione. A jednak nie z obawy, a chcąc uniknąć niepotrzebnych dyskusji, poruszyć musimy sprawy dziś może drażliwe.

W pytaniach naszej ankiety nie poruszaliśmy spraw religijnych ani klerykalnych – kierowaliśmy się przy tym dwoma momentami:

1) Sprawy te stanowią prywatną własność każdego człowieka, której naruszać nie chcemy. Analogiczne w tym względzie są założenia ideowe organizacji, która badania przeprowadzała i którą reprezentowaliśmy w tych badaniach, tj. TUR-a. Rozumiemy dobrze i oceniamy religijność i potrzeby religijne mas i jednostek.

2) Niemniej religia podlega badaniu naukowemu. Uważaliśmy jednak, że badania religiologiczne wymagałyby specjalnych środków naukowych, właśnie ze względu na swój charakter.

Ankieta przeprowadzona przez prof. Mysłakowskiego na terenie uniwersyteckim wśród studentów zawierała szereg pytań ujmujących stosunek uczestnika ankiety do religii jako czynnika samowychowania. W ankiecie ogólnej liczyliśmy się, że obejmujemy zakres szerszy – masy. Łatwo mogłoby dojść do niezrozumienia naszych, czysto poznawczych intencji.

Ale przecież autorzy pamiętników, wbrew naszej woli, sprawy te poruszyli. Zupełne wykreślenie wypowiedzeń się byłoby fałszowaniem dokumentów, zakrywaniem bolączek. Zresztą w tym względzie czytelnik nie znajduje jakichś specjalnych skrajności. Krytycyzm przejawia się w stosunku do kleru (nie do religii) na tle momentów personalnych. Z punktu widzenia psychologicznego są to zjawiska ciekawe dla naukowców – ale zainteresują również i działacza społecznego, a z natury rzeczy zainteresować mogą duchowieństwo, które właśnie z tych opinii ludzi prostych może wyciągnąć pewne wnioski, zalecić postępowanie, by ono zgodne było z potrzebami i tęsknotami mas.

A oto sprawa druga, narodowa – i ona również poruszoną została. Działacze, uczestnicy ankiety, brali udział w walkach powstańczych i wojennych. Utrata pewnych terytoriów w dobie kształtowania się granic Rzeczypospolitej, a raczej sam okres kształtowania się granic był silnym przeżyciem mas roboczych zgrupowanych w PPS.

Dzisiaj stosunki się ułożyły, i tak np. klasa robotnicza ma dla Czechosłowacji uznanie i sympatię, ceniąc sobie demokratyczną formę rządów tego kraju.

Jeden z uczestników ankiety, Józef Jedynak, w swej ankiecie sięga do okresu walk powstańczych z Czechami, których „magna pars fuit”, i znowu w myśl założeń poznawczych należało ten ciekawy pamiętnik działacza robotniczego, wykształconego górnika, bojownika PPS, zamieścić i uwzględnić jego stosunek do naszych południowych sąsiadów. Podobnie rzecz się przedstawia i z innymi, analogicznymi problemami.

VIII

Pamiętniki, jak już wskazano – obrazują subiektywne sądy i przeżycia autorów.

Czy sądy te zawsze są słuszne, czy krytyka postępowania bliskich, przypisywanie winy zgodne są z rzeczywistością? Czy wreszcie niejednokrotnie postępowanie autorów, a raczej bliskich (np. ojców), nie uchybia pewnym zasadom moralności? Zarzuty stawiane instytucjom czyż zawsze są uzasadnione?

Bieda, nędza, złe traktowanie niech będą dostatecznym usprawiedliwieniem tych uchybień.

Jeden z uczestników ankiety pisze: „Szanowni – pisząc, nie chciałem nikomu złośliwie dokuczyć, to prawda dyktowana przez gorycz, żal i ból, że jesteśmy tak obdarci ze wszystkiego”…

A jeżeli przecież postępowanie autorów czy sposób opisywania przez nich wspomnień razić nas może w pewnych wypadkach – pamiętajmy, że zadaniem wychowawców klasy pracującej i oświatowców jest usunięcie tych wad. To, że w pamiętnikach na światło dzienne wady te wyszły, może być uważane tylko za zaletę. W ten sposób autorzy sami mimowolnie wskazują nam problem.

Niewątpliwie widzimy wady naszych uczestników – są oni ludźmi, mają wady oraz zalety, jak każdy człowiek.

Nędza, bezrobocie nie uszlachetniają.

I właśnie w świetle wad plastycznie występują wartości tego materiału ludzkiego, wartości, które pozwalają żywić najlepsze nadzieje, optymizm, wiarę w przyszłość ludzi pracy i tej ziemi.

Ile problemów wyłania się przy czytaniu tych paru pamiętników, ile kwestii poruszono, ile problemów w nich nurtuje, jak wartościowych autorów czytają ci ludzie, a o tym wszystkim piszą przecież ludzie prości, od młota, biedni, ludzie, którzy nieraz kilka zaledwie miesięcy w szkole spędzili. Pismo wielu wskazuje, że ciężką pracą było dla nich utrwalenie swych przeżyć. Jeden np. szewc z małej lubelskiej mieściny zeszyt kołkami widocznie przybił do stołu, by się nie suwał, litery stawiał wolno, mozolnie w ręcznie wyliniowanym zeszycie…

Słusznie czytelnik zauważy, że to może być materiał najlepszy, wybrany. Prawda. Ale wskazuje to na wielkie możliwości kształcenia i wychowania, na wartość materiału ludzkiego, a przede wszystkim na wielkie zadania, które stoją przed nami – zadania kształcenia i wychowania tych ogromnych mas, udostępnienia nauki i możliwości rozwoju kulturalnego, a przede wszystkim stworzenia ludzkich warunków bytowania.

IX

W końcu – last not least – dziękujemy serdecznie Naukowemu Towarzystwu Pedagogicznemu za pomoc finansową, dzięki której byliśmy w możności przeprowadzić badania i zorganizować ankietę, autorom pamiętników, że nie zawiedli naszych nadziei i zadali sobie wiele nieraz trudu, pisząc po nocach, po całodziennej pracy.

Zarząd Główny TUR, a w szczególności sekretarz generalny, poseł Zygmunt Piotrowski, nie szczędził trudu i wysiłków, by zachęcić oddziały do nadsyłania wypracowań, zaś mgr N. Osiek, sekretarz okręgowy krakowskiego TUR-a, z dużą energią i umiejętnością prowadził prace organizacyjne i propagandowe, tak ważne dla powodzenia konkursu.

Za wszystkie te wysiłki i trudy w tym miejscu pozwalamy sobie podziękować.

Dziękujemy równie p. Maksymilianowi Boruchowiczowi za umiejętną pomoc w korygowaniu skryptów i za jego mozolną i trudną pracę w toku wydawania, której nie szczędził, oddając się jej z sobie właściwym zapałem lingwisty i literata.

Dr Zygmunt Mysłakowski, prof. UJ
Dr Feliks Gross, kier. Seminarium Socjologicznego TUR
Kraków, w styczniu 1938 r.
________________________________
Powyższy tekst to cała przedmowa do książki Zygmunta Mysłakowskiego i Feliksa Grossa pt. „Robotnicy piszą. Pamiętniki robotników – studium wstępne”, Księgarnia Powszechna, Kraków 1938. Książka ta zawierała 25 najwyżej ocenionych prac nadesłanych na konkurs omówiony w powyższym tekście. Od tamtej pory tekst nie był w całości wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych źródeł.

Publikowaliśmy już jeden z pamiętników nadesłanych na omówiony konkurs i zamieszczonych w tej samej książce:

Przypisy:

1. Ze względu na specyficzny charakter środowiska robotnika żydowskiego i stosunkowo szczupły materiał postanowiliśmy wypracowania te wyzyskać dopiero w ew. dalszej pracy poświęconej tym właśnie środowiskom.

2. Wyjątek stanowią artyści i pisarze, używający nieraz swoistej, subiektywnej interpunkcji, u których swoboda ta nie wynika z przypadku ani ignorancji, lecz jest wyrazem dążenia do świadomego celu artystycznego. Poprawianie w takich razach jest zubożaniem autora i czytelnika. Tak np. interpunkcja rękopisów Norwida wydaje się nieraz fantastyczna i różni wydawcy przykrawali ją do „ogólnie przyjętych wymagań”. Lecz w tym właśnie wypadku należałoby pozostawić ją w całości w formie oryginału, ponieważ stanowi ona część artystycznej formy Norwida w ogóle, podobnie np. jak prowincjonalizmy w języku Mickiewicza.

Gdyby szło o pewne bardzo specjalne badania filologiczno-socjologiczne lub filologiczno-psychologiczne, należałoby fotografować rękopisy, w istocie bowiem każdy znak i kształt, każdy wytwór czynności jest dokumentem znaczącym, nawet pomyłka, lecz w ramach założeń tej pracy było to dla nas zbyteczne.

3. Zagadnieniom tym poświęcamy pracę pt. „Proletariat i kultura”, która niedługo ukaże się drukiem.

4. Np. kaflarz krakowski, studiujący „Ojcze Nasz” Cieszkowskiego i, jak mieliśmy sposobność przekonać się w rozmowie, interpretujący go zupełnie nie gorzej od jakiegoś zawodowego inteligenta (powiedzmy polonisty). Inny z badanych przez nas zajmuje się historią sztuki i archeologią: ma nawet za sobą czyn uratowania pewnych zabytków od zagłady.

5. I to z różnych powodów; nawet z tak aktualnego dziś jak obrona państwa. Postawa robotnika polskiego z r. 1920 nigdy nie powinna mu być zapomniana.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *