Bronisław Marczak

W dziesięciolecie „zjednoczenia”

[1959]

Od redakcji „Robotnika”: Wszędzie w relacji poniższej, gdzie autor mówi o Polskiej Partii Socjalistycznej, ma na myśli koncesjonowaną PPS. Powstała ona w roku 1944 w Lublinie pod osłoną sowieckich bagnetów i miała na swym czele jednolitofrontowe kierownictwo, przeważnie przywiezione przez armię sowiecką z Moskwy. Szeregi koncesjonowanej PPS wypełniły jednakże setki tysięcy robotników, wiernych tradycji prawdziwej PPS, którzy za nic w świecie nie chcieli być członkami komunistycznej PPR.

***

W prasie krajowej ukazały się w grudniu ub.r. artykuły poświęcone dziesiątej rocznicy połączenia się Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i koncesjonowanej Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), a właściwie likwidacji tej ostatniej. Autorzy tych artykułów przytaczają fragmenty przemówień Władysława Gomułki w okresie przedpołączeniowym i starają się udowodnić, że połączenie nie było mechaniczne, lecz nastąpiło w wyniku ścisłej współpracy obu partii w jednolitym froncie na zasadach marksizmu-leninizmu (obecnie opuszcza się trzeci człon: stalinizmu) i że dzięki tej współpracy, nazywanej wówczas „jednością działania”, myśl połączenia dojrzewała.

Warto przypomnieć, jak wyglądała w praktyce ta „jedność działania”, a szczególnie to „dojrzewanie”. Zilustrujemy je autentycznymi faktami. Fakty te miały miejsce w całym kraju, ale najbardziej uwidoczniły się na terenie miasta Łodzi, zwanej polskim Manchesterem, czerwonej robotniczej Łodzi, gdzie rozgrywała się rywalizacja obu partii o hegemonię wśród proletariatu.

Wiadomo było wszystkim, jak znikome wpływy mają komuniści wśród społeczeństwa polskiego, a szczególnie wśród proletariatu. Komuniści sami zdawali sobie sprawę z tego, że gdyby za ich plecami nie stali rosyjscy czerwonogwardziści i enkawudziści, to by biednie i blado wyglądali, toteż oprócz straszenia i nacisku rozdzielali legitymacje peperowskie, które otwierały drogę do dobrych posadek i stanowisk.

Polska Partia Socjalistyczna (koncesjonowana) była wówczas jeszcze komunistom potrzebna i dlatego tolerowana. Rozbudowała się, dzielnice partyjne rozrosły się, powstawały wojewódzkie organy prasowe i wpływy pepesowskie można było dojrzeć gołym okiem. Tam, gdzie odbywały się mniej więcej uczciwe wybory, do niektórych rad zakładowych i komitetów spółdzielczych, wybierano jedynie i wyłącznie pepesowców lub bezpartyjnych. Nakłady pism pepesowskich powiększały się z dnia na dzień. W Łodzi wychodził wówczas wojewódzki organ koncesjonowanej PPS pod nazwą „Kurier Popularny”, który miał nakład większy niż organ komunistyczny w Łodzi, „Głos Robotniczy”.

Blady strach ogarnął komunistycznych komisarzy. Przystąpili do ataku, do walki o „uzyskanie wpływów”. Członków PPS usuwano z zajmowanych stanowisk; zebrania wyborcze do rad zakładowych lub komitetów spółdzielczych, o ile nie było uzgodnionych uprzednio list ze wspólnymi kandydatami, były rozpędzane jako nielegalne przez nasłaną milicję lub bojówki komunistyczne.

Istniały wówczas tzw. komisje grubych trójek, które miały za zadanie regulowanie konfliktów, powstałych w związku z „jednością działania”. Do tych komisji każda partia delegowała po 3 przedstawicieli. Komisje te miały zawsze ręce pełne roboty, bo ciągle wybuchały kłótnie i skandale z powodu łamania umowy przez komunistów. Zgodnie z umową o „jedności działania”, różne stanowiska w administracji, przemyśle, związkach zawodowych, milicji, spółdzielczości itd. podzielono między PPR i koncesjonowaną PPS. Faktycznie podział istniał jednak tylko na papierze. Kto nie posiadał legitymacji PPR, zostawał szybko spławiony pod byle jakim pretekstem lub nawet i bez niego. Właściwie umowa o „jedności działania” znalazła swój wyraz w posłusznym wykonywaniu uchwał PPR przez koncesjonowaną PPS. Odbywało się to w ten sposób, że zawsze po jakimś plenarnym posiedzeniu Komitetu Centralnego PPR zbierał się Centralny Komitet Wykonawczy koncesjonowanej PPS, przyswajał sobie uchwały peperowskie i przesyłał je do swych terenowych organizacji do wykonania. Nie obeszło się bez burzliwych zebrań na dzielnicach partyjnych, gdzie pepesowcy energicznie protestowali przeciwko takiemu postępowaniu i dyktaturze partii komunistycznej.

Nawet najbardziej prawowierni jednolitofrontowcy mieli tego dość i jawnie występowali przeciwko takim metodom. Doszło do tego, że popularny działacz pepesowski, wypróbowany jednolitofrontowiec łódzki Henryk Wachowicz ogłosił w „Kurierze Popularnym” „List otwarty do Towarzysza Edwarda” (Edwarda Ochaba, ówczesnego sekretarza wojewódzkiego PPR). W liście tym Wachowicz poruszył sprawy łamania przez PPR umowy o „jedności działania”, wyrzucania pepesowców ze stanowisk i posad, prób rozbicia organizacji PPS, aresztowań działaczy pepesowskich. List ten wywołał ogromne wrażenie: u peperowców podziałał jak przysłowiowy kij wsadzony w mrowisko, a u pepesowców spowodował podniesienie na duchu i wyprostowanie się kręgosłupów. Dr Bolesław Drobner z Krakowa przysłał depeszę do Wachowicza z wyrazami solidarności i uznania.

Byłoby naiwnością przypuszczać, że peperowcy się zlękli. Wcale nie, zaostrzyli tylko walkę przeciwko PPS. Wystąpili z zarzutami, że PPS przygarnęła do swoich szeregów wszystkich reakcjonistów, a nawet volksdeutschów i że oni to właśnie występują przeciwko jednolitemu frontowi i współpracy, czyniąc to oczywiście za pieniądze obcych agentur i w służbie amerykańskiego imperializmu. Zmniejszono przydział papieru gazetowego dla pism pepesowskich, choć ministrem propagandy był członek Centralnego Komitetu Wykonawczego koncesjonowanej PPS, były ksiądz katolicki Stefan Matuszewski, wtyczka komunistyczna. Tak wyglądała w praktyce „jedność działania” i „dojrzewanie”.

Wszystko to było jednak niczym wobec faktu, który zaszedł w połowie 1946 roku w Łodzi, kiedy to cenzor skonfiskował przemówienie… premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego. Odbyło się to w ten sposób: Komórka organizacyjna PPS w wielkim zakładzie włókienniczym w Lodzi tak się rozrosła, że Wojewódzki Komitet PPS postanowił przemianować Komitet Fabryczny na Komitet Dzielnicowy. Szykowała się wielka uroczystość, na którą przyjechał przewodniczący CKW partii, ówczesny premier Osóbka-Morawski. Na owej uroczystości Osóbka-Morawski wygarnął komunistom wszystko, co czynili w stosunku do PPS. Opowiedział, jak wygląda faktycznie „współpraca”. Wspomniał o usuwaniu pepesowców z posad, aresztowaniu działaczy pepesowskich, terroryzowaniu członków PPS, uniemożliwianiu normalnej działalności organizacji młodzieżowej OMTUR, konfiskowaniu pism pepesowskich i próbach rozbicia organizacji partyjnych przez stosowanie gróźb i odstraszanie aktywnych działaczy, o wyrzucaniu pepesowców z rad zakładowych i zarządów związków zawodowych.
„Kurier Popularny” umieścił całe przemówienie premiera i… teraz na scenę wstępuje cenzor łódzki! Przemówienie Osóbki-Morawskiego zostaje skonfiskowane. Biuro Kontroli Prasy (cenzura) podlega bezpośrednio premierowi, ale to nic, podwładny konfiskuje przemówienie swojego szefa – premiera. Budzą w nocy Osóbkę-Morawskiego i zawiadamiają go, że łódzki cenzor skonfiskował jego przemówienie. Polecenie premiera uchylenia konfiskaty nie pomaga, cenzor łódzki oświadcza, że ma wyraźne polecenie skonfiskowania gazety z przemówieniem. Polecenie wydał sekretarz generalny PPR, Władysław Gomułka. I „Kurier Popularny” tego dnia rano nie ukazał się.

Wiadomość o tym rozeszła się błyskawicznie po mieście. Przed kioskami z gazetami formowały się demonstracje oburzonych, tłumy oblegały drukarnię, gazie drukowano gazetę. Dopiero w godzinach południowych ukazał się „Kurier Popularny”, ale bez przemówienia Osóbki-Morawskiego. Przemówienie premiera zostało skonfiskowane na polecenie wicepremiera.

Nacisk PPR na PPS wzmógł się. Do szeregów pepesowskich odkomenderowano mnóstwo komunistycznych wtyczek, przywódców pepesowskich otoczono zgrają szpiclów. Mnożyły się areszty pepesowców, których podczas badań „urządzano” w znany sposób, chcąc ich zmusić do zeznań, że przywódcy pepesowscy są w kontakcie z obcymi agenturami. Szczególnie chodziło komunistom o unieszkodliwienie Wachowicza. W UB sporządzono listy członków PPS, którzy odnosili się krytycznie do praktyk komunistycznych. Niektórym wytoczono procesy o przynależność do WRN, a resztę wyrzucono z PPS na polecenie PPR w okresie przedpołączeniowym, kiedy to właśnie „dojrzewała” myśl o jednolitej partii i kiedy zbierano składki na „wspólny dom”. Usunięci zostali ze swoich stanowisk wiceprezydent miasta Łodzi, stary działacz pepesowski Ajnenkiel i wicewojewoda Stawiński. Jeszcze przed połączeniem został na żądanie PPR wykluczony z PPS najprawdziwszej wody jednolitofrontowiec, pierwszy sekretarz PPS województwa łódzkiego, członek CKW PPS, kilkudniowy wiceminister bezpieczeństwa, niedoszły minister pracy, pułkownik czasu wojny, odznaczony Krzyżem Grunwaldu – Henryk Wachowicz. Szef łódzkiego UB generał Moczar usilnie starał się znaleźć jakąkolwiek podstawę, aby Wachowicza, swego najlepszego przyjaciela z młodych lat, zamknąć w więzieniu i wytoczyć mu proces, ale to mu się nie udało.

Tak wyglądała w praktyce „jedność działania”, a szczególnie „dojrzewanie”. O tym, jak „dojrzewała” koncesjonowana PPS, świadczy przemówienie Józefa Cyrankiewicza na przedostatnim kongresie PPS we Wrocławiu w grudniu 1947 roku. Cyrankiewicz, wówczas już premier w miejsce Osóbki-Morawskiego, powiedział wtedy, że PPS „jest i będzie polskiemu narodowi potrzebną”. Sprawozdanie zjazdowe notuje w tym miejscu: „Burzliwe oklaski, wszyscy powstają z miejsc i śpiewają Czerwony Sztandar”.

W rok później koncesjonowana PPS nie była już potrzebna i przestała istnieć. Nic dziwnego, że pod promieniami słoneczka stalinowskiego tak szybko dojrzewała.

Bronisław Marczak
___________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik”, centralnym organie PPS, wydawanym wówczas jako miesięcznik przez Centralny Komitet Zagraniczny PPS, redaktor naczelny Adam Ciołkosz, w numerze 1 z roku 1959. Od tamtej pory nie był wznawiany.

2 komentarzy nt. “W dziesięciolecie „zjednoczenia”

    • Czytam,czytam i nie umiem zrozumieć dlaczego elity narodu polskiego nie wyciągnęły dostatecznych wniosków z doświadczeń i nauk przedwojennych działaczy PPS i lewicy szerzej rozumianej.Dochodzę do wniosku,że,,nauki elit narodu polskiego”to jakiś kosmiczny bełkot-każdy z innej planety, który nie jednoczy a dzieli mieszkańców polski. Co z tego,że publikujecie myślicieli ruchu lewicowego ostatnich 100 lat kiedy historia zakreśliła koło i znów wrócilśmy do gospodarki ustrojowej IXX wieku z ogromnym wyzyskiem przez obcy i narodowy kapitał.W latach 1945-1989r. nastąpił nieporównywalny rozwój gospodarczy w stosunku do lat okresu przedwojennego i bez względu na to jaki przełom polityczny nastąpił , to mająca rzetelną wiedzę /opartą na doświadczeniach lewicy politycznej między innymi PPS/uwczesne elity polityczne nie powinny dopuścić do obecnej sytuacji.Ale kiedy jest się podzielonym na tych , co przy korycie i na tych co dopiero chcą się dostać do koryta,to wszelkie nauki lewicowe nie mają racji bytu.I ci którym się nie udało,znów zaczynają wspominać piękne czasy walki o idee która już była spełniona w PRL nie w pełni ale….Czyli podziały w samej lewicowej elicie lub elitach doprowadzają do upadku tego co wydaje się na początku równe i piękne.A kto w efekcie płaci za idee- oczywiście ci co są na samym dole drabiny społecznej ponieważ są przez elity lewicowe zdradzani w walce o byt.Na ich plecach wspina się po szczebelkach ,,władzy” nowa lewica, a kiedy się już jest na szczycie i nie chce się spadać, to trzeba mieszać nowymi ideami,i obiecywać złote góry.Przeżyłem lewicowców różnych idei lewicowych którzy wywodzili się z pokoleń robotniczych i chłopów pańszczyżnianych a kiedy awansowali po ukończonych wyższych szkołach,wieszali ,,swoich szlachetnie urodzonych przodków” na ścianach w swoich służbowych mieszkaniach.Warto znać historię ruchów lewicowych dlatego cenię stronę ,, lewicowo.pl bo mimo wszystko mam nadzieję,że młodzi czytelnicy tej strony wyciągną wnioski z podziałów na lewicy.?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *