Zbigniew Czeczot-Gawrak

Przyczynek do dziejów międzywojennej żeromszczyzny („Zarzewie Nowe”)

[1988]

Dzieje międzywojennego akademickiego Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej zasługują na nieco większą uwagę historyków międzywojennych polskich ruchów młodzieżowych. Z czynnej przed wojną kadry jego działaczy i seniorów, mocno przetrzebionej wojną, okupacją, potem częściowo emigracją, ta część weteranów, która została w kraju, pozostała rozproszona, zachowując przeważnie wobec przeszłości postawę stoickiego milczenia. Pewnym przełomem było zeszłoroczne listopadowe krakowskie spotkanie większości pozostałych przy życiu dawnych zetpeemdowców, głównie z ośrodka krakowskiego, w ramach rocznicowych spotkań absolwentów UJ, ale też w setną rocznicę powołania w Szwajcarii przez Jeża-Miłkowskiego tajnej polskiej organizacji demokratyczno-niepodległościowej „ZET” (Związku Młodzieży Polskiej). Dzięki wspomnieniom i dokumentom zeszłorocznego spotkania trochę sprostowany został efekt krzywego zwierciadła, w jakim losy międzywojennego ZPMD na ogół się odbijały.

W jednym odbiciu tego zwierciadła, nachylonego w stronę początków ZPMD, powołanego do życia w drugiej połowic lat 20. po przełomie majowym Piłsudskiego, organizacja ta, ciesząca się poparciem „Naprawy”, jawiła się w dygresjach niektórych historyków czy publicystów jako twór wobec ówczesnych władz dość instrumentalny, jakby bezwiednie służący do odbierania, w walce o młodzież, wiatru spod żagli z jednej strony endecji, z drugiej PPS i komunistom. Jeżeli nawet działacze ZPMD z tych czasów, wpatrzeni w gwiezdny szlak polskiej myśli patriotyczno-demokratycznej, wytknięty sztafetą pokoleń przez ZET od czasów Lelewela i Mochnackiego, z taką grą polityczną nie mieli nic wspólnego i swe poparcie dla obozu Piłsudskiego warunkowali we wszystkich deklaracjach programem przebudowy ustrojowej i zjednoczenia na platformie interesów „świata pracy”, trzeba stwierdzić, że program tej przebudowy rysował się jeszcze mało konkretnie, a silny odłam członków widział się raczej w pozycji analogicznej do roli francuskich „radykałów”, czyli w sytuacji laickiego, liberalnego centrum.

Inne odbicie krzywego zwierciadła, przesunięte na ostatnie lata przed wojną, daje obraz odwrotny, jakby „antyinstrumentalny”. ZPMD jawi się tu jako skłócone gremium rozgoryczonych i zawiedzionych, podatne na infiltracje z lewa i prawa, a w swej elitarnej grupie przekształcające się w rodzaj pepiniery polskiego anarchosyndykalizmu. Najmniej spektakularny dla wielu ustawiaczy zwierciadeł był fakt, że i u autentycznych ideowych przywódców organizacji jak wśród jego „szarej piechoty”, wewnętrzny kręgosłup ideowy, nawet w najtrudniejszych latach ostatniego okresu – pozostał nietknięty.

Te często spotykane deformacje obrazu ZPMD, ułatwione milczeniem pozostałych przy życiu dawnych działaczy (które z kolei wynikało z pewnego skrępowania konspiracyjnym charakterem ZET-owskiego trzonu organizacji) – prowadziły do jednego, dość negatywnego wniosku, do braku jakoby osobowości ideowo-politycznej, w każdym razie osobowości i programu mającego dla II Rzeczypospolitej charakter konstruktywny. Odsuwając na bok tendencyjne złośliwości czy arlekinady publicystyczne, jak również werdykty ferowane po wojnie, można wysunąć hipotezę, że znaczna część zniekształceń wynikała jednak z braku dostatecznej ilości świateł skierowanych na środkowy chronologicznie okres działalności ZPMD, dający – także w świetle zachowanych dokumentów, a zwłaszcza ówczesnej prasy ZPMD – obraz najprawdziwszy.

***

Względna stabilizacja polityczno-gospodarcza świata w latach dwudziestych uległa pod koniec tych lat załamaniu w związku z wielkim kryzysem ekonomicznym i postępującą ofensywą faszyzmu, którego środek ciężkości przesunął się trwale do Niemiec. Wichura ogarnęła również obszar Polski, powodując stan permanentnej gorączki i fermentu, na co od początku lat 30. wpłynęły zarówno okoliczności natury wewnętrznej, jak zewnętrznej.

Te wewnętrzne, to coraz głębiej przeorywające kraj ostrze kryzysu gospodarczego, ogarniającego zarówno przemysł, jak rolnictwo, a w warunkach jednoczesnego kryzysu politycznego po procesie brzeskim powodującego coraz głębsze rozwarstwianie się społeczeństwa, polaryzację zarówno w stronę lewicy, jak prawicy. Ferment ogarnął zwłaszcza organizacje młodzieżowe, stawiając pod znakiem zapytania constanse i pryncypia nie tylko polityczne, ale i ustrojowe starszej generacji. Szczególnie dramatycznego akcentu nabrały sprawy gospodarcze na Śląsku, domenie obcego kapitału, zwłaszcza niemieckiego, co zmuszało krakowską organizację ZPMD do ujmowania problemów tego pobliskiego, newralgicznego obszaru, w złożonym kontekście gospodarczo-politycznym i ustrojowo-społecznym.

Ale przyczyny wzrastającego fermentu intelektualnego tkwiły również poza granicami kraju. Od 1932 roku, tj. od czasu zawarcia polsko-radzieckiego paktu o nieagresji, polskie środowiska intelektualne, w tym i młodzież, chwilowo bez żadnych właściwie ograniczeń cenzuralnych dyskutowały żywo przebieg eksperymentu społeczno-gospodarczego naszego wschodniego sąsiada, nie bez pewnej – podzielanej zresztą wtedy i przez kraje zachodnie – fascynacji przyśpieszonym procesem radzieckiej industrializacji z przełomu lat 20. i 30. Na tle ówczesnego – wydawało się strukturalnego – krachu ustroju kapitalistycznego, hasła upaństwowienia przemysłu (zwłaszcza obcego) i gospodarki planowej zdawały się kryć dla Polski tak wielką szanse, że po zawarciu paktu o nieagresji z ZSRR tony zainteresowania eksperymentem industrialnym (oczywiście nie społecznym) tego kraju pojawiały się nawet w enuncjacjach niektórych przedstawicieli polskich władz. Życzliwe zainteresowanie radziecką industrialną gospodarką planową doszło jeszcze niejako do drugiej potęgi w następnym, 1933 roku, z chwilą dojścia do władzy Hitlera i zarysowania się perspektywy wojny z Niemcami. Z chwilą zawarcia w 1934 roku paktu o nieagresji z Hitlerem, przy jednoczesnym stopniowym łagodzeniu się w kraju skutków kryzysu gospodarczego, postawa władz wyraźnie się usztywniła, a także w społeczeństwie nastąpiła polaryzacja ugrupowań prawicowych w kierunku koncepcji ekstremalnych.

Nie miejsce tu na rekapitulowanie znanych meandrów ówczesnej i późniejszej gry sil politycznych starszego społeczeństwa; natomiast przytoczone tu fakty ujawniają, że w szczególności w 1933 roku, zbyt mało pod tym względem naświetlonym przez historyków, Polska stanęła na rozdrożu, co – wobec czasowego choćby krachu mitów gospodarki liberalno-kapitalistycznej – kazało młodzieży szukać nowych dróg dla Polski, dróg samodzielnych, ujawniło też, które odłamy młodzieży dowiodły wówczas swej samodzielności.

Szukając więc testów tej samodzielności, należałoby zbadać zawartość obiektywnych dokumentów, jaką była zwłaszcza ówczesna polska prasa akademicka, pochodząca z owego kulminacyjnego, wróżebnego dla Polski roku 1933. Ponieważ tekst ten jest osobistym przyczynkiem pamiętnikarskim, ograniczyć mi się wypadnie do pisma, z którym wówczas współpracowałem, do „Zarzewia Nowego”, wydawanego od 1932 r. przez krakowski Związek Polskiej Młodzieży Demokratycznej, afiliowany przy Uniwersytecie Jagiellońskim.

***

„Zarzewie Nowe”, kwartalnik wydawany nieregularnie, na lichym papierze, niemal „przy wyżymaczce i świecy łojowej”, dziś rozsypany w Polsce fragmentarycznie po różnych księgozbiorach, niekompletny nawet w Bibliotece Narodowej, jest dokumentem czasów tak zapomnianym – nawet przez większość członków ZPMD – że można go dziś ukazać niemal jak „rękopis znaleziony w Saragossie”.

Znacznie bardziej doktrynalnie zborne, dojrzale, redakcyjnie ambitne były czasopisma wydawane przez inne ośrodki akademickie ZPMD, choćby warszawski czy poznański, natomiast „Zarzewie Nowe”, oglądane dziś z perspektywy półwiecza, wyróżniało się dwiema, zasadniczymi cechami: gorącym sercem i nader zdrowym instynktem politycznym, leżącym na dnie z dużą zresztą odwagą wysuwanych koncepcji ustrojowych; wyraźnym łączeniem ze sobą idei przebudowy społecznej z ideą silnego państwa i silnego rządu.

Nietrudno chyba dociec tajemnicy tej specyfiki, dzięki której pismo, szeroko czytane i poszukiwane w krakowskim środowisku akademickim, działało rzeczywiście jak zarzewie nowe. Rozmach, barwność, pewne romantyczne rozwichrzenie wynikały z młodego wieku autorów i stosunkowo słabego w Krakowie udziału, a nawet obecności starszych seniorów organizacji. Ważniejszy był ów zdrowy instynkt polityczny pisma. Wynikał – jak sądzę – z dwóch głównie przyczyn: najpierw z dużego procentu młodzieży wiejskiej studiującej na UJ, która organizacji tej – na tle innych okręgów w Polsce – nadała charakter ruchu masowego; następnie z bliskiego sąsiedztwa Śląska, dość znacznego udziału robotniczej młodzieży śląskiej w uczelniach krakowskich, ze wzmożonego tu uczucia zagrożeń płynących wówczas z zachodniej granicy.

Powołanie do życia „Zarzewia Nowego” było wyrazem głębokiego przełomu, jaki dokonał się w latach 1931-1933 w świadomości krakowskiego środowiska ZPMD i który znalazł też wyraz w całkowitym usamodzielnieniu się wobec lokalnych czynników administracyjnych, bez rezygnowania wszakże z poparcia tych osób, które (jak np. ówczesny wojewoda krakowski Mikołaj Kwaśniewski) nowy trend organizacji śledziły z sympatią.

Wokół „Zarzewia Nowego” skupił się dość liczny, przeważnie nowy aktyw współpracowników, członków ZPMD. Szeregując nazwiska w porządku alfabetycznym, należałoby tu (poza autorem tego wspomnienia) wymienić następujące osoby: Kornel Chwalibóg, Stanisław Galant, Paweł Musioł, Aleksander Modes, Tadeusz Nowacki, Józef Pabis, Zbigniew Pykosz, Adolf Samueli, Włodzimierz Sierosławski, Emil Słomka, Marian Wojnowski, Teofil Wrona, Władysław Zachariasiewicz. Wojnowski i Wrona zginęli w czasie okupacji.

Nie miejsce tu na snucie osobistych wspomnień w rodzaju „Gdzie są chłopcy z tamtych lat”. Ograniczając się do odkrycia pewnych kart „Zarzewia Nowego”, zrezygnuję z konieczności z charakteryzowania tych lub innych sylwetek moich ówczesnych kolegów i przyjaciół z ZPMD. Nie będę też wspominał życia ówczesnej młodzieży akademickiej, barwnego, tętniącego życiem, rozsadzającego arterie starego Krakowa; w tym także owych pełnych fantazji sojuszów, jakie my, uważani za „lewicujących piłsudczyków”, w walce o Bratniak czy Bibliotekę Prawników zawieraliśmy czy to ze Związkiem Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, kierowanym przez Józefa Cyrankiewicza, czy z Myślą Mocarstwową, której przewodził Ksawery Pruszyński. Trzeba tu zrezygnować również z prób portretowania różnych naszych kolejnych kuratorów z ramienia władz akademickich, takich jak Adam Krzyżanowski. Fryderyk Zoll, Stanisław Estreicher, Stanisław Kutrzeba – przeważnie konserwatystów, uczniów starej historycznej szkoły krakowskiej, z olimpijskim spokojem patrzących na walki i starcia (zwłaszcza jeżeli nie miały charakteru rasowego), na burzliwe wiece, czasem z petardami. Wiedzieli ci mędrcy, że młodzież musi się burzyć, a po burzy powietrze czystsze.

Rekapitulując – z konieczności w dużym skrócie – główne idee „Zarzewia Nowego” skoncentruję się na pierwszych zeszytach pisma, a zwłaszcza na najważniejszym, drugim z kolei, wydanym w jesieni 1933 (nr 1933/1). Tak będzie nie tylko dlatego, że w związku z moim przejściem na początku 1934 r. do MSZ i wyjazdem na placówkę konsularną (skąd wróciłem tuż w przededniu wojny) na tych datach kończą się moje osobiste wspomnienia z pracy w ZPMD. Tak będzie przede wszystkim z tego powodu, że ów zeszyt 1933 nr 1 miał charakter bloku manifestów określających pozycję krakowskiego ZPMD wobec podstawowych problemów kraju, był godnym uwagi dokumentem owego pamiętnego roku 1933, w którym w Polsce, jak w tyglu, spalały się liczne tradycyjne konstrukcje pojęciowe i przetapiały na inne. Dalsze zeszyty „Zarzewia Nowego” były już najczęściej raczej szczegółowym rozpracowywaniem pierwszych proklamacji.

Zbiór artykułów – manifestów, jakim był nr 1/1933 „Zarzewia Nowego”, poprzedzony był artykułem redakcyjnym pt. „Dobro Rzeczypospolitej najwyższym prawem”, zawierającym główne fragmenty uchwalonej dawniej, ogólnopolskiej deklaracji ideowej ZPMD.

Oto kilka cytatów z tej deklaracji:

(…) Naczelnym obowiązkiem jest praca. Przez nią wnosi człowiek główne wartości do życia społecznego. Dlatego też praca jest jedynym tytułem do uznania i wyróżnienia (…). Państwowa racja stanu stoi ponad dążeniami poszczególnych jednostek czy grup społecznych. Świadome dążenie mas pracujących do osiągnięcia coraz wyższego poziomu cywilizacyjnego i kulturalnego jest potężnym i stałym czynnikiem pobudzającym rozwój. Dążenie ich zmierza do usuwania czynników społecznie biernych, hamujących ten rozwój, od wpływu na układ stosunków w państwie (…).

Podstawą ustroju Rzeczypospolitej winna stać się praca, pojęta jako obowiązek wszelkiej jednostki czy grupy społecznej w stosunku do Rzeczypospolitej. Prawo określające porządek w państwie, oraz władza wcielająca je w życie (…) winny znaleźć wyraz w silnej organizacji państwowej, zdolnej w całej pełni wykonać zadanie ciążące na państwie, jako na wyrazicielu świadomych dążeń świata pracy (…).

Oto główne wątki tej deklaracji, w późniejszym czasie zmienianej, tu jakby zawieszonej między Brzozowskim a Żeromskim. Potencjalnie brzemiennej w burzę, ale na razie bez ostrego strzelania.

Ale już w tymże samym zeszycie zaczyna się ostre strzelanie i to z nowych, zajętych przez cały ZPMD w Polsce rowów strzeleckich, zwanych syndykalizmem. W artykule programowym Jana Musiała, zatytułowanym „Szkice syndykalizmu”, czytamy m.in.:

(…) Ponieważ obecne zasady ustrojowe okazują się zupełnie przeżytymi bez względu na to, czy kryzys dzisiejszy uznamy za strukturalny czy koniunkturalny, nie możemy tak dyskwalifikować człowieka jako istoty myślącej, by nie szukać dróg do realizacji ustroju bez kryzysów (…). Syndykalizm walczy z nadużywaniem prywatnej własności, upatrując w tym pierwszy warunek wszelkich nierówności społecznych (…).

Odrzucamy socjalistyczne upaństwowienie własności, widząc w nim przyczynę biurokracji, a często także niesprawiedliwości spowodowanej niemożnością należytego rozpatrzenia warunków. W miejsce własności prywatnej propaguje syndykalizm samorząd zawodowy, oparty na przynależności warsztatu pracy do pracującej w nim gromady (…). Nie jesteśmy marksistami. I jeżeli socjalizm był reakcją z powodu niespełnionych przez rewolucję francuską nadziei – to syndykalizm jest taką samą reakcją w stosunku do socjalizmu. Jest też reakcją przeciw wyłącznie materialistycznym zasadom, opartym tylko na kulturze ekonomicznej (…) Syndykalizm, wysuwając fachowość jako podstawę postępu gospodarczego, wznosi na niej budowę nowej kultury społecznej, opartej na wyeliminowaniu wyzysku, poczuciu godności pracy i indywidualizmie (…). Syndykalizm widząc w polityce jedynie narzędzie ujarzmienia pracy przez inteligencję, widzi konieczność zupełnego zniesienia partii politycznych, a oddania rządów w ręce fachowych przedstawicieli związków zawodowych, przy czym dyktaturę uważa za konieczny etap przejściowy. Na sztandarach nie wywiesza dla celów politycznych hasła międzynarodowej solidarności proletariatu, uznając wysiłek pokoleń niepodległościowych za zbyt świeży, by mógł zostać zdeptany i odrzucony do lamusa przeszłości. Szowinizm narodowościowy czy wyznaniowy uważa za zabobon przekazany w spadku wnukom razem z herbami rodowymi (…).

Tragicznym nieporozumieniem jest, że ludzie, z którymi my często fizycznie, a dotąd jeszcze duchowo realizujemy polski ideał Niepodległości Politycznej, nie mogą zrozumieć, że dalszym etapem tych nieukończonych walk musi być urzeczywistnienie idei Sprawiedliwości Społecznej. To jest przyczyną łączności, a zarazem nieporozumień z pewnymi odłamami bojowników przełomu majowego.

Trzeba było dużego żaru pod tyglem, aby tym tonem, z pozycji Sorela, zwracać się do obozu piłsudczyków bez ingerencji cenzury. W tymże zeszycie „Zarzewia” kurtuazyjny skądinąd artykuł wstępny Mariana Wojnowskiego, witający przybywającego do Krakowa marszałka Piłsudskiego, opatrzony był tytułem: „Zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”, a cała pierwsza kolumna posiadała ostry ukośny nadruk: „Żądamy uspołecznienia kopalń śląskich”.

W listopadzie i grudniu 1933 r. ukazały się dalsze dwa zeszyty „Zarzewia Nowego”, nadal mające w znacznym stopniu charakter programowy. Tak np. w zeszycie 1933 nr 2 w artykule wstępnym pt. „O konstytucję Polskiej Pracy” czytamy m.in.:

(…) Domagamy się powołania Naczelnej Reprezentacji Gospodarczej, reprezentującej elitę zawodowo-intelektualną, która by ujęła życie gospodarcze Rzeczypospolitej w karby planowości (…). Domagając się nadrzędnej ustrojowo roli związków zawodowych, autor zastrzega się jednak: Nie przeczymy, że i tu mogą istnieć silne antagonizmy, jednakże nie mamy nic przeciw silniejszej niż dziś władzy prezydenta (…).

Co do innych dziedzin życia żądamy takiego uregulowania kwestii prawa małżeńskiego i nauki religii w szkołach, aby nie kolidowały z zasadą wolności sumienia (…).

To najogólniejsze wątki wypowiedzi w wewnętrznych sprawach ustrojowych. Warto jeszcze uzupełnić je, choćby najbardziej skrótowo, fragmentami artykułów związanych z zewnętrzną sytuacją Polski, jej stosunkiem do sąsiadów.

W cytowanym zeszycie 1933 nr 2, w artykule „Rekapitulacje”, Tadeusz Nowacki formułując ostrzeżenia, że kapitał może się znów ratować świeżym upustem krwi, bowiem koncerny zbrojeniowe mają znaczny wpływ na koncerny prasowe koloryzujące po swojemu wszelką informację, tak pisał o stosunku do Związku Radzieckiego i tamtejszych wydarzeń owych lat: Nikt nie może już stanąć przy walącym się ustroju (…). Ale nie wolno nam też zajść w drugą ostateczność. Bo wielki eksperyment, jakiego dokonała Rosja Sowiecka, jest u nas nie do pomyślenia, tym bardziej, że eksperyment to jednak nieudany. Nieudany, gdyż Rosja wróciła do wielu mieszczańskich nonsensów (…).

Jeżeli chodzi o stosunek do Niemiec po dojściu do władzy Hitlera, najdosadniej sformułował go autor niniejszych wspomnień w artykule „Gentleman i płowa bestia” (zeszyt 1933 nr 1). Czytamy tam między innymi:

(…) Dziś wszystko wskazuje na to, że Niemcy zechcą się moralnie i gospodarczo uzdrowić przez wojnę (…). Już teraz w swych głowach prowadzą wojnę, a jeśli o tym głośno nie mówią, oznacza tylko, że nauczyli się być trochę dyplomatami (…). Niemcom potrzeba surowców i taniego robotnika. Wchodzą tu w grę jakieś kolonie murzyńskie czy słowiańskie, w których by mogli te dobra samodzielnie eksploatować (…). Łatwo zrozumieć, że po zwycięskiej wojnie hitlerowskiej cała polska kultura musiałaby się znaleźć w ostatnim swym wozie Drzymały, że zostałaby wytępiona czy wycięta bez najmniejszych skrupułów, a Polak stałby się na zawsze najemnym Murzynem (…).

Tenże sam autor podobne, nieco szersze refleksje snuł w artykule „Kulis się buntuje” (zeszyt 1933 nr 3). Oto główny fragment tej wypowiedzi:

(…) Od Wisły aż do granicy Syberii i Mandżurii ciągnie się pas Niżu Sarmackiego zaludnionego w rdzeniu przez Słowian. W opinii kapitalistycznego Zachodu jeszcze do niedawna Polska, Rosja czy Chiny traktowane były na równi, jako świat ciemnego, parcianego „Wschodu” (…). Z tym samym plantatorskim gestem zakreślał europejski przedsiębiorca ów obszar na mapie jako swój przyrodzony rynek zbytu. Wschód – który za fabrykaty oddaje od wieków surowce! Wschód, któremu się daje lichwiarskie pożyczki (…). Śmieszni są ci Polacy, którzy twierdzą, że przynależą do Europy (…). Wszak dochód społeczny w tym państwie wynosi na głowę przeciętnie 50 zł miesięcznie (a już w Niemczech jest cztery razy większy).

I jeszcze, w tymże zeszycie, jedno zdanie z artykułu Kornela Chwaliboga „Brunatna koszula a niebieska bluza”. Stwierdza tam autor, że Niemcy, główny nasz wróg, paktują kolejno z Europą i z nami, zawsze jednak z tym celem, aby znów nałożyć obrożę krnąbrnym Słowianom, na razie nie uciekając się do przemocy (…).

***

Omówienie całego pola problemów poruszonych w „Zarzewiu Nowym” w kilku zaledwie wydanych wówczas zeszytach – w tym także dość licznych wypowiedzi na temat przemian w kulturze i sztuce, mniej czasem fortunnych artykułów na temat wsi (nie podpisany artykuł „O polską wieś syndykalną” w zeszycie 1933 nr 1, dość sekciarski w ostatecznych perspektywach, był jakby pierwszym produktem obcym) – taki pełniejszy przegląd materiału wymagałby dłuższego analitycznego wywodu, na który brak tu miejsca. Zarejestrujmy tylko niektóre tytuły: Emila Słomki „Pierwiastki indywidualne w syndykalizmie”, Aleksandra Modesa „Przemiany”, Mariana Wojnowskiego „Jaskiniowi ludzie (z hałd górnośląskich)”, Adolfa Samuelego „Entuzjazm kolektywny”, Zbigniewa Pykosza „Na drodze do przebudowy gospodarczej”, Tadeusza Nowackiego „Istota sztuki społecznej”, Wojciecha Natansona „Społeczna rola teatru”, Władysława Zachariasiewicza „Nowe drogi wychodźstwa polskiego (po utworzeniu Światpolu)”. Drukowano też trochę wierszy z ostrym żądłem społecznym, pochodzących z tego samego grona autorów.

Materiał jak się zdaje wystarczający, aby dowieść, że w jednym z kasandrycznych okresów II Rzeczypospolitej, kiedy skądinąd młodzież z pełną niemal swobodą, potem znów ukrócaną, mogła się wypowiadać, Związek Polskiej Młodzieży Demokratycznej przy Uniwersytecie Jagiellońskim zdobył się na piękną wizję bezkrwawej, demokratycznej przebudowy kraju, rozumiejąc ją w ówczesnym momencie infernalnego kryzysu jako warunek utrzymania niepodległości w nadchodzących próbach dziejowych. Ta grupa młodych ludzi, nie oszczędzająca się i w późniejszych latach, zapisała więc zapomnianą, lecz zaszczytną kartę w historii ruchów studenckich najstarszej polskiej uczelni.

W zeszycie 1933 nr 1 „Zarzewia Nowego” ukazał się poetyzowany felieton „Chleb i szpada”, obrazek ówczesnej ulicy polskiej. Była to metaforyczna parafraza utworu Stefana Żeromskiego „Sen o szpadzie i sen o chlebie”, którą można by uznać za swego rodzaju klucz emocjonalny do całego „Zarzewia Nowego”. Bowiem zespół ten miał wielu duchowych inspiratorów, ale ojcem duchowym tego nurtu, w jakimś sensie całego pokolenia, był Stefan Żeromski.

Tak więc dzieje międzywojennego Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej można by w jakimś stopniu uznać za przyczynek do dziejów polskiej żeromszczyzny. Były to jakby dalsze imaginacyjne losy Cezarego Baryki z „Przedwiośnia” – wciąż chmurnego i groźnego.

Jeżeli idee stworzenia silnego państwa i silnego, podmiotowego społeczeństwa w oparciu o związki zawodowe były w ówczesnych warunkach historycznych utopią, utopią były też Żeromskiego „szklane domy”. Szacowne utopie.

Zbigniew Czeczot-Gawrak
Warszawa, czerwiec 1988 r.
______________________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Miesięczniku Literackim” nr 12/1988. Następnie opublikowano go – bez adnotacji o pierwodruku – w książce „Związek Polskiej Młodzieży Demokratycznej podczas II Rzeczypospolitej i II wojny światowej”, praca zbiorowa pod redakcją dr. Józefa Pietruszy, Kraków 1998. Powyższa wersja bazuje na pierwodruku, na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił Piotr Grudka.

Warto przeczytać wspomniany w powyższym tekście artykuł Jana Musiała „Szkice syndykalizmu”

a także:

fragment książki „Po nową treść. Z kuźni ideowej Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *