Gustaw Herling-Grudziński

Przedmowa do „Niki”

[1959]

Nie widziałem węgierskiego oryginału „Niki” z roku 1956, na którym niniejszą wersję polską oparł tłumacz w kraju. Ale przekład włoski poprzedza motto z „Agricoli” Tacyta: „Jakkolwiek Nerva Trajan pomnaża codziennie szczęśliwość czasów, i jakkolwiek spokój publiczny nie jest już tylko czczym pragnieniem i życzeniem, lecz stał się trwałą ufnością, to jednak, ze względu na słabość natury ludzkiej, lekarstwa działają wolniej od chorób. I jak nasze ciała rosną wolno, lecz szybko umierają, tak łatwiej jest zabić talenty i nauki, niż wskrzesić je na nowo do życia… Czegóż chcecie, jeśli przez piętnaście lat – okres nie krótki w życiu ludzkim – wielu postradało życie za sprawą przypadku, a bardziej śmiali z winy okrucieństwa imperatora?”.

Chociaż cytowanie dziejopisów starożytnych w niewinnych na pozór utworach pisanych pod rządami totalizmu ma już swoją bogatą tradycję, w wypadku opowiadania Tibora Déry to wskazanie tacytowym palcem jego ukrytego sensu wydaje się zbyteczne. Ani przez chwilę czytelnik „Niki” nie będzie miał wątpliwości, że dzieje małej suczki zawierają kronikę polityczną Węgier z lat 1948-1955.

Najpierw jednak powiedzmy parę słów o autorze. Urodził się w roku 1894, a pierwsze utwory zaczął ogłaszać w roku 1917 w czasopiśmie „Nyugat” („Zachód”). W roku 1918 wstąpił do węgierskiej partii komunistycznej. Po upadku Komuny węgierskiej musiał wyemigrować i spędził dłuższy okres czasu w Austrii, w Niemczech, we Francji i we Włoszech. Wróciwszy do kraju, żył pod rządami Horthy’ego w nędzy i ciągłych trudnościach: zamknięto go nawet na parę miesięcy w więzieniu za przekład „Powrót z ZSRR” Gide’a, który wyznawcy Horthy’ego (w idealnej zgodzie z poziomem inteligencji wszystkich na świecie admiralskich, marszałkowskich, generalskich i pułkownikowskich gwardii pretoriańskich) uznali za dzieło „propagandy bolszewickiej” [książka Gide’a wyrażała rozczarowanie autora sowieckim komunizmem i była jego głośnym oskarżeniem – przyp. redakcji Lewicowo.pl] . W latach 1934-38 napisał powieść „Nieskończone zdanie”, którą uważa się powszechnie za jego opus magnum i która nie mogła ujrzeć światła dziennego do roku 1946. W pierwszym okresie powojennym jego sława pisarska na Węgrzech dosięgnęła szczytu, ale wraz z uznaniem rozpoczęło się ostrzeliwanie krytyczne z obozu Józsefa Révai. Najpierw zaatakowano jego nowele osnute na tle oblężenia Budapesztu, potem dramat „Zwierciadło”, wreszcie wymienioną przed chwilą powieść „Nieskończone zdanie”. Bronił go gorąco Lukacs. Proza Tibora Déry stanowiła obok estetyki Lukacsa ośrodek polemik ideologicznych pod panowaniem Rakosi’ego. Następna jego powieść „Odpowiedź” jeszcze bardziej rozjuszyła „révaistów”, ale Déry odmówił wprowadzenia do niej jakichkolwiek poprawek. W roku 1953, po utworzeniu pierwszego rządu Imre Nagy’a, odegrał pierwszoplanową rolę w „ruchu budzenia węgierskich sumień socjalistycznych”, a w roku 1956 należał do grupy głównych animatorów i mówców Klubu Petőfi’ego. Gdy czołgi sowieckie stłumiły budapeszteńską rewolucję ludową, postanowił nie opuszczać stolicy. Aresztowano go w kwietniu 1957 roku, a w listopadzie tegoż roku skazano na dziewięć lat więzienia. Dziś wiemy o nim z zasługujących na wiarę źródeł tylko tyle, że w wieku lat 65 przeniesiono go ostatnio do więzienia Marianosztra w pobliżu Esztergom; podczas transportu miał podobno atak serca. W nowym więzieniu odebrano mu prawo pisania pamiętników i pracy nad przekładami, oraz pozbawiono go rzadkich wizyt żony. Cela, którą dzieli z Gyulą Hay’em i dwoma innymi więźniami, posiada tylko dwa stołki, a jej mieszkańcom nie wolno odpoczywać w ciągu dnia na pryczach. Jest nadzieja że PEN-Club, dopuściwszy do swego grona na tegorocznym kongresie w Frankfurcie delegację przysłaną przez Kadara z Budapesztu, wyjedna w zamian za to u rządu węgierskiego dla czterech więźniów te dwa brakujące stołki…

„Niki” jest ostatnim opublikowanym utworem Tibora Déry. Najwybitniejszy włoski krytyk marksistowski, Cesare Cases, opowiada (w szkicu napisanym dla dwumiesięcznika „Passato e Presente”) jak narodziło się to prześliczne opowiadanie. Déry zamierzał początkowo wykorzystać literacko drobny epizod z własnego życia, dotyczący jego suczki i służącej – starej panny w wieku przejściowym, kobiety z gruntu dobrej, ale nie do zniesienia skwaszonej: suczka zaszła w ciążę a służąca, opiekując się nią przed oszczenieniem się i potem, doglądając małych, zdołała w jakiś sposób wysublimować swoje zdławione uczucia macierzyńskie i szybko odzyskała równowagę psychiczną, dawną naturalną dobroć i uprzejmość. Déry, zaskoczony tym nagłym przeobrażeniem, chciał mu poświęcić opowiadanie, które w pierwotnym pomyśle miało oczywiście nie wykraczać poza ramy studium z psychologii indywidualnej. Ale to doświadczenie przypadło właśnie na okres, gdy stary komunista z każdym dniem bardziej przepełniony był goryczą i niepokojem na widok rozwoju wypadków na Węgrzech; stosunek człowiek-pies nabrał więc zupełnie innego i bardziej złożonego sensu: zamiast naświetlić kryzys fizjologiczny kobiety, rzucił snop światła na kryzys całego narodu oglądany oczami człowieka, w którym nadzieja ustępowała z wolna miejsca rozczarowaniu.

Pan i pies… Jest rzeczą uderzającą, że ilekroć w literaturze pojawia się to zestawienie, posiada ono charakter podskórnie przynajmniej dydaktyczny. Nawet w noweli Tomasza Manna, która miała być tylko czystą „idyllą” po wynurzeniu się z odmętów pierwszej wojny światowej (powstała w roku 1918), interludium artystycznym w rozterce duchowej autora utrzymanym w tonacji „radosnej spontaniczności życia”, pies Bauschan staje się w końcu mentorem swego pana. „Na tym podmytym powodzią terenie, jakim jest nasze życie, żyjemy przecież dalej” – pisze Mann i spostrzega dwie rzeczy: że „zwierzęta są bardziej swobodne i prymitywne od nas, i w pewnym sensie bardziej ludzkie”; i że „łańcuch sympatii wiążący człowieka z psem okazuje się korzystniejszy dla jego dobrego samopoczucia, niż wdychana przezeń egoistyczna wolność”. Tę ostatnią uwagę nazywa Mann „morałem”, i tu dochodzimy od razu do istoty klasycznych „psich” opowieści. Zawierają one zawsze jakąś naukę moralną, której nie można wydobyć z samej tylko konfrontacji z innymi ludźmi. Słynne „Dochodzenia psa” Kafki uważane są najczęściej za symbol bezsiły człowieka w obliczu niepojętego losu, lub za alegoryczny obraz stosunku człowieka do Boga. Bliższy jednak prawdy wydaje się znakomity krytyk amerykański Edmund Wilson, gdy powiada: „Kafka określił to opowiadanie – zaczęte na krótko przed śmiercią i nigdy nie skończone – jako swojego »Bouvarda i Pécucheta«; przez co musiał mieć na myśli nie tylko to, że – jak sam zaznaczył – było to jego późne dzieło pozbawione już dawnej żywotności, lecz i to także, że łączyło je coś z pogardliwym napiętnowaniem przez Flauberta małości i głupoty współczesnego świata. Żądło opowiadania Kafki tkwi w niechęci psów do przyznania że są sługami ludzi: dlatego właśnie utworzyły spisek, by zataić ten fakt przed samymi sobą, i nawet najodważniejszy wśród nich myśliciel nie śmie uchylić rąbka tajemnicy w obawie że mógłby utracić poczucie własnej godności. Wygląda to znacznie mniej jak budująca alegoria na temat stosunków między Bogiem a człowiekiem, niż jak marksistowsko-flaubertowska satyra na pasożytów burżuazji”.

