Jan Maurycy Borski: Dyktatura proletariatu [1933]

1 maj (5)

Formułki Lenina, przeniesione z zacofanej pod względem ekonomicznym Rosji na inne, bardziej skomplikowane organizmy o odmiennej strukturze, nie nadają się do szczepienia. Wysuwanie hasła dyktatury proletariatu jako punktu programu, do którego należy dążyć, świadczy nie tylko o niezrozumieniu tych słów, ale w praktyce działa też demoralizująco. Pobudza niskie instynkty mas, wciąga do szeregów partyjnych ludzi o katowskich upodobaniach, indywidua spod ciemnej gwiazdy, obniża sztandar etyczny socjalizmu. Dyktatura jest złem koniecznym na drodze prowadzącej do socjalizmu. Usprawiedliwienia swe czerpie w egoizmie klasowym burżuazji i w moralnej sankcji ludu pracującego. Należy badać naukowo to zjawisko. Nie wolno jednak czynić zeń chleba powszedniego na wiecach i w prasie. Tu widzimy całą szkodliwość dyktatury z punktu widzenia celowości gospodarczej. Przy dyktaturze klas posiadających celowość ta wyraża się w obronie interesów tych klas, o czym świadczą dzieje dotychczasowe, od faraonów egipskich począwszy, a na Włoszech faszystowskich i Polsce „sanacyjnej” kończąc. Dyktatura kapitalizmu państwowego w Rosji sowieckiej na razie również broni interesów tego kapitalizmu, które na razie nie są interesami robotników i chłopów, ponoszących ciężkie ofiary na rzecz kapitalizmu państwa. Nie ma ludności tak zacofanej, która by nie rozumiała i nie odczuwała polityki gospodarczej, zgodnej czy też sprzecznej z jej potrzebami i interesami. Jeżeli więc bolszewicy stosują wciąż, po 15 latach swych rządów, bezwzględną dyktaturę, to oznacza to, że znaczna większość ludności nie widzi dotąd w bolszewizmie wykładnika swych interesów, że widzi w nim swego wroga. Czytaj dalej

Rada Naczelna PPS wobec rządu marszałka Piłsudskiego [1926]

1(1)

Rada Naczelna stwierdza, że działalność rządów p. Bartla nie odpowiadała oczekiwaniom klasy robotniczej i całej demokracji, zwłaszcza pod względem społeczno-gospodarczym, przez brak stanowczej decyzji i uleganie wobec reakcji kapitalistycznej. Współpraca rządu p. Bartla z prawicą sejmową (zmiany konstytucji i pełnomocnictwa) przyczyniły się do rozzuchwalenia reakcji. Utrudniło to walkę PPS z reakcją polityczną i z zuchwałymi występami obozu klerykalnego. Nierozwiązanie Sejmu, niezdolnego do wyłonienia rządu, uważa Rada Naczelna za błąd polityczny, którego następstwem jest zgubna propaganda faszystowska, zamieszanie pojęć politycznych w kraju i osłabienie demokracji. Jako korzystny objaw natomiast uważać należy oczyszczanie wojska, skarbu, oświaty i administracji z reakcyjnych żywiołów antypaństwowych. Rada Naczelna oczekuje dalszej radykalnej pracy oczyszczającej we wszystkich innych działach administracji państwowej. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski: Rozstajne drogi [1928]

1

Rozumiemy doskonale, że Polska nie może być wyspą socjalistyczną na kapitalistycznym morzu; rozumiemy, że socjalizm nie spadnie pewnego pięknego dnia z nieba niby owoc dojrzały ani też nie zostanie „wprowadzony” dekretem dyktatora. Droga do socjalizmu – to zbiorowy, nieustanny wysiłek mas coraz bardziej świadomych, coraz lepiej zorganizowanych. Demokracja polityczna stwarza warunki, przy których postęp umysłowy i organizacyjny klasy robotniczej staje się możliwy, osiągnięcie władzy prawdopodobne, bez krwi przelewu, bez tragicznych załamań gospodarczych. Dlatego i jako socjaliści, i jako Polacy walczymy o demokrację w Polsce niepodległej. Rząd obecny chce złamać stronnictwa polityczne prawicy, a szuka zbliżenia i kompromisu z klasami społecznymi, na których te stronnictwa się opierają – z kapitalistami, wielką własnością rolną, mieszczaństwem, a dąży do pojednania z klerykalizmem. W tych warunkach Polska Partia Socjalistyczna musiała zająć stanowisko zdecydowanej opozycji i wystąpić do walki o demokrację już nie tylko ze stronnictwami prawicy, ale i z rządem powstałym na skutek przewrotu. Czytaj dalej

„Równość”: Komuna Paryska [1880]

kom

Wśród wielkich wypadków drugiej połowy bieżącego stulecia, wśród krwawych wojen zaborczych i powstań całych ludów, dopominających się z bronią w ręku o swą niepodległość, zarysowuje się odmiennego charakteru walka – Komuna Paryska. Ponad Sadową i Gravelotte wznosi się ona wysoko nowością swej idei, szlachetnością i wielkością swych bohaterów. Na sztandarze jej wypisane nowe hasło, a krwawy dramat rozgrywający się na polu tej walki wystawia nowe, historyczne role na scenę. Nie o zaokrąglenie granic państwowych tu chodzi, nie czcza zmiana formy rządu lub jednej panującej dynastii na drugą, lecz pragnienie istotnej swobody, lecz chęć wydobycia się spod szponów drapieżnego ptaka, burżuazyjnego państwa – na swobodę, rzuca dwieście tysięcy ludu paryskiego do fatalnej walki z Thiersem i robi proletariat paryski panem pozycji w przeciągu siedemdziesięciu dwóch dni z rzędu. Czytaj dalej

Kazimierz Pużak: Referat organizacyjny na XXI Kongresie Polskiej Partii Socjalistycznej [1928]

1

Doszliśmy do tego, że nasza prasa, szczególnie „Robotnik”, „Pobudka” i „Chłopska Prawda”, są ciągle konfiskowane. Na partię naszą sypią się ataki całej prasy, a gdy my odpieramy te ataki, to się nazywa „podburzaniem klasy przeciw klasie” i ołówek cenzora puszczony jest w ruch. Jednocześnie rozchodzi się prasa komunistyczna, której Rząd nie ma możności konfiskować, gdyż jest konspiracyjna. Oto jak się idzie na rękę propagandzie wywrotowej! Nam dziś nie wystarcza wskazywanie na skutki konfiskat i wezwanie do walki z konfiskatami klubu poselskiego PPS na terenie Sejmu. Musimy rozpocząć wielką, na szeroką skalę zakrojoną akcję obrony słowa pisanego i mówionego; musimy przekonać Rząd, że Partia nasza nie zapomniała o swoim arsenale propagandy; że nie da sobie ust zamknąć! Nie kto inny, jak Józef Piłsudski był właśnie kolporterem prasy konspiracyjnej, technicznie zabezpieczonej. Niech nie zapomina, że my jesteśmy wciąż dobrymi uczniami – i uczy nas ciągle postępowanie Rządu. Czytaj dalej

„Równość”: W jedności siła! [1899]

1

Każdy musi przyznać, że prawdziwe braterstwo ludów, prawdziwa solidarność wyzyskiwanych i walczących o swe prawa, prawdziwy i nieskalany chrześcijanizm są możliwe, rozwijają się, dochodzą do cudownego rozkwitu i wydają błogie owoce tylko pod czerwonym sztandarem międzynarodowej socjalnej demokracji. Ze słuszną dumą i głębokim wzruszeniem zadowolenia możemy stwierdzić, że dotychczas nikomu, żadnej partii politycznej, nie udało się zjednoczyć pod swym sztandarem ani tak różnorodnych pod względem narodowościowym, językowym, obyczajowym i religijnym, ani tak olbrzymich mas jak socjalnej demokracji! Ale żadna też partia nie zdziałała dla ludu tyle dobrego co partia socjalistyczna. Dlatego popierajcie rozwój partii socjalistycznej, starajcie się o rozszerzanie pism i stowarzyszeń robotniczych, pamiętając o tym, że tylko w organizacji, tylko w jedności leży nasza siła! Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Zadania praktyczne rewolucji w zaborze rosyjskim [1910]

Pilsudski - zadania praktyczne rewolucji w zaborze rosyjskim

Wszystkie wojny ludowe można podzielić na dwa rodzaje, podciągnąć pod dwie kategorie, między którymi zresztą niepodobna przeprowadzić zupełnie ścisłej granicy. Są to albo manifestacje zbrojne, albo zbrojne rewolucje. Zbrojna manifestacja może przy pewnym zbiegu okoliczności przekształcić się na zbrojną rewolucję; ta ostatnia często staje się tylko zbrojną manifestacją. Różnica między tymi dwoma rodzajami walki ludowej polega na celu, jaki sobie każdy z nich stawia. Najbardziej znamienną cechą wyróżniającą manifestacje zbrojne jest to, że nie chodzi tu przeważnie o zwycięstwo, lecz o wywołanie pewnego wrażenia, o zwrócenie uwagi na nieznośne położenie danego kraju czy ludu. My dążymy do zwycięstwa, do ostatecznego rozprawienia się z najazdem i caratem i do położenia trwałych podwalin pod rozwój normalny naszego kraju w interesie masy pracującej. Toteż manifestacje zbrojne nie są naszym celem. Czytaj dalej

Wiesław Wohnout: Polskie państwo kapitalistyczne [1931]

455 (3)

Pytanie, jakie w roku 1918 stanęło przed nami i przed całą Europą Środkową, brzmiało: dyktatura czy demokracja? Odpowiedzieliśmy na nie, wraz z socjalną demokracją Niemiec, Austrii itd.: demokracja. Tu rozeszły się nasze drogi z triumfującą rewolucją rosyjską. Decyzja była słuszna. Błąd tkwił gdzie indziej. Biorąc na siebie i ponosząc wszystkie skutki raz powziętego postanowienia wytrwania przy demokratycznych urządzeniach państwowych, nie pogłębiliśmy tego pojęcia, tolerowaliśmy, puszczaliśmy mimo uszu, lekceważyliśmy, objawy powolnego, lecz systematycznego narastania fali reakcyjnej, zamiast je bezlitośnie w imię prawdziwej demokracji zdusić w poczwarczej formie. Za złudny i dotykający zaledwie powierzchni życia miraż formalnej demokracji politycznej, który się stał udziałem klasy pracującej, oddaliśmy klasom posiadającym bez reszty całkowity wpływ na życie gospodarcze. Nie usiłowaliśmy, wówczas kiedy to było możliwe, nie przykładaliśmy znaczenia do zdemokratyzowania urzędów i armii, nie zdołaliśmy w przemyśle ani w części ograniczyć omnipotencji kapitalisty przez wprowadzenie bodaj rad załogowych… Czytaj dalej

Herman Lieberman: Wojna i pokój [1924]

1

Kiedy u schyłku osiemnastego stulecia Sejm Czteroletni podjął pracę nad odrodzeniem Polski, wciągając w zakres swoich zamierzeń również konieczność stworzenia nowoczesnych form dla organizacji wojskowej, Tadeusz Kościuszko przedłożył sejmowi memoriał, w którym żądał wprowadzenia milicji, a ostrzegał przed stworzeniem wojska stałego, bo – jak się wyraził – „to kładłoby kajdany na obywateli”. Dzień dzisiejszy, pełen zadrażnień i niepokoju w dziedzinie stosunków międzynarodowych, nie sprzyja jeszcze przekształceniu siły zbrojnej naszego państwa w demokratyczną milicję. Niemniej jednak już teraz czuwać musimy nad tym nieustannie, by polska armia na wskroś przeniknięta była duchem republikańskim, by się uważała za narzędzie nie jednostek, klas lub stronnictw politycznych, lecz by się uważała za własność państwa i całej ludności. Pilnie baczyć musimy, by do umysłów żołnierzy i oficerów nie przenikały legendy i wyobrażenia o „wrogu wewnętrznym”, znane nam aż nazbyt dobrze z armii państw zaborczych. Żołnierz ma jedno jedyne przeznaczenie: walkę z wrogiem zewnętrznym, z nieprzyjacielem, który atakuje nasze granice i przeciw któremu bronić musimy naszego bytu i niepodległości. Od wszelkich walk wewnętrznych, jakiejkolwiek by one były natury, politycznej czy gospodarczej, armia nasza powinna stać z dala. Leży to w interesie państwa i ugruntowanie naszej przyszłości tego wymaga, by do żołnierza każdy obywatel miał równe zaufanie. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Podłoże faszyzmu [1936]

1

Historia obfituje w cały szereg pouczających przykładów, jak pewne warstwy społeczne, zagrożone przez przewrót społeczny w swych najistotniejszych interesach, chętnie wyrzekały się swej politycznej samodzielności, byle znaleźć u silnego, autokratycznego rządu zabezpieczenie swych przywilejów społecznych, a przynajmniej przedłużenie ich istnienia. Do takich faktów należy łatwe zwycięstwo absolutyzmu w większości krajów Europy zachodniej nad parlamentaryzmem stanowym, który był wyrazem samorządu warstw uprzywilejowanych. Do tej samej kategorii faktów należą zagadnienia związane z upadkiem Polski. Jeżeli np. w końcu XVIII w. szlachta polska tak łatwo pogodziła się z upadkiem państwowości polskiej, w której miała w swym ręku całkowitą władzę polityczną, jeżeli częściowo nawet współdziałała z zaborcami w dziele likwidowania swego państwa, jeżeli wyrzekła się swej wielkiej roli politycznej, to niemałą osłodą było to, że owe rządy zaborcze gwarantowały jej utrzymanie na pewien czas uprzywilejowanego stanowiska społecznego, które w owym okresie było poważnie zagrożone i podważone czynnikami rewolucyjnymi, tak międzynarodowymi (Wielka Rewolucja Francuska), jak i wewnętrznymi (powstanie kościuszkowskie). Dlatego to tak wesoło i beztrosko balowano na gruzach rozwalonej ojczyzny. Lepszy obcy pan niźli własny cham. Taka była psychika warstw posiadających upadającej Polski. Taka jest psychika wszystkich schyłkowych warstw społecznych, które bez wahania zaprzedają wolność polityczną każdemu, kto stworzy siłę zdolną do obrony ich stanowiska społecznego. Ta siła to ostatni atut ich obrony. Dyktatura, faszyzm, ta czy inna forma absolutyzmu są to z reguły okopy, które mają chronić przed zalewem wdzierających się fal nowych prądów społecznych. Czytaj dalej

Oskar Lange: Jak pojmuję socjalizm?

1[1]

Tak więc demokracja polityczna w społeczeństwie burżuazyjnym jest ograniczona i zniekształcona istnieniem i rolą potężnych przywilejów ekonomicznych. O te właśnie ograniczenia i zniekształcenia idzie socjalistom, kiedy mówią o kapitalistycznej czy „burżuazyjnej” demokracji. Socjalizm głosi również, że przemysłowa i gospodarcza demokracja jest niemożliwa bez demokracji politycznej. Na skutek braku demokratycznej kontroli i działania demokratycznego władza polityczna również staje się przywilejem, pociągającym za sobą przywileje ekonomiczne i polityczne. Ten fakt socjaliści zawsze wytykali zwolennikom arystokratycznego (torysowskiego) „socjalizmu” i biurokratycznego „socjalizmu” (państwowego socjalizmu), którzy obiecywali przemysłową i gospodarczą demokrację przy jednoczesnym monopolu władzy politycznej w rękach wybranej grupy. To samo socjaliści ostatnio wytknęli komunistom, którzy sądzą, że można zbudować demokrację przemysłową i gospodarczą, przyznając jednej partii politycznej niekontrolowaną władzę dyktatorską. Tragiczne doświadczenie narodów ZSRR jest jasnym dowodem słuszności poglądów socjalistów. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Gdzie przewodnia droga (z refleksji amsterdamskich) [1904]

1

Jeżeli burżuazja nie wytrzyma spokojnie tego zalewu robotniczego, jeżeli porwie się do zamachu stanu i zniszczy podstawę konstytucyjną, na której stoją dziś partie socjalistyczne w swojej taktyce politycznej, w takim razie i robotnicy nie będą wcale tkwić w pojęciach konstytucyjnych, zwłaszcza że mają oni i dzisiaj nieskończoną ilość sposobności zajrzeć za kulisy konstytucjonalizmu i zobaczyć w nim także i maskę zasłaniającą walkę klasową. Ale dla osiągnięcia pewności taktyki potrzebna jest olbrzymia praca uświadamiania politycznego i społecznego, potrzebna jednolitość i sprężystość organizacji, potrzebne wreszcie obiektywne warunki, jak pewien dobrobyt robotnika, oświata szkolna i obywatelska. To są podstawy każdego ruchu, do których dopiero musi być dostosowaną taktyka, czyli zbiór reguł, których trzyma się partia w polityce teraźniejszości, w realizowaniu swego wpływu w państwie i społeczeństwie i w zbliżeniu się do celów dalszych i najdalszych. Czytaj dalej

Kazimierz Czapiński: Dążenia Socjalistycznej Międzynarodówki [1925]

1[1]

Rzecz jasna, iż międzynarodowość socjalistyczna nie jest bynajmniej tak zwanym „kosmopolityzmem”, obojętnością dla spraw swego narodu i dla spraw swej kultury narodowej. Pięknie kiedyś mówił Jaures, że narody są tymi wielkimi naczyniami, w których się przechowuje kultura. Wszystkim nam zależy na tym, aby te dobra swej kultury pomnażać i pogłębiać, ale zarazem chodzi o to, ażeby nie niszczyć dóbr kulturalnych narodu sąsiedniego, ażeby nie tępić zdobyczy kulturalnych ludzkości, ażeby przeprowadzić wielką zasadę, że każdy naród ze swą organizacją, ze swoją kulturą jest jak gdyby poszczególnym pięknym kwiatem w wielkim bukiecie całej ludzkości. I tak jak w życiu poszczególnych ludzi pokojowe współżycie z nim we wspólnych sprawach nie tylko nie są zaprzeczeniem miłości dla własnego ogniska domowego, lecz raczej gwarancjami pomyślnego rozwoju tegoż ogniska – tak i w życiu międzynarodowym utrzymanie pokoju między narodami i współdziałanie nie są zaprzeczeniem miłości dla swojej ojczyzny, lecz odwrotnie, najwyższym wyrazem tej miłości. Czytaj dalej

„Walka Ludu”: „Pro i contra” (Przegląd prasowy) [1943]

1[1]

Jest tylko jedna idea syndykalistyczna – nikt jej u nas nie wynalazł. Rozwinęła się ona w zmaganiach klasy robotniczej w różnych krajach zachodnich. Naszym zadaniem w Polsce jest przystosować ideę syndykalistyczną do naszej rzeczywistości. I dlatego z zadowoleniem czyta się w tym samym numerze pisma, w następnym artykule, rozumne zdanie, które może być odpowiedzią na wynalazek tzw. „polskiego narodowego syndykalizmu”: „Nie wolno nam się zasklepiać w ciasnej parafiańszczyźnie. Drobiazgi nie mogą nam przesłonić właściwej linii walki. Wolną Europę będziemy wspólnie budować z tymi wszystkimi, którzy do wolności prawdziwe dążą. Inaczej pogrzebiemy wielkość i wolność Narodu w barbarzyńskim kłamstwie i ułudzie szowinizmu, brutalnie podporządkowanego cynizmu spekulacjom kapitalistycznych interesów”. Tak jest! Nie ma w Polsce miejsca na coś koślawego w rodzaju niemieckiego „narodowego socjalizmu” lub „faszystowskiego syndykalizmu”. Czytaj dalej

Stefan Babad: Trzecia siła demokratyczna [1938]

1[1]

Nie chodzi nam w danej chwili o ocenę bezpośredniego efektu obydwu wydarzeń politycznych. Ujmujemy je raczej jako symptomy głębszego procesu społecznego. Na arenę polskiego życia społecznego wkracza bowiem nowy, ważki czynnik – masowy ruch demokratycznej inteligencji. Do walki o demokrację i przebudowę społeczną staje obok robotnika i chłopa inteligent pracujący. Wkroczenie na arenę trzeciej siły demokratycznej jest bezsprzecznie zjawiskiem o charakterze przełomowym w ewolucji polityczno-społecznej Polski lat ostatnich. Toteż fakt ten zasługuje niewątpliwie na szerszą i dokładniejszą analizę. Demokratyczny ruch inteligencji pracującej nie powstał nagle, za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. Jest on wynikiem dłuższego rozwoju ideowego, kilkuletniej ewolucji polityczno-społecznej mas pracowniczych. Czytaj dalej

„Przedświt”: Wobec wyborów do Dumy [1912]

`[1]

Poza nami, Narodowym Związkiem Robotniczym, zwolennikami „Polski” i partią Socjal-Rewolucyjną w Rosji wszystkie inne organizacje polityczne biorą udział w wyborach. Obok dzielących się władzą z caratem wielkich właścicieli ziemskich i wielkich przemysłowców rosyjskich do akcji przedwyborczej zostaną wciągnięte i żywioły opozycyjne, rezygnujące z walki rewolucyjnej, partie narodowe ujarzmionych przez Rosję „kresów” oraz grupy esdeckie wszelkich narodowości, kierunków i odmian. Wielki to tryumf kontrrewolucji, zwłaszcza w chwili obecnej, kiedy wszystko wskazywałoby na to, że w szerokich masach robotniczych gromadzi się nowy zapas energii rewolucyjnej. W takiej chwili usypianie tych mas przez wskazywanie im na Dumę jako na coś, co bodaj w pewnym stopniu ma je wyręczać w walce z caratem, jest po prostu zbrodnią. Czytaj dalej

Remigiusz Okraska: „Luksemburgizm” Adama Ciołkosza. Z zapomnianych kart emigracyjnej myśli lewicowej

``[1]

„Koncepcja Luksemburg, aczkolwiek przesadna w degradacji roli i znaczenia demokratycznie wybranego kierownictwa partyjnego, była nieporównanie słuszniejsza i zdrowsza niż koncepcja Lenina /…/ Koncepcja Lenina była koncepcją rządów potrójnej mniejszości: klasy robotniczej, która jest mniejszością w społeczeństwie; partii socjaldemokratycznej, która jest mniejszością w proletariacie; kadry zawodowych rewolucjonistów, która jest mniejszością w partii”. Luksemburg pozostała zatem wierna kluczowej marksowskiej zasadzie, że wyzwolenie robotników powinno być dziełem samych robotników. „Błędy popełniane przez prawdziwy rewolucyjny ruch robotniczy są historycznie bez porównania bardziej owocne i wartościowsze od nieomylności najlepszego »Komitetu Centralnego«” – pisała ona. Ciołkosz przypomina, że jeszcze 30 grudnia 1918 r., dwa tygodnie przed zgonem, na zjeździe założycielskim Komunistycznej Partii Niemiec wygłosiła referat programowy, zawierający m.in. takie słowa: „Socjalizmu nie wprowadza się i nie podobna wprowadzić za pomocą dekretów; nie zrobi tego nawet rząd jak najbardziej socjalistyczny. Socjalizm muszą wprowadzać w życie same masy, każdy proletariusz”. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba [?]: Socjalizm szuka nowej drogi [1947]

1[1]

Po wstrząsie rewolucyjnym 1918 roku ruch socjalistyczny zadowolił się realizowaniem swego programu minimalnego: ustawodawstwa pracy i ubezpieczeń społecznych. Osłabiło to niewątpliwie ideowy wpływ socjalizmu, pozbawiając go dalszych perspektyw. Dzisiaj obserwujemy analogiczne zjawisko ograniczania roli socjalizmu w poszczególnych państwach do upaństwawiania poszczególnych gałęzi produkcji bez zmiany wewnętrznego jej ustroju. Tak stosowana „nacjonalizacja” jest tylko naśladownictwem zdyskredytowanego doświadczenia sowieckiego z tym jednak minusem, że stary układ klasowy zostaje utrzymany i żądanie ofiar od robotników nie jest przesłonięte nawet pozorem zmiany stosunków klasowych. Położenie nacisku na problem uspołecznienia, a więc zmiany ustroju gospodarczego (jego zdemokratyzowanie) i poszczególnego przedsiębiorstwa (przez wprowadzenie do jego kierownictwa elementów społecznych), jest bardzo na czasie. Czytaj dalej

Józef Loos: Zmierzch czy ofensywa socjalizmu? Próba zarysu [1934]

`[2]

Socjalizm wpatrzony w doraźne zdobycze uzyskane w okresie koniunktury zapomniał pod wpływem reformizmu o tym, że zdobycze te są tylko jednym ze środków złożonej i skomplikowanej walki. I pod hipnozą tych małych sukcesów tracił z oczu wielki cel. Wierny zasadom demokracji parlamentarnej tracił szanse rewolucyjnych sytuacji, hamując w decydujących chwilach rozmach własnych szeregów. Nie chcąc dopuścić do nieuniknionych, ale przemijających wstrząsów życia gospodarczego, nie zmienia ustroju ani stosunków posiadania, lawirując w kompromitujących sprzecznościach słów i czynów. Budując swoje prawo istnienia i trwałość na parlamentarnej większości, a więc na opinii, pozostawia równocześnie w rękach swoich wrogów wszystkie środki urabiania nastrojów. A kiedy fale przypływu, które go wynoszą ku górze, ustępują falom odpływu i nastroje się zmieniają, ustępuje dobrowolnie bez oporu, wracając z powrotem na syzyfową drogę: demokratycznej walki o socjalizm. W taki oto sposób żył i karmił się reformizm złudzeniami i iluzjami, które nie chciały się ani sprawdzić, ani urzeczywistnić. Kryzys doktryny socjalistycznej – to w największej mierze upadek reformizmu. To załamanie się dróg pokojowego, harmonijnego rozwoju społecznego od kapitalizmu do socjalizmu. Czytaj dalej

Deklaracja delegatów ustępujących z Dziewiątego Zjazdu Polskiej Partii Socjalistycznej [1906]

`[2]

Niżej podpisani protestują jak najenergiczniej przeciwko wszelkim próbom sprowadzenia Partii z tej drogi rewolucyjnej, którą ona szła dotąd i która wynika logicznie z jej programu, Protestują przeciwko rozbijaniu Partii w chwili tak ciężkiej jak dzisiejsza, Stwierdzają, że znaczna część delegatów pozostałych na Zjeździe, co do poglądów swoich prawie nic już nie ma wspólnego z programem PPS, w żadnym wypadku jej prawdziwych dążności nie reprezentuje, a w ciągu ostatniego, dwuletniego okresu istnienia Partii stale i systematycznie sprzeciwiała się propagowaniu tych dążności wśród proletariatu oraz świadomie zaniedbywała szerzenia w prasie i agitacji naszych podstawowych postulatów politycznych. Czytaj dalej