Kazimierz Zakrzewski

Czy „narodowcy” są faszystami?

[1935]

W prasie zbliżonej do ruchu młodo-endeckiego, reprezentującego najbardziej agresywne żywioły polskiego faszyzmu, pojawiają się od czasu do czasu oświadczenia, zaprzeczające jakoby ruch ten miał charakter „faszystowski”. – Nie jesteśmy „faszystami” – twierdzą czasem publicyści ONR – jesteśmy „nacjonalistami”, a to nie jedno i to samo.

Cel tych zaprzeczeń jest dosyć przejrzysty: Polski nacjonalizm chciałby – ze względów taktycznych – odgrodzić się od faszyzmu, jako ruchu dzisiaj niewątpliwie międzynarodowego; tzw. narodowcy chcą w nas wmówić, że w stosunku do tego międzynarodowego faszyzmu, w którym rolę kierowniczą gra wrogi Polsce ośrodek niemiecki, zachowują postawę samodzielną. Z drugiej strony wiedzą, na tle doświadczeń niemieckich, że faszyzm nie ma – na dłuższą metę – widoków powodzenia wśród robotników, nawet zgrupowanych w reakcyjnej chrześcijańskiej demokracji, a ruch młodo-endecki chce właśnie – w Łodzi i poza Łodzią – zdobywać sobie wpływy wśród zdezorientowanych mas robotniczych.

Cóż jednak rzeczowego można wydobyć z przedstawionego stanowiska, poza samą grą wyrazów, która nie może zmylić nikogo (niemieccy faszyści nazywają się „narodowymi socjalistami”, a we Francji działają – obie faszystowskie: „partia ludowa” Doriota i „partia społeczna” de la Rocque, ale nikt nie będzie podawał w wątpliwość ich faszystowskiego charakteru).

Historycznie można – rzecz prosta – odróżnić pojęcia: „faszyzm” i „nacjonalizm”. Ten ostatni bowiem znany był już w XIX wieku, podczas gdy faszyzm pojawił się dopiero po wojnie światowej. Stary nacjonalizm, operujący hasłami ekspansji i walki zorganizowanych grup narodowych, a na wewnątrz przeciwstawiający się walce klas, tj. wyzwoleńczemu ruchowi proletariackiemu, był poprzednikiem faszyzmu. Działał jednak na gruncie istniejącego ładu państwowego i nie psuł reguł przedwojennego systemu rządów burżuazyjnych, tj. liberalnej, kapitalistycznej demokracji. Niedobitki tego dawnego liberalnego nacjonalizmu, zlikwidowanego we Włoszech i w Niemczech, działają jeszcze we Francji, a występują już i u nas, bądź w tzw. starej endecji, bądź w świeżo skleconym „Froncie Morges”. Młodzieńczy faszyzm, czy to endecki, czy też sanacyjny – występuje przeciwko nim nieraz bardzo zaciekle.

Rozkład ustroju kapitalistycznego po wojnie światowej oraz niebezpieczeństwo (z punktu widzenia burżuazji) objęcia rządów gospodarczych i politycznych przez klasę robotniczą, ujawniające się w wielu krajach, a przejściowo urzeczywistnione niemal w całej Europie Środkowej, spowodowało odejście burżuazji od systemu liberalnej demokracji. Czynniki burżuazyjne, które jeszcze bronią przedwojennego ustroju demokratycznego, znajdują się w stanie zaniku. Poważnie zagrożona burżuazja zdecydowała się zabrać ostatnią swoją stawkę i poparła z całej siły formalnie rewolucyjny, a treściowo reakcyjny faszyzm, usuwający liberalną demokrację na rzecz jednostkowej lub partyjnej dyktatury.

Burżuazja, w swych najbardziej żywotnych i zdolnych do walki z proletariatem odłamach – aby uniknąć przebudowy społecznej – weszła na drogę rewolucji politycznej. Dzięki temu zgrupowała w zasięgu swego rozporządzania warstwy nastawione rewolucyjnie, ale jeszcze zachowujące psychikę reakcyjną: kombatantów, drobnomieszczaństwo, pracowników umysłowych i liczne w całej Europie masy zdeklasowanych – wytwór wielkich wstrząsów dziejowych. Te masy, oddzielone całą przepaścią sposobu myślenia od zorganizowanych klas pracujących, ale posiadające dużą własną dynamikę rewolucyjną, poparły faszyzm jako rewolucję polityczną, która jednak dochodząc do władzy, przekształciła się w system zorganizowanej reakcji.

Faszyzm – włoski, niemiecki, czy nasz – przeciwstawiał się nieraz dawnemu nacjonalizmowi ze względu na jego „liberalną” niechęć do poddania burżuazji odmładzającej operacji. Ale faszyzm nie odrzucał nigdy haseł nacjonalistycznych, ponieważ są to jego własne hasła; on to przeciwstawia polityczną walkę zorganizowanych grup narodowych społecznej walce klas, oraz wojenną ekspansję zaborczych aparatów państwowych – zbiorowej współpracy pokojowej wolnych i równych narodów. Tam, gdzie nie ma szczególniejszych warunków do podsycania haseł pierwszej kategorii – walki zorganizowanych grup narodowych, tam faszyzm położył nacisk na hasła drugiej kategorii, propagujące ekspansję zewnętrzną (Włochy), lub na odwrót (Polska). Faszyzm niemiecki najpełniej rozwinął hasła nacjonalistyczne, walcząc na wewnątrz Niemiec z mniejszościami narodowymi (Polacy) i rasowymi (Żydzi), a równocześnie prowokując pochód niemczyzny na Wschód.

Nacjonalizm, to jedyna treść ideowa, jaką faszystowska burżuazja może przeciwstawić ideologii robotniczej, którą zwalcza, bo nie można serio traktować faszystowskich prób rozwiązania kwestii społecznej i przezwyciężenia strukturalnego kryzysu w gospodarce przy zachowaniu władztwa burżuazji nad produkcją. Dlatego faszyzm stał się najdoskonalszym wyrazicielem prądów nacjonalistycznych. Ale stał się zarazem nacjonalizmem jedynym, bo dawny liberalny nacjonalizm stanowi dzisiaj – w tym punkcie zgodzimy się z faszystami – świat umarły.

Nacjonaliści i nacjonalizmy tworzą więc dzisiaj obóz międzynarodowego faszyzmu, występujący solidarnie przeciwko demokracji i gotujący się do rozprawy z „bolszewizmem”, tj. po prostu ze wszystkimi czynnikami, które chcą lub muszą przeciwstawić się pochodowi faszyzmu. Samodzielność krajowego nacjonalizmu, na własną rękę mającego zdobyć władzę, by rozprawić się z robotnikami, czy też by „rozwiązać zagadnienie żydowskie” (podnosiłem już na łamach „Frontu”, że gruntownie i sprawiedliwie może je rozwiązać tylko ruch robotniczy) – to dzisiaj tragikomiczna iluzja uczciwych nacjonalistów, albo… fikcja propagandy faszystowskiej.

W praktyce nie ma dziś innego nacjonalizmu, jak tylko kierowany przez Niemcy – faszystowski:

antyrobotniczy – bo odbiera klasie robotniczej wszystkie narzędzia jej społecznego wyzwolenia,

antydemokratyczny – bo dąży do ustanowienia partyjnej dyktatury,

antypokojowy – bo musi nieuchronnie doprowadzić do wojny z „bolszewizmem”.

Czy teoretycznie jest jeszcze możliwy inny nacjonalizm? Chyba żebyśmy tym mianem chcieli nazwać twórczy patriotyzm, cementujący wysiłek sił społecznych, pracujących nad rozwojem materialnym i kulturalnym swego kraju. Ale takiego „nacjonalizmu” nie znajdziemy w opanowanej przez faszyzmy strefie Europy; przykładem jego mogłaby być raczej daleka Katalonia, nad którą jeszcze powiewają sztandary wolności robotniczej.

Kazimierz Zakrzewski

______________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Front Robotniczy”, nr 51, 20 października 1936. Od tamtej pory nie był wznawiany. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i opracował Wojciech Goslar.

 
Kazimierz Zakrzewski (1900-1941) – działacz polityczny, publicysta, naukowiec. Wybitny historyk, habilitował się w wieku 27 lat, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, czołowy przed wojną polski bizantynista, od roku 1935 szef Katedry Historii Bizancjum na Uniwersytecie Warszawskim. Jeden z czołowych działaczy polskiego syndykalizmu i lewicy piłsudczykowskiej (jej skrajnie lewego skrzydła). Działał w Związku Patriotycznym, należał do twórców Związku Naprawy Rzeczypospolitej, aktywny w Generalnej Konfederacji Pracy i w Związku Związków Zawodowych (od 1937 r. członek prezydium Centralnego Wydziału ZZZ, od 1939 r. jeden z trzech wiceprezesów Związku), związany był również ze środowiskiem pisma „Droga”. W obliczu ewolucji w prawo głównego rdzenia sanacji, w drugiej połowie lat 30. zwolennik współpracy z PPS, Stronnictwem Ludowym i radykalną inteligencją. Publicysta „Frontu Robotniczego” i „Przełomu”, w roku 1937 był przez kilka miesięcy zastępcą redaktora naczelnego lewicująco-syndykalistycznego dziennika „Głos Powszechny”, jednak pismo upadło z powodu częstych konfiskat ze strony cenzury obozu rządzącego. Autor kilku książek i broszur politycznych, m.in. „Kryzys demokracji” (swoisty manifest środowiska polskich syndykalistów) i „Filozofia narodu, który walczy i pracuje (nacjonalizm Stanisława Brzozowskiego)”. Podczas okupacji należał do twórców podziemnego ugrupowania polityczno-wojskowego Związek „Wolność i Lud” (przemianowany w 1941 r. na Związek Syndykalistów Polskich). Aresztowany w ramach akcji represyjnej przeciwko polskiej inteligencji, rozstrzelany przez hitlerowców 11 marca 1941 r. w Palmirach.

3 komentarzy nt. “Czy „narodowcy” są faszystami?

  1. Wydźwięk artykułu brzmi jednak niezbyt przyjemnie. Przypominam, że kategorię szeroko pojmowanego faszyzmu stworzył komintern. Zob. R. Pipes, Rosja bolszewików. Klasyfikacja ruchów politycznytch i idei zbyt podobna do lansowanej przez destrukcyjną lewicę. Oczywiście wyrażam sprzeciw przeciw młodo- endeckiej filozofi kultury i cywilizacji (“nowe średniowiecze” itd.) i TAK dla dynamiki i zdobywczej koncepcji człowieka ale tu czuje się za dużo elemnentów destrukcyjnych. Tego nie warto odgrzewać. Było minęło!!! Polecam natomiast lekturę prac Jana Stachniuka bez wątpienia lewicowego nacjonalisty. O nim zob. B. Grott, Religia, cywilizacja, rozwój. Wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003; J. Skoczyński, Neognoza polska, Kraków 2004; S. Potrzebowski, Zadruga-eine volkische Bewegung in Polen, Bonn 1982; R. Siedliński, Człowiek, mit, kultura. Filozofia społeczna i historiozofia Jana Stachniuka, Toruń 2008.

  2. Definicja faszyzmu według Pipesa wydaje mi się trafna,bo to,co działo się w ZSRR trudno nazwać inaczej niż forma faszyzmu.Pod sztandarami i haslami lewicowymi wprowadzano-Lenin i Stalin-lewicowy faszyzm,co brzmi niewiarygodnie,ale inaczej tego nazwać się nie da.Tamte porządki nie miały nic wspólnego z szeroko pojętą lewicą i lewicowością.Nieraz w dyskusjach broniłem tych teorii,aż doszedłem po latach do wniosku,że racji nie miałem.Był to nieludzki system ujawniony dopiero po zmianach systemowych w Polsce.Upewniłem się,że to był faszyzm po przeczytaniu,,Archipelagu Gułag”Solżenicyna.To jest moja opinia i może komuś się nie podobać,ale tak myślę.

    • jednak chyba nie do konca sie zgadzam. Realny socjalizm Lenina czy Brezniewa (nie mówiac o Stalinie) byl oparty na terrorze, tak samo jak faszyzm, tu sie zgadzamy. Ale zlewajac pojecia faszyzmu i “realnego socjalizmu” tracimy dosc wazny, moim zdaniem, aspekt: faszyzm mozna pogodzic z kapitalizmem. To zas otwiera mozliwosci dla tych, których Zakrzewski okresla jako “burzuazja”, aby poprzec rzady faszystów. I to jest niebezpieczenstwo, które nam TERAZ zagraza (bo terroru “realnego socjalizmu” na razie nie mozna reaktywowac).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *