Maria Turzyma: Kwestia kobieca [1903]

manifestacja-kobiet

Poznawszy, że trojakie więzy na ludzką ich wolność nałożyły dotychczasowe prawa, w trzech kierunkach rozwijają działalność swoją. Pierwszym jest wyzwolenie duszy, a więc: wywalczenie dla niej możności wszechstronnego rozwoju, zarówno ze względu na dobro osobiste jak i na pożytek ogółu, zespolenie wszystkich uświadomionych sił kobiecych dla podniesienia ogółu kobiet i wreszcie zrozumienie i ukochanie ideałów ogólnoludzkich i wcielenie ich w życie przez podniesienie moralne życia rodzinnego, towarzyskiego, obyczajowego i społecznego. Ponieważ wszelka niewola ściśle jest związana z zależnością ekonomiczną jednego człowieka od drugiego, dążą współczesne kobiety do zdobycia niezależności materialnej przez pracę zarobkową, czyniąc jednocześnie starania w kierunku takiego zorganizowania tej pracy, żeby nie czyniła ona szkody obowiązkom rodzinnym, oraz takiego przystosowania gospodarstwa domowego do potrzeb bieżącej epoki, żeby według środków, stworzyć możliwie najlepszy dobrobyt przy najkorzystniejszym zużytkowaniu sił i czasu. Aby zaś zdobyć sobie prawo rozporządzania swoim życiem i swoją osobą dla życia we dwoje w miłości i przyjaźni ludzkiej, pragną kobiety współczesne podnieść ogólny poziom moralny obyczajów i ugruntować rodzinę na prawdzie, szacunku wzajemnym i zaufaniu dwojga ludzi wolnych i równych sobie, związanych na wspólne życie w tym celu, aby dać młodemu pokoleniu ochronę tak długo, jak tego potrzebuje, a sobie wzajemnie jak najwięcej dobra. Kwestia kobieca jest zatem zupełnie uświadomionym dążeniem kobiety do zerwania potrójnych więzów, jakie krępują ludzką jej wolność. To walka o duszę, która chce rozwinąć bez żadnych ograniczeń wszystkie swoje władze, to walka o pracę dającą chleb i niezależność, a więc wyzwalającą z niewoli ciała i ducha, to walka o miłość ugruntowaną na swobodzie i uczciwości, za którą nie trzeba byłoby płacić niewolą lub hańbą. Rozwiązaniem kwestii kobiecej nie będzie, jak sądzą niektórzy, większa lub mniejsza ilość panien uczęszczających na uniwersytet, rozwiązaniem kwestii nie byłoby nawet, jak sądzą inni, gdyby wszystkie panny dostały mężów, bo jest ona już dzisiaj żywiołową siłą zbudzonej świadomości przez nieskończoność wieków zgnębionej przemocą duszy kobiecej, która przypomniała sobie, że jest duszą ludzką i nie ustanie w walce wcześniej, aż uzyska wszystkie prawa człowieka. Czytaj dalej

Stanisław Kubicki: Tamtym coś niecoś [1919]

78943123

Precz z niepłodnym poszukiwaniem piękności, która ducha upaja i delektacją w kąciku zacisznym (egoizm!) do oderwania się prowadzi od świata i do zdradzania spraw człowieczeństwa! Wiemy, że karać nas będziecie za to, że nie będziecie kupować obrazów naszych, że prześladować nas będziecie krzykiem oburzenia i przezwiskami. Obojętni wypełnimy jednakowoż powołanie nasze i czyn, do którego jako ludzie zobowiązani jesteśmy. Towarzysze, współwygnańcy, nie zrażajmy się, że utrudnia nam się miłość bliźniego, że uniemożliwia się wykonanie obowiązku! Miliony czekają na słowo wyzwolenia z ust naszych, do którego brak nam było dotychczas odwagi; od którego wstrzymywała nas wygoda i wyniosłość jakaś nie pozwalająca się „popularyzować”. Obywatele! Zamożni! Posiadający! Syci! Rozpacz jedynie was zmusza do czynów. Rozpacz jedynie was zdolna wytargnąć z zadowolenia i drzemiącego spokoju. Otóż dlaczego dni upadku cywilizacji i kultury zmysłowej zawsze będą dniami naszymi i dniami wschodu słońca. I wiecznie – dopóki istnieć będą ludzie waszego pokroju – wołać będziecie, że w mętnej łowimy wodzie, że uprawiamy łapichłopstwo, deprawujemy młodych, że interes mamy w niedoli ludzkiej. I nie ustaną głosy w dziennikach, na wiecach, z ambony, w szkole ostrzegające przed ciemnymi indywiduami, wołające o policję, sąd i dom karny dla zbrodniarzy i zakłócicieli spokoju publicznego. Każdego rewolucjonistę wdeptano dotychczas w błoto – i nie było zbrodni w kraju całym, której by mu nie było można przypisać. Czytaj dalej

Maria Dąbrowska: Wielka mądrość prawdziwego człowieczeństwa, czyli współdziałanie [1936]

dsdw223-3

Dotychczas mówili ci: bądź dobrem dzieckiem, kochaj rodziców, kochaj ojczyznę. Teraz pokazują ci drogę i sposób, jak do tego dojść. Musisz do każdego obcego iść jak do brata i wszędzie tak postępować, żeby innym dobrze z tobą było. Nawet najmniejszy bąk wie, kiedy innym jest z nim dobrze, a kiedy źle – więc niech tylko te słowa pamięta: choćby ten inny myślał nie tak jak ty – niech ma sobie inne przekonania. Ty na przykład uważasz, że piłka nożna jest najważniejsza, a on jej nie cierpi. Możesz go chcieć przeciągnąć na swoją stronę, ale się za to na niego nie złość. Choćby ten inny wyznawał inną religię, mówił inną mową – niech ci nie przyjdzie chęć dokuczyć mu. Przypomnij sobie, że to też twój brat; znajdzie się zawsze dosyć spraw, które was połączą. Możesz się postawić ostro i nie dać twojemu koledze albo koleżance skrzywdzić drugiego; możesz się bronić, jeśli ktoś chce tobie co złego zrobić, ale pamiętaj, że i ten, co błądzi i krzywdzi, to też twój brat, a może jeszcze oprócz tego współobywatel jednego kraju i ma mu być z tobą dobrze. A gdy tak wszyscy będziecie myśleli, przestaniecie błądzić i krzywdzić się wzajemnie. Bo ty i on, my i wy to jedno i to samo – jeden Bóg jest w naszym sercu i wszyscy mamy sobie pomagać, razem z sobą współdziałać. Rodzina to mała spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z rodzicami i z rodzeństwem. Szkoła to nieco większa spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z nauczycielami i kolegami, a kraj nasz, społeczeństwo, to wielka spółdzielnia, w której musimy już umieć żyć razem; żyć razem, pracować razem dla dobra świata ze wszystkimi współobywatelami. Czytaj dalej

Jerzy Karon (Kołakowski): O małe komórki organizacyjne. Problem wielostopniowego federalizmu [1935-1943]

flags

Dotychczasowa struktura spółdzielni jest odpowiednia tylko dla organizacji bardzo małych i nie zabezpiecza jednostki ludzkiej w dużych instytucjach przed „zagubieniem się w masie”. Toteż w wielkich spółdzielniach jednostka ludzka zatraca się w masie członkowskiej i nie znajduje ani warunków, ani bodźców do czynnej postawy w życiu organizacyjnym. W wielkich spółdzielniach działają prawa psychologii tłumu. Manifestowanie się indywidualne jest w nich łatwe tylko dla jednostek nieprzeciętnych, względnie dla osób o takich cechach, jakie bywają właściwe przywódcom ruchów masowych. Trzeba zaznaczyć, że cechy te niekoniecznie muszą przedstawiać obiektywny walor pozytywu społecznego. Natomiast przeciętny „szary człowiek” (używając modnej dziś terminologii) ginie w tym tłumie. Czuje się nic nie znaczącą cząstką bezosobowej masy. Nie widzi dla siebie możliwości skutecznego oddziaływania w takim wielkim zbiorowisku. Nie ma ani odwagi, ani umiejętności do wystąpień przed liczniejszym audytorium. I wszystko to usposabia go do bierności. Środków zaradczych przeciw takiemu stanowi rzeczy, który pozbawia spółdzielnie ich wewnętrznych sił żywotnych i walorów społecznych i czyni fikcję z ich formalnej demokracji, szukać trzeba w takim rozwiązaniu organizacyjnym, które zapewni przeciętnemu członkowi warunki do ugruntowania się w nim pełnej świadomości, że jego czynna postawa w życiu organizacyjnym spółdzielni może mieć istotny wpływ na to życie. Świadomość ta musi wynikać z takiego układu stosunków organizacyjnych między członkami, w których „szary człowiek” miałby warunki, zdolność, śmiałość oraz zachętę ze strony otoczenia do świadomych i kompetentnych wystąpień organizacyjnych. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Nowy pomysł rządu carskiego [1903]

anti-semitism

To, co się stało w Kiszyniowie, na długo zepsuło tam wszelką walkę z rządem. Nie można więc wątpić, że rząd zechce i u nas wywołać coś podobnego, ażeby osłabić wszystkich tych, którzy walczą z rządem. Już przed 1 maja, kiedy robotnicy-socjaliści gotowali się do uroczystego obchodzenia swego święta, rząd puszczał pogłoski o gotujących się rozruchach przeciwko Żydom. Tak było w Warszawie i w Wilnie, w Kownie i w Lublinie, w Łodzi i w Radomiu. Ale nie udało się rządowi carskiemu wywołać u nas tego, co zamierzał. Nasz robotnik rozumie już, że jego wrogiem, że głównym wrogiem całego narodu polskiego jest carat, rząd carski, że z nim musi walczyć przede wszystkim. Ale że się rządowi nie udało wykonać swego zamiaru na razie, z tego nie wynika, aby nie chciał on powtórzyć prób takich kiedy indziej. Miejmy się więc na baczności, tłumaczmy ciemnym i nierozumnym, dla kogo pożądane są rozruchy przeciwko Żydom, kto je wywołuje i w jakim celu. Gdyby rządowi udało się gdzie u nas wywołać rozruchy przeciwko Żydom, obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, każdego nieprzyjaciela caratu, jest powstrzymać, chociażby przemocą i gwałtem, nierozumnych ludzi, nieświadomie pomagających naszemu najstraszniejszemu wrogowi – rządowi carskiemu – i bronić napastowanych Żydów, chociażby z narażeniem własnego życia. Czytaj dalej

Działalność społeczno-wychowawcza kooperatyw [1919]

1

Dziś już powszechnie uznano, że prawdziwym stowarzyszeniem spółdzielczym, nie nadużywającym tej szczytnej nazwy dla celów pobocznych, jest jedynie taka kooperatywa, której członkowie ożywieni są dążeniem do przekształcenia istniejących stosunków gospodarczych i społecznych w duchu prawdy i sprawiedliwości. Dziś też już niemal powszechnie zrozumiano, że przyczynić się do tej zmiany można jedynie drogą tworzenia nowych, opartych na odmiennych zasadach form gospodarczych, a równolegle drogą tworzenia ludzi, którzy by potrafili wejść „do nowego świata moralnego”, jak to głosił ojciec kooperacji Robert Owen, z odpowiednim zasobem wiedzy, moralności i charakteru i zająć w nim należne człowiekowi miejsce. Kooperacja właśnie tworzy jedno i drugie. Będąc „jednocześnie wielkim, mądrym, rozumnym interesem i mocną, gorącą wiarą”, kooperacja pragnie na podstawie ściśle gospodarczej zbudować gmach ładu i sprawiedliwości społecznej, kształtując odpowiednich budowniczych drogą usilnej pracy wychowawczo-społecznej. Czytaj dalej

„Pobudka”: Kościół przeciw Polsce [1889]

arton777-0a357

Dwie te potęgi występują z sobą do odwiecznej walki, która po dziś dzień pozostaje nierozstrzygniętą. Obie mają dotąd rację bytu. Zabobon tłumu jest racją bytu kościoła, państwa. Rezultatem walki – kompromis: przeświadczeni o swej sile przeciwnicy, nie mogąc się wzajem pochłonąć, usiłują się wyzyskać. Robią sobie tedy ustępstwa i zawierają sojusz. Na powalonym cielsku ciemnej i znękanej ludzkości zbój z oszustem podają sobie ręce…Kompromis kościoła z polskim szlacheckim państwem stanął bardzo wcześnie. Naród-szlachta z łaski bożej miał prawo ciemiężenia ludu, ale musiał dla utrzymania tej łaski gromić niewiernych. Aż wybiła godzina, gdy szlacheckie państwo upadać, a łaska boża ulatniać się poczęła. Już w 1770 papież Klemens XIII pisze do pobożnej Marii Teresy: „Najechać i rozebrać Polskę nakazywała nie tylko polityka, ale i interes religii; a dla duchowej korzyści Kościoła było rzeczą konieczną, aby dwór wiedeński rozciągnął w Polsce panowanie swoje jak najdalej”. Prawowierni synowie kościoła, Polacy, muszą się stać tedy, pod grozą potępienia, wiernopoddanymi niewolnikami uświęconej przezeń władzy, zdrajcami własnej Ojczyzny! Kościół bowiem uświęcił gwałt dokonany nad Polską, uświęcił nad nami władzę najazdu z całą bezczelnością kosmopolitycznego oszusta, stając się przez to otwarcie sprzymierzeńcem naszych zaborców, stając się jednocześnie zaklętym wrogiem Polski – tym niebezpieczniejszym, że przybierając maskę jezuickiego patriotyzmu lub wyzyskując uczucia religijne, łatwiej znajdzie on posłuch w narodzie od najezdniczego żandarma. Patriotycznym więc obowiązkiem inteligencji polskiej jest nie tylko walka z Kościołem, agentem wrogich nam rządów, lecz dyskredytowanie samej idei bóstw: w złodziejskich rękach czarnej międzynarodówki staje się ona wytrychem, za pomocą którego katolicyzm wkrada się do naiwnego sumienia ludu, zarażając je jadem wiernopoddaństwa na korzyść naszych ciemiężców. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Zdobycie niepodległości a Legiony [1915]

1fdx_cdd_uc5ex

Gorzej jest, że zdarza się spotkać prawdziwego niepodległościowca nie mogącego się pogodzić z myślą, że trzeba popierać Legiony. Jeden więc mówi: „Jakże ja, socjalista-robotnik, popierać będę armię polską, kiedy socjalizm nie godzi się z militaryzmem?”. Na to pytanie dawno dało odpowiedź życie. Na całym świecie socjaliści, bez względu na to, czy życzyli sobie wojny, czy nie, wstąpili do wojska dobrowolnie i głosowali za kredytami wojennymi, skoro już nastąpił wybuch wojny, a więc wypadło bronić swego kraju i swych siedzib przed zniszczeniem i pożogą, jaką niesie wojna. Czyż u nas miałoby być inaczej, u nas, którzy nie walczymy ani za kolonie, ani w interesach polskiego kapitalizmu, bo ten właśnie pragnie pokoju, tylko o własną wolność. Toż zawsze u nas mówiono i słusznie, że tylko wojna europejska może nas wybawić. A teraz, kiedy wojna wybuchła, czy możemy jej nie wykorzystać, zwłaszcza dziś, kiedy nam wolno walczyć pod własnymi sztandarami, własną komendą, kiedy marzenie o wojsku polskim stało się czynem? W tym wojsku demokratycznym, gdzie każdy, począwszy od generała, a kończąc na szeregowcu, zwie się, jak za czasów rewolucji francuskiej, obywatelem, dobrze każdy czuć się będzie. Znajdzie tam wielu towarzyszów partyjnych, bo każdy, u kogo w żyłach płynie krew, bez względu na przekonania polityczne, poszedł walczyć z caratem. Długo, bardzo długo byliśmy tropieni jak dzikie zwierzęta przez psy gończe carskiego rządu. Wszędzie nas wróg ścigał i dościgał, często bezbronnych. Gnębił nas i tropił szpicel, żandarm, żołnierz, czynownik, wreszcie ex- towarzysz-prokurator. Obchodziliśmy wzdłuż i wszerz polską ziemię, unikając pościgu, omijając dworce kolei i miasteczka, kryjąc się nie raz, w zbożu nocując pod stogiem siana, dobrze jeszcze, jeśli z bronią w ręku, bo wtedy drogo sprzedawano swe życie. Więzienie, etap, osiedlenie czy administracyjne zesłanie to był los świadomego robotnika. Jeśli kto uszedł Sybiru czy stryczka, musiał się stawać nielegalnikiem na całe życie, i albo jadł na tułaczce gorzki chleb emigranta, albo znów wracając do nielegalnej roboty w kraju narażał się na gorsze jeszcze represje. Dziś czas pomścić się za to wszystko na wrogu, i pomścić się dokumentnie. Należy wyrwać zęby caratowi, aby nie mógł gryźć i szarpać. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Moralno-polityczne znaczenie powstania warszawskiego [1949]

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona

Wojska sowieckie były pod Warszawą. Na południe od niej przeprawiły się na lewy brzeg Wisły. Miastu groziło zniszczenie na skutek przeistaczania przez Niemcy Stolicy w fortecę. Hitlerowcy zdecydowali, że z początkiem sierpnia ludność Warszawy zostanie zapędzona do robót fortyfikacyjnych. Centrum polskiego ruchu podziemnego groziła ze strony Niemców niemal całkowita likwidacja. Powstanie Warszawskie nie było dziełem 40 tysięcy żołnierzy AK. To poprzez całą społeczność Stolicy objawił się w pełni, na oczach całego świata, potężny pęd narodu do wolności i samodzielności. Powstanie upadło. Ale duch oporu, który dawał ludności stolicy siły i determinację, nie osłabł. Objął on w posiadanie całe społeczeństwo polskie, cierpiące pod butem nowego okupanta. Wielka i bohaterska legenda Warszawy daje moc i wiarę przetrwania. I dlatego też wróg pragnie ją zohydzić, zniszczyć, wyplenić z serc i umysłów Polaków. Ale są to próżne zabiegi. Jest jeszcze inny aspekt Powstania, ważny i aktualny w dzisiejszej sytuacji. Rada Jedności Narodowej i Krajowa Rada Ministrów, które pracowały przez cały okres w niezmiernie ciężkich warunkach, dzieląc los żołnierza i całego ludu Warszawy, w wydanej odezwie tak określiły znaczenie Powstania: „…Powstanie Warszawskie pozostawiło ponownie w końcowej fazie wojny problem Polski nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej, o wszystko to, o co walczy dziś lepsza część świata…”. Cóż do tych słów więcej można dodać? Czytaj dalej

Edward Abramowski: Rewolucja robotnicza [1891]

Scan10061

Tak więc porządek kapitalistyczny, który stworzył wielką produkcję maszynową, skupia i nagromadza bogactwa, wydziedzicza z własności całą masę ludzi, nędzą obarcza robotników, a razem z tym przyczynia się do wzrostu klasy roboczej, organizuje ją, wzmacnia jej siły, zaprawia do walki i czyni przez to niemożebnym dłuższe znoszenie jarzma wyzysku. Porządek kapitalistyczny sam dla siebie grób kopie. Wzbogacenie się kapitalistów nie może obejść się bez wyzysku robotników, bez wywłaszczania drobnych posiadaczy, bez wielkiej produkcji. Wywłaszczeni powiększają szeregi robotników; wielka produkcja gromadzi ich, skupia i organizuje, a wyzysk pobudza ciągle do zaciętej walki. Rewolucja robotnicza staje się nieuniknioną i konieczną. Ani prawa kapitalistów, ani bagnety ich armii nie zdołają już jej powstrzymać. Proletariat krzywdzony i wyzyskiwany rośnie ciągle, organizuje się i potężnieje; nadejść więc musi chwila, kiedy on zażąda własności i swobody, kiedy zażąda udziału w tych wszystkich bogactwach, które sam wytworzył, kiedy obali rządy dzisiejsze i wydziedziczy kapitalistów. Wydziedziczyć kapitalistów z ich dzisiejszej własności, odebrać im te olbrzymie bogactwa i kapitały, jakie dziś w rękach swych dzierżą – oto jest zadanie rewolucji robotniczej, która się zbliża. Dokonanie tego jest rzeczą niezbędną, nieuniknioną. Kapitaliści i ich prawa stanowią dziś zawadę do rozwoju i szczęścia ludzkości, zawadę tę więc trzeba usunąć. Ani cywilizacja, ani wielka produkcja nie ucierpią na tym wcale. Czytaj dalej

Leon Wasilewski: Asymilacja narodowościowa a socjalizm [1912]

fasc_commonsense4worldequality

Nie tylko warunki przymusu narodowego – z jednej strony, zaś asymilacji narodowej – z drugiej, są odmienne. Różny jest też ich charakter klasowy. Asymilacja jest zawsze upodobnieniem się do członków odpowiedniej klasy, gdy przymus narodowy jest poddaniem jednej klasy woli innej, czy to za pomocą nacisku ekonomicznego, czy też przez użycie władzy państwowej. Dlatego też socjaliści muszą zupełnie inaczej traktować jedno i drugie zjawisko. Kiedy kapitalista wywiera gwałt na robotniku, musimy stanąć po stronie ostatniego i występować przeciwko uroszczeniom kapitału. Kiedy jednak robotnik dobrowolnie dopasowuje się do swych towarzyszy klasowych w pokojowym obcowaniu z nimi, kiedy padają szranki językowe, istniejące wewnątrz klasy robotniczej, tak że proletariat jednego miasta tą drogą zlewa się w jedną wspólnotę, musimy się z tego tylko cieszyć. Obowiązani jesteśmy bronić robotników przed wszelkim gwałtem ze strony klas panujących i państwa klasowego. Ale nie jest naszym zadaniem utrwalanie wewnątrz masy robotniczej przegródek, które pokojowe stosunki wzajemne obalają. Czytaj dalej

Jan Nepomucen Miller: Proletariat wrósł w naród [1938]

003404_r0_620

Proletariat polski wrósł w naród i przetwarza go z chwili na chwilę nie tylko dzięki dziejowemu wysiłkowi walk od Powstania Kościuszkowskiego aż po świadomy celów i dróg życia narodowego ruch socjalistyczny, który w ostatnich latach w Polsce mimo dążenia do międzynarodowej łączności proletariatu stał się nieprzebranym rezerwuarem nowych i niewyzyskanych sił narodowych. Robotnik polski zarówno w pracy, jak i w historycznym wysiłku swej walki rewolucyjnej od r. 1905 stał się twórcą i nosicielem tego NOWEGO TYPU CZYNNEGO ŻYCIA POLSKIEGO, które znalazło swych piewców i apostołów w postaci Brzozowskich, Żeromskich, Daniłowskich. Ich praca krytyczno-artystyczna, której tyle ma do zawdzięczenia obecne pokolenie, była odbiciem (często nawet trochę tradycyjnie wykrzywionym) tego kolosalnego i niewiarogodnego wysiłku społeczno-kulturalnego proletariatu polskiego, który w tej epoce wziął na siebie odpowiedzialność za cały uśpiony i obezwładniony naród. Nie darmo Stanisław Brzozowski stwierdza, że nowa Polska datuje się od walki czynnej proletariatu polskiego z najeźdźcą, czyli od 1905 roku. Dlatego również Żeromski uznał za stosowne walczącemu proletariatowi polskiemu przekazać sen tylu pokoleń polskich – o rycerskiej szpadzie, dlatego ginącego rewolucjonistę polskiego uczcił nagrodą „Róży”. I dlatego tak śmiesznie wygląda troskliwość naszej burżuazji o „uświadomienie narodowe” robotnika polskiego, jakby istotnie patriotyzmu mógł się robotnik nauczyć tylko z wykoślawionej klasowo oświaty, przelewanej homeopatycznymi dawkami na dzieci robotników przez szkoły powszechne. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski: Nasz stosunek do Józefa Piłsudskiego. Piłsudski jest „człowiekiem prawicy społecznej” [1929]

Jozef_Pilsudski_w_Poznaniu

„Człowiek socjalizmu” został „człowiekiem prawicy społecznej”. „Pomajowy” system rządzenia – to próba oparcia Rzeczypospolitej na interesach społecznych, gospodarczych i politycznych, na ideologii i psychologii „Polski posiadającej”, to próba ugruntowania formy bytu państwa przeciwko interesom, ideałom, dążeniom, pragnieniom, potrzebom „Polski pracującej”. Można ubierać tę prawdę w najbardziej fantastyczne szaty demagogii dziennikarskiej, można wyprawiać przeróżne komedie z tzw. partyjnictwem itd. A jednak prawda pozostanie prawdą. Józef Piłsudski w r. 1929 jest zaprzeczeniem, przeciwieństwem, „antypodem” Józefa Piłsudskiego z r. 1905, i r. 1914, z r. 1918 nawet. Dyktator fetowany na zamku w Nieświeżu zwyciężył ostatecznie członka CKR PPS, spiskowca spod Bezdan, komendanta I Brygady, ludowego Naczelnika z listopada r. 1918. Karta została zapisana do ostatniej litery, karta „wielkiej przemiany”. Piłsudski z r. 1926-1929 jest wodzem „gasnącego świata” starej Polski, Polski związków ziemian, „Lewiatanów”, biurokracji i „sanacji moralnej”. „Tamten” Piłsudski jest częścią historii PPS. „Ten” Piłsudski jest taranem, który uderza w socjalizm i w demokrację. On stworzył „pomajowy” system rządzenia. On przewodzi tym, którzy stoją „po drugiej stronie barykady”. W przededniu walki decydującej trzeba powiedzieć jasno i otwarcie to, co jest prawdą. Czytaj dalej

Marian Porczak: Piatiletka sanacyjna. W piątą rocznicę zamachu majowego 1926 r. [1931]

tumblr_mv0j4rEGXM1slixf5o1_500h

Narodowa demokracja rychło zrzuciła maskę i otwarcie zwalczać poczęła ustrój demokratyczny. Piłsudski grał dalej rolę „żołnierza demokracji”, by pod tą maską, umożliwiającą mu oparcie o lud pracujący, dokonać przewrotu i zdobyć armię i władzę. Świetnie do powodzenia zamachu przyczyniły się niepohamowane ataki prawicy nacjonalistycznej na ustrój demokratycznej Rzeczypospolitej. Agitacja prawicy za faszyzmem i próby zastosowania faszystowskich środków walki o władzę sprzyjały skrytym zamiarom dyktatorskim ze strony Piłsudskiego, lepiej wojskowo do zamachu przygotowanego. Niepopularność rządów prawicy wśród mas pracujących potęgował jej reakcyjny program społeczny i sanacyjno-skarbowy, zdążający w interesie kapitalizmu do ograniczenia ustawodawstwa robotniczego, obniżania świadczeń społecznych; zmierzający do „uzdrowienia” skarbu państwa kosztem pracowników państwowych, emerytów i inwalidów i grożący kolejarzom masową redukcją. Masy robotnicze zagrożone w swych zdobyczach społecznych i politycznych, gnębione drożyzną i bezrobociem wobec uporczywych wichrzeń prawicy, rzesze pracowników państwowych, zagrożone w swym bycie, widziały w rządach prawicy śmiertelnego wroga swych najżywotniejszych interesów i nie mogły się nie wzburzyć. Ten antyludowy i antyspołeczny program prawicy, cierpienia gnębionego skutkami wojny, niedostatkiem ludu, to jego rozgoryczenie głębokie, to wszystko wyzyskał Piłsudski dla swych celów przewrotowych. Wystąpienie Piłsudskiego zrozumiały masy pracujące jako walkę z wrogim im programem sanacyjnym prawicy. W zwycięstwie Piłsudskiego chciały widzieć poprawę swej doli, zmniejszenia drożyzny, bezrobocia; obronę ustroju demokratycznej Rzeczypospolitej i zabezpieczenie zdobyczy społecznych i praw wolnościowych. Piłsudski wyzyskał zaufanie mas pracujących, które jeszcze widziały w nim obrońcę demokracji i wodza biednych, uciśnionych ludzi. Piłsudski po maju, tworząc swoją partię, zawarł sojusz z ugrupowaniami prawicy społecznej: wielkiego kapitału i konserwatywno-monarchistycznego ziemiaństwa szlacheckiego. Interesy mafii i tych grup prawicowych dały się pogodzić. „Piłsudczycy” zapragnęli dzierżyć ster państwa nieprzerwanie, zabezpieczyć sobie wszystkie stanowiska intratne i godności, grupy kapitalistyczno-obszarnicze spostrzegły okazję do zabezpieczenia swych klasowych, egoistycznych interesów i odbudowy rodowych, kastowych, społecznych i politycznych przywilejów. Wydobyci z niebytu politycznego bankruci konserwatywni spostrzegli, że mogą jeszcze „odegrać się”; monarchiści widzą w Piłsudskim pioniera monarchii absolutnej w Polsce. Na przeszkodzie tym apetytom i marzeniom stanęła obowiązująca Konstytucja i Sejm demokratyczny. Czytaj dalej

Ksiądz Andrzej Huszno: Chrystus a samoobrona robotników [1924]

on-being-a-catholic-and-a-leftist-carousel-rappler-20140305-1

Księża rzymscy tak uczą: Cierp, boś zgrzeszył, cierp, abyś nie zgrzeszył, błogosławieni, którzy za życia cierpią prześladowanie, albowiem po śmierci będą w niebie. Kto cię uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugiego, a kto ci odbiera płaszcz, oddaj mu i suknię. A tak pojmując Pismo Św., w czeluście piekielne spychają robotników za ich walkę z wyzyskiem kapitalistów i obszarników, za ich wołanie o ludzkie prawa i ludzkie traktowanie dla siebie, za ich 8-godzinny dzień pracy, za związki zawodowe, za reformę rolną itd. Chrystus przez usta gospodarza zapraszającego na gody weselne opornych, wyraźnie powiada: zmuście ich, by weszli. Zmuście ich, by przestali być pijawkami ludu mego, by przestali tuczyć się jego krzywdą, pracą i znojem, zmuście ich, by byli ludźmi szlachetnymi, uczciwymi, sprawiedliwymi, miłosiernymi, bo złodziejom, wyzyskiwaczom, trutniom społeczeństwa, niesprawiedliwym cześć będzie w jeziorze ognistym. Czytaj dalej

Leon Wasilewski: Nasz stosunek do pracy legalnej w zaborze rosyjskim [1913]

Glos Kobiet 22 (11)

Wiara w Dumę, w możliwość przekształcenia jej na parlament w znaczeniu europejskim rozbiła obóz antyrządowy. W Dumie, obok tych, którym ona bądź co bądź coś niecoś dawać mogła, z biegiem czasu znalazły się i żywioły jeszcze wczoraj nieprzejednanie rewolucyjne. Carat stworzył z Dumy nie tylko dogodny dla siebie parawan, nie tylko gwarancję pożyczek europejskich na wzmocnienie rządu, ale i potężny środek osłabienia sił rewolucyjnych. Części rewolucjonistów podsunął możliwość legalnej, jawnej działalności parlamentarnej – i ta część poszła na lep ułudy. Pozyskawszy socjalnych demokratów dla „współpracy” w Dumie, rząd coraz sprawniej dawał sobie radę z kłopotliwą stroną obecności ich w Pałacu Taurydzkim. W III Dumie zbytecznym już się stało inscenizowanie przy pomocy prowokatorów nowych procesów przeciwko „posłom” socjalno-demokratycznym. Na interpelacje i mowy tej zupełnej bezsilnej grupki rząd radzi za pomocą „domowych środków” w postaci wszelkiego rodzaju szykan i represji w Dumie i poza Dumą. Ale, dzięki obecności w Dumie nieszczęsnej „ósemki” i „szóstki” posłów esdeckich, żrących się zajadle między sobą, rząd carski może łudzić ogół „konstytucyjnością” Dumy. Z tego powodu obecność esdeków w Dumie jest dla rządu nieoceniona. Czytaj dalej

Feliks Gross: Europa powojenna [1944]

peaceful-things

Przeciwieństwem źle pojętego „realizmu” w polityce europejskiej są plany nowej organizacji europejskiej. Jest to „dobrze pojęty” realizm: dotychczasowe systemy międzynarodowe były złe i muszą ustąpić miejsca koncepcjom nowym i odważnym. Uczciwi realiści przyznają, że anarchia w stosunkach międzynarodowych była jedną z przyczyn obecnej wojny, by uniknąć trzeciej wojny trzeba dotychczasowy nieład zastąpić organizacją. Europa będzie ogromnie wyniszczona wojną. Poszczególne narody europejskie nie będą miały tej dostatecznej siły, co po wojnie ubiegłej. Odbudowa kultury europejskiej będzie wymagała wysiłku zbiorowego, wysiłku wszystkich państw i narodów. Silne przesądy nacjonalistyczne, wąski egoizm narodowy, będą tylko przeszkodą w odbudowie wielkiej kultury europejskiej wyniszczonej barbarzyństwem hitleryzmu i wojną. Gospodarczo Europy nie da się odbudować na zasadach przedwojennych. Mit „samowystarczalności” i nacjonalizm gospodarczy doprowadziły już przed wojną Europę do absurdów i katastrofy. Konsolidacja Europy staje się koniecznością odbudowy politycznej, kulturalnej i gospodarczej. Formy tej konsolidacji mogą być oczywiście rozmaite – począwszy od luźnej kooperacji, a skończywszy na formach federacyjnych. Obok koncepcji federacji centralnej i wschodniej Europy odżyły także i dawniejsze projekty Unii Europejskiej. Znaczna część wschodnioeuropejskich federalistów sympatyzuje z ideą Unii Europejskiej, pod warunkiem zachowania w Europie koncepcji regionalnej, która by uwzględniała federację wschodnioeuropejską jako element gospodarczy i polityczny. Chodzi bowiem o stworzenie silnych organizmów wokół Niemiec. Związek Sowiecki nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie koncepcji federacji, ale w czasopiśmie „Wojna i Klasa Robotnicza” ukazał się ostry artykuł przeciw wielkiej federacji europejskiej czy wschodnioeuropejskiej. Czytaj dalej

Justyna Budzińska-Tylicka: Nasz program [1925]

RS1(1)

Musimy więc my, polskie socjalistki, wypowiedzieć się, co uważamy za najważniejsze i najpilniejsze, ażeby los robotnicy poprawić, ażeby niedostatek i nędzę rodzin pracowniczych zmniejszyć, ażeby matce i dziecku stworzyć jak najlepsze warunki zdrowia, spokoju i dobrobytu; ażeby podnieść moralność, która nigdy nie będzie mogła się rozwinąć dopóki będzie istnieć pijaństwo i prostytucja, dopóki mężczyzna nie stanie się na równi z kobietą odpowiedzialnym za danie życia nieślubnemu dziecku; musimy również domagać się, ażeby lud pracowniczy miał dach nad głową i tyle miejsca w swym mieszkaniu, żeby i dorosły i każde dziecko miało swoje oddzielne łóżko, a choć tyle powietrza, światła i słońca, żeby przestała nam w tak straszliwy sposób zagrażać gruźlica. I wiele jeszcze spraw, które nas bolą, które unieszczęśliwiają kobietę i rodzinę, które niszczą naród, jak np. okropna drożyzna, lub które prowadzą narody do dzikich, barbarzyńskich wojen – wszystkie te sprawy musimy umieścić w naszym programie, w programie socjalistek. W tym krótkim artykule wyliczam tylko najważniejsze zadania naszego programu z dziedziny prawnej, ekonomicznej i społecznej. Czytaj dalej