Lucjan Blit

Bohater getta – kawaler Virtuti Militari

[1944]

„Wódz Naczelny nadał 18 lutego 1944 roku pośmiertnie srebrny Krzyż Virtuti Militari inż. Michałowi Klepfiszowi z Warszawy”.

Ten krzyż nie zawiśnie na jego grobie. Grób ten pozostanie nieznany, jak prawie wszystkie groby żołnierzy wielkiej Armii Podziemnej w Kraju.

Dziwnie, jak sława szła za młodym Michałem. A on sam był zaprzeczeniem wszelkiej za nią pogoni. Był cichy i skromny. Tak, jak jego cała rodzina. Znaliśmy ich wszystkich blisko i dobrze. Ojciec i matka byli nauczycielami szkół powszechnych w Warszawie. Matka, Maria, była kierowniczką jednej z państwowych szkól powszechnych w Warszawie i przez długie lata do wybuchu wojny przewodniczącą Zarządu Głównego Związku Żydowskich Nauczycieli Szkół Powszechnych. Rodzice całe swoje życie oddali cichej, ale często, w czasach carskiego reżymu, jakże niebezpiecznej służbie w ruchu socjalistycznym. W tej skromnej, ale i ofiarnej atmosferze wyrósł ich młody Michał. Uczył się świetnie i warszawską Politechnikę ukończył z odznaczeniem tuż przed wojną.

Pamiętam go za jego czasów studenckich. Co wtorek spotykaliśmy się na zebraniach bundowskiej organizacji akademickiej „Ogniwo”. Prawie nie przypominam go sobie przemawiającego. Ale zawsze był tam, gdzie trzeba było coś zrobić, gdzie trzeba było bezinteresownie oddać swój czas, energię, a czasami i zdrowie. Jego równowaga duchowa była przysłowiowa. I taką była jego wiara w dobroć ludzką. Miał przyjaciół wszędzie. Był Żydem, socjalistą żydowskim. Ale duchowo nic nie miał wspólnego z żadnym gettem. I wierzył głęboko w Polskę bezgettową.

Miał olbrzymio rozwinięte poczucie obowiązku. Ludzkiego, obywatelskiego. I miał głęboki instynkt wspólnoty losu ludzkiego. I już jako 20-letni chłopak dał temu świadectwo.

Latem 1934 roku w okolicach Nowego Sącza (pod Łąckiem, jeśli mnie pamięć nie zawodzi), tuż nad Dunajcem rozbudował swoje namioty obóz letni Cukunftu (młodzież robotnicza Bundu). Ale w lipcu nawiedziła tę okolicę straszna powódź, która wyrządziła olbrzymie szkody materialne i kosztowała dużo (jak na owe szczęśliwe, jakże dawne czasy…) żyć ludzkich. W obozie znajdował się też młody Klepfisz. A rzeka, wezbrana, nosiła na swych dzikich falach to część chałupy, to nieżywe cielsko krowy lub psa. Na wzgórzach, okalających tę najpiękniejszą polską rzekę, zrozpaczeni mieszkańcy okolicznych wiosek w modlitwach szukali pocieszenia i nadziei. Ale oto ukazała się na rzece pół rozwalona chata. A w niej – niemowlę w kołysce. Nad brzegiem wśród wielu innych ludzi stał Michał. Obok niego jego matka. Spojrzeli tylko na siebie. I po chwili Michał borykał się z olbrzymimi falami. Ale zrobił, co uważał za swój ludzki obowiązek. Dziecko uratował i tegoż wieczora przez Polskie Radio nadawano po raz pierwszy nazwisko Michała Klepfisza, któremu starosta powiatowy dziękował za bohaterski czyn.

I drugi raz mówiło o nim radio polskie. Tym razem podziemne – „Świt”. W pierwszych dniach maja 1943 roku opowiadało o tym, jak w nocy z 18 na 19 kwietnia rozgorzała zbrojna walka na terenie getta warszawskiego, jak ludzie od lat głodzeni, słabo, potajemnie uzbrojeni, rzucili się na stokroć lepiej uzbrojonego wroga, by drogo sprzedać swoje życie, by nie pójść dobrowolnie do obozów „pracy”, będących faktycznie masowymi mordowniami tysięcy.

Dziś wiemy już dokładnie, że ta walka na śmierć i życie, bez rannych i bez jeńców, była planowana od wielu miesięcy przez robotników żydowskich, zatrudnionych na terenie getta w niemieckim przemyśle zbrojeniowym. Dziś wiemy, jak bardzo kaci hitlerowscy bali się oporu swoich ofiar i uciekali się do najpodlejszych kłamstw, by oszukać naiwnych, przyrzekając im w specjalnych odezwach, rozlepianych na murach domów, a podpisanych przez niemieckiego Komisarza dla Spraw Przesiedlenia Mieszkańców Dzielnicy Żydowskiej Waltera Toebbensa, że zostaną oni urządzeni lepiej, niż dotychczas, i – co najważniejsze – by nie uwierzyli agitacji Żydowskiej Organizacji Bojowej.

I opowiadając dalej o niezwykłym bohaterstwie bojowników getta, osamotnionych w swojej walce, mających tylko za sobą moralne oparcie w podziemnym ruchu polskim spoza getta, rozumiejących doskonale, jaki może być fizyczny koniec i rezultat tej „drugiej bitwy o Warszawę”, „Świt” wymienił jedno nazwisko – Michała Klepfisza. I to samo powtórzyło się w telegraficznym doniesieniu z Warszawy, przesłanym przez Delegata Rządu: „Zginął bohaterską śmiercią inżynier Klepfisz, członek Bundu, jeden z filarów zbrojnego oporu”. W sprawozdaniu, które przed kilku tygodniami dotarło do Londynu z Warszawy, podane zostały bliższe szczegóły zasług Michała Klepfisza w przygotowaniu powstania warszawskiego getta. Był on tym, który zorganizował, potajemną oczywiście, wytwórnię materiałów wybuchowych w dzielnicy żydowskiej. I dalej jest powiedziane w tym sprawozdaniu: „Bez pomocy Michała powstanie byłoby niemożliwe”.

Michał Klepfisz zginął w walce już w pierwszych dniach powstania. Ale walka trwała znacznie dłużej. Po stronie niemieckiej walczyło co najmniej 6000  żołnierzy SS i Gestapo. Niemcy walczyli tchórzliwie, nieraz uciekając, i przez pierwsze dwa tygodnie nie śmieli w nocy w ogóle wejść na teren getta. Przeciwko ludziom uzbrojonym najwyżej w karabiny maszynowe i granaty ręczne użyli czołgów, artylerii i nawet samolotów. Palili całe ulice, zanim odważyli się w nie wtargnąć.

Jeszcze w połowie czerwca, a więc w 7 tygodni po rozpoczęciu walk, bojownicy prowadzili wciąż walkę podjazdową na terenie getta. O klęsce moralnej Niemców świadczy chociażby fakt, że w maju 1943 r. został usunięty ze stanowiska szefa Gestapo okręgu warszawskiego von Sammer, któremu kierownicze czynniki hitlerowskie zarzucały, że był winien temu, że około 1000 Niemców zginęło podczas walk w getcie.

W tych strasznych dniach na ulicach polskiej części Warszawy kolportowana była odezwa Centralnego Kierownictwa Ruchu Polskich Mas Pracujących, w której m.in. było powiedziane: „Robotnikom i pracownikom narodowości żydowskiej… przesyłamy braterskie pozdrowienie i zapewnienie, że czyn ich nie przejdzie bez echa. Wejdzie on w legendę Polski walczącej, stanie się wspólnym dorobkiem ludu Polski, dorobkiem, na którym wzniesiony zostanie gmach odrodzonej Rzeczypospolitej”.

…I razem ze sztandarami zwycięskich wojsk przez Aleję Ujazdowską i przez spaloną ulicę Smoczą przejdzie sztandar, który wisiał na samotnej barykadzie getta. I na Wielkiej Rewii, gdy na baczność staniemy przed duchami żołnierzy wielkiej armii wolności, którzy walczyli o Polskę, zobaczymy wśród nich bojowników warszawskiego getta i chorążego tych bojowników – Michała Klepfisza.

Lucjan Blit

______________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w londyńskim piśmie „Polska Walcząca”, nr 21, 27 maja 1944 r. Przedruk za reprodukcją tej publikacji w: „Żydzi Polscy w służbie Rzeczypospolitej”, tom II, opracował Andrzej Krzysztof Kunert, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Warszawa 2002. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. 

Jeden komentarz nt. “Bohater getta – kawaler Virtuti Militari

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *