Tadeusz Podgórski: Przetrawianie komunizmu. Uwagi o narastaniu opozycji demokratycznej w PRL [1975]

break-the-chains-header

Jesienią roku 1974 paryska „Kultura” zainicjowała dyskusję pod hasłem: „Co robić”? Chodziło w pierwszym rzędzie o próbę nowego określenia zadań niezależnej polityki polskiej w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Rzecz oczywista, zawadzono przy tym siłą rzeczy o zagadnienie opozycji politycznej w kraju. Oceny były różne: od pesymistycznych po optymistyczne, od wskazujących na przejawy opozycji – po kwestionujące możliwości opozycyjnego działania w kraju. Padły nawet głosy, jakoby opozycja „sensu stricto” nie była pod rządami komunistów możliwa. Czy takie oceny mają uzasadnienie? Jest faktem niezaprzeczalnym, że system komunistyczny, oparty na dyktaturze oligarchii monopartyjnej oraz zetatyzowanym aparacie władzy, nie uznaje istnienia otwarcie działającej opozycji. Nie znaczy to przecież, aby społeczeństwa przez komunistów rządzone godziły się z tym systemem. Nie znaczy to również, aby brak uprawnień dla opozycji oznaczał akceptowanie przez społeczeństwo komunistycznej doktryny sprawowania władzy. Cóż z tego, że komuniści odmawiają rządzonym przez siebie społeczeństwom prawa kwestionowania leninowskich form sprawowania władzy, że nie pozwalają na krytykę poczynań swoich partii? Zakaz nie powstrzymuje obywateli od myślenia. Przeciwnie, wytwarza się wówczas szczególna sytuacja, typowa właściwie dla wszystkich reżimów totalitarnych. Sytuacja, która zmusza społeczeństwo do szukania i stosowania takich form sprzeciwu wobec niechcianej władzy, które na różny sposób powodują zmiany w biegu wydarzeń po linii przeciwnej założeniom panującej w danym kraju dyktatury. Jeśli zatem leninowski system „dyktatury proletariatu” uniemożliwia formowanie się i działanie jawnej, legalnej opozycji – powstaje w jej miejsce spontaniczna opozycja niezorganizowana, jak gdyby „podskórna”, która kanalizuje nurt niezadowolenia społeczeństwa. Z taką opozycją mamy teraz do czynienia w Polsce. Czytaj dalej

„Czyn Związku Syndykalistów Polskich”: Sprawa granic postulatem świata pracy [1944]

Fbukowska

Wielkie obszary ziemskie kresów wschodnich stanowią rezerwę ziemi dla przyszłej reformy rolnej i stworzą podstawy pod osadnictwo małorolnych i bezrolnych. Słabo rozbudowane i nieliczne miasta wschodu Polski staną otworem dla rzemieślnika i robotnika i spółdzielcy. Ostatnie lata przedwojennego okresu wykazały, że dzieło odbudowy i zagospodarowania ziem wschodnich Rzeczypospolitej jest naszym dziejowym nakazem. Tereny te, będące przedmiotem wiekowych sporów, w epoce gospodarki rosyjskiej leżały odłogiem tak jak i wiele innych olbrzymich przestrzeni znajdujących się pod władztwem przedtem carskiej, a dziś sowieckiej biurokracji. Toteż kiedy dzisiaj Związek Radziecki wysuwa swoje pretensje do tych ziem, musimy stwierdzić, że z jednej strony jako rzekomy obrońca demokratycznych frazesów zapomina równie o demokratycznych prawach do rozwoju narodu polskiego, a z drugiej strony ubierając się w togę obrońcy uciśnionego proletariatu, zbyt łatwo wpada w faszystowsko-imperialistyczną manierę. Czytaj dalej

„Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii”: Za grobem zwycięstwo [1944]

7687407310_41d34c8a81_b

Miała Warszawa prawo do powzięcia decyzji o powstaniu także polityczno-moralne. Po pierwsze dlatego, że prawo do uwolnienia stolicy własnymi rękami Polaków było logicznym uwieńczeniem tej nieubłaganej walki, jaką naród polski od pięciu lat toczy przeciw niemieckiemu najeźdźcy, nie wydając ani jednego Hachy czy Quislinga, nie cofając się nigdy przed żadną ofiarą, nie wątpiąc nigdy, nawet w najcięższych i najwątpliwszych momentach – nawet w momencie ujawnienia zbrodni katyńskiej – gdzie jest wróg, z którym się toczy walka na śmierć i życie. Prawa takiego wojska brytyjskie i amerykańskie nie odmówiły kombatantom francuskim i ludowi Paryża. Chętnie i świadomie przyznały im prawo pierwszeństwa w wyzwoleniu stolicy Francji. Po wtóre dlatego, że decydujący współudział Armii Krajowej w oswobodzeniu szeregu ośrodków polskich, np. Wilno, Lwów, ani razu nie został oficjalnie pokwitowany przez Armię Czerwoną, jeśli pokwitowaniem nie nazwać aresztów i deportacji oficerów i szeregowych Armii Krajowej przez władze sowieckie. Po trzecie dlatego, że – powiedzmy to otwarcie – gdy się kwestionuje pod obłudną, ale przejrzystą maską samo prawo narodu polskiego do swobodnego decydowania o swoim losie – stało się rzeczą niezbędną wskazać, kto jest gdzie gospodarzem. Czytaj dalej

Jan Maurycy Borski: Dyktatura proletariatu [1933]

1 maj (5)

Formułki Lenina, przeniesione z zacofanej pod względem ekonomicznym Rosji na inne, bardziej skomplikowane organizmy o odmiennej strukturze, nie nadają się do szczepienia. Wysuwanie hasła dyktatury proletariatu jako punktu programu, do którego należy dążyć, świadczy nie tylko o niezrozumieniu tych słów, ale w praktyce działa też demoralizująco. Pobudza niskie instynkty mas, wciąga do szeregów partyjnych ludzi o katowskich upodobaniach, indywidua spod ciemnej gwiazdy, obniża sztandar etyczny socjalizmu. Dyktatura jest złem koniecznym na drodze prowadzącej do socjalizmu. Usprawiedliwienia swe czerpie w egoizmie klasowym burżuazji i w moralnej sankcji ludu pracującego. Należy badać naukowo to zjawisko. Nie wolno jednak czynić zeń chleba powszedniego na wiecach i w prasie. Tu widzimy całą szkodliwość dyktatury z punktu widzenia celowości gospodarczej. Przy dyktaturze klas posiadających celowość ta wyraża się w obronie interesów tych klas, o czym świadczą dzieje dotychczasowe, od faraonów egipskich począwszy, a na Włoszech faszystowskich i Polsce „sanacyjnej” kończąc. Dyktatura kapitalizmu państwowego w Rosji sowieckiej na razie również broni interesów tego kapitalizmu, które na razie nie są interesami robotników i chłopów, ponoszących ciężkie ofiary na rzecz kapitalizmu państwa. Nie ma ludności tak zacofanej, która by nie rozumiała i nie odczuwała polityki gospodarczej, zgodnej czy też sprzecznej z jej potrzebami i interesami. Jeżeli więc bolszewicy stosują wciąż, po 15 latach swych rządów, bezwzględną dyktaturę, to oznacza to, że znaczna większość ludności nie widzi dotąd w bolszewizmie wykładnika swych interesów, że widzi w nim swego wroga. Czytaj dalej

„Głos Kobiet”: Atak i kontratak [1937]

GK

PPS zajmowała wobec komunistów negatywne stanowisko, nawet w okresie, kiedy w Rosji dokonywały się wielkie przemiany i rządy bolszewickie wzbudzały u jednych zachwyt, u innych wielkie zainteresowanie. PPS nie ulegała sugestii, miała własną linię ideologiczną odpierała napór na swoje szeregi, nie przeceniając skali wpływów komunistycznych. PPS docenia znaczenie jedności klasy robotniczej, bo każda walka w szeregach robotniczych osłabia możliwość nie tylko walki, ale i obrony stanu posiadania. Przez kilka lat obowiązywał „pakt o nieagresji”, tzn. partia jedna i druga miały obowiązek łagodzenia nieporozumień, unikania polemik w prasie itd. To porozumienie było wykonywane jednostronnie, bo komuniści nigdy nie dotrzymali paktu i wedle otrzymanych poleceń atakowali PPS. W ostatnim okresie zbladła gwiazda sowiecka. Dyktatorskie rządy Stalina z masowymi mordami jako systemem rządzenia obudziły zgrozę i nawet najzagorzalsi wyznawcy mówią o tych sprawach z pewnego rodzaju zawstydzeniem. Czytaj dalej

Zygmunt Kisielewski: Zemsta idei [1920]

1

Bolszewicy uznali zrazu ideę stanowienia o sobie narodów. Uznali ją przed dwoma laty, dzisiaj zaś zaprzeczyli jej swoim postępowaniem. Dążą bowiem do zaboru Polski. Sprawa to tak widoczna, że pokryć jej nie mogą noty Cziczerina. Cziczerin chciał samego siebie prześcignąć w chytrości i zohydził siebie i dyplomację bolszewicką. A co ważniejsze, zaprzeczył idei samostanowienia. Spadła z twarzy dyplomaty maska „ideowa”. Zasada samostanowienia okazała się w ustach rządu sowieckiego frazesem, bolszewicy zaborcami. I na tym polega klęska bolszewizmu. Jakiekolwiek by były postępy armii sowieckiej – idea sprawiedliwa, wzniosła, którą głosił zawsze i wszędzie socjalizm, została przez najskrajniejszych ze skrajnych wdeptana w błoto, wyszydzona, zbezczeszczona. Czytaj dalej

Wilhelm Raort (Józef Rappaport): Dwanaście wskazówek dla redaktorów komunistycznych [1930]

1

Po prostu żal mi nieraz piśmiennych panów komunistów. Męczą się i dręczą nieraz w swoich gazetkach i ulotkach, zachodząc w głowę, jak by tu socjalistom zalać sadła za skórę – z minimalnym skutkiem. Stare i oklepane frazesy w rodzaju ,,soc-faszyści”, „zdrajcy proletariatu” itp. nie znajdują już oddźwięku. Współczując z każdym człowiekiem, który chce, a nie może niczego nowego wymyślić, postanowiłem piśmiennym panom komunistom ułatwić pracę redakcyjną, podając tuzin nieomylnych wskazówek oraz praktycznych rad, koniecznych do dojechania końca socjalistom całego świata. Czytaj dalej

Wiktor Woroszylski: Dziennik węgierski [1956]

1 (5)

Opowiadają o hasłach, z którymi wyszli – rewolucyjnych, socjalistycznych – i o masakrze bezbronnych, którą na te hasła odpowiedziano. Dzień za dniem relacjonują mi przebieg rewolucji i stalinowskiej kontrrewolucji – i jeszcze raz przekonuję się, że nie popełniliśmy błędu w Warszawie, dostrzegając w ruchu węgierskim szlachetną i bliską nam treść. Wreszcie opowiadanie dociera do dnia dzisiejszego. Moi rozmówcy są dobrej myśli: twierdzą, że z chaosu i rozproszenia wyłaniają się już zarysy nowych form ruchu społecznego i współżycia rewolucjonistów. Opowiadają, że dzisiaj – w dniu, w którym na powierzchnię życia wyszły tradycyjne partie demokracji liberalnej – kształtuje się również partia, jakiej jeszcze nie było: Rewolucyjna Partia Młodzieży. Będzie to duża, prężna partia, wyrosła z ruchu demokratycznego ostatnich miesięcy i z powstania – partia zdecydowana walczyć o ludzkie oblicze socjalizmu. – Przecież w naszym kraju nigdy nie było socjalizmu – mówi ktoś. – Była kartoteka półtora miliona informatorów w AVH, ale czy na tym polega socjalizm? Zastanawia fakt, że podstawowe hasła powtarzają się właściwie we wszystkich gazetach, w oświadczeniach wszystkich ugrupowań politycznych. Są to nie tylko hasła niepodległościowe, ale również socjalne – te, które mówią o zachowaniu głównych zdobyczy ekonomicznych demokracji ludowej. Nawet Bela Kovacs przywódca Partii Drobnych Posiadaczy, oświadczył: „Niech nikt nie marzy o dawnym świecie. Świat hrabiów, bankierów, kapitalistów znikł na zawsze”. Czytaj dalej

Adam Ciołkosz: Dwa powstania [1964]

2

A Warszawa? Stalin umarł przed jedenastu laty, Chruszczow ujawnił i potępił niektóre jego zbrodnie, ale straszliwa zbrodnia Stalina, popełniona w r. 1944 na walczącej Warszawie, nie spotkała się z potępieniem komunistów. Wręcz przeciwnie. Twierdzą oni nieodmiennie, że winę zniszczenia Warszawy ponoszą polskie czynniki niepodległościowe, które w dniu 1 sierpnia 1944 r. wezwały lud Warszawy do walki z Niemcami. Jednakże prawda historii jest taka, że wybuch powstania w Warszawie tak samo jak w Paryżu był psychologiczną koniecznością, był nieunikniony, a jego wynik mógł być zupełnie inny, zwycięski, taki sam jak w Paryżu – gdyby nie pomoc, jaką wojska sowieckie okazały wojskom Hitlera, pozwalając im na łamanie powstania i na niszczenie naszej stolicy ogniem i żelazem. Przestudiowanie wydarzeń sierpnia 1944 r. w Paryżu potwierdza tę analizę nieodparcie. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Cele Narodu Polskiego [8 sierpnia 1944]

2

Nowa demokratyczna konstytucja zapewni sprawne rządy zgodne z wolą ludu; demokratyczne ordynacje wyborcze dadzą wierne odzwierciedlenie opinii społeczeństwa; przebudowa ustroju rolnego i przemysłowego da podstawy dobrobytu dla mas pracujących w mieście i na wsi; uspołecznienie kluczowych gałęzi przemysłu i współudział pracowników w kierownictwie i kontroli produkcji przemysłowej uczyni ludzi pracy współgospodarzami Polski. Praca i dostateczne warunki bytu zostaną zagwarantowane, dochód społeczny będzie podlegał sprawiedliwemu podziałowi, a oświata i kultura upowszechnią się na najszersze masy. Taka jest treść i tendencja Narodu Polskiego, powstającego przez walkę do życia i pełnej odbudowy Państwa. Będzie ono Republiką Demokratyczną i Społeczną Państwem silnym i zabezpieczonym przed zakusami imperialistycznymi. Państwem rzeczywiście niepodległym, a w życiu wewnętrznym opartym na idei sprawiedliwości społecznej. Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Wyzysk ekonomiczny Ukrainy przez ZSRR [1930]

Ukraine-USSR

W ten sposób wszystkie dochody podatkowe i niepodatkowe wpływają do jednolitego skarbu sowieckiego, wyższe zaś instancje sowieckie w Moskwie czynią podział tych dochodów pomiędzy budżetem związkowym a budżetami poszczególnych republik. Oczywiście stosunki budżetowe najbogatszej w Związku Radzieckim Republiki Ukraińskiej przedstawiają się dla Ukrainy i jej gospodarstwa bardzo niekorzystnie, natomiast nader korzystnie dla ZSRR. Dowodem tego są dane urzędowej statystyki sowieckiej, ogłoszone w specjalnych wydaniach Głównego Urzędu Statystycznego Ukrainy. Zestawiwszy ogólne sumy przychodowe i rozchodowe obydwu budżetów Ukrainy, otrzymamy saldo na korzyść ZSRR: za rok budżetowy 1923-24 – 289,403 mln, za rok 1924-25 – 378,099, za rok 1925-26 – 574,963, za rok 1926-27 – 605,848. Zatem w ciągu czterech lat saldo na korzyść Związku Sowieckiego wynosiło sumę 1 848 313 000 rubli. Czytaj dalej

Adam Ciołkosz (?): Stalinowska komedia „wyborów” [1937]

1

Rzecz jasna, wszelkie przepisy prawa nabierają pełnej wyrazistości dopiero w ich praktycznym zastosowaniu. Wartość sowieckiej ordynacji wyborczej sprawdza się nie tylko jej brzmieniem ustawowym, ale możnością jej wykorzystania bodaj przez te organizacje, których „rdzeniem kierowniczym” jest partia komunistyczna. Rzeczywistość rozwiała wszelkie złudzenia, jeżeli je ktokolwiek żywił. Z wyjątkiem jednego jedynego okręgu na całym obszarze Związku Sowieckiego we wszystkich okręgach zgłoszono tylko po jednym kandydacie… Rozumiemy, co to oznacza. W tych warunkach całe zainteresowanie skupić się mogło jedynie wokół wysokości frekwencji wyborczej – gdyby… gdyby obywatele ZSRR mieli możność swobodnego glosowania lub niegłosowania. Ocena nasza tej możliwości jest nader wstrzemięźliwa. W Niemczech Hitlera widzieliśmy już niemal 100-procentową frekwencję wyborczą. Czytaj dalej

Stefan Żeromski: W sprawie Gruzji [17 maja 1923 r.]

1[2]

W dobie swojej długiej niewoli Polacy wydeptując tyle dróg obczyzny, deptali także strome ścieżki niebosiężnych gór Kaukazu. Dzisiaj Gruzini zmuszeni są przez wspólnego wroga do przemierzania równiny polskiej. Nadchodzi jednak dzień, kiedy ludy świata znienawidzą podbój i gwałt, jakimikolwiek osłoniony hasłami, odrzucą przemoc ludu nad ludem. Wolność Gruzji musi być hasłem wszystkich ludzi wolnych w duchu. Czytaj dalej

Adam Pragier: Przewrót warszawski

W tych warunkach dyktatura partii komunistycznej musi się wyrażać w postaci rządu autorytatywnego, czyli opartego na sile. W Polsce oznaczać to będzie nie tyle siłę samego rządu, ile siłę Sowietów, które będą za nim stały. Choćby bowiem Sowiety niechętnie widziały u władzy Gomułkę i wolały kogo innego, niewątpliwą jest rzeczą, że siłą stłumiłyby wszelką próbę zniesienia dyktatury i wprowadzenia demokracji parlamentarnej w jakiejkolwiek formie, tak samo jak to uczyniły na Węgrzech. W praktyce oznacza to, że rząd Gomułki czy jakikolwiek inny rząd tego samego stylu, choćby w pewnej mierze czynił ustępstwa na rzecz opinii, gdy popadnie z nią w ostrą sprzeczność, będzie wymuszał na swoich poddanych posłuch, tak jak to zawsze czynią rządy autorytatywne. Gdy przeminą miodowe miesiące poprzewrotowe, nie obejdzie się bez tajnej policji, cenzury, a pewnie i innych środków represji. I nie jest to wcale zależne od woli Gomułki, ale od faktu, że Rosja godzi się w Polsce tylko na dyktaturę komunistyczną, a rządy monopartyjne podlegają niezłomnym prawidłom wszelkiego rządzenia bez odpowiedzialności wobec poddanych. Czytaj dalej

Marks przeciwko Marksowi – rozmowa z Krzysztofem Brzechczynem

LN_5

O myśli, biografii i dorobku jednego z najbardziej oryginalnych lewicowych polskich myślicieli ostatnich dekad, zmarłego w roku 2009 prof. Leszka Nowaka, opowiada dr hab. Krzysztof Brzechczyn, współpracownik prof. Nowaka, kontynuator i popularyzator jego koncepcji oraz redaktor zbioru jego pism, w rozmowie z Krzysztofem Wołodźką. Czytaj dalej

Remigiusz Okraska: „Luksemburgizm” Adama Ciołkosza. Z zapomnianych kart emigracyjnej myśli lewicowej

``[1]

„Koncepcja Luksemburg, aczkolwiek przesadna w degradacji roli i znaczenia demokratycznie wybranego kierownictwa partyjnego, była nieporównanie słuszniejsza i zdrowsza niż koncepcja Lenina /…/ Koncepcja Lenina była koncepcją rządów potrójnej mniejszości: klasy robotniczej, która jest mniejszością w społeczeństwie; partii socjaldemokratycznej, która jest mniejszością w proletariacie; kadry zawodowych rewolucjonistów, która jest mniejszością w partii”. Luksemburg pozostała zatem wierna kluczowej marksowskiej zasadzie, że wyzwolenie robotników powinno być dziełem samych robotników. „Błędy popełniane przez prawdziwy rewolucyjny ruch robotniczy są historycznie bez porównania bardziej owocne i wartościowsze od nieomylności najlepszego »Komitetu Centralnego«” – pisała ona. Ciołkosz przypomina, że jeszcze 30 grudnia 1918 r., dwa tygodnie przed zgonem, na zjeździe założycielskim Komunistycznej Partii Niemiec wygłosiła referat programowy, zawierający m.in. takie słowa: „Socjalizmu nie wprowadza się i nie podobna wprowadzić za pomocą dekretów; nie zrobi tego nawet rząd jak najbardziej socjalistyczny. Socjalizm muszą wprowadzać w życie same masy, każdy proletariusz”. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba [?]: Socjalizm szuka nowej drogi [1947]

1[1]

Po wstrząsie rewolucyjnym 1918 roku ruch socjalistyczny zadowolił się realizowaniem swego programu minimalnego: ustawodawstwa pracy i ubezpieczeń społecznych. Osłabiło to niewątpliwie ideowy wpływ socjalizmu, pozbawiając go dalszych perspektyw. Dzisiaj obserwujemy analogiczne zjawisko ograniczania roli socjalizmu w poszczególnych państwach do upaństwawiania poszczególnych gałęzi produkcji bez zmiany wewnętrznego jej ustroju. Tak stosowana „nacjonalizacja” jest tylko naśladownictwem zdyskredytowanego doświadczenia sowieckiego z tym jednak minusem, że stary układ klasowy zostaje utrzymany i żądanie ofiar od robotników nie jest przesłonięte nawet pozorem zmiany stosunków klasowych. Położenie nacisku na problem uspołecznienia, a więc zmiany ustroju gospodarczego (jego zdemokratyzowanie) i poszczególnego przedsiębiorstwa (przez wprowadzenie do jego kierownictwa elementów społecznych), jest bardzo na czasie. Czytaj dalej

Kazimierz Czapiński: Nowa rzeź socjalistów [1924]

~~[2]

Gdy socjaliści zesłańcy, mieszkający poza więzieniem, dowiedzieli się, że w szpitalu umiera trzech towarzyszy pokaleczonych przez żołnierzy przy odprowadzaniu do karceru – zaprotestowali, żądając sądowego zbadania wszystkich ostatnich wypadków, między innymi 7 grudnia powiesił się w celi samotny więzień, który przebył już w tej celi 9 miesięcy bez spacerów. Gdy katorżnicy się zebrali i protestowali przed więzieniem, wybiegli krasnoarmiejcy i zaczęli strzelać. W rezultacie zabito 8 zesłańców, a 19 ciężko raniono. Ilu zmarło od ran – nie wiadomo. Było to wszystko w początkach grudnia. Wiadomo tylko, że do 20 grudnia na Sołowkach popełniło samobójstwo 3 więźniów. Tak się przedstawia nowa zbrodnia bolszewickich oligarchów, którzy, czując dobrze, iż w zrujnowanym przez nich kraju jedynym protestem przeciwko bezprawiu, a na rzecz demokracji jest protest socjalistów, dochodzą do szału w swej nienawiści przeciwko nim i nie cofają się przed żadną zbrodnią. Kapitaliści, spekulanci – „nepmani” – ci jakoś umieją współżyć z bolszewickim rządcami, ale socjaliści dalej się organizują i protestują. Za to też ich ściga niesłabnąca zemsta bolszewików! Czytaj dalej

Leszek Nowak: Dramat Marksa [1983]

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Marks był bowiem zbyt umiarkowany w swoim materializmie: sprzeczności interesów społecznych dopatrywał się tylko w gospodarce, państwo natomiast (a także kulturę) rozumiał zgodliwie, solidarystycznie. Państwo np. pojmował jako mechanizm uzgadniający interesy rozmaitych grup społecznych dla zachowania równowagi ogólnospołecznej, ponieważ najsilniejszą z tych grup jest klasa właścicieli, więc państwo zwykle występuje jako rzecznik jej interesów, np. wtedy, kiedy tłumi rewolucje biedoty: ale czyni to pod przemożną presją nacisku z zewnątrz, ze strony własności prywatnej, samo z siebie jest natomiast mechanizmem uzgadniania, nie zaś tworzenia konfliktów. Polityka jest tylko nadbudową gospodarki. Twierdząc tak, mylił się straszliwie, bo monopol mniejszości na środki przymusu jest czynnikiem rodzącym bardziej jeszcze zaciekłe antagonizmy społeczne niż monopol na środki produkcji. Twierdzić, że systemy więzień, obozów i masowej inwigilacji powstają w interesie własności prywatnej jedynie i że kiedy masy buntują się przeciw torturom, aresztowaniom i donosicielstwu, to czynią to koniec końców, by podnieść stopę życiową, tak twierdzić, znaczy nie pojmować natury władzy. Czytaj dalej

Cezary Miżejewski: Niezłomny z Żoliborza (o Stefanie Zbrożynie)

1

Był człowiekiem, który pozostawił po sobie potężny dorobek, który – jak pisał o nim Jan Józef Lipski – stanowił punkt odniesienia dla myśli o projektach, o reformie, o terapii życia społecznego. Człowiek, który swoją niezłomną postawą moralną, a jednocześnie społecznikowskim, samorządowym i spółdzielczym podejściem zszedł jakby żywcem z kart książek Żeromskiego. Wanda Czapska-Jordan w 1976 napisała: „Każdy kto był naocznym świadkiem jego nieugiętej postawy, której nie potrafiło złamać […] więzienie Bezpieki, nie mógł nie podziwiać odwagi starszego wiekiem człowieka, rzucającego wyzwanie wszystkim potężnym instytucjom komunistycznego reżimu. Jedni nazywali to donkiszoterią, inni, którzy już się przyzwyczaili do nowego układu stosunków, wzruszali ramionami i uśmiechali się ironicznie. Lecz Stefan Zbrożyna nie przyzwyczaił się i walczył do ostatka o swoje i innych prawo do wolności. Nie ma go już wśród żyjących, lecz pozostaje w naszej pamięci jako postać wielkiego patrioty i nieustraszonego człowieka”. Czytaj dalej