Stanisław Miłkowski: Zadania spółdzielczości na przyszłość na terenie wsi [1936]

20

Spółdzielczość jest organizacją ludzi biednych i gospodarczo słabych, którzy na drodze wzajemnej pomocy, wspólnym zbiorowym wysiłkiem pragną osiągnąć poprawę swojego bytu. W dzisiejszym ustroju kapitalistycznym wielkie ośrodki gospodarcze, duże przedsiębiorstwa – a tym bardziej ich zmowy i porozumienia – osiągają zdecydowaną przewagę nad olbrzymią masą drobnych warsztatów rolnych, narzucając im ceny, wyzyskując je tą drogą w dotkliwy sposób. Warstwa chłopska organizacyjnie nie jest przygotowana do świadomego przeciwstawienia się innym ugrupowaniom zawodowym i różnym kapitalistycznym machinacjom. W tym leży jedno z bardzo poważnych źródeł chłopskiej nędzy. Czytaj dalej

Maria Orsetti: W pierwszą rocznicę śmierci Edwarda Milewskiego [1916]

2

W dziedzinie pracy społecznej nieśmiertelną zasługą Zmarłego jest fakt, że on pierwszy w Polsce odkrył socjalistyczną wartość ruchu spółdzielczego, w którym widział nie tylko genialny sposób gromadzenia oszczędności, nie tylko udoskonalony mechanizm handlu, ale przede wszystkim potężny oręż dla tworzenia własności kolektywnej, dla rugowania zysków kapitalistycznych, a więc dla stopniowej przebudowy obecnego ekonomicznego ustroju na ustrój taki, jaki odpowiada tęsknotom naszym i ideałom. W Jego mniemaniu socjalizm winien być już dzisiaj nie tylko krytykującym i burzącym, ale równocześnie budującym i twórczym. Sięgnąć musi do nowej formy walki klasowej: do stopniowego wywłaszczania kapitału z jego zdolności do przynoszenia zysków i do użycia tych, przekazanych wspólnemu posiadaniu kwot, dla budowy społecznej według własnych naszych planów. Czytaj dalej

Remigiusz Okraska: Marzyciel i realista. Romuald Mielczarski i spółdzielczość spożywców w Polsce

1[1]

„To, co dziś wydaje się takie jasne i proste na utorowanej przez niego drodze, w początkach jego działalności uważane było niemal za utopię […]. Jakże można marzyć przez organizację robotników i włościan, w połowie analfabetów, nie mających żadnego pojęcia o handlu, stworzyć w Polsce największą instytucję handlową? A jednak Mielczarski przez 17 lat swojej działalności […] tego właśnie dokonał […]” – pisał Stanisław Wojciechowski o wielkim dziele swego współpracownika i przyjaciela. Można powiedzieć, choć to oczywiście subiektywna opinia, iż biografia Romualda Mielczarskiego jest do pewnego momentu typowa dla najlepszej części Polaków żyjących pod zaborami. Mamy w niej zaangażowanie w działania zarazem niepodległościowe i zmierzające do sprawiedliwości społecznej, mamy niezgodę na bierność i służalczość wobec caratu, mamy odwagę i wytrwałość, mamy ryzyko i poświęcenie, mamy wreszcie wysoką cenę zapłaconą za taką postawę – cenę biedy, prześladowań, więzień i emigracyjnej poniewierki. Czytaj dalej

Stanisław Tołwiński: Program Teodora Toeplitza [1937]

22[1]

On to przeszczepił na pozór oderwane konstrukcje marzycielskie Żeromskiego z „Przedwiośnia” i Abramowskiego na grunt praktyczny, gdzie zaczynały żyć i rozwijać się bujnie. Nie tylko jednak tradycję własną, tę co „podług nieba i zwyczaju polskiego” wyrosła. Dla budowania teraźniejszości posługujemy się tradycją całej pracującej ludzkości, osiągnięciami techniki i kultury. Czy trzeba przypominać artykuł Toeplitza z 1929 roku pt. ,,Kahun i Gdynia”, przeciwstawiający planowość faraonów, przystępujących do budowy piramid, chaotycznej i żywiołowej rozbudowie Gdyni, przy której zapomniano o potrzebach mieszkaniowych tysięcy robotników stwarzających swoim wysiłkiem polskie ,,okno na świat”. Tradycja pracującej ludzkości – w określeniu tym mieści się podstawowe założenie materializmu filozoficznego, którego Toeplitz, jako marksista i socjalista, był szczerym wyznawcą. „Ziemia nie jest tworem ludzkim, ale może być pracą ludzką ulepszana”. Czytaj dalej

Maria Orsetti: Odezwa do gospodyń [1932]

1[1]

Tegoroczne Międzynarodowe Święto Spółdzielczości, święto wiary i nadziei w zwycięstwo sprawiedliwości społecznej, które przypada w tak tragicznie ciężkich dla świata pracy czasach, powinno stać się przypomnieniem, że skargi i wyrzekania w niczym położenia naszego nie poprawią, powinno stać się bodźcem do czynu. Dlatego zwracamy się do Was, gospodynie, z wezwaniem: czas najwyższy, abyście własne sprawy we własne ujęły ręce. Wy bowiem, jako kierowniczki gospodarstw domowych, jako szafarki zarobków klasy pracującej, macie do spełnienia ważne zadanie dla przyszłości i w pracy tej nikt Was wyręczyć nie może. Czytaj dalej

Edward Abramowski: Odnowienie życia [1914]

1[1]

Ta zmiana moralna, jaka w nas zaszła, jest tak doniosłą i głęboką, że uważam za konieczne, żebyśmy na ten fakt zwrócili specjalną uwagę. Przypomnę tutaj, że przed kilku laty podniosłem kwestię tworzenia „związków przyjaźni”, które by zastąpiły w życiu naszym filantropię i jałmużnę, i które by zarazem uczyły od dziecka wielkiej zasady pomocy wzajemnej, braterstwa czynnego. Myśl ta przeszła wtedy bez żadnego śladu, spotkała się z powszechnym prawie powątpiewaniem o możliwości podobnej organizacji i napiętnowana została mianem utopii. A jednak czymże są te dzisiejsze kamienice Warszawy, zorganizowane pod hasłem pomocy wzajemnej, jak nie związkami przyjaźni? Stworzyła je na poczekaniu wielka chwila przełomowa, wstrząśnienie umysłów i serc, oczekiwanie czegoś wielkiego, co ma nastąpić, a za czym tęskniły całe pokolenia polskie. Ale też od nas samych zależy teraz, żeby ten przedziwny ogień dusz ludzkich nie zagasł, żeby go nie przytłumiły popioły szarego życia, znużenia, zwątpień, egoizmu. Od nas zależy, aby tworząca się dzisiaj pomoc sąsiedzka przeobraziła się na instytucje trwałe, na związki przyjaźni, które przetrwają burzę dziejową i staną się podkładem dla nowego życia. Zorza, jaka idzie ku nam, zorza odradzającej się ojczyzny, powinna zastać nowych ludzi, oczyszczonych z samolubstwa, wychowanych w braterstwie. Pamiętajmy o tym, że takich właśnie obywateli potrzebować będzie teraz Polska, że naród odradzający się na nowo musi mieć przede wszystkim czystą i mocną duszę. Czytaj dalej

Antoni Szczerkowski: Robotnicze kooperatywy i instytucje samopomocowe w Łodzi podczas I wojny światowej

1[1]

Klasowe stowarzyszenia spółdzielcze w okresie pierwszej wojny światowej, w okresie głodu, paskarstwa, panujących chorób zakaźnych, oddały klasie robotniczej wielkie usługi. Należy zaznaczyć, że po chleb i inne artykuły w sklepach miejskich i u prywatnych sklepikarzy ludzie wystawali długie godziny, a nieraz i w nocy. W spółdzielniach tego nie było, a jeżeli nieraz pewna liczba osób oczekiwała przez krótki czas, pomieściła się w sklepach, a nie na dworze. Były okresy, kiedy chleb w spółdzielniach był sprzedawany po cenach niższych niż u prywatnych piekarzy. Należy podkreślić, że działalność robotniczych spółdzielni nie ograniczała się do tanich kuchni i herbaciarni. Pracownicy tych instytucji byli to społecznicy, oddani wiernie sprawie wyzwolenia społecznego i wyzwolenia narodowego ludu polskiego, ludzie zahartowani w pracy i walce podziemnych organizacji politycznych, którzy za marne wynagrodzenie pracowali z całym poczuciem odpowiedzialności. W tych instytucjach wrzała jednocześnie praca polityczna. W lokalach ich odbywały się zebrania robotnicze, pogadanki, wykłady, odczyty itp. Idea socjalizmu przesiąkała głęboko do serc i umysłów klasy robotniczej. Krystalizowało się oblicze społeczno-polityczne mas robotniczych, co ma historyczne znaczenie w polskim ruchu robotniczym. Czytaj dalej

Jan Wolski: Spółdzielnia pracy. Jej istota, cele, zalety, właściwości organizacyjne i miejsce w rodzinie spółdzielczej [1947]

1

Spółdzielnia pracy istnieje po to, aby zatrudniała swoich członków w sposób najkorzystniejszy dla nich i dla społeczeństwa, czyli dla swych klientów-użytkowników. Członkowie-pracownicy liczą w spółdzielni pracy na następujące dla siebie korzyści: 1) Spółdzielnia jako własna ich instytucja nie będzie ich wyzyskiwać, może więc zapewnić im lepsze warunki materialne niż każdy inny obcy dla swych najmitów-pracowników zarobkodawca, 2) Pracownicy nie będą w spółdzielni pracy doznawali poniżenia, jakie odczuwa każdy najmita, zależny jednostronnie i osobiście od swego zarobkodawcy, 3) Praca ich nie będzie narażona w spółdzielni pracy na jej znieprawienie bez ich zgody, ponieważ będą oni sami swoją samorządną pracę podejmować i sami będą za nią odpowiedzialni; natomiast gdzie indziej musieliby oni jako najemnicy wykonywać posłusznie, bez prawa do oporu, wszystkie nakazane im przez zarobkodawcę czynności, niekiedy nawet takie, które mogłyby się nie godzić z poczuciem obywatelskim pracownika. Czytaj dalej

Nela Samotyhowa: W 20. rocznicę śmierci Edwarda Abramowskiego [1938]

1[1]

Za rzecz najgorszą uważał krzywdę ludzką – a że najbardziej i najciężej krzywdzi na ziemi człowieka inny człowiek, krzywdzi świadomie i dobrowolnie, a czasem bezwiednie i bez złej woli, przeto zastanawiał się nad tym, jakby należało życie ludzi w gromadzie ułożyć, by krzywdy było jak najmniej, i co należy uczynić z człowiekiem, by nie chciał krzywdzić „drugiego”. Na drodze tych rozmyślań i rozważań doszedł Abramowski do pewności, że najlepszym sposobem załatwiania spraw życia społecznego, a przede wszystkim spraw gospodarczych pomiędzy ludźmi bez krzywdzenia i wyzysku jednych przez drugich, jest spółdzielczość. Rozwijaniu i rozpowszechnianiu tej idei poświęcił wiele swoich pism. Wierzył, że w szlachetnym współdziałaniu ludzie znajdą wolność osobistą bez krzywdzenia bliźniego. „Tam kończy się moja wolność, gdzie zaczyna się krzywda innego człowieka” – mówił. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Zadania kulturalno-oświatowe spółdzielczości mieszkaniowej [1936]

~[1]

Skupienie ludzkie na mocy swego prawa bezwładności zacznie z pewnością współżyć, współdziałać i zaspakajać swe potrzeby kulturalno-oświatowe. Ale te samorzutne i żywiołowe tendencje tylko drogą zorganizowanej i planowej akcji można przekształcić w wielką działalność, mającą na celu luźne i często przypadkowe skupisko ludzkie przetworzyć w świadomą swych celów i zadań społeczność. Bo to wszakże musi być naszą zasadniczą dążnością. Ta czy inna potrzeba ekonomiczna ściąga nas do ruchu spółdzielczego. Stanowi ona jednak tylko punkt wyjścia. Doszedłszy najpierw do przekonania, że trzeba się łączyć i solidarnie działać, aby osiągnąć tę konkretną potrzebę, która nas skłoniła do wstąpienia do spółdzielni, musimy z kolei dojść do wniosku, że i szereg innych potrzeb możemy również najlepiej zaspokoić przez współdziałanie i zorganizowaną współpracę. Szczytowym punktem rozgrywającego się w naszej świadomości procesu będzie wytworzenie się przekonania, że stanowimy zorganizowaną społeczność, obejmującą całokształt życia. Czytaj dalej

Położenie ruchu spółdzielczego – wywiad z dyrektorem Związku Spółdzielni Spożywców Marianem Rapackim [1936]

`

Spółdzielczość opiera się na zasadzie zaspokojenia potrzeb, a nie jest prowadzona dla zysku. Tym sposobem nie ma wewnętrznej przyczyny do kryzysu w ruchu spółdzielczym. Mimo to jednak kryzys, dotknąwszy warstwy pracujące w mieście przez spadek płac i olbrzymie bezrobocie, na wsi przez katastrofalny spadek cen produktów rolnych, obniżył w dotkliwy sposób ich siłę nabywczą. Możemy z dumą powiedzieć, że ruch spółdzielczy spożywców wyszedł zwycięsko z tych trudności. Nie obyło się oczywiście bez ofiar, zwłaszcza wśród mniejszych spółdzielni, niezasobnych we własne fundusze, ale ruch nasz jako całość nie tylko przetrzymał próbę, ale poszedł naprzód i rozwinął się silniej niż przed 8-10 laty. Czytaj dalej

Jadwiga Petrażycka-Tomicka: Przemówienie o spółdzielczości na walnym zgromadzeniu Związku Równouprawnienia Kobiet [22 czerwca 1911]

`[1]

W krajach, gdzie się kooperatywa rozwija należycie – zaspakaja ona prawie wszystkie potrzeby stowarzyszonych: dostarcza wiktuałów, ma swoje restauracje i hotele, buduje i mebluje domy, oświetla je i opala; dostarcza ubrania; zakłada szkoły dla dzieci, kształci dorosłych, dostarczając im książek, pism, zakładając uniwersytety ludowe; pośredniczy w szukaniu zarobku, spieszy z pomocą, gdy zarobku brak; chorym daje opiekę i lekarstwo; w razie potrzeby wysyła ich do własnych sanatoriów nad morzem, w górach, w stacjach klimatycznych; kooperatywy mają własne kolonie letnie dla dzieci; w salach domów ludowych, wzniesionych przez kooperatywę, odbywają się przedstawienia teatralne, koncerty, bale. Czytaj dalej

Stanisław Tołwiński: Postulaty mieszkaniowe klasy robotniczej [1925]

`[1]

Najbardziej palącą potrzebą jest budowa mieszkań robotniczych. Budowę tę winny prowadzić miasta i robotnicze spółdzielnie mieszkaniowe. Dlatego przy podziale kredytów winno być uwzględnione przede wszystkim zapotrzebowanie gmin miejskich na budowę domów robotniczych i zapotrzebowanie spółdzielni mieszkaniowych. Udzielanie kredytów nisko procentowych, dzięki wpływom państwowego funduszu rozbudowy miast, na budowę domów dochodowych przez osoby prywatne winno być zakazane. Wyjątek mogą stanowić tylko domy dla robotników i pracowników, budowane przez zatrudniające ich przedsiębiorstwa pod kontrolą związków zawodowych. Robotnicze i pracownicze spółdzielnie mieszkaniowe winny otrzymywać kredyty na budowę do wysokości 95 proc. kosztorysu, łącznie z wartością placu. Czytaj dalej

Kalikst Wolski: Stowarzyszenie Rolnicze North America Phalanx (Falanster Ameryki Północnej) [1876]

`[1]

Tak się też stało ze stowarzyszeniami wszelkiego rodzaju wskazanymi w dziełach wielkiego myśliciela francuskiego Karola Fouriera. Ten system stowarzyszeń znalazłszy echo w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, wypróbowany tam w rozmaitych gałęziach rolnictwa, handlu, przemysłu i rękodzielnictwa, dając świetne i nadspodziewane rezultaty. Kilkanaście stowarzyszeń rolniczych sformowanymi zostały w Stanach Zjednoczonych północnych na zasadach wskazanych przez wyżej wymienionego myśliciela francuskiego. Z tych więc jedno odległe od wielkiego miasta Nowego Yorku tylko sześćdziesiąt kilka kilometrów, znajdujące się w stanie New Jersey, zwiedziwszy przed wyjazdem do Teksasu, tutaj opiszę. Kilkudziesięciu wcale niezamożnych, lecz coś posiadających Amerykanów, między którymi najwięcej było rolników, złożyło sumę 100 000 dolarów dla zakupienia kilku tysięcy akrów (morgów) ziemi, uprawiania jej wspólnie, a przez to ciągnienia większych dochodów wypływających ze stowarzyszenia. Przybrali oni do siebie ludzi znanych z pracy, z moralności i posiadających jakieś rzemiosło potrzebne w gospodarstwie rolniczym, jako to: kowala, kołodzieja, młynarza, garbarza itp., lecz nie jako płatnych tylko robotników, ale jako wspólników należących do podziału ogólnej produkcji. Z żonami i dziećmi swymi i z żonami i dziećmi przybranych towarzyszów znalazło się do 150 osób. Wybudowali sobie duży długi dom i dwie oficyny, gdzie się wszyscy pomieścili. Wystawili młyn, kuźnię i inne budynki gospodarskie, po czym zaczęli wspólnie pracować. Czytaj dalej

Bolesław Piach: Dzwonnik roczdelski

`[1]

Tym razem zebranie jest liczniejsze. Biorą w nim udział także kobiety, młodzi chłopcy, dziewczęta. I już nie w alkowie starego Henry’ego wszystko się odbywa, tylko w obszernej izbie pani Winders. Zresztą i tu jest ciasno. John jest wyraźnie wzruszony. Stoi przed zastawionym stołem ze szklanką piwa w ręku i drżącym głosem mówi: – Za chwilę wybije dwunasta godzina. Zacznie się nowy rok, rok 1845. Powiedziałem już wam, cośmy przez te parę tygodni zrobili i jaka czeka nas praca w tym nowym roku. Wypiliśmy zdrowie Karola Howarda, który pierwszy wpadł na pomysł założenia w Rochdale kooperatywy pod nazwą Sklep Pionierów. Dziękowaliście mi za moją pracę, a teraz ja dziękuję wam, że nie zapomnieliście o mnie. Ale jest wśród nas ktoś jeszcze, o kim nie wolno zapomnieć. Ktoś, kto włożył w nasz ruch całe serce i całą pracę małych rąk, na jaką go było stać. Mam na myśli małego tkacza, „dzwonnika roczdelskiego”, Boba Sanderta. Czytaj dalej

Marian Rapacki: Program gospodarczy spółdzielczości spożywców [1936]

`

Przesilenie, które przechodzimy, jest przesileniem nie koniunkturalnym, które częstokroć w ustroju kapitalistycznym występowało, ale przesileniem samej struktury, samych zasad ustroju kapitalistycznego. Skoro to stwierdzimy, to staje się jasnym zupełnie, że tylko zmiana podstaw istniejącego ustroju, tylko usunięcie przyczyn, usunięcie źródła zła może wpłynąć na zmianę stosunków, może spowodować usunięcie tych niedomagań, które pomimo chwilowych niewielkich wahań muszą z roku na rok, z pięciolecia na pięciolecie się pogarszać. I dlatego też podstawową ideą każdego programu gospodarczego, opartego na realnych przesłankach, musi być zmiana podstaw ustroju, przebudowa ustroju społeczno-gospodarczego. Czytaj dalej

O Spółdzielni Pracy „Grupa Techniczna”

`

Z powierzchownej obserwacji można by było wyciągnąć przedwczesny wniosek, iż jest to zwykłe przedsiębiorstwo kilku zręcznych osób, wyzyskujące pod firmą spółdzielczą pracę nieczłonkowską. Wniosek ten jednak byłby całkiem niesłuszny, niesprawiedliwy i krzywdzący „Grupę Techniczną”, która jest placówką o wielkiej już dziś wartości społeczno-gospodarczej i olbrzymich możliwościach rozwojowych w przyszłości. W powolnym procesie wychowawczo-selekcyjnym dokona się z czasem – niewątpliwie – skooperatyzowanie pracy w obecnie prowadzonym przez Spółdzielnię, pierwszym jej, ale bynajmniej nie jedynym (jeśli idzie o przyszłość) – dziale pracy (elektrotechnicznym). Ale Spółdzielnia ta ma zamierzenia i możliwości przejawiać swoją aktywność i na innych jeszcze odcinkach pracy. Zwłaszcza wdzięcznym polem dla niej będzie teren spółdzielni robotniczych w przemysłach budowlanym, w robotach ziemnych i innych, którym to spółdzielniom „Grupa Techniczna” mogłaby dostarczać kierowników fachowych, delegując do tej roli swoich członków, których pracą by kierowała i ponosiła za nią odpowiedzialność. Czytaj dalej

Henryk Kołodziejski: Jubileusz 25-lecia Spółdzielni Spożywców „Zgoda” w Zgierzu [1932]

`

Od tego czasu datuje się szybszy rozwój Spółdzielni. Władze Spółdzielni, chcąc stworzyć stałe podstawy kredytu dla swych operacji, nabywają nieruchomość, w której mieści się pierwszy sklep. Nieruchomość wspomnianą nabyto za fundusze powstałe ze specjalnych składek, złożonych przez członków na ten cel. W krótkim czasie potem władze Spółdzielni decydują się wybudować gmach mieszkalny na terenie zakupionej posesji. I faktycznie wybudowano 3-piętrowy olbrzym o 38,80 metrach frontu, będący symbolem ofiarności i entuzjazmu członków, którzy po 10-ciogodzinnej ciężkiej pracy zawodowej czas wypoczynku poświęcali bezinteresownej pracy, mającej na celu przygotowanie materiałów budowlanych (cegieł, wapna) dla murarzy na dzień następny. Kwestia powstawania nowych sklepów ze względu na stały rozwój Spółdzielni stała się tylko kwestią czasu. W 1910 r. powstaje trzeci sklep na peryferiach miasta. Dzisiaj Spółdzielnia posiada 13 sklepów. Zamierzeniem zaś władz Spółdzielni jest rozszerzenie sieci sklepów do 15. Czytaj dalej

Julian Bugajski: Piekarstwo spółdzielcze [1932]

`

Akcja organizacji piekarskich w jednym i drugim kierunku stwarza dla piekarni spółdzielczych bardzo trudną sytuację i umożliwia konkurencję opartą na niewiarygodnym wyzysku pracy i zaniedbaniu najmniejszych nawet wydatków, by zapewnić spożywcy choćby minimalne warunki otrzymania niezakażonego pieczywa. Działalność władz administracyjnych w tak celowo pomyślanej przed paru laty akcji uzdrowienia stosunków w piekarstwie widocznie uległa zahamowaniu i spółdzielnie mogą liczyć tylko na własne siły. Istniejącym więc warunkom powinny przeciwstawić silną i zdecydowaną propagandę między spożywcami korzyści, jakie im daje chleb wykonany w czystej zmechanizowanej piekarni w stosunku do szkodliwości chleba wyprodukowanego niehigienicznie. Jest to dla nich właściwy teren pracy i najsłuszniejszy sposób zdobycia spożywcy. Czytaj dalej

Kazimierz Wyszomirski: Co się dzieje w Godzianowie [1938]

`

Obywatele Godzianowa dziwią się, że przyjeżdżają do nich wycieczki oglądać ich pracę. Skromni, uważają, że nie ma w tym nic wielkiego. A jednak każdy, kto tę pracę pozna, musi przed nią czoła uchylić. A praca to ciężka – bo przecież nie wszyscy chcą współdziałać, są i tacy, którzy szkodzą. Na przykład w czasie uroczystego otwarcia spółdzielczej piekarni nalano do studni piekarnianej parę litrów nafty. Niedawno znów zagaszono ogień w młynie spółdzielczym. Zła ręka rzuciła o drugiej w nocy rozpalone pakuły do środka młyna. Te wszystkie przeszkody raczej utrwaliły jeszcze godzianowiaków w przekonaniu, iż walczą o wielką sprawę. Wieś Godzianów godna jest zobaczenia, a ludzie w niej zasługują się wsi i Polsce. Stwarzają inne życie. Wyzwalają człowieka z jego niewiary we własne siły. Bowiem człowiek wyzwolony, wierzący we własne siły, może być dopiero twórczym. Czytaj dalej