„Tydzień Robotnika”: Co Gdynia ma, a czego jej brak [1937]

Gdynia

Już sama powierzchnia portu, licząca 1414 ha i długość nadbrzeży wyrażona cyfrą 12498 m, 184 km torów kolejowych, przecinających i obsługujących port, 71 dźwigów i urządzenia pozwalające przeładować 6000 ton na godzinę – wszystko to cieszy i musi zachwycać. Imponuje. Ale i w tym pięknym porcie – rozmowa z robotnikiem portowym odwraca uwagę od rzeczy – portu i każe patrzeć na ludzi. Zarobek robotnika portowego wynosi 1,16 zł na godzinę. Jak na gdyńskie stosunki – najwyższe koszty żywności i najwyższy czynsz mieszkaniowy – zarobek nędzny. Nie mnóżcie zarobku godzinowego przez 8-godzinny dzień pracy i przez wszystkie dni tygodnia. Robotnik portowy nie ma pracodawcy. Jeżeli zdrowy, niekarany i politycznie pewny, otrzymuje tzw. kartę portową, dającą mu prawo pracy w porcie, lecz nie samą pracę. Codziennie zgłasza się w Portowym Biurze Pośrednictwa Pracy i czeka na kolejkę. Czeka nie tylko godziny, ale i całe dnie. Czytaj dalej

Edward Abramowski: Czego chcą socjaliści? [1896]

Abramowski

Oto ci, których dotąd za nic uważano – robotnicy polscy – ocknęli się jak gdyby ze snu długiego, przypomnieli sobie, że są ludźmi, że ludzkie mają prawa, i wypowiedzieli posłuszeństwo swoim ciemiężcom i wyzyskiwaczom, wypowiedzieli posłuszeństwo panom i rządowi. Od panów zażądali poszanowania swoich robotniczych interesów. Rządowi powiedzieli, że chcą swobody i że o nią walczyć do upadłego będą. Przysłuchajmy się tylko dobrze, co się naokoło nas dzieje. Coraz częściej rozchodzi się po kraju wieść, która strachem przejmuje panów i władze moskiewskie, wieść cicho powtarzana: że robotnicy buntują się. I buntują się rzeczywiście! W Warszawie, w Łodzi, w Żyrardowie, w dąbrowieckich kopalniach węgla, w wielkich tkalniach Zawiercia, w Białymstoku i po wielu innych miastach i osadach fabrycznych wybuchają coraz częstsze strajki, zmowy; robotnicy porzucają pracę i gromadnie żądają ustępstw od fabrykanta; zmuszają fabrykantów do tego, żeby płacili im więcej, żeby czas roboty był krótszy, żeby nie było szachrajstw przy wypłatach, żeby wszystkie ich interesy były zabezpieczone, a ich godność ludzka szanowana. Zabezpieczyć ludzi od głodu, wyswobodzić ich od wyzysku bogaczy, dać wszystkim życie dostatnie, oświatę i swobodę zupełną – oto do czego dążą socjaliści. Lecz jak tego dokonać? Socjaliści mówią: nędza przepadnie wtedy, gdy każdy człowiek mieć będzie prawo do ziemi i do wszystkich bogactw. Swoboda wtedy nastanie – gdy zamiast rządów carskich będzie wolna Polska, rzeczpospolita ludowa. Czytaj dalej

Robotnice na szańcach walki proletariackiej. Osiem tygodni w okupowanej fabryce [1934]

1

Nadchodzi noc. W halach fabrycznych coraz ciemniej. Blade światła lampek elektrycznych rzucają słaby żółty odblask. W halach przekształconych na „sypialnie” zwiększa się ruch. Mężczyźni i kobiety szykują się do snu. Ubożuchne posłania, przykryte często dziurawymi kocami lub chustką, za chwilę zalegną strudzone robotnicze ciała. Poduszkę zastępuje kułak ściśnięty i wciśnięty pod głowę. W halach rozstawione są posterunki. W nocy czuwają dyżurne na oddziałach kobiecych; w halach, gdzie śpią mężczyźni, pełnią warty posterunki męskie. U wejścia do fabryki, gdzie stoją dzień i noc posterunki – ustawione zostały czujki robotnicze. Tak na wszelki wypadek, aby śpiących w okupowanej przez robotników fabryce nikt nie zaskoczył. Robotnicy peltzerowscy pamiętają bowiem, że podczas okupowania fabryki „Częstochowianki” w nocy, kiedy robotnicy spali, do fabryki wtargnęła policja. Zaskoczeni w czasie snu robotnicy zmuszeni zostali do opuszczenia fabryki. Aby nie znaleźć się w podobnym położeniu, robotnicy czuwają bez przerwy. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Ostatnie wypadki i lokaut w fabryce I. K. Poznańskiego [1928]

9

Zahukani robotnicy w swej codziennej walce o byt i wyczerpani materialnie ostatnim strajkiem, nawet na chwilę nie przypuszczali, że znajdą się tacy filozofowie, którzy nawet i tak niskie i głodowe płace będą uważali za wygórowane. Jak grom z jasnego nieba spada na robotników wiadomość, iż zarobki ich będą obniżone, bodajże o jedną czwartą. Zrozpaczony i głodny robotnik nie rozumuje, a widząc że mu się dzieje krzywda, że fabrykant łamie ustawę, obniżając zarobki bez wymówienia, odruchowo zaprzestaje pracy, wyrażając tą drogą swój protest. Po czym robotnicy gremialnie udają się do lokalu dyrekcji dowiedzieć się przyczyn swego pokrzywdzenia i tu, miast rzeczowej odpowiedzi, spotykają się z drwinami i prowokacją ze strony dyrektorów. Któryś z robotników, sprowokowany przez dyrektora, znieważa go czynnie. Zawezwana przez dyrekcję policja piesza i konna interweniuje tak czynnie i dzielnie, że aż dwie karetki pogotowia udzielały pomocy rannym. Czytaj dalej

Zygmunt Klemensiewicz: Tayloryzm wróg intelektu [1928]

1

Człowiek zatraca zupełnie swoją indywidualność ludzką – Taylor powiada nawet, iż w niedalekiej już przyszłości odpowiednio wytresowany goryl doskonale będzie mógł zastąpić robotnika przy warsztacie …Niestety, doświadczenie już teraz wykazuje, że osobnik absolutnie pozbawiony inteligencji, stanowi – pod względem wydajności pracy – o wiele cenniejszą dla fabryki siłę, aniżeli inteligent, z niesłychaną trudnością wdrażający się w rolę automatu. Fakt ten jest tak powszechnie znany, że w licznych bardzo zakładach Stanów Zjednoczonych robotnicy, przy angażowaniu ich, poddawani są specjalnemu egzaminowi uprzedniemu, mającemu na celu bezlitosne wykluczenie jednostek stojących na pewnym stopniu rozwoju umysłowego! W niektórych fabrykach nawet przyjmowane są notoryczne kretynki, które po należytej nauce, mającej wszelkie pozory tresury, świetnie obsługują nowożytne maszyny – pierwszy krok ku urzeczywistnieniu się przepowiedni Taylora. Czytaj dalej

Bolesław Limanowski: O kwestii robotniczej [1871]

Limanowski

Żaden stan w Anglii nie ocenia z taką słusznością krzywdy Irlandczyków jak roboczy, a tymczasem najwięcej sam od nich cierpi – albowiem ci wypędzani przez głód z własnej ojczyzny tysiącami napływają do miast przemysłowych Anglii, przyzwyczajeni zaś do najnędzniejszego życia, sprzedają bardzo tanio swą pracę i tym obniżają zarobki miejscowych robotników. Znowu gdy stany wyższe w Anglii, mając tylko na względzie korzyść własną, przechylały się w wojnie bratobójczej, jaka się toczyła w Stanach Zjednoczonych Ameryki, na stronę południowców – robotnicy Lancashire – pomimo okropnej nędzy, jaka pomiędzy nimi powstała wskutek przeszkód wywozowi bawełny przez stany północne stawionych, wytrwali w swym współczuciu dla walczących o zniesienie niewoli. Dzienniki i Izba naigrawały się z nich, ale oni wytrwali w swoim. Głodni zbierali się na zgromadzenia i słali prezydentowi Stanów Zjednoczonych, Abrahamowi Lincolnowi, podziękowania za zniesienie niewoli murzynów. Robotnicy nie darzyli siebie dyplomacją, oni jasnym okiem patrzyli na wielki czyn sprawiedliwości dziejowej. Ludzie pracy nie wkładają na twarz maski obłudy, nie przeciągają ręki grzecznie każdemu bez względu, jakiego rodzaju jest to człowiek. Czytaj dalej

„Życie Robotnicze”: Tam, gdzie nie dymią kominy… [1927]

Scan10003

Obecny strajk jest aż nadto jaskrawym dowodem, że nie można bezkarnie i bez końca grasować na nędzy robotniczej, rozprawiając jednocześnie szeroko o ciężkich warunkach, w jakich się znajduje przemysł. Podziwiać zaiste należy z jednej strony anielską cierpliwość łódzkich robotników, a z drugiej – graniczący z ohydą bezwstyd przemysłowców, którzy, posiadając najtańszego nie tylko już w Europie, ale nawet w Polsce (bo płace w przemyśle tkackim były najniższe) robotnika, śmieli utyskiwać na ciężkie rzekomo warunki przemysłu. Dzięki taniej robociźnie pracowali z dużymi zyskami, przez głowę im jednak nie przeszło, by zyski te przeznaczyć na ulepszenia techniczne, które pozwoliłyby na potanienie produkcji i podwyżkę płac bez żadnej straty dla dochodów, jakie fabryki dawały. W swej walce o prawo do życia imponująca zarówno liczbą, jak i spokojem, z tej liczby płynącym, wielka armia proletariuszy łódzkich cieszyć się będzie żywą sympatią i poparciem wszystkich ludzi pracy w Polsce, którzy słać będą tam, gdzie kominy nie dymią, ku Łodzi, słowa otuchy i zachęty wytrwania w rozpoczętym boju. Czytaj dalej

Iza Zielińska: Prawo odpoczynku niedzielnego we Francji [1906]

1

Na kongresie w Bourges zapadła uchwała, że walka o zdobycie 8-godzinnego dnia roboczego powinna być prowadzoną jednocześnie i współrzędnie z walką o uzyskanie prawa odpoczynku, że w imię solidarności cały proletariat w walce tej przyjąć udział winien, pomimo iż w wielu fachach świętowanie niedzieli weszło już w zwyczaj. Odtąd przeto występuje na pierwszy plan do boju centralna organizacja robotnicza Confédération Générale du Travail, która bierze w swoje ręce, zgodnie ze statutami i rzeczywistym swym zadaniem, koordynację ruchu robotniczego (a nie dyrekcję). Nie krępując woli i nie narzucając żadnej kategorii pracowników swych zapatrywań co do taktyki walki, stara się ona jednak pośredniczyć pomiędzy rozmaitymi federacjami związków zawodowych celem obopólnego porozumienia i zespolenia usiłowań. I tak np. federacja pracowników branży żywnościowej prowadziła nieustanną niemal i niezmordowaną agitację za pomocą mityngów i afiszów. Pamiętnym jest dzień 9 grudnia 1904 r., kiedy staraniem federacji owej odbyły się w Paryżu trzy ogromne zebrania przy udziale około 10000 robotników, a tegoż samego dnia w różnych miejscowościach Francji miało miejsce 60 mityngów z porządkiem dziennym: zdobycie wypoczynku niedzielnego. Czytaj dalej

Ludwik Krzywicki: Działalność inspekcji fabrycznych [1888]

1[1]

Ukazanie się prawodawstwa fabrycznego ograniczającego czas i warunki pracy w większych zakładach przemysłowych stanowi istotną epokę w dziejach klasy robotniczej. Przyznano otwarcie bezsilność pojedynczych a prywatnych prób dla położenia tamy nadmiernemu przedłużaniu dnia roboczego, zatrudnianiu dzieci oraz zmuszaniu robotników do pracowania w jak najgorszych warunkach zdrowotnych. Zresztą, jeśli rozpatrywać będziemy historię prawodawstwa fabrycznego w Anglii, ujrzymy, że zjawia się ono tutaj jako wynik długoletniej walki klasowej. Jeden paragraf ustawy wywalczano po drugim i sama ustawa jest jedynie zlepkiem z takich częściowych ustępstw dla klasy robotniczej. Tymczasem na lądzie prawodawstwo rozwija się już po części niezależnie od tego rodzaju czynników. Same władze zaniepokojone karłowaceniem ludności miejskiej i upadkiem siły rekruckiej państwa, a zachęcone przykładem W. Brytanii, dają pierwszą podnietę do wypracowania odpowiednich ustaw opiekuńczych. Czytaj dalej

Edward Abramowski: Wszystkim robotnikom i górnikom polskim na dzień 1 maja socjaliści polscy [1893]

yttrr (3)

W waszym ręku towarzysze-robotnicy spoczywa całe wasze dobro. Jeżeli zgodnie, masą całą, zażądacie płacy wyższej i krótszego dnia roboczego, otrzymacie jedno i drugie. Jeżeli masą całą postanowicie zdobyć sobie swobodę – zdobędziecie ją, bo sile waszej nikt oprzeć się nie będzie zdolny. Zbliża się 1 maja – dzień powszechnego święta robotniczego, dzień, w którym mamy całemu światu powiedzieć, czego żądamy, czego nam dziś brakuje. Nie stchórzmy więc, nie zawahajmy się przed wypowiedzeniem tych żądań. Chcemy większej płacy, krótszego dnia roboczego, a przede wszystkim chcemy swobody, chcemy wolnej niepodległej Polski. Wypowiadamy to, świętując dzień 1 maja, świętujmy więc wszyscy. Niech ten dzień 1 Maja będzie dobrym początkiem świętej sprawy naszej i niech od dnia tego po całej Polsce rozchodzi się wielkie słowo wolności – ażeby cały lud polski odczuł hańbę carskiej niewoli i stanął prędzej do walki – by zdobyć swoje prawa i swoje swobody. Czytaj dalej

„Białostoczanin”: Co nam daje organizacja? [1905]

455 (2)

Dzięki organizacji robotnicy poruszyli się zwartą masą na całej przestrzeni ziem polskich, wszędzie domagając się swobody politycznej i ustępstw ekonomicznych. Jeżeli zważymy, jak ogromne masy ludu roboczego brały udział w tym długotrwałym ruchu strajkowym (około pół miliona robotników), to przekonamy się, że organizacja nasza zwycięsko wyszła z tej pierwszej ogniowej próby wielkiego poruszenia masowego. W niezmiernie trudnych warunkach tajnej roboty zdołaliśmy stworzyć i zachować setki komitetów miejscowych, zawodowych i fabrycznych, które rozsiane po całym kraju, kierują naszym ruchem; zdołaliśmy przez całe lata mrówczej, codziennej pracy agitacyjnej, przez masę bibuły, odezw, pism i broszur uświadomić politycznie i społecznie szerokie masy ludności robotniczej; uczyniliśmy z setek tysięcy ludzi, pogrążonych w ciemnocie politycznej, rewolucjonistów gotowych do boju o wolność polityczną, uczyniliśmy z setek tysięcy wiernych niewolników jarzma kapitalistycznego – socjalistów walczących w imię swoich interesów klasowych i w imię przyszłego ustroju socjalistycznego. Czytaj dalej

Zofia Daszyńska-Golińska: Przed jutrem. Współczesny ruch kobiecy wobec kwestii robotnic (odczyt) [1897]

Glos Kobiet 22 (9)

Uważając kwestię robotnic i w ogóle sprawę kobiet klas niższych za najważniejsze ze swoich zadań, dzisiejszy ruch kobiecy nie może jej oddzielić od kwestii robotniczej w ogóle, bo jak się wykazało wyżej, jest ona z nią organicznie związaną, ruch kobiecy zaś może tylko na tym zyskać, gdyż wszelkie dążenia jego znajdowały zawsze wśród parlamentarnych reprezentantów stronnictw robotniczych najgorętsze poparcie. To szerokie tło nie pozwoli na separatyzm kobiecy: w sprawach oświaty, stowarzyszeń, samopomocy robotniczej iść muszą ręka w rękę robotnicy płci obojga. Drugim nie mniej ważnym warunkiem jest, aby kobiety klas wyższych nie wyobrażały sobie, że należy im zająć stanowisko opiekunek i kierowniczek. Jak się wykazało wyżej, robotnica współczesna opieki takiej nie znosi, a o ile ma coś osiągnąć, w walce musi pozostać wierną własnemu kierunkowi. Czytaj dalej

„Białostoczanin”: Dola robotnic w Białymstoku [1901]

2

Chcemy pomówić dziś o was, towarzyszki, o smutnej doli waszej, o tych ciężkich, nieznośnych warunkach, w jakich pracujecie. Jeśli życie robotników jest marne, jeśli oni cierpią wyzysk i brutalne traktowanie, to stokroć gorszym jest los robotnic – zwłaszcza tu u nas w Białymstoku i jego okolicach. Za taką samą pracę płacą robotnicom mniej niż robotnikom, a oprócz zwykłej pracy żądają od kobiet jeszcze spełniania robót służących. Każą im nie tylko dźwigać ciężkie sztuki sukna na drugie lub trzecie piętro, ale szorować podłogi, palić w piecach, załatwiać różne sprawunki i nawet chodzić po wódkę lub piwo dla majstrów, a często i dla robotników. Naturalnie, żadna praca nie hańbi, ale narzucanie robotnicom pracy, za którą nie są opłacane, jest haniebnym nadużyciem i wyzyskiem. Czytaj dalej

„Równość”: Kapitaliści przeciwko robotnikom [1901]

Życie_Rob.1[1]

Jak widzimy zatem przemysłowcy pracują wszędzie pilnie w tym kierunku, aby uniemożliwić robotnikom zapewnienie sobie znośnych warunków pracy. Przemysłowcy oświadczyli wprawdzie w przyjętej rezolucji, że im się nie rozchodzi o nic innego jak tylko o obronę przemysłu przeciwko „nieuprawnionym żądaniom robotników”! Kto jednak zna nienasyconą zachłanność kapitalistów, ten wie, że tu się rozchodzi o proste spętanie robotników. I to nie tylko w tym celu, aby nie mogli swych zarobków podwyższyć, lecz – i to jest stanowczo głównym celem tego zamiaru – aby się nie mogli obronić przeciwko samowolnemu obniżaniu płacy przez przedsiębiorców. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Zwycięstwo szewców-chałupników: wielka wygrana całego proletariatu [1937]

Scan10047[1]

Przed wszystkim to jest ważne, że chałupnik, ten najwięcej wyzyskiwany spośród wyzyskiwanych, ten parias pomiędzy pariasami – podobny w tym do robotnika rolnego (fornala) w dawnych czasach – nie miał dla siebie żadnych ustaw ochronnych: ani o godzinach pracy, ani o wymówieniu i wypłacie zarobków, ani żadnych innych. On stał poza prawem robotniczym, dla niego ochrony w ustawach nie było. Dziś, dzięki energicznemu i wytrwałemu strajkowi okupacyjnemu, ma on swą własną ochronę – umowę zbiorową, zawartą przez jego związek zawodowy i regulującą wszystko, co dotyczy jego zarobkowania. Umowa zbiorowa jest dziś prawem dla chałupników. Jak już stała się prawem dla zwycięskich chałupników szewskich, tak jutro musi się stać prawem dla wszystkich innych chałupników, zorganizowanych także w swoich czysto robotniczych, klasowych związkach zawodowych. Czytaj dalej

„Przedświt”: Najnowsza zdobycz proletariatu i jej znaczenie [1912]

1[1]

Uchwalenie prawa minimum płacy w górnictwie jest nową i tym razem bardzo poważną szczerbą w murach fortecy kapitalistycznej, chroniącej przedsiębiorców od interwencji demokratycznego państwa w dziedzinie umowy pracodawców z pracownikami. Prawo to zadaje nowy cios teorii kapitalistycznej, domagającej się najzupełniejszej neutralności państwa w stosunkach między pracą a kapitałem, teorii co prawda bardzo już poszczerbionej dzięki rozwojowi prawodawstwa fabrycznego. To ostatnie, zapoczątkowane w Anglii w r. 1802 przez ustanowienie maksymalnego 12-godzinnego dnia roboczego dla dzieci i przez zakaz pracy nocnej, stopniowo podmywało najsilniejsze forty i bastiony wyzysku kapitalistycznego. Ustawodawstwo fabryczne w swym rozwoju międzynarodowym pod nieustającym parciem walk strajkowych zorganizowanego proletariatu osiągnęło cały szereg zdobyczy poważnych. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Brońmy zdobytych praw robotniczych [1928]

1[1]

Terror przemysłowców stosowany ostatnimi czasy jest wprost niesłychany, szykanuje się każdy poważniejszy objaw organizacji robotniczej. Wydala się bez żadnych podstaw bardziej świadomych robotników i delegatów robotniczych po fabrykach, starając się tym sposobem zastąpić robotnicze organizacje demokratyczne – własną dyktaturą kapitalistyczną. Czynniki rządowe jak Inspekcja Pracy, zniechęcone brakiem egzekutywy wykonawczej, czują się bezsilne wobec masowego gwałcenia 8-godzinnego dnia pracy, inspektorzy zmuszeni są ograniczyć się do spisywania protokołów i kierowania sprawy na drogę sadową. W sądzie sprawa leży po kilka, a niekiedy i kilkanaście tygodni, a tymczasem firma „robi sobie na całego”, wiedząc, iż w sądzie zostanie skazaną na 50 zł, a w najlepszym razie na 300 złotych grzywny. Otóż taki stan rzeczy łącznie z dewizą przemysłowców dodaje im bodźca do łamania 8-godzinnego dnia pracy. Czytaj dalej

Andrzej Lipski: Obcokrajowcy we Francji [1939]

1[1]

Proletariat obcokrajowy został sprowadzony do Francji przeważnie po wojnie, przez przemysłowców nie znajdujących w kraju odpowiedniej ilości sił roboczych. Przed wybuchem wielkiego kryzysu gospodarczego w 1929 r. Francja pochłaniała corocznie dziesiątki tysięcy nowych robotników. Kryzys ekonomiczny powstrzymał częściowo ten proces, w ciągu kilku lat próbowano nawet pozbyć się robotników obcokrajowych, by zarezerwować „niedostateczną ilość pracy” dla robotników francuskich. Szowinistyczna prasa ogłaszała demagogiczne statystyki, porównujące ilość bezrobotnych robotników francuskich i obcokrajowych. „Wyrzućmy 500 000 cudzoziemców i bezrobocie będzie zażegnane” – oto jej rozumowanie, przypominające bardzo pokrewne hasła pewnych kół w Polsce. Próby przedsięwzięte w tym kierunku dały jednak znikome wyniki. Bezrobotni francuscy na ogół nie należeli i nie należą do gałęzi przemysłu „okupowanych” przez cudzoziemców. Przejście do nowego zawodu jest rzeczą trudną; bezrobotni francuscy odmawiają dostosowania się do nadzwyczaj ciężkich warunków, w jakich pracują cudzoziemcy. Robotnicy francuscy na ogół nie dali się też wciągnąć do kampanii szowinistycznej, nie dali się wziąć na lep agitacji, przedstawiającej cudzoziemców jako winowajców ich nędzy. Związki zawodowe usiłują zorganizować wszystkich robotników, bronią interesów swych wszystkich członków – Francuzów, jak i cudzoziemców; przeciwstawiają się jedynie napływowi nowych robotników do tych gałęzi, w których panuje bezrobocie. Czytaj dalej

„Równość”: Dlaczego organizują się robotnicy? [1898]

17

Podczas gdy jedna część robotników aż do upadłego biega, szukając pracy, przy czym naraża się na rozmaite prześladowania i upokorzenia, bywa nazywaną wagabundami, opryszkami, włóczęgami, którym się pracować nie chce itd. – lecz pomimo najlepszej woli i chęci pracy dostać nie może i w końcu rzeczywiście spada do rzędu włóczęgów i zbrodniarzy – to druga część musi ciągnąć jak woły 11, 12, a nawet 16 lub 18 godzin dziennie. I jaką jest ich zapłata za tę pracę? Równa zeru, za mało do życia, za wiele do śmierci. Ogólne skutki tego stanu rzeczy są przerażające: choroba, nędza, umysłowe i cielesne zwyrodnienie, upadek moralny całych mas ludu roboczego. A skąd się to wszystko bierze, dlaczego się tak dzieje? Dlatego, bo lud sam nie dba o to! Będzie to tak długo trwało, dopóki robotnicy sami będą na to pozwalali, dopóki nie zrozumieją, że są oszukiwani i wyzyskiwani, dopóki nie porzucą godnej przekleństwa obojętności i ciemięstwa, a nie nabiorą świadomości klasowej i nie połączą się wszyscy. Ale jeżeli życie robotnika już dziś jest takie marne, to cóż będzie dopiero z naszymi dziećmi? Czy pomyśleliście już kiedy o tym? Czy, Wy ojcowie i matki, nie czujecie tego, iż najświętszym obowiązkiem Waszym jest pomyśleć o losie swych dziatek? Czyż Wasze sumienie nie mówi Wam, że popełniacie zbrodnię nad zbrodniami, zbrodnię samobójstwa i równocześnie zbrodnię zabójstwa swych niewinnych dzieci, jeżeli spoczywacie w leniwej bezczynności i jeżeli cierpliwie, jak barany, dajecie się strzyc i pędzić do rzeźni? Czytaj dalej

„Siła”: Młodzież robotnicza a związki zawodowe [1937]

1[1]

Przed klasą robotniczą, a w pierwszym rzędzie przed młodzieżą, jest jeszcze wiele rzeczy do spełniania, i to właśnie w organizacjach zawodowych. Przede wszystkim musimy dążyć do zniesienia klęski bezrobocia i zatrudnienia wszystkiej młodzieży, lecz nie kosztem wyrzucania rodziców z pracy, a przyjmowania na ich miejsce młodzieży jako wydajniejszej i niżej płatnej siły roboczej. Aby dać wszystkim zatrudnienie, musimy walczyć o skrócenie czasu pracy do 6 godzin dziennie przy równoczesnym podwyższeniu zarobków do granic możliwości. Musimy przeprowadzić prawdziwą ochronę pracy młodzieży i dorosłych. Musimy zabezpieczyć młodzieży warunki higieniczne i zdrowotne. Bo chcemy wychować zdrowych moralnie i fizycznie przyszłych pionierów Wolności i Socjalizmu. Czytaj dalej