Podobnie dydaktyczny wydźwięk (z odcieniem „marksistowsko-flaubertowskiej satyry”, ale tym razem na pasożytów komunistycznego „państwa robotniczego”) ma „Niki”. „Niechętnie robimy porównania między człowiekiem i psem – wtrąca w pewnej chwili narrator – uważamy niemal za profanację stawianie obok siebie bezdusznego zwierzęcia i człowieka o wzniosłych uczuciach i wysokiej inteligencji. Cóż jednak spowodowało załamanie się inżyniera jak nie fakt, że niczego mu nie wytłumaczono? Ani na temat swego własnego losu, ani na inne pytania nie otrzymał wyjaśnień, chociaż – żeby się trochę górnolotnie wyrazić – wieloma sprawami przejmował się za swoich współziomków. Tak samo jak pies, głupie stworzenie niższego rzędu, nie był w stanie zrozumieć konieczności, która dyktowała pewne czyny, ponieważ nie dano mu możliwości zrozumienia jej”. W opowiadaniu Tibora Déry przewijają się ciągle dwa motywy: brak wolności i niemożność zrozumienia. Zarówno dla suczki jak dla jej państwa, małżonków Ancza, brak wolności staje się nie do zniesienia, gdy nie sposób pojąć jego przyczyn. Ale mistrzostwo pisarza węgierskiego polega na tym, że przez wprowadzenie psiego spojrzenia na sytuację, przez nieustanne porównywanie czworo- i dwunożnych reakcji na toczące się wypadki, Déry odsłania upiorny nonsens komunizmu o wiele jaskrawiej i plastyczniej, niż gdyby ograniczył go do ludzkiej wyłącznie obsady ról w dramacie. Rzecz dotyka odczuć najbardziej elementarnych, jakby całkowicie i do naga wyłuskanych z obsłonek polityczno-ideologicznych; brak wolności i stopniowy zanik rozumnego rozeznania w rzeczywistości stają się synonimem braku powietrza, zamulenia najgłębszych źródeł istnienia, utraty zaufania do realności i logiki otaczającego świata. Nikt dotąd nie pokazał w sposób tak zdumiewająco prosty i sugestywny zbrodni dokonywanej na człowieku, jak Déry opisując zbrodnię dokonywaną na psie. I jest z pewnością coś zastanawiającego w tym, że także Orwell – choć inaczej i z innymi aspektami sprawy na oku – musiał się uciec w swym oskarżeniu komunizmu do „Folwarku Zwierzęcego”. Widocznie trzeba zaczynać polemikę od najniższego poziomu zwierzęcego, od przypomnienia „człowiekowi którego imię brzmi dumnie”, że w dążeniu do przeobrażenia społeczeństwa nie wolno bezkarnie przekreślać samego alfabetu natury i życia. Któż, przy okazji, nie przypomni sobie co łączyło najsilniej Jurija Żiwago i Łarę? „Panowanie człowieka nad naturą, kult i idolatria człowieka nie pociągały ich nigdy. Zasady fałszywej społeczności, wcielonej w politykę, wydawały im się rzeczą mizerną i żadne z nich nie było w stanie ich zrozumieć”. Oboje żyli „uczuciem satysfakcji w obliczu harmonii świata”.

Wspomniany wyżej Cesare Cases twierdzi, że dzięki postaciom olbrzymiego Molnara i małego Patyi autor „Niki” nie rozstaje się mimo wszystko w swoim opowiadaniu z wiarą w socjalizm. Nie ma powodu wątpić, że tak jest w istocie. Ale trudno nie zauważyć jak smutny, wbrew pozorom „zwrotu na lepsze”, jest końcowy akord noweli. Choć inżynier Ancza wraca w końcu z więzienia, jego żona pochyla się już ku starości na wpół złamana, a biedna suczka, nie doczekawszy się pana, leży martwa pod szafą. Co więcej – Ancza nie wie i nigdy się nie dowie za co spędził pięć lat za kratami i dlaczego go zwolniono. To, co w nim raz na zawsze pękło, jest już nie do naprawienia, jak nie do wyrównania i nie do odkupienia jest każdy bezmiar krzywdy, gdy przelewa się przez brzegi ludzkich zdolności pojmowania. „Czegóż chcecie, jeśli przez piętnaście lat – okres niekrótki w życiu ludzkim – wielu postradało życie za sprawą przypadku, a bardziej śmiali z winy okrucieństwa imperatora?”. Można być pewnym że w rok po zwolnieniu z więzienia inżynier Ancza, członek węgierskiej partii komunistycznej od roku 1919, bił się na barykadach Budapesztu.

***

W trzecią rocznicę węgierskiej rewolucji ludowej nie podobna bez skurczu serca myśleć o autorze tego opowiadania. Mało jest szans, by sześćdziesięciopięcioletni Tibor Déry przeżył jeszcze siedem lat więzienia [ostatecznie został on zwolniony z więzienia w roku 1960, czyli rok po powstaniu niniejszego tekstu – przyp. redakcji Lewicowo.pl]. Prawdziwa Niki nie doczeka się więc chyba powrotu swego pana. Ale jeśli największy współczesny pisarz węgierski przywlecze się jednak resztkami sił któregoś dnia do domu, jedyna – jakże niestety słaba! – pociecha tkwi w tym, że jego żona nie zada mu, jak Anczowa, pytania za co trzymano go w więzieniu. A Déry nie odpowie, jak Ancza, że nie wie. Tym razem stanie się zadość odczuwanej przez człowieka potrzebie rozeznania w otaczającej rzeczywistości i zrozumienia przyczyn, dla których pozbawiono go najcenniejszego daru jaki ma do zaofiarowania życie. Gdyż autor „Niki” walczył w roku 1956 o wolność, której braku nie potrafiła znieść nawet czworonożna bohaterka jego opowieści.

Gustaw Herling-Grudziński

_______________________________

Powyższy tekst to przedmowa do polskiego przekładu mikropowieści „Niki” węgierskiego pisarza Tibora Dery, Instytut Literacki, Paryż 1959. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i opracował Wojciech Goslar.

 

 

Gustaw Herling-Grudziński (1919-2000) – pisarz, krytyk literacki, eseista. Pochodził ze spolonizowanej rodziny żydowskiej z Kielecczyzny. Przed wojną rozpoczął studia polonistyczne w Warszawie, był publicystą i współtwórcą kilku pism literackich. Po rozpoczęciu okupacji hitlerowskiej był w stolicy współtwórcą, a początkowo także liderem (szef Sztabu) jednej z pierwszych organizacji konspiracyjnych – Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa, o lewicowym profilu ideowym. Po aresztowaniach w łonie grupy, wyruszył przez Litwę na Zachód, aby wstąpić do wojska polskiego. Wiosną 1940 r. został aresztowany przez NKWD i skazany na 5 lat łagrów. Wolność odzyskał na mocy układu Sikorski – Majski, został żołnierzem armii gen. Andersa. Jako radiotelegrafista 3 Dywizji Strzelców Karpackich brał udział w walkach o Monte Cassino, za co został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Po wojnie początkowo przebywał w Rzymie, później na emigracji w Londynie, publicysta tamtejszych „Wiadomości”, odegrał znaczną rolę w tworzeniu paryskiej „Kultury”. Od 1952 r. przebywał w Monachium jako współpracownik Radia Wolna Europa, od 1955 r. mieszkał w Neapolu. Autor kilkunastu książek oraz wielu opowiadań, esejów i tekstów publicystycznych. Zasłynął książką „Inny Świat” (1951), która należy do klasyki literatury łagierniczej – początkowo ukazała się w przekładzie na angielski, z przedmową Bertranda Russela, w tłumaczeniu Andrzeja Ciołkosza, syna Adama i Lidii. W okresie powojennym działacz, a później do końca życia sympatyk ideologii i etosu emigracyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej – m.in. publicysta czasopism partyjnych „Robotnik Polski” i „Światło”, w 1948 r. wybrany zastępcą członka Komitetu Głównego brytyjskich struktur PPS, zaś na II zjeździe emigracyjnej PPS w Lens w 1952 r. wybrany do Centralnego Sądu Partyjnego. Sympatyzował z polską opozycją, współpracował z Komitetem Obrony Robotników i Polskim Porozumieniem Niepodległościowym. Laureat licznych nagród literackich i kulturalnych, doktor honoris causa uniwersytetów w Krakowie, Toruniu i Lublinie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *