„Robotniczy Przegląd Gospodarczy”

III Rzesza – nowoczesne niewolnictwo

[1936]

P. Janina Miedzińska, inspektorka pracy do spraw kobiet w Ministerstwie Opieki Społecznej, latem tego roku zwiedziła Niemcy hitlerowskie. Wrażeniami z podróży po Niemczech podzieliła się p. Miedzińska z publicznością na łamach „Gazety Polskiej”. Rozpoczyna swoje sprawozdanie p. Miedzińska od opisu zwiedzenia szkoły dla pracodawców w Rissen, gdzie wpajać mają w niewykształconych społecznie pracodawców zasady narodowych socjalistów. Uderzyło tylko panią Inspektorkę, że na okładce broszurki poświęconej szkole umieszczono jako symbol tego szkolenia oddział żołnierzy, maszerujących w pełnym ekwipunku.

Rola przedsiębiorców w zakładzie

Omawiając sprawę praktyki ustawy o organizacji pracy narodowej z dnia 20 stycznia 1934 roku p. Miedzińska przypomina, że wedle jej przepisów „W zakładzie pracy pracują wspólnie: przedsiębiorca jako przywódca zakładu pracy (Führer des Betribes), pracownicy i robotnicy jako drużyna (Gefolgschaft) dla osiągnięcia celów pracy oraz dla dobra narodu i państwa. Ma on [przywódca] obowiązek troszczyć się o dobro drużyny. Ta zaś ma obowiązek dotrzymywać mu wierności, wynikającej ze wspólnoty zakładowej”.

Jak stwierdza dalej p. Miedzińska: „Ustawodawstwo pracy w Niemczech [przedhitlerowskich – przyp. redakcji „RPG”] nakreślało raczej ogólne ramy stosunków pracy, pozostawiając duży udział w ich regulowaniu umowom zbiorowym, niezmiernie rozpowszechnionym w Niemczech. Umowy zawierane i podtrzymywane poprzednio przez silne organizacje zawodowe, broniły skutecznie robotników przed wyzyskiem. Poza zagadnieniem płac przyznawały robotnikom urlopy, nie załatwione ustawowo, szczegółowo regulowały sprawę czasu pracy i szereg innych niezmiernie ważnych dla robotników zagadnień. Umowy te zostały dziś w Niemczech przekreślone, ale ustawy nie zostały rozwiązane. Nie ma ustawy o urlopach, próba scalenia różnych przepisów o czasie pracy z czerwca 1934 r. wypadła bardzo słabo i niejasno, do czego zresztą przyznają się szczerze sami ustawodawcy na wstępie do oficjalnego tekstu ustawy. Kwestia więc rozkładu 48-godzinnego tygodnia pracy, godzin nadliczbowych i opłaty za nie może być bardzo dowolnie stosowana przez pracodawcę.

Toteż w praktyce pracodawca reguluje sam czas pracy robotników, dostosowuje go do potrzeb »produkcji«, zawsze bowiem przyjmuje się z góry, że czyni on to »für das allgemeine Wohl« (dla dobra ogólnego). Kiedy pytałam pracodawców w zwiedzanych przeze mnie fabrykach, kto kontroluje czas pracy, jak ustalane są godziny nadliczbowe, otrzymywałam najczęściej niedwuznaczną odpowiedź: »A któż ma poza mną regulować czy kontrolować czas pracy, przecież ja wiem najlepiej, co jest potrzebne dla dobra przedsiębiorstwa (tzn. dla dobra państwa). Jeśli mam większe zamówienie, robotnicy muszą pracować dłużej«. Wiadomo jest powszechnie, że czas pracy w Niemczech, począwszy od roku 1934 jest znacznie dłuższy niż dawniej, a szczególnie w przemyśle wojennym i pracującym na jego potrzeby.

Drugi czynnik ograniczający swobodę pracodawcy – kontrola państwa, jest tak obwarowany szeregiem zastrzeżeń wynikających z zaufania do pracodawcy, tyle przyszło tych nowych elementów o nieustalonych i wzajemnie zazębiających się kompetencjach, które odjęły jednak znaczną część dotychczasowych uprawnień Inspekcji Pracy, że – według mądrego ludowego przysłowia – gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Wreszcie czynnik trzeci, zarządzenia taryfowe (Tarifsordnungen) wydawane przez czynniki państwowe (Treuhänder der Arbeit) poza regulowaniem ustawy płac, pozostawiają również dużą swobodę pracodawcy, zresztą obowiązują nie wszędzie. A kto zna choć trochę bliżej stosunki pracy, wie jak łatwo jest pracodawcy interpretować na swoją korzyść każdy przepis, o ile nie ma silnej organizacji zawodowej lub odpowiedniej kontroli państwowej”.

Regulamin pracy

Najwięcej materiałów świadczących o obecnych stosunkach pracy na terenie warsztatów dały p. Miedzińskiej regulaminy pracy.

„Ustawa nie ogranicza /…/ pracodawcy co do tekstu regulaminów pracy, wylicza tylko jakie zasadnicze punkty winien on zawierać (początek, koniec i przerwy w pracy, zasady regulowania stawek akordowych, bony itd.), ponadto pracodawca może swobodnie ustalać w nim inne warunki pracy, przepisy porządkowe, zachowanie się pracowników itp.

Dla przykładu zacytuję dosłownie niektóre punkty otrzymanych przeze mnie regulaminów.

Na wstępie każdego regulaminu musi być ustęp poświęcony ideom wzajemnych obowiązków stron, opartych na zasadzie zaufania.

Pracodawca oznajmia, że »za najpiękniejsze swoje prawo będzie uważać poświęcenie najlepszych swoich sił dla troski o dobro mojej drużyny«. Naturalnie tak wysokie uczucia pracodawcy muszą zobowiązywać robotników, którzy sprostać muszą daleko idącym wymaganiom. Wymagania stawiane są już przy przyjmowaniu do pracy. Ponieważ »tylko odpowiedni dobór przy przyjmowaniu może dać podstawę do prawdziwej wspólnoty (Gemeinschaft) oraz największą siłę w walce dla dobra zakładu« – każdy kandydat do pracy musi przejść przez pewną próbę. Jeden z regulaminów precyzuje ściśle, na czym polegać ma ta próba, a więc czy pracownik: »1) nadaje się do zakładu pracy, 2) czy ze względu na zdrowie sprosta postawionym mu wymaganiom, 3) czy odpowiada zasadom ustawy o organizacji pracy narodowej z punktu widzenia właściwości charakteru i niezawodności politycznej«! Jasnym jest więc, że robotnik o innych przekonaniach politycznych nie może otrzymać pracy.

Inny znów regulamin określa, że wszelkie zatajenie przez robotnika przy przyjęciu »uszkodzeń fizycznych, które by obniżyły jego zdolność do wykonywania pracy, uważane będą za nadużycie zaufania« (Treubruck).

Długość okresu próbnego (sens jego polega na tym, że można w tym czasie zwolnić pracownika w każdej chwili bez żadnego odszkodowania), określana jest w regulaminach pracy dość dowolnie. W jednej fabryce obowiązuje dla robotników pracujących w akordzie indywidualnym termin tygodniowy, dla robotników dniówkowych – dwutygodniowy, dla pracujących w akordzie grupowym – cztery tygodnie; w innym zakładzie czas próbny określany jest dla wszystkich robotników na sześć tygodni.

Również dowolnie ustalane są terminy wypowiedzeń pracy. Jeden regulamin ustala dla robotników: po kwartale – 3 dni, po roku – 1 tydzień, po pięciu latach – 14 dni, po 10 latach – 4 tygodnie, a dla pracowników umysłowych – na zasadzie umów indywidualnych; inny określa do 3 lat – 8 dni, od 3 do 10 – 14 dni, od 10 do 15 – 21 dni, po 15 – 28 dni.

Po przyjęciu do pracy pracodawca »ma prawo żądać od robotnika wykonania każdej pracy w fabryce, chociażby był on przyjęty do określonej roboty«. Inny regulamin określa te same wymagania nieco łagodniej: »Każdy współpracownik obowiązany jest wykonać każdą pracę, która leży w granicach jego siły i wiedzy, choćby nawet był przyjęty do określonej roboty«. A ponieważ »każdy, kto pracuje w naszej wspólnocie zakładowej, obowiązany jest siły swoje oddać całkowicie do mojego rozporządzenia, uboczne zajęcia u innego pracodawcy są wzbronione i traktowane będą jako ciężkie uchybienia przepisów narodowo-socjalistycznego pojmowania gospodarstwa«.

Praca robotnika w naszym ustroju to nie zwykłe zajęcie w fabryce jak dawniej bywało. »My pojmujemy naszą pracę jako służbę (Wir fassen unsere Arbeit als Dienst auf)« – powiada regulamin pracy. Z takiego pojęcia pracy wynikają daleko idące konsekwencje co do czasu pracy. Jeśli »zakład tego wymaga, szczególnie jeśli jest więcej pracy w sezonie, czas pracy dla całego zakładu może być przedłużony o jedną godzinę dziennie. W wyjątkowych wypadkach może być czas pracy przedłużony o następną godzinę, tak żeby tydzień pracy nie przekraczał 60 godzin«, ale to nie wszystko jeszcze: »Każdy pracownik obowiązany jest pracować w niedzielę i święta, jeśli zachodzi konieczna potrzeba, a niestawienie się do pracy w tym czasie, bez uzasadnionych przyczyn, będzie traktowane jako nadużycie zaufania (Treubruch)«. Czym to grozi, regulamin milczy. Prawdopodobnie karami ustalonymi w regulaminie.

Niektóre regulaminy określają ściśle, za co wolno jest nałożyć karę na robotnika, a najwyższą jej wysokość ustalają na połowę dziennego zarobku. Inne kierują się tu daleko posuniętą dowolnością… Nowy ustrój niemiecki, dając tak ogromną swobodę pracodawcy, oparł ją na wierze w człowieka, w jego dobrą wolę…

Misję tę wykonywać ma ten, co jest właścicielem przedsiębiorstwa. Wprawdzie istnieje możność odebrania pracodawcy na mocy wyroku sądu honorowego prawa kierowania zakładem, ale naturalnie wyrok taki może być stosowany tylko w nadzwyczajnych okolicznościach.

Człowiekowi obserwującemu z boku nową organizację w Niemczech, nasuwają się refleksje. Dlaczego wiara w człowieka i w jego chęć działania w imię dobra państwa przejawiła się tylko w dziedzinie stosunków społecznych, dlaczego tu zmniejszono kontrolę i pozostawiono znaczną swobodę pracodawcy. Natomiast w innych dziedzinach, w polityce gospodarczej i finansowej, pracodawca jest dzisiaj w Niemczech bez porównania znacznie bardziej skrępowany niż dawniej, a drobiazgowa kontrola i mocne represje aż do zamykania w obozach koncentracyjnych włącznie, nie dowodzą bynajmniej wiary w tego samego człowieka”.

Zglajchszaltowany związek zawodowy

Pani Miedzińska poświęca następnie swoje uwagi spostrzeżeniom związanym z działalnością „jednego związku zawodowego”. Ustala to w sposób następujący:

„Deutches Arbeitsfront – niemiecki front pracy. Wspaniały gmach, śliczne lokale biurowe: pokoje duże, jasne, pełne słońca, z pewnością przyjemnie i wesoło się w nich pracuje. Ludzie przeważnie młodzi, najwyżej w średnim wieku, wszyscy pełni energii, pewni siebie…

Są panami sytuacji, to widać od razu: mają do dyspozycji olbrzymie fundusze (podstawę ich stanowi majątek dawnych związków zawodowych), rozporządzają potrzebną ilością samochodów; teren mają wolny, nie ma innych organizacji [związkowych], a partia, która nimi kieruje, kieruje jednocześnie państwem.

»Arbeitsfront« podlega bowiem całkowicie dyrektywom partii. Według hitlerowskiej zasady wodzostwa – »Führerprinzip«, wszyscy kierownicy organizacji od głównego do najniższych włącznie, wyznaczani są przez partię. Partia kieruje nie tylko ogólną działalnością »Arbeitsfrontu«, ale i poszczególne działy otrzymują wskazówki od analogicznych działów w partii…

Do D.A.F. należą wszyscy robotnicy. Wprawdzie nie istnieje formalnie przymus organizacyjny, każdy jednak robotnik zapisuje się »dobrowolnie«, niezależnie nawet od narodowości (polscy robotnicy również tu należą). Obok bowiem nacisku moralnego działają tu i czynniki inne: robotnik spoza »Arbeitsfrontu« nie otrzyma pracy (przy »Arbeitsfroncie« istnieją biura pośrednictwa pracy, które współpracują ściśle z państwowymi urzędami pośrednictwa pracy, a państwowe pośrednictwo pracy jest dziś w Niemczech przymusowe), nie może korzystać z szeregu przywilejów, jakie daje swym członkom organizacja…, jest jakby wyrzucony poza nawias społeczeństwa robotniczego, nie ma żadnej obrony i pomocy…

Do »Arbeitsfrontu« należą wszyscy ludzie pracy, za jakich w Niemczech uważa się zarówno robotników, pracowników umysłowych, jak i pracodawców i wolne zawody. Pracodawcy i robotnicy są ściśle ze sobą organizacyjnie związani w podstawowej komórce organizacyjnej »Arbeitsfrontu« – zakładzie pracy, stanowiącym tzw. wspólnotę zakładową, Betriebsgemeinschaft…

Już więc sama struktura organizacyjna »Arbeitsfrontu« przesądza w dużej mierze o kierunku jego działalności. Wiąże ona wszystkich ludzi danego zakładu pracy, nie może więc mieć na celu obrony interesów jednej strony – robotników, ale ogólny: dobro produkcji. Zasadą przewodnią jest tu jedność polityki społecznej i gospodarczej, głoszona we wszystkich oficjalnych przemówieniach. Jakie miejsce w tej »jedności« zajmują sprawy społeczne, charakteryzuje choćby ten fakt, że pracodawcy, którzy należą do »Arbeitsfrontu«, a więc mają wpływ bezpośredni na jego politykę, posiadają ponadto odrębny samorząd gospodarczy…

Poważnym działem pracy »Arbeitsfrontu« jest dział zapomogowy. »Arbeitsfront«, jak wspomniałam, rozporządza olbrzymimi funduszami, na które składają się przede wszystkim: majątek dawnych związków zawodowych, łącznie z ich przez wiele lat składanym funduszem ubezpieczeniowym, oraz składki milionowej rzeszy członków (składki od robotników i pracowników potrącane są co miesiąc przy wypłatach zarobków i wynoszą zależnie od dochodów, podzielonych na 20 stopni, od 20 pfenigów do 14 marek miesięcznie. Na przykład robotnik, zarabiający 45-55 marek tygodniowo, płaci miesięcznie 3 marki 40 pfenigów).

Wszystkie te liczne rodzaje świadczeń ubezpieczeniowych mają jednak specjalny charakter: członek »Arbeitsfrontu« nie ma do nich formalnych uprawnień, są one przyznawane dowolnie na zasadzie oceny sytuacji materialnej członka, od decyzji w tej sprawie wszelka apelacja jest wykluczona”.

Inspekcja pracy w Niemczech

W artykule czwartym na łamach tego samego pisma p. Miedzińska omawia swoją wizytę w Inspekcji Pracy. Stwierdza przy tym, że inspekcja pracy obecnie nie ma właściwie nic do powiedzenia w sprawach stosunków na terenie zakładów pracy. Podobnie istnieją na terenie przedsiębiorstw tzw. rady zaufania spośród robotników, które również nie mają najmniejszego wpływu na stosunki w produkcji. Kończy swoje cztery artykuły p. Miedzińska stwierdzeniem, że dla stosunków niemieckich znamiennym jest fakt, iż od początku wprowadzenia nowego ustroju pracy, nie wydano tam ani jednej ustawy o ochronie pracy, za wyjątkiem omawianej już ustawy o pracy, która pogorszyła znacznie stan sprzed rządów Hitlera.

Z cytatów, które tutaj podaliśmy, czytelnik „Robotniczego Przeglądu Gospodarczego” zorientuje się znakomicie, jak to wygląda w praktyce ustrój pracy w Niemczech po przewrocie hitlerowskim. Obraz narysowany przez p. Miedzińską zupełnie bezstronnie i wyczerpująco, odstraszy każdego świadomego robotnika od tego, co jest w tej chwili w Niemczech, co nam zalecają jako ideał endecy naśladujący hitleryzm w Polsce.

 ___________________________________

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie jako artykuł niepodpisany, pod tytułem „Nowoczesne niewolnictwo” w miesięczniku „Robotniczy Przegląd Gospodarczy” nr 11/1936. „RPG” był organem prasowym Komisji Centralnej Związków Zawodowych, tzw. klasowych związków zawodowych, związanych z Polską Partią Socjalistyczną. Tekst od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

 

Na fotografii plakat wyborczy niemieckich socjaldemokratów: przeciwko konserwatystom, nazistom i komunistom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *