Zygmunt Zaremba

Przedmowa do „Praca najemna i kapitał” Karola Marksa

[1932]

Gdy wymawiamy nazwisko Marksa, przed oczyma naszymi zarysowuje się zazwyczaj sylwetka powszechnie znana z popularnej podobizny: twarz groźna, skupiona, oczy płonące fanatycznym blaskiem, głowa otoczona bujną siwą czupryną i potężną białą brodą. Tak też wyobrażamy sobie Marksa – proroka, mędrca, wdzierającego się w zagadki bytu społecznego, Marksa – twórcę „Kapitału” i ogromnej spuścizny szkiców, rękopisów, notatek, tego potężnego dzieła naukowego socjalizmu, rozmiarem swym domagającego się wytężonej pracy całej rzeszy uczonych, a podjętego i w dużej mierze wykonanego przez jednego olbrzyma myśli.

Ale Marks, piszący tę pracę, którą w nowym wydaniu dajemy dziś czytelnikom, to człowiek, liczący zaledwie 29 lat. Marks młody, poszukujący jeszcze swych dziejowych przeznaczeń. Przekracza właśnie granicę młodzieńczości. Podlicza minione lata pracy umysłowej, gorączkowej gonitwy za prawdą, zaciętego pokonywania panującego idealistycznego poglądu na świat i bezwzględnego nicowania zimnym ostrzem logiki przyjętych i ustalanych prawd. Nie wystarczy filozofować i poszukiwać czystej prawdy. Czas już znaleźć siły, których przeznaczeniem jest prawdę tę dźwignąć i ucieleśnić.

Nie wystarczy poznać i zrozumieć treść otaczającego świata; nie wystarczy również uświadomić sobie ciągłość i współzależność zachodzących w nim przemian. Nie można pozostawać nadal biernym widzem, trzeba podjąć twórczą walkę z przesądami społecznymi, krzywdą i złem. Niechaj myśl toruje drogi czynowi! Tymczasem oficjalna filozofia z orła, dostrzegającego z wyżyn myśli wszystkie szczerby istniejącego ustroju, przedzierzgnęła się w oswojoną gąskę, wychwalającą mądrość panujących. Rewolucyjne pierwiastki heglizmu ukryły się pod profesorskimi togami królewskich uniwersytetów, pozostał jeno martwy szkielet filozofii opiewającej mądrość wszystkiego, co istnieje i panuje.

Marks, młody doktor filozofii, nie chciał i nie mógł pójść tą drogą. „Prometeusz jest największym świętym i męczennikiem kalendarza filozoficznego”. To wyznanie wiary młodości pozostało dlań dewizą na całą drogę życia. I jak Prometeusz wykradł iskrę bogom, aby zanieść ją nękanym ciemnościami ludziom, tak Marks zadaniem swego życia uczynił rozjaśnienie blaskiem wiedzy niedoli klasy robotniczej. Wielu porywa legenda Prometeusza, niewielu wszakże, jak Marks, osiąga spełnienie swych marzeń. Idee marksizmu rozświetliły przecież mroki życia klas uciemiężonych i, jak glob wielki, prowadzą proletariat do wyzwolenia.

„Krępy, silnie zbudowany, z szerokim czołem, z czarną jak smoła czupryną i zarostem, z ciemnymi oczyma, przykuwał od razu do siebie powszechną uwagę… Rysy jego twarzy cechowała ogromna energia i chociaż zewnętrznie sprawiał wrażenie opanowanego, można było w nim dostrzec namiętny płomień odwagi”.

W ten sposób malują młodego Marksa jego współcześni. Było to w owej chwili, gdy nieuchronna logika poszukiwania motorów zmian dziejowych i odkrycie siły, zdolnej zniszczyć krzywdę społeczną i zapewnić człowiekowi wolność, pchnęły go ku klasie robotniczej. Wstępując na tę drogę, nie zadowolił się jednak popędem uczucia czy sympatii dla cierpiących. Marks był przede wszystkim myślicielem, tym rzadkim typem myśliciela, który przeniknąć musi każdy problemat do dna i nie cofnie się przed żadną konsekwencją swej myśli.

Toteż, kiedy w roku 1847, na wygnaniu, w Brukseli, staje po raz pierwszy do bezpośredniej pracy wśród robotników, przystępuje przede wszystkim z właściwą mu żarliwością do badania wzajemnego stosunku pomiędzy kapitałem a pracą. Problemat ten rozwijał w swych wykładach dla robotników. Rewolucjonista Bakunin, rosyjski „buntar”, widział w tym demoralizowanie robotników i przekształcanie ich w wędrujących deklamatorów. Wystarczało mu, jak wielu ówczesnym rewolucjonistom, samo pobudzanie rewolucyjnych instynktów. Marks natomiast wołał o świadomość. Chciał budować przede wszystkim świadomość celów i odrębnych zadań klasy robotniczej. W ten sposób scalał proletariat w odrębną klasę społeczną, powołaną do dokonania rewolucji socjalnej.

Wykłady brukselskie stanowią osnowę wydawanej dziś przez nas rozprawy pt. „Praca najemna i kapitał”. Pod formą spokojną i jasną, jak przystało na wykład propagatora w kołach robotniczych, kryje się tętniący namiętnością Marks i błyska co chwila nieustraszoną myślą i wspaniałym słowem. Wiele zdań i określeń wystrzela daleko poza temat samego wykładu. Niemniej jednak przewodnia myśl ekonomiczna zachowana jest konsekwentnie i wyraźnie, jak nigdy przedtem. A przecież była to dlań dziedzina nowa. Ale też, zanim wygłosił to pierwsze swe słowo z zakresu nauk ekonomicznych, miał już poza sobą gruntowne studia współczesnej literatury ekonomicznej i odkrył już własną metodę myślenia – obdarzoną potem mianem materializmu historycznego lub ekonomicznego, którą to metodę doprowadził z czasem do największej doskonałości. Dlatego też „Praca najemna i kapitał” jest po dziś dzień pełna aktualnej wartości, mimo że od chwili jej powstania dzieli nas tyle lat. Jak model architektoniczny zawiera już w sobie zarysy wielkiego gmachu, tak samo rozprawa ta kryje w sobie zaczątki, podstawowe pojęcia teorii naukowego socjalizmu.

Z właściwą swej naturze zawziętością, odwagą chwytania najtrudniejszych zagadnień i rzucania ich na warsztat swej pracy naukowej, zamierzał tu Marks dać daleko więcej, niż zdołał. Ogłaszając te odczyty w „Nowej Gazecie Reńskiej” w kwietniu i maju 1849 r., poprzedził je przedmową, charakteryzującą wypadki rewolucyjne 1848 roku przez odsłonięcie ich treści klasowej i zapowiadającą przystąpienie „do zaznaczenia czynników, na których opiera się istnienie burżuazji i jej panowanie klasowe, jako też ujarzmienie robotników. Rozpatrzymy zatem w trzech obszernych rozdziałach – pisze Marks – 1) stosunek pracy najemnej do kapitału, niewolę robotnika i władzę kapitalisty, 2) nieunikniony zanik klasy mieszczańskiej przy dzisiejszym systemie, 3) ujarzmienie handlowe i zrujnowanie klasy burżuazyjnej rozmaitych narodów Europy przez władczynię rynku światowego – Anglię. Postaramy się o ile można najprościej i najpopularniej zestawić najelementarniejsze pojęcia ekonomii politycznej, nie stawiając ich a priori (przesądzanie z góry); chcemy być zrozumiali dla robotników, tym bardziej, że w Niemczech panuje szczególna nieświadomość i mieszanina pojąć w dziedzinie najprostszych stosunków gospodarczych, spotykamy tam ten zamęt, począwszy od patentowanych obrońców istniejącego porządku, kończąc na cudownych uzdrowicielach socjalistycznych i zapoznanych geniuszach politycznych, w które rozdrobnione Niemcy obfitują bardziej, niż w ojców narodu”.

Reakcja, jaka ogarnęła świat w owym czasie, zmiotła pismo, które drukowało tę rozprawę, w chwili, gdy zaledwie pierwsza część zapowiedzianej pracy, i to być może niepełna – ujrzała światło dzienne. Do spełnienia obietnicy Marks nie powrócił już bezpośrednio. Wielkie zadanie, zakreślone w przedmowie, a rozszerzone rozległymi studiami późniejszymi, podjął dopiero w swym epokowym „Kapitale”.

Czytając dziś tę rozprawę, stajemy pełni podziwu wobec proroczych obrazów, wywołanych przez Marksa. „Walka (między kapitalistami) odznacza się tym, że zwycięstwo w niej osiąga się nie przez powiększenie, lecz przeciwnie, przez zmniejszanie armii robotniczej. Wodzowie-kapitaliści starają się prześcignąć jeden drugiego w zwalnianiu jak największej ilości żołnierzy przemysłu… Las sterczących do góry i wyciągniętych po pracę rąk staje się coraz gęstszy, same zaś ręce coraz chudsze”. Pisał to Marks w przededniu wielkiego załamania się gospodarki kapitalistycznej, wywołanego rozwojem maszynizmu. Od klęski ostatecznej uratowały kapitalizm nowe lądy, podbite świeżo dla przemysłu, z Ameryką Północną na czele. Dzisiaj, w epoce racjonalizacji, las wyciągniętych po pracę rąk rozrósł się jeszcze potężniej, lecz nowych lądów już nie ma.

Ale i dzisiaj jeszcze panuje nieświadomość i gmatwanina pojęć w dziedzinie najprostszych stosunków gospodarczych i nie tylko Niemcy obfitują w cudownych uzdrowicieli i zapoznanych geniuszów.

Wykłady Marksa spełniają więc tę samą rolę, co przed laty. Dlatego też dajemy je w nowym wydaniu czytelnikom. Niech uczą pojmować rzeczywistość i prowadzą świadomą myśl do walki.

Zygmunt Zaremba

Warszawa, grudzień 1932 r.
_________________________________
Powyższy tekst to przedmowa do broszury Karol Marks – „Praca najemna i kapitał”, Biblioteka teoretyków socjalizmu, Towarzystwo Wydawnicze „Światło”, Warszawa, brak daty wydania. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